<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" ?>
<rss version="2.0">
<channel>
	<title>Forum psychologiczne - Zaburzenia</title>
	<description>Kanał RSS ze strony www.psychocafe.pl</description>
	<link>http://www.psychocafe.pl/index.php</link>
	<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 20:28:20 +0000</pubDate>
	<ttl>60</ttl>
	<item>
		<title>Nie potrafie schudnac</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10064-nie-potrafie-schudnac/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam problem ktory zaczal sie u mnie juz  podstawowce. Otorz wlasnie w tedy zaczalem tyc, kupowalem slodycze i jadlem je na potege, dokladnie to samo robilem w gimnazjum, sklepik szkolny bym moj. kiedy w pierwszej klasie liceum powiedzialem dosyc, poszedlem na silownie. <br />
przy wzroscie 185cm wazylem prawie 155 kg i nie bylem w stanie podniesc sztangi wazacej 40 kg a na sównicy kres osiagnalem przy 100 kg  ! teraz kiedy jestem na I rosku studiow wizualnie schudlem troche ale to nie jest to to chce osignac. teraz jest 191cm wzrostu 150kg ale cwicze i podnioslem na sztandze 142kg a na sównicy 460 kg! wiec wniosek jest taki ze przybylo mi masy miescniowej i jest mniej masy tluszczowej, ale ja dalej wygladam jak beczka, czy macie moze jakies pomysly, rady jak dalej dzialac, moze macie swoje historie jak schudliscie. Pomozcie mi prosze.]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 20:28:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10064-nie-potrafie-schudnac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Okaleczanie się. Stany lękowe. Deresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10058-okaleczanie-sie-stany-lekowe-deresja/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich serdecznie.<br />
Czytałem trochę o depresji objawach, o tym czego NIE należy robić/ mówić osobie w depresji.<br />
Napiszę najprościej jak się da, by każdy czytający zrozumiał.<br />
Podejrzewam że moja dziewczyna, była dziewczyna ma depresję. Gdy jeszcze byliśmy w związku a było to około 2 tygodnie temu nie potrafiłem lub nie chciałem tego dostrzec . Byliśmy ze sobie ponad 2 lata. Teraz zdaje sobie sprawę z tego że Ona prosiła mnie o pomoc, próbowała znaleźć we mnie oparcie którego chyba nie dostała. Ogólnie myślę że Jej problem zaczął się już bardzo bardzo dawno temu. Kiedyś jeszcze na początku gimnazjum była na obozie na którym poznała fantastycznego chłopaka, opowiadała mi kiedyś o tym że była to jej bratnia dusza, tak to ujęła, lecz dzieliły ich kilometry i wraz z końcem obozu związek się skończył. 3 miesiące po tym jak ze sobą zaczęliśmy być powiedziała mi o tym, opowiadała mi jak spędzali ze sobą dni, jak się Nią opiekował itp. Myślę że wtedy za bardzo patrzyłem siebie, nie chciałem mu dorównać a jednocześnie nie dałem Jej tego czego potrzebowała. Jest to bardzo krucha osoba, poświęcająca większość czasu problemom emocjonalnym itp., ja jestem bardziej osobą przyziemną, problemy emocjonalne odsuwam na bok, patrzę co jest tu i teraz. Patrząc na to teraz , choć pewnie niektórzy powiedzą że za mało czasu minęło by wysuwać takie wnioski, nie była ze mną szczęśliwa , ja nie byłem wystarczająco dobry.<br />
Z K. od początku działo się coś złego. Od kąd pamiętam zawsze zachowywała się jak to ja mówiłem jak 5letnia dziewczynka, ciągle żartowała, śmiała się itp. Czasami mnie to strasznie denerwowało, wiele razy krzyczałem , przyczepiałem się o wszystko. K. zawsze miała tendencje do rozpaczy, gdy nie potrafi poradzić sobie z problemami , gdy jest kompletnie załamana ucieka się do cięcia się. <br />
W końcu postanowiła że nie chce ze mną być, kocha mnie ale nie czuje się przy mnie szczęśliwa. Choć nie jesteśmy ze sobą , dalej się spotykamy, próbuję jej pomóc jak tylko mogę, próbuję dać jej to czego nie potrafiłem przez 2lata. <br />
W weekend zaplanowałem wspólny wypad za miasto, czytałem że nie należy osobom w depresji czegoś narzucać i obarczać ich podejmowaniem decyzji. Więc poprosiłem Jej o to by ze mną pojechała, że chciałbym żebyśmy spędzili sobie wspólnie miło dzień.<br />
Gdy nagle napisała zniknęła, zniknęła z gg, wyłączyła telefon. Od razu do niej pojechałem, w między czasie włączyła telefon i wiedziałem gdzie jest. Gdy do niej zajechałem była strasznie roztrzęsiona, pokółciła się z rodzicami o jakiś duperel, jej rodzice patrzą na to wszystko tak jak ja , nie myślą za bardzo co Ona może czuć, głęboko w sercu, jak bardzo może być Jej źle i ciężko.<br />
Pokłucili się o drobnostkę, powiedzieli sobie parę niemiłych słów, K. powiedziała rodzicom że już nie wróci i nie będą mieli oni więcej problemów ( jej mama jest bardzo stanowczą i silną kobietą, nie zawsze rozumie, wydaje rozkazy itp.) Gdy się z Nią zobaczyłem była strasznie roztrzęsiona. Sama powiedziała mi o tym że wiele czytała o depresji i jej objawach , twierdzi że ma depresję. <br />
Najgorsze jest to że cokolwiek by nie poszło, Ona obiera to od razu że jest to Jej winą, że lepiej jak by Jej nie było i koniec. Od razu się rozpłakała , zaczęła mnie przepraszać że mieliśmy jechać za miasto itp a Ona znowu wszystko zepsuła, że lepiej żeby Jej nie było, nikt nie miałby problemu itp.<br />
Pierwszy raz w życiu podjęła sama tak ważną decyzję jak rozstanie ze mną. Z jednak strony, wiadomo, jest mi bardzo z tym ciężko ale z drugiej strony bardzo jestem z Niej dumny.<br />
Teraz jest o wiele lepiej ( nie wierzę że to mówię) bo przynajmniej potrafimy ze sobą szczerze porozmawiać a ja potrafię dostrzec Jej problemy itp.<br />
Przepraszam wszystkich jeśli moja wypowiedz jest dość chaotyczna , jeśli będę pytania na pewno jakoś bardziej spójnie na nie odpowiem. Kocham Ją bardzo. Przez tyle czasu nie potrafiłem Jej pomóc, sądzę że nie chciałem widzieć tego problemu, a Ona cięgle próbowała mi go pokazać. Ciągle Jej ostatnio powtarzam że jest dla mnie bardzo bliską osobą, że Ją kocham i wiem że nie potrafiłem dać Jej wiele ciepła i miłości gdy byliśmy razem. Więc jak tylko będzie potrzebowała rozmowy, miała jakiś problem lub po prostu będzie chciała przy mnie pobyć , zawsze może do mnie zadzwonić , napisać lub po prostu przyjść. <br />
<br />
K. mówiła mi wiele razy że śnię się Jej co noc, jako osoba która zawsze Jej pomaga. Może to było wywołane tym że chciała bym Jej pomógł a ja do tej pory tego nie robiłem?<br />
<br />
Wiem też że K. ma stany lękowe. Czasami widzi rzeczy których tak na prawdę nie ma, boi się czegoś co nie istnieje itp. Przykład : No naszej ostatniej kłótni strasznie się tym wszystkim przejeła, płakała , po prostu ciężko mi opisać co się z Nią działo. Trochę ochłonęliśmy, zaproponowałem byśmy wyszli się przejść trochę. Gdy wyszliśmy była przerażona, prosiła bym szedł za Nią krok w krok, pytała się czy na pewno ktoś za Nią nie idzie, mówiła że się boi itp wpadła w straszną rozpacz i lęk że jak najszybciej wróciliśmy do domu.<br />
<br />
Na dodatek K. czuję straszną 'niemoc'. Twierdzi że sobie z niczym nie poradzi , że na pewno nie zda matury. Najchętniej zamknęłaby się w swoim pokoju na całe dnie, schowana pod kołdrą nie wychodząc do ludzi.<br />
<br />
Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie dla całej tej sprawy, ale K. jest jeszcze niepełnoletnia.<br />
Zastanawiam się jak w takim przypadku wyglądałaby sprawa z psychologiem/ psychiatrą, bo raczej K. nie będzie chciała pokazywać tego problemu swoim rodzicom, twierdzi że i tak Jej nie rozumieją. I obawiam się że nie potrafiłaby powiedzieć swojej mamie że ma taki i taki problem, by zasięgnąć porady jakiegoś specjalisty.<br />
<br />
<br />
Czytałem o depresji i niektóre rzeczy pasują:<br />
<br />
-trudności z myśleniem, skupieniem uwagi i podejmowaniem decyzji ( często po prostu nie słucha, odcina się od rozmowy i myśli o czymś innym )<br />
<br />
-zaburzenia snu, polegające na zbyt wczesnym budzeniu się lub na znacznie zwiększonym zapotrzebowaniu na sen ( potrafi położyć się spać dnia następnego o 4 nad ranem, przespać cały dzień budząc się wieczorem lub późnym popołudniem )<br />
<br />
-poczucie winy lub braku własnej wartości ( w wszystkim złym co Ją otacza doszukuje się swojej winy, wciąż mówi że jest gruba, co wcale nie jest prawdą, wręcz przeciwnie )<br />
<br />
-poczucie stałego zmęczenia<br />
<br />
-myśli samobójcze]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 15:14:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10058-okaleczanie-sie-stany-lekowe-deresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>agresja po alkoholu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10055-agresja-po-alkoholu/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie.<br />
Przyznam szczerze, że pierwszy raz postanowiłam wejść na jakiekolwiek forum internetowe, żeby się doradzić. Do tej pory starałam się ze wszystkimi jakimiś problemami sama radzić, bądź czasami w gronie bliskich mi osób, ale ta sprawa nie daje mi spokoju, a tym bardziej nie chce rozmawiać o tym z nikim z mojego otoczenia bo już i tak do tej pory najadłam się wstydu.<br />
Mam 24 lata i jak każda młoda osoba lubię czasem pójść na jakąś imprezę bądź spotkać sie w domu ze znajomymi. Do tej pory wszystko było w porządku nawet jak więcej się napiłam to zawsze miałam fajny humor. Ale od jakiegoś niecałego roku alkohol działa na mnie tak, że powoduje u mnie agresje i to z błahych powodów. Do tej pory obrywało się (oczywiście nie fizycznie) mojemu chłopakowi, ale ostatnio nawet jego bratu- następnego dnia myślałam, że spale ze wstydu. <br />
Wcześniej tłumaczyłam sobie to stresem w pracy i w życiu rodzinnym. Ale przecież, każdy człowiek ma w życiu jakieś problemy, a nie zachowuje się tak jak ja...! <br />
Myślałam nad alkoholizmem i pijaństwem, to pierwsze odpada bo ja nie mam potrzeby picia. Niby pijak jak już zacznie to nie potrafi przestać pić, aż nie wpadnie pod stół. To co ja mam??<br />
Zawsze wychodziłam z założenia, że jak ktoś nie potrafi pić to niech nie pije. I nadal tak uważam, nawet teraz po sobie. <br />
Ale może wiecie czym może być spowodowana ta agresja?? Czy musze się z tym skierować do psychologa??]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 13:44:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10055-agresja-po-alkoholu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co mam zrobić ?!</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10033-co-mam-zrobic/</link>
		<description><![CDATA[Hey ! Nie mam pewności że ktoś to przeczyta ale jeżeli tak to chciałabym wam zdradzić kilka moich najgłębiej skrywanych lęków i tajemnic. Piszę to ponieważ od ostatniego czasu znów miewam myśli samobójcze, powróciła depresja oraz stany lękowe i mówiąc szczerze to chyba zwariowałam. Mieszkam w domu wielorodzinnym wraz z rodzicami, dziadkami, ciotką i pradziadkiem + piesek C ; . Niestety mój dziadek jest alkoholikiem. Mam pokój z moją babcią a więc jestem w pokoju za każdym razem kiedy on przeszukuje babci rzeczy w poszukiwaniu pieniędzy. Nie pierwszy raz okradał równie mnie. I gdy byłam mała to jak dziadek mnie widział od razu się uspokajał lecz teraz jest nawet zdolny by uderzyć. Ostatnio wziął tasak z kuchni i ( na szczęście ) walił po ścianach krzycząc że nas wszystkich pozabija. Gdy patrzę na te dziury to od razu przypomina mi się ten wieczór. Kilka dni temu odkręcił wszystkie kurki z gazem bo chciał nasz wszystkich pozabijać. Nie raz babcia wzywała policję ale o dziwo zawsze im uciekał z jedną nogą ... ( w wypadku stracił prawą nogę i ma teraz protezę ). W szkole wszyscy obgadują mnie za plecami a osoby które mnie wcale nie znają mówią o mnie takie rzeczy których ja sama nie wiedziałam. Czasem słyszę za moimi plecami jak ktoś krzyczy " zabić emo ! " . Wiele razy przezywali mnie od tłustych świń, że jestem brzydka ... i mówiąc szczerze może i mają rację ale nie muszą mi tego mówić. Niektóre takie słowa nadal tkwią jak drzazga w oku. Rani mnie każde wspomnienie o takim słowie. Przestałam przez to wszystko wierzyć w Boga. Dla mnie coś takiego nie istnieje a to co jest napisane w biblii to bujdy na resorach ( jakbym kogoś uraziła to bardzo przepraszam ) Zaczęłam panicznie bać się ciemności ... nie wiem dlaczego ... wieczorem jestem tak sparaliżowana że nie mogę się ruszać. Jestem strasznie zamknięta w sobie . Boję się ludzi, rozmowy z nimi i najchętniej to bym nigdzie nie wychodziła z pokoju. Gdy przychodzę ze szkoły do domu to najczęściej zamykam się w łazience i gadam sama do siebie . Wolę rozmawiać sama ze sobą i wyobrażać sobie odpowiedzi niż usłyszeć je od prawdziwych ludzi. Przez cały czas wyobrażam sobie coś. Jestem szurnięta i powinni mnie pewnie zapiąć w kaftan bezpieczeństwa i zamknąć w pokoju bez klamek. Jeżeli przeczytałeś/aś to to bardzo ci dziękuję że poświęciłam te kilka minut na przeczytanie moich wypocin C ; .]]></description>
		<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 00:29:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10033-co-mam-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pytanie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10009-pytanie/</link>
		<description><![CDATA[Mam myśli samobójcze od jakiegoś czasu, spowodowane trudną, złożoną sytuacją życiową, z którą nie umiem już sobie poradzić oraz z emocjami, których się boję i nie potrafię zdefiniować  <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/unsure.gif' class='bbc_emoticon' alt=':niepewność:' />  Jeśli udam się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej to czy dostanę bezpłatną pomoc gdy nie mam ważnego ubezpieczenia?]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Feb 2012 10:42:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10009-pytanie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Gdy nie mamy sił ...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10000-gdy-nie-mamy-sil/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Chciałem się Was serdecznie zapytać o coś co mnie męczy ...<br />
Co zrobić gdy jest się za słabym bu opuścić ten świat z własnych rąk ? ...]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Feb 2012 00:56:13 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10000-gdy-nie-mamy-sil/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dziennik Nerwicy Natręctw :)</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9986-dziennik-nerwicy-natrectw/</link>
		<description><![CDATA[Hm... Złapał mnie tak dobry nastrój, że wpadłem na świetny pomysł.<br />
<br />
Bardzo lubię publikować swoje wypociny i myślę, że to może pomóc w wyjściu z nerwicy nie tylko mi, ale także innym osobom, które zmagają się z podobnym problemem. Postanowiłem założyć dziennik "walki" z tym świństwem.<br />
<br />
Będę tu opisywał wszystko odnośnie przekonań, poglądów i stanów jakie mnie dopadają, aby wyciągać jakieś wnioski, zaczerpywać waszych opinii, rad i historii, wspólnie się nimi dzielić i OBSERWOWAĆ PROGRES!<br />
<br />
Ale, zanim... tak na dobry humor (kawałek, który zawsze mnie mega pozytywnie nastraja!):<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/XLgYAHHkPFs"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/XLgYAHHkPFs" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
<br />
Od razu mówię, że cała historia wejścia w tą pętlę strachu aż po dzień dzisiejszy będzie długa, więc ....a zresztą<br />
<br />
<br />
Od dawien dawna prowadziłem wesołe, beztroskie życie. Nie przejmowałem się niczym. Zawszę byłem nadwyraz otwarty, kontaktowy i bezpośredni. Żyłem chwilą, żyłem imprezami. Robiłem w życiu to co mi sprawiało przyjemność, czyli sport, imprezy, interakcje z kobietami itp, itd. Uznaliśmy z przyjaciółmi, że chcielibyśmy spróbować w życiu czegoś nowego, czegoś ponad szablon.<br />
<br />
Padło na grzyby halucynogenne (nie jest to może bezpośrednia przyczyna moich problemów, ale swój wpływ napewno ma, ale zaraz do tego dojdę). Generalnie cała ta grzybowa "podróż" trwała 5-6 godzin. Wiadomo, że środki psychoaktywne bardzo pogłębiają stan w jakim się znajdujemy, czyli jak pijemy wódkę, dla smutku to jeszcze bardziej się rozczulamy i jesteśmy zirytowani, jak natomiast pijemy dla towarzystwa na imprezie, to doskonale się bawimy i alkohol podtrzymuje w nas ten stan. Wszystko zależy od nastawienia. Tak samo jest z marichuaną, grzybami i wszystkimi rzeczami, które naruszają w jakiś sposób nasze postrzeganie <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Moich dwóch przyjaciół było nastawionych na bardzo pozytywne przeżycia. Ja na początku też. Zachwycaliśmy się tymi wszystkimi tworami naszego umysłu i było to nietuzinkowe przeżycie...do czasu. Złapałem tzw. "bad tripa", czyli przerażającą sytuację, która dotyczy urojeń i lęków w danym stanie, poczucia wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Mi akurat się wydawało (na takim "haju" nie ma się poczucia czasu), że spędze w tej podróży już wieczność i nigdy nie wrócę do normalności. Było to na tyle traumatyczne przeżycie, że ciągle się o to bałem i za wszelką cenę chciałem powrócić do normalności starając się kontrolować, co oczywiście przynosiło odwrotny skutek.<br />
<br />
Minęło kilka miesięcy. Jak już wspomniałem, lubię pisać więc opisywałem coś w rodzaju pamiętnika (swój miniony rok). Była 3 w nocy, więc niewątpliwie mój organizm był wyczerpany. Obraz z monitora zaczął mi się rozpływać/rozmazywać. Dodatkowo poczułem takie dziwne uczucie "odrealnienia", jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Ludzie z założenia boją się tego, czego nie znają więc sami wiecie jak mogło to mnie przerazić. Wyłączyłem natychmiastowo komputer kładąc się do łóżka i tłumacząc sobie, że to tylko zmęczenie i jutro będzie dobrze!...i od tego się zaczął cały mechanizm nerwicy:<br />
<br />
a co jednak jak to jakiś nieodwracalny proces?<br />
co jak mi tak zostanie?<br />
co jak zeświruje?<br />
co z moimi planami, ukochanymi ludźmi kiedy zamkną mnie w jakimś psychiatryku?<br />
<br />
(oczywiście bez ujmy dla osób leczących się w szpitalach psychiatrycznych, ale opisuję swoje faktyczne obawy i to jak je odbierałem, ponieważ temat zaburzeń/chorób psychicznych był mi zawsze tematem tabu).<br />
<br />
Machina ruszyła, zacząłem samoistnie się nakręcać.<br />
<br />
Myślałem, że to chwilowe i, że to minie lecz co kilka dni miałem takie noce oparte zupełnie na tych samych obawach (choroba psychiczna, odrzucenie społeczne) tylko, że zakamuflowane pod innymi myślami i przypuszczeniami.<br />
<br />
Nagle zaczęły mi się przypominać wszystkie negatywne rzeczy, które usłyszałem/przeczytałem wcześniej o grzybach: że mogą spowodować schizofrenię, że nieodwracalnie ryją psychikę, otwierają jakieś tam receptory itp itd.<br />
<br />
Doszedłem do wniosku, że przeniosło się to już na tło obsesyjne, gdyż wszędzie szukałem jakiś zmian w osobowości; kontrolowałem to jak mówię, jak rozumiem, skupiałem się bardziej na sposobie odbierania drugiej osoby niż to o czym on mówi, co chcąc niechcąc samoistnie napędza pogłebianie się naszego problemu (gdyż sami go tworzymy).<br />
<br />
<br />
W końcu nastąpił przełom, doszedłem do wniosku, że sam sobie z tym nie poradzę, albo po prostu będzie mi o wiele ciężej.<br />
Opowiedziałem o swoim problemie rodzicom i udałem się z nim do psychiatry. Padł wyrok. Dowiedziałem się, że mam nerwicę natręctw na punkcie myślowym.<br />
<br />
<br />
Zacząłem sam grzebać w internecie o nerwicy, co dla ludzi o dużej przyswajalności nie jest dobrym rozwiązaniem. Wiadomo, że nasz umysł w takiej chorobie jest wstanie wsiąknąć wszystko, uciec się do każdej drogi, byle tylko sobie pomóc.<br />
<br />
<br />
Mimo iż przeczytałem 10 argumentów pozytywnych na ten temat i zacząłem się już fajnie nastrajać, to gdzieś przeczytałem o czymś negatywnym na temat tej choroby (że jest nieuleczalna, prowadzi do depresji itp itd) i już nie pamiętałem o tych dziesięciu plusach.<br />
<br />
<br />
Atakowało mnie to i tak okresowo (raz na parę dni). Psychiatra dał mi jakieś leki i zalecił psychoterapię. Tydzień czasu nie miałem żadnych objawów. Pomyślałem, że były to chwilowe 'rozkminy' i wszystko powróciło do normy, aż do momentu pójścia do kościoła...<br />
<br />
<br />
W kościele, w trakcie kazania i rozmowy o objawieniu się Boga dla Chrystusa stwierdziłem, że istnieją tylko dwie drogi interpretacji świata. Naukowa (psychologia) i Religijna (w moim przypadku chrześcijanizm). Nie wyobrażacie sobie do jakiego stanu mnie to doprowadziło. Całą mszę się trzęsłem myśląc na tym, że albo Mojżesz był chory psychicznie, albo faktycznie Bóg jesti religia ma sens, a ja od niej stronię (nie chodzę do spowiedzi, z zasadami moralnymi też różnie). Wprowadziłem się znów w wiry lękowe. Jako iż psychiatra mnie uspokoił, że nie jest to schizofrenia bo jestem świadomy swojej choroby, a dotknięci schizofrenią nie zdają sobie sprawy, że są chorzy - lęki na tym podłożu jakby odpuściły. Wkręciły się natomiast religijne. Zdałem sobie sprawę, że to jak żyjemy zależy od tego w co wierzymy. Rozmyślałem nad możliwościami wszelkiego opętania itp itd. Pomyślałem, że mogę się zwrócić do Boga o pomoc, ale muszę być czysty, czyli się wyspowiadać. Z kolei spowiedź bez założenia świadomej poprawy jest bez sensu (tak, chodzi mi o seks), więc miałem mnóstwo myśli, czy faktycznie uciec do tej religii, zostawić dotychczasowe życie, które kocham. Zaraz kolejna przerażająca myśl o tym że zostanę księdzem (boje się tej wizji, bo wiem jakie smutne i specyficzne życie mają) - według mnie. Po obejrzeniu filmu Constantine wpadłem chyba już na dno wiru. Generalnie chyba nie mam co opisywać myśli lękowych, bo nie mają one ani swojego sensu, ani odbicia w rzeczywistości, więc nie będę już się wgłębiał w to jakie mi tam myśli przychodziły do głowy (głównie egzystencjalne, że nauka nie wyjaśnia spraw, które wyjaśnia religia, więc jest piekło i niebo, boję się piekła, ale nie chce też życ ''grzecznie'' na ziemi).<br />
<br />
<br />
Te rzeczy pokazują tak na prawdę jakie "pranie mózgu" robi nam religia. Chora religia, zdrowa jest jak najbardziej w porządku. Ale w tej materii się nie będę produkował, za to zostawię wam wspaniały wywiad z dr. Molendą:<br />
<br />
<a href='http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/strach-przed-bogiem' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/strach-przed-bogiem</a><br />
<br />
Zakładając, że Bóg istnieje...stworzył nas dlatego, że nas kocha. Ludzie z natury są grzeszni i tego się nie zmieni. Dlatego moją główną maksymą jest miłość. Z założenia staram się kochać wszystkich ludzi i nie robić im krzywdy. Wiem, że nie ma co się bać Boga, bo jest dobry i chcę dobrze dla nas. Dlatego należy kochać siebie i innych i wszystko <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Jeżeli chodzi o seks, nie wiem co ma złego w sobie oprócz religijnych urojeń. Dla mnie jest najwyższą formą przekazu miłości, dawania sobie rozkoszy. Dlaczego mam ten instynkt na siłę w sobie tłumić? To nienormalne. Nie wiem, czym kieruje się kościół zakazując go, ale nawet nie chce się w to wgłębiać, bo nauczyłem się że wgłębianie się jest jedną z rzeczy najgorszych. W każdy temat. Wszystko trzeba mieć wypośrodkowane, a życie przyjmować prosto <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
<br />
Aktualnie jestem w momencie, w którym lęki religijne nie nękają mnie AŻ tak, a za to wróciły lęki na podłożu choroby psychicznej.<br />
Zauważyłem, że wszystko szło w gorszą stronę, co samoistnie napędzało system "o kurna, faktycznie jest coraz gorzej, niedługo już będę niezdrowy na umyśle''. Noce były tragiczne, na każdą rzecz na którą spojrzałem, analizowałem czy widzę ją dobrze, czy mi nie faluje, czy nie mam zwidów itp itd. Zresztą, sami wiecie o co chodzi...Non stop kontrola nad tym, czy aby wszystko jest okej. Od zawsze mam coś ze wzrokiem, w sensie że jestem krótkowidzem plus astygmatyzm. Ostatnio zauważyłem, że patrząc się na jednolitą ścianę widzę różne pasma (jasne i ciemne) i takie jakby kosmyki opadające na drodze widzenia, a czasami także robaczki. Na poziomie świadomym, wiem że jest to albo jakaś wada wzroku, na którą wcześniej nie zwracałem uwagi/rozwinęła się nienadwno. Albo po prostu skupiając się na tym czy wszystko jest okej, zauważam jakieś szkopuły, na które nikt bez nerwicy nie zwraca uwagi. Mimo wszystko, sami wiecie jak to działa na człowieka, i jakie to wszystko realne w napadzie lęku. Wszystko się ze sobą łączy i daje wyrok - nieodwracalna choroba psychiczna.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tyle jeżeli chodzi o moje objawy, teraz postaram się wypisać wnioski, rady i sposoby walki z tym gównem. Jestem akurat w dobrym nastroju więc patrzę na to wszystko z dystansem <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Wnioski:<br />
- "Bezsensowne rozmyślanie polega na "męczeniu" tematu, doszukiwaniu się ukrytej prawdy, której po prostu nie ma. "Zdrowe myślenie" polega na skupieniu się na najbardziej oczywistych, najprostszych rzeczach. Pierwsza, "intuicyjna", na ogół bardzo prosta myśl jest najlepsza, jej zignorowanie kończy się najczęściej wpadnięciem w bezsensowne rozmyślanie."<br />
- Bardzo pomaga wsparcie od osób do których mamy zaufanie, ze względu na pokrewieństwo, czas przyjaźni, czy też kompetencje lekarskie, dlatego:<br />
a) Fajne było uświadomienie mnie przez ojca, że wszystko to rzeczywistość, nie ma żadnych innych wymiarów itp. Jest tylko tu i teraz, rachunki, praca itp itd. A ludzie, którzy uporczywie czytają o ufo i w nie wierzą, twierdzą, że zostali przez nie porwani lub z nimi rozmawiali, lecz to wszystko dzieje się w tych ludzi głowach, a nie w rzeczywistości - dało mi to potężną kotwicę na to, że wszystko jest kwestią naszego programowania i sami programujemy sobie strach i się w niego wgłębiamy - baa, łatwo powiedzieć!<br />
<img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/cool.gif' class='bbc_emoticon' alt='B)' /> Zdecydowałem się na psychoterapię (Gestalt), z której też wywnioskowałem międzyinnymi to, że nerwica to jest swoisty sposób organizmu na wydalenie emocji i po prostu mój organizm odreagowywuje w ten sposób. Za dużo we mnie zebrało się stresu (jestem maturzystą, ale mam to niby w dupie przynajmniej na poziomie świadomym), plus te grzyby, co skumulowało to i owo. Dowiedziałem się, że to moje życie i ja władam tym wszystkim. Gdy nie chcę lęku, to go po prostu wywalam, ale zanim to wszystko...to najważniejsza jest AKCEPTACJA. (aaa to tylko lęk, widocznie organizm musi tak zareagować, niech się troche poprzewija tych myśli, nie będę w nie wnikał)<br />
-Ważne jest pozytywne myślenie, co jest opisane na świetnym blogu "Historia pewnej nerwicy" i to jak zapoczątkować pętle myślenia pozytywnego, zamiast negatywnego<br />
- Zdanie sobie sprawy, że to TYLKO nerwica, to jest do przejścia i doskonale sobie z tym poradzicie!<br />
- Dodatkowo zauważyłem, że przy spaleniu papierosów wpadam w wielki wir lęków. Może to jest spowodowane tym, że nie paliłem nigdy, a po prostu gdzies wewnętrznie mam wyrzuty sumienia (po co to zaczynam) albo to jest reakcja obronna organizmu na palenie, albo po prostu mi nie słuzą - staram się nie palić<br />
- Zauważyłem też, że gdy uprawiałem zawodowo różnego rodzaju sport - nigdy nie miałem żadnych problemów z psychiką, natomiast lenie się w domu już od dobrych kilku miesięcy - może po prostu emocje nie mają ''tego ujścia'' w formie potu, więc powoli wracam do tego sportu<br />
- Myślę, że dużą rolę odgrywa tu zima (bo mimo pozytywnego humoru, wychodzisz na zewnątrz i mówisz "o k****, jak zimno", co automatycznie obniża twój stan) - czekamy na wiosnę!<br />
- WIELKĄ rolę odgrywa zaprogramowany we mnie perfekcjonizm. Z jednej strony to paradoks, bo większość rzeczy robię na odwal, lecz jeżeli chodzi o jakieś myślenie to chcę być idealny...(w życiu religijnym, odnośnie swojej ścieżki życiowej itp.) i przywiązuję wielką uwagę co do wyboru życiowej drogi...! - przecież wiadomo, że perfekcjonizm nie istnieje!<br />
<br />
<br />
Pamiętajmy, bądźmy silni, a napewno damy sobie z tym radę, iż nie ma rzeczy nie do zrobienia..!<br />
życie jest piękne!<br />
<br />
Nie myśl - żyj.<br />
walecznyy.<br /><br />Dodatkowo,<br />
<br />
Jeżeli chodzi o środki farmakologiczne to piłem Dziurawca, ale się skończył i jakos nie po drodze mi do apteki, a jeżeli chodzi o<br />
tabletki, to psychiatra mi jakieś wypisała, ale nie jestem przekonany do ''psychotropów'' i byłem nastawiony na to, że poradzę sobie z tym sam, ale teraz to już sam nie wiem.<br />
<br />
Wiem, że zapisałem się na wizytę do homeopaty. Podobno wiele ludzi ''nerwowych'' wyleczył. Warto próbować wszystkiego...<br />
<br />
<br />
Jeden wniosek, który dzisiaj wyciągnałem i uważam za świetny:<br />
<br />
Przeramowanie lęku, uczucia strachu na coś pozytywnego. Ja np. pomyślałem sobie, że z drugiej strony fajna jest ta nerwica, bo pozwala mi dogłębnie zajrzeć i poznać siebie, pozwala mi odkryć swoje słabości i nakazuje mi walke z nią. Takie bezstresowe życie byłoby nudne, a tak przynajmniej wiem, że muszę walczyć i wiem że to będzie długa ale i ciekawa walka...no i wiem, że ją wygram!]]></description>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 17:02:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9986-dziennik-nerwicy-natrectw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>wyzwiska</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9966-wyzwiska/</link>
		<description><![CDATA[Przyjaciele jak i znajomi..czasami w domu również, wyzywają mnie brzydko począwszy od psycholi zakończywszy na su...<br />
Nie wiem co robić, obrażają mnie wtedy gdy płaczę, gdy coś źle zrobię, czy powiem coś nie tak.<br />
nie chcę już nic robić, nic dotykać bo jak cokolwiek zrobię źle, to zaczyna się gadanka.]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 21:02:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9966-wyzwiska/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak się nie dać?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9964-jak-sie-nie-dac/</link>
		<description><![CDATA[Witam! Zastanawiałam się w ogóle w jakim dziale napisać o sobie, bo do wszystkiego pasuje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Tak naprawdę nie wiedziałam po co tu w ogóle weszłam, może dla tego że szukam pomocy, zrumienia, chciała bym nawiązać kontakt z takimi osobami co mają podobne problemy jak ja. Zawsze myślałam że to tylko ja jestem jakaś nie tego, ale teraz wiem że tak nie jest. Może na początek opowiem swoją historię... Pochodzę z rodziny, w której głównym centrum był mój ojciec. Jest on alkoholikiem. Od małego byłam "wykorzystywana psychicznie" tzn. metody wychowawcze mojego ojca polegały na rozkazywaniu, jeśli się czegoś nie zrobiło to wiadomo w pi... Zazwyczaj bałam się go wiec wszystko grzecznie robiłam, chociaż wtedy już jak byłam mała to bardzo mi się to nie podobało. A teraz jestem na to bardzo uczulona, jeśli ktoś mi coś rozkaże wybucham. Mimo to jest egoistyczny, nigdy na nas nie patrzył (na swoje dzieci). Moja mama też zazwyczaj skupiała się na tym by zapewnić nam "byt", materialne środki, jedzenie itp. Nie to że by nas zaniedbywała, ale po prostu była tak zajęta małżeństwem, pracą, awanturami, że po prostu inne sprawy nie miały znaczenia. Nie to że miała nas gdzieś ale  sama była zagubiona i nie umiała sobie radzić. Dla tego u mnie w domu nie było jakichś zwierzeń, wytłumaczeń jak jest w życiu, wsparcia itp.  Zazwyczaj rozmawiano raczej krzyczano  na nas tylko w tedy kiedy  coś przeskrobaliśmy. Mama wolała żyć z naszym ojcem, aby dzieci miały ojca. Czasem wolała bym go po prostu nie mieć.  Lecz moje problemy psychiczne zaczynały się w podstawówce, miałam dużo rówieśników ale zawsze się dziwnie czułam między nimi. Zrobiło się jeszcze gorzej gdy poszłam do gimnazjum, nie zwierzałam się nikomu. Zawsze było dla mnie banalne to,  że ktoś mówi co tam u niego, co robił. Ja miałam to gdzieś i wszyscy mieli gdzieś moje wyznania. Zawsze miałam wrażanie że nikogo to nie obchodzi.  Do tej pory tak mam, mimo że teraz mam osoby,  którym ufam i wiem że mogę się im się wygadać ale czasami i tak mam te wrażenie.  Zawszę czułam się obco, odrębnie, nie lubiana, miałam swój świat. Tylko że kolegowałam się z wieloma osobami ale wiedziałam że po prostu są fałszywi, mimo to i tak się z nimi kolegowałam żeby nie być całkiem samotna. Właśnie wtedy poznałam hip hop. On mi naprawdę pomagało, to był mój eden, znajdowałam  tam podpowiedzi do mojego życia.  Dawał mi energię i napędzał mnie.  Większość czasu gimnazjum nie pamiętam byłam trochę cicha. Zaczęłam pić alkohol, palić papierosy nawet próbowałam marihuany.  Wtedy zaczęłam się buntować i rozrabiać. Nastały czasy technikum wtedy zaczęłam imprezować mieć wszystko gdzieś, strasznie się zmieniłam.  Było mi wszystko jedno, miałam piwo, znajomych, nie przejmowałam się tym co jest w domu. Ale mimo to w środku miałam pustki, bez sens i braki. Dalej czułam się samotna chociaż teraz miałam wkou siebie naprawdę dużo znajomych. Znalazłam nawet przyjaciół, chłopaków. Lecz nie dawało mi to satysfakcji, zazwyczaj udawałam że jest dobrze. Zresztą byłam bardzo nie ufna dla ludzi, nie chciałam żeby ktoś nawet wiedział o moich problemach. To utrudniało mi nieco kontakty z ludźmi.  Miasto w którym mieszkam jest małe i czuje się tutaj jak w klatce w więzieniu, dusze się tutaj. Więc  zaczęłam się interesować  książkami i filmami o narkotykach wciągnęło mnie to. Zawsze gdy je czytałam, miałam wrażenie że czytam o sobie.  Dla tego ciągle się boję że skończę jako ćpun.  Przejdźmy do najważniejszego co w moim życiu było. Poznałam chłopaka, nie chciałam z nim być na początku ale też nie chciałam być wiecznie samotna. Bo moje poprzednie związki były porażkami.  Tak jakoś wyszło że jednak się bardzo w nim zakochałam. Spędzaliśmy ze sobą każde chwile, mieliśmy wspólnych znajomych, to były najpiękniejsze chwile w moim życiu.  Lecz on w pewnym monecie zostawił mnie. Bez wyjaśnień, bez niczego odszedł… Wtedy kompletnie się załamałam, nie umiałam sobie uzmysłowić tego jak ktoś mógł mnie tak potraktować , po tym co dla niego robiłam i po mimo to co było między nami. Trwało to ok roku miałam cały czas depresje. Ratunku szukałam w alkoholu. Zaczęłam brać narkotyki, amfetaminę.  Po za tym wtedy już prawie codziennie paliłam marihuanę , żeby zagłuszyć w sobie ten ból. Nadużywałam też leków. Zaczęłam chodzić  wszędzie, gdziekolwiek po dyskotekach poznawałam ludzi spędzałam z nimi całe dnie, uciekałam ze szkoły. Z nauką to ledwo dawałam sobie radę. Zresztą prawie ciągle byłam na haju albo po piwie czy na kacu. Już od dawna myślałam o samobójstwie. Ale wtedy wybuchło wszystko we mnie. Pragnęłam śmierci, nie tylko z tego powodu że ktoś mnie zostawił. Po prostu że jestem na tym świecie, strasznie znienawidziłam ludzi. Więc wzięłam garść tabletek…. Lecz spanikowałam bo ciągle się bałam co będzie potem ? jak umrę? Zwymiotowałam od razu wszystkie tabletki, a resztę co zostały szybko spuściłam w kiblu. Spałam chyba przez tydzień. Dla mamy wmówiłam że jestem chora.  Przeżyłam to.. potem próbowałam jeszcze raz ale  w inny sposób mało mnie samochód nie potrąciła ale też stchórzyłam i uciekłam…  od tamtej pory byłam jak żywy trup. Tamten facet się do mnie odezwał wybaczyłam mu. Teraz mi pomaga we wszystkim miną już rok jak z nim jestem. Dużo daje mi ten związek. Uspokoiłam się już nie ćpam, nie piję. Ze wszystkimi znajomymi już prawie nie rozmawiam, chce ciągle być samotna.  Wszystko mi obojętne, nie mam celu w życiu, nie widzę sensu, ciągle myślę o śmierci. Jeszcze niedawno panicznie szukałam pomocy u wszystkich nawet nie znajomych, zwierzałam się wszystkim.. teraz nie chce od nikogo bo wiem że nikt mi nie umie pomóc... Kiedyś strasznie lubiłam marzyć teraz już nawet to mnie nie cieszy, mój hip hop którego tak kochałam zaniedbałam. Ciągle myślę że skończy się to wszystko jak wyjadę do mojego upragnionego miasta ale to wszystko po maturze. A matura już niedługo tylko nie wiem czy do niej wytrwam, czy dam rade się uczyć bo często nie mam na nic siły.  W końcu tyle w niej zaniedbałam.  Nigdy nie byłam u psychologa czy psychiatry.  Nigdy nie myślałam że naprawdę mam tak wielki problem dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Właśnie jestem w trakcie czekania na wizytę u psychiatry… zobaczymy jaką "chorobę" u mnie stwierdzi…. Teraz moja sytuacja rodzinna się całkiem zmieniła po wielo letnich odwiedzinach policji i groźbach sądowniczych mój ojciec się zmienił a mama zaczęła normalnie żyć, pomoc znalazła w AA. Ja mam czasem wrażenie że mam rozdwojenie jaźni czasem jestem taka osoba jaka byłam kiedyś a czasem jaka jestem teraz. Nie mogę określić swojej stałej osobowości. Poza tym mam ciągłe zmiany nastroju. Ciągle próbuję zrozumieć siebie... Nauczyć się jednak żyć i być szczęśliwym, jest to trudne po takich przejściach..]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 20:29:41 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9964-jak-sie-nie-dac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zagubiona</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9961-zagubiona/</link>
		<description><![CDATA[cześć Wam, <br />
zalogowalam sie na tym forum bo szukam pomocy, bratniej duszy, czy po prostu rozmowy i zrozumienia...postaram sie Wam opowiedzieć moja historię, ta historię która mnie boli i nie pozwala normalnie żyć. <br />
<br />
Miesiac po komunii okradziono moje i rodzicow mieszkanie, 2 tygodnie później napadli mnie i moja mamę, było to straszne przeżycie...przez dwa miesiace nie wychodziłam z domu. mama zabrała mnie do psychologa, i gdy wreszcie zaczęło być lepiej miałam 12 lat...i wtedy zgwalcil mnie mój przyjaciel, osoba której ufalam, dlugo znałam.był chyba 7 lat starszy...w szkole zawsze miałam problemy, nie tyle z nauka co z otoczeniem. Bylam wiecznie uległa i gnebiona, nie radziłam sobie z tym. gdy miałam 13lat zauważyłam że bol psychiczny można zdominować fizycznym. zaczelam sie okaleczac. nie było to nic bardzo mocnego, ale jednak było. od dawien dawna nie dogadywalam sie z ojcem, zawsze po imprezach mnie bił i wyzywał...w sumie nawet nie musiało być alkoholu by z błachostki zrobić mega awanturę...]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 19:25:27 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9961-zagubiona/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie akceptacja siebie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9940-nie-akceptacja-siebie/</link>
		<description><![CDATA[Nie tylko zmagadam się z problemem okaleczania się ale także z otyłością, od okresu dojrzewania bardzo wczesnego zaczełam tyć... ważylam 67kg nawet... póżniej jakieś około 5 lat temu schudłam do 55kg, a nawet potrafiłam do 51kg... teraz jednak waże znów 63kg! przy wzroście 164.. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> chodż biorę tabletki anty, i mam problemy z tarczycą to obwiniam się o to... winię siebie za tą wagę, nie mogę patrzeć na ten nadęty brzuch, gdy ubieram bluzki i są obcisłe albo koszulek wogule nie mogę zapiąć.. Nie mogę na siebie patrzeć!!  <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/ani35.gif' class='bbc_emoticon' alt=':p&#322;acz:' />]]></description>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 15:54:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9940-nie-akceptacja-siebie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nie rozumiem...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9937-nie-rozumiem/</link>
		<description>dlaczego Ja użeram się ze wszystkim, jestem sama jak palec, mam kłopoty które mnie powoli niszczą, tracę wszystko i pomimo tego wszystkiego NIGDY nie planowałam samobójstwa.....jak tak można..ja walczę już 6 lat i wiem że nie wygram - przegrałam i nie wiem co dalej ale ani przez chwilę nie pomyslałam o tym jak inni. WIEM ŻE NIE JEST ZE MNĄ DOBRZE ALE Z TYYM ŻYJĘ I Bóg nigdy nie obiecywał że będzie łatwo! Poza tym wyznaczyłam sobie malutki cel że jesli ja z tego wyjdę, jesli zdarzy się cud to za jakiś czas wejdę na forum i pomogę Komuś kto będzie w takiej sytuacji jak ja..czy rozmowa, czy finansowa czy jakakolwiek pomoc..bo w moim otoczeniu ludzie kompletnie tego słowa nie znają niestety;( ale wiem ŻE DOPÓKI WALCZYMY JESTEŚMY ZWYCIĘZCAMI !!!!</description>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 15:06:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9937-nie-rozumiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nerwica</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9875-nerwica/</link>
		<description><![CDATA[Witam.Mam 28 lat.Zawsze byłam osoba rozesmiana i cieszaca sie zyciem.Od paru lat wszystko sie zmienilo.Pierwszy atak nerwicy mialam gdy wracalam z wakacji,zdretwialo mi cale cialo i nie moglam wydobyc z siebie słowa:(myslalam wtedy ze umre.I to ciagneło sie za mna chyba z rok,mialam ciagle leki dretwienia rak,samochodem nie moglam przejechac paru metrow bo zaczynała sie panika i dusznosci.Nie bylam u lekarza,brałam jakies leki ziolowe i sama z tego wyszlam.Mialam spokoj pare lat,az do teraz <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Okolo miesiaca znowu zaczelo mi sie cos dziac <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> tylko teraz jest gorzej.Mam wrazenie ze cos mi siedzi w gardle i mam spuchniety jezyk,dretwieje mi szczeka i rece,czasami z trudem wydobywam z siebie słowa,mam zawroty glowy i suchosc w ustach,szum w uszach....i to czuje przez caly dzien.Poszlam do lekarza rodzinnego to mi przepisal jakies lekarstwa ziolowe i oxazepam.Boje sie brac psychotropy bo nie chce sie uzaleznic ale po tych ziolowych to mi nic nie przechodzi a po tych mocniejszych czuje ulge.Ostatmio mialam duzo stresow i wydaje mi sie ze to przez to moj nawrot choroby:( Nie spalam w nocy tylko sie zamartwialam. Nie wiem co mam robic,boje sie wychodzic z domu bo mam wrazenie ze padne gdzies na chodniku i nie wstane.Pomocy]]></description>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 11:30:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9875-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>jak żyć dalej...jak wierzyć</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9871-jak-zyc-dalejjak-wierzyc/</link>
		<description>jestem jeszcze młoda..wiem o tym...leczę się od kilku lat ale tak jak teraz nie było nigdy, mam problemy z którymi sobie nie radzę kompletnie i strasznie ich się boje, rodzina się odwróciła i przyjaciele całkowicie..Boże jak chciałabym cofnąć czas chociaż do roku temu oddałabym wszystko. strasznie tęsknie i chciałabym zmienić to jak jest ale nie daje rady nie mam pomocy od nikogo kompletnie...boję się bo wem że zaczynam głupio myśleć i nie wiem jak żyć dalej gdzie szukać pomocy.....wszyscy mówią że ludize mają gorsze problemy ale nikt nie wie jak się czuję i jak wszystko cholernie boli</description>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 07:36:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9871-jak-zyc-dalejjak-wierzyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>скачать опера мини телефона бесплатно</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9864-%d1%81%d0%ba%d0%b0%d1%87%d0%b0%d1%82%d1%8c-%d0%be%d0%bf%d0%b5%d1%80%d0%b0-%d0%bc%d0%b8%d0%bd%d0%b8-%d1%82%d0%b5%d0%bb%d0%b5%d1%84%d0%be%d0%bd%d0%b0-%d0%b1%d0%b5%d1%81%d0%bf%d0%bb%d0%b0%d1%82%d0%bd%d0%be/</link>
		<description><![CDATA[программа опера the fastest browser скачать opery  <br />
<a href='http://mbuilln.hostingsociety.com/opera-mini-4-1-download.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>opera mini 4 1 download</a>   <br />
skachat besplatno opera<br />
настройка оперы мини<br />
browsers<br />
fastest mobile browser<br />
мод<br />
 <br />
<a href='http://qlbzppx.hostingsociety.com/opera-mini-6233.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>opera mini 6233</a>]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 16:18:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9864-%d1%81%d0%ba%d0%b0%d1%87%d0%b0%d1%82%d1%8c-%d0%be%d0%bf%d0%b5%d1%80%d0%b0-%d0%bc%d0%b8%d0%bd%d0%b8-%d1%82%d0%b5%d0%bb%d0%b5%d1%84%d0%be%d0%bd%d0%b0-%d0%b1%d0%b5%d1%81%d0%bf%d0%bb%d0%b0%d1%82%d0%bd%d0%be/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>juz nie chce psychortopy...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9862-juz-nie-chce-psychortopy/</link>
		<description><![CDATA[Co to ma byc wogule;/Wczorajszego z przelozeia na dzien dzisiejszy dnia spotkalam sie z kolezanka w celu spozycia znacznej ilosci wyborow alkoholowych.Jak to sie moglo stac?!... Wypilysmy 0,5 l wodki firmy krupnik,ktora wspozylysmy wspolnie z dziesiecioma tabletkami thiocodinu.I nic!!!! Myslalysmy ze wyluzujemy poniewaz reszta naszej klasy bawila sie wspaniale na balu maturalnym.Chcialysmy sie lepiej bawic od nich.Ale nie moglysmy!!!!!Zadnych fajnych faz,a jedynie bol przejedzenia i oburzenia,ktory opisalysmy wspulnie w zeszycie.Zacytujemy:<br />
<br />
"Co sie dzieje?Cos z nami nie tak??wlada nami nadludzka sila,ktora nie pozwala nam sie najebac i popasc w bloga niepamiec.Swiat sie z nami okrutnie obchodzi. Kuwa nic nas nie moze wziasc. to musi plynac z glebi serca. Kuwa nic nas nie wezmie no jestesmy niewiadomo jakie i musimy cierpiec za ten swiat. Naszym wymarzonym stanem jest zataczanie sie wsrod uliczek naszego miasta. co by zrobil cpun jagby nie mogl sie nacpac ? Umarl by ! A my nie mozemy nawet umrzec, za takie mieszanie. Oni wypili Jacka Danielsa i sa naebani. nie wypili Scoot'a Ridleya. to to samo. Czy nadal tak bedzie? Ile trzeba wziasc ile trzeba wypic ??Oburzenie nasze siega zenitu. Czego to wlasnie spotyka nas. Matka spi obok i nie moze nas op**rdolic za niestosowne zachowanie bo jestesmy za bardzo stosowne. Nic nie opisal. Nie opisala bo nie podziela naszego bólu ( chodz o kloezanke do ktorej napisalysmy i ktora byla na ballluu T_T). nie wie co jest nie tak nie moze sie naebac. Ktos otwiera drzwi, ktos naebany. Ktos moze zmienic swoj stan gdy tego chce. My mimo wszystke staran  wielkich dawek nie mozemy osiagnac tego stanu. bo jestesmy 44. Swiat nie ma sesnu tak jak nie ma sensu brak papaieru w kiblu... a nawet to pamietamy !!!! Lzy wzbieraja sie w naszych oczach co to kuwa ma byc!! Wlacz muzyke moze poczujemy psychodele, jak nie to bedzie beznadziejnie. Zapisz to ale przynajmniej chce mi sie spac.<br />
Dlaczego reklamy ?? Dlaczego angileskie rekalmy?? (przykre wspomnienia z angielskiego, nauczyciel puszczal na psy w reklamach samochodow angielskich) Zaraz jakies psy bedoa panie Wojtku M.( nie podam nazwiska ze wzgledow prywatnych) Jak zyc Panie premierze ( haslo ktore czesto brzmialo w ciagu naszego spotkania bo ... Jak zyc panie premieze ??) No i sa psy I KNOW IT!!<br />
Kuwa sploncie. Wzielysmy tri, wypilysmy 0,5 l i nadal mozemy myslec. Jak bym to powiedziala psychiatrze to by nawet sie ona z nas smiala. <br />
Bieganie wokolo bloku boso, w spodenkach i bluzce na ramianczka bylo fajne, ale to nie to samo. Nic... Stol z powylamywanymi nogami, Lubomirski ktory odchodzi w stone zachodu, Kluszyn 1610, Kircholm 1605... Kuwa. Gotye co sie tak patrzysz !!! ( lecial teledysk Gotye) Pownie sie nacpales !!"<br />
<br />
Tu zaczelysmy planowac co zapiszemy:<br />
" Hej mam problem z kol. wypilysmy 0,5 wzielysmy 10 tabsow tri i nic. co mamy zrobic ?? jestesmy zdesperowane, myslialysmy ze w ten wieczor sie najebie*y. Jest tylko troche inaczej. czasami mocna glowa to przeklenstwo. Leo WHY ?? Panie premirze jak zyc ?? Zcyciowa porazka Juz nic sie nie stanie... kolejna T_T Omg nawet zygac nam sie nie chce. Krzysiu jak zyc ?? Racjonalne zywienie, 5 posilkow dziennie??"<br />
"Znow zgona nie mozemy zaliczyc. Nastepna sobota u mnie jak sie nie naebiemy... to tylko samobostwo zostalo ( to nas zaniepokoilo, bo starsznie sie rozczarowalysmy)<br />
"Swiat jest zly bo 2 razy zemdlalam a ty nie i musialas mnie ogarniac wiec masz 2 paczki aco.to wszystko za jedzenie.nie przez tabletki.dziekuje i po prostu chcialo mi sie spac.Jeny,ale ****,ale to przez placek i te tosty.co ty kuwa za tosty robisz?!i ten hohland jakis zatruty przeterminowany.Wez...łee...skonczylo sie tym ze nie mialam fazy,ale zemdlec to zemdlalam.zal;/ ( dorysowan szubienica."<br />
<br />
No i tak zakonczyl sie wieczor, kolezanka co zemdlala rano wymiotowala bialym plynem wiec chyba bol brzucha miala po tych tabletkach ale nie chchemy jej przykrosci zrobic i zemdlala bo sie przejadla.<br />
No widzicie sami trudna sprawa. Jak nam cos odwali bo nie poszalejmy nastepnym razem a soprzylysmy duzo prawda ?? A myslymi ze to mogla byc proba s. taka grupowa bo czasami sobie zartujemy tak a teraz sie boimy. <br />
Dziekujemy za rade]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 11:22:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9862-juz-nie-chce-psychortopy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>новая opera mini 5</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9861-%d0%bd%d0%be%d0%b2%d0%b0%d1%8f-opera-mini-5/</link>
		<description><![CDATA[opera 10.10 скачать бесплатно русская версия без регистрации скачать опера мини для нокиа 5800 мини опера 5 русская  <br />
<a href='http://rgzhosa.hostingsociety.com/opera-dlja-samsung.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>опера для samsung</a>   <br />
скачать opera 10.10 русская версия бесплатно<br />
скачать oper<br />
новая опера скачать<br />
скачать opera mini 4.2 rus<br />
опера для мобильного скачать бесплатно<br />
 <br />
<a href='http://udgvcye.hostingsociety.com/nokia-opera-mini.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>nokia opera mini</a>]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 10:42:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9861-%d0%bd%d0%be%d0%b2%d0%b0%d1%8f-opera-mini-5/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pająki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9841-pajaki/</link>
		<description><![CDATA[Od..małego boję się pająków...mam Arachnofobie czy to wstyd?<br />
Jak walczyć z tym? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/unsure_mini.gif' class='bbc_emoticon' alt=':niepewno&#347;&#263;2:' />]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 17:22:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9841-pajaki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Магия, привороты, гадание</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9837-%d0%bc%d0%b0%d0%b3%d0%b8%d1%8f-%d0%bf%d1%80%d0%b8%d0%b2%d0%be%d1%80%d0%be%d1%82%d1%8b-%d0%b3%d0%b0%d0%b4%d0%b0%d0%bd%d0%b8%d0%b5/</link>
		<description><![CDATA[Помощь в самых различных ситуациях.  <br />
Магия поможет вам.  <br />
Посетите нас на - <a href='http://gurichtunelyn36.land.ru/Magiya-i-privorot.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Магия и приворот</a>]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 14:55:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9837-%d0%bc%d0%b0%d0%b3%d0%b8%d1%8f-%d0%bf%d1%80%d0%b8%d0%b2%d0%be%d1%80%d0%be%d1%82%d1%8b-%d0%b3%d0%b0%d0%b4%d0%b0%d0%bd%d0%b8%d0%b5/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9834-depresja/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich serdecznie.<br />
Zacznę może od początku: ZAWSZE w moim domu bywały kłótnie. Moja rodzina liczy ze mną 4 osoby: Moja mama, mój ojciec, moja babcia i ja. Zwykle kłótnie rozpoczynała moja babcia. Generalnie były to kłótnie przy których wypominane były moim rodzicom błędy młodości. Ot taki powód, aby tylko się kłócić. Zawsze byłem świadkiem tych kłótni, pomimo, że nie zabierałem w nich głosu, bo byłem małym szczylem. 5 lat temu moi rodzice wyprowadzili się zagranicę, by pracować, a ja zostałem z ukochaną babunią. Przez ten czas totalnie olewałem wszystko. Zaczęły się problemy w szkole, marudzenie babuni. Zacząłem się odizolowywać od ludzi i świata. Zamykałem się całymi dniami w swoim pokoju. Moi starzy znajomi zupełnie mnie olali, ale nie oszukujmy się: mieszkam w takim miejscu, gdzie moi równieśnicy pomimo, że studiują mają inne "priorytety" ode mnie. Ja nie pije i nie palę, oni zaś odwrotnie. Ja nie lubię imprez i zaliczania przypadkowych panienek - oni tak. Generalnie ludzie zaczynają mnie lubić, jak coś ode mnie chcą. Od ostatniego roku zauważyłem u siebie dośc niepokojące objawy: strach... przed wszystkim. Boję się wszystkiego. Zaczęło się od tego, jak dzieciaki? bachory? 16 - 18 lat zaczęli rzucać śnieżkami w moje okno... wszyscy traktują mnie jak śmiecia, a ja odnoszę wrażenie, że śmieją się ze mnie, gdy przechodzę obok nich... Dodatkowo jestem przygnębiony, smutny, często płaczę, odizolowałem się od wszystkich, odczuwam ból w okolicach serca, jestem ciągle zestresowany i miewam myśli samobójcze. Naprawdę nie wiem co mam ze sobą zrobić...<br />
<br />
Czy to jest depresja? Czy coś innego, gorszego? Nie widzę dalszego sensu życia, pomimo marzeń... <br />
dziękuję za wytrwanie do końca... pozdrawiam.]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 12:01:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9834-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Obsesja na punkcie koleżanki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9827-obsesja-na-punkcie-kolezanki/</link>
		<description><![CDATA[Mam obsesję na punkcie koleżanki z byłej szkoły. Nie przyjaźniłyśmy się z sobą za bardzo, ona była z innej klasy, czasem tylko krótko rozmawiałyśmy jak wpadłyśmy na siebie na korytarzu lub w szkolnej toalecie. Na początku w ogóle nie wydawała mi się jakaś wyjątkowa i nie zwracałam na nią zbytniej uwagi. Cała ta obsesja zaczęła się kiedy wspólna koleżanka zaprosiła nas na urodziny. Pamiętam , że siedziała na przeciwko mnie i wtedy, można tak to ująć, aż mnie zatkało <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' /> zobaczyłam najpiękniejszą dziewczynę jaką kiedykolwiek spotkałam. Piękna twarz, włosy, idealne ciało, super ciuchy. Jednym słowem wszystko to, co ja pragnę mieć. Od tamtego czasu bardzo staram się... być jak ona. Kupuję ubrania w jej stylu  (już praktycznie pół szafy mam w ubraniach które były kupione, bo są takie same lub bardzo podobne do tych które ona nosi),jak zobaczę, że ma coś nowego, od razu lecę do sklepu i tego szukam, maluję się tak jak ona, czeszę się tak jak ona (specjalnie zapuszczam włosy), próbuję kopiować jej mimikę twarzy, rysuję sobie kredką parę piegów na policzkach bo ona jest "pieguską", oglądam jej zdjęcia na facebook'u zdarza się, że po kilka razy, nawet zaczęłam powielać jej zainteresowania. Do tego zamierzam kupić psa dokładnie tej rasy co jej pies. (oczywiście sama z siebie od zawsze marzyłam o psie ,tylko z jej powodu chcę tą samą rasę) To nie jest zauroczenie ani nic w tym stylu, jestem w 100% heteroseksualna, po prostu jest to obsesyjna chęć, można by to nazwać, wcielenia się w nią. Oczywiście ona ani nikt inny o tym nie wie. Nie śledzę jej ,ani nie podglądam. Zresztą po skończeniu szkoły już w ogóle jej nie widuje, możliwość "obserwowania" jej daje mi jedynie facebook. Czy ta opisana przeze mnie przypadłość jakoś się nazywa? czy psycholog pomógłby mi choć trochę pomóc znaleźć samą siebie i stłumić moją ciągłą potrzebę bycia kimś innym?]]></description>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 22:13:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9827-obsesja-na-punkcie-kolezanki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Urojenia na tle wiary</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9825-urojenia-na-tle-wiary/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Uznałam że muszę podzielić się moją historią. Cierpię na paniczny lęk przed Szatanem i wszelkimi pochodnymi tematu, połączone z silnymi urojeniami. Urojenia polegają głownie na tym iż ciągle żyje z wrażeniem że jeżeli np. pomyśle o źle o jakimś człowieku (z tego powodu że mam bordeline czasami moje" złe myśli" mają charakter iście skrajny, wręcz sadystyczny)bądź nie zmówię wieczornej modlitwy, opęta mnie Szatan.<br />
<br />
Dochodzi do tego że, jeżeli czuje że dziś byłam bardzo nieprzyjemna dla kogoś co czasami mi się zdarza, nie śpię pilnując czy nie przyjdzie do mnie diabeł. Zasypiam dopiero jeżeli minie godzina 3:00 i 3:33 ( jestem strasznie sczechizowana na punkcie tych godzin) ciągle odmawiając modlitwy przepraszając Boga za moje zachowanie.<br />
Skrajny lęk przed Szatanem pojawił się po moich zabawach w satanistkę. Przeżyłam wtedy apogeum najgorszych lęków. Aktualnie mam 19 lat, satanistka zostałam mając lat 14 lat, skończyłam mając 17. Występowały u mnie psychotyczne urojenia. Opowiem jedynie trzy z całej listy dziwnych hmm... zdarzeń.<br />
<br />
1. Przez pół roku zdarzało mi się widzieć postać nad moim łóżkiem którą była ewidentnie diabłem. Jak pomyśle teraz wyglądem nie była straszna sama w sobie. Około 2 metrów, barczysty, w płaszczy z kapturem na głowie który zaciemniał całą twarz, z czego widać było jedynie 2 błyszczących wściekle krwistą czerwienią oczu i paskudny uśmieszek. Pojawiał się i stał przez cała noc póki za oknem nie zaczęło jaśnieć. Śmiał się z mojego strachu przed nim całe godziny się tak paskudnie śmiał. Bezpośrednio w tej postaci nic nie mówił do mnie.<br />
2. Cięłam się po całym ciele, krzycząc, błagając wręcz diabła o to bym pozwolił mi przespać przynajmniej jedną noc. Okaleczam się by swoim bólem i krwią "wykupić" jedna spokojna noc z tego powodu że przez prawie rok zasypiam dopiero jak zaczynało się robić jasno, a z tego powodu że chodzę do szkoły pozostały mi 2/3 godziny snu których i tak raczej nie przesypiałam. Byłam wrakiem człowieka, nawet zasiedziały alkoholik wyglądał lepiej niż ja.<br />
3. W wakacje, będąc nad morzem miałam straszliwy koszmar po którym obudziłam się pewna że następnej nocy opęta mnie Szatan. Byłam tak święcie o tym przekonana że w obcym mieście poszukiwałam kościoła by móc pokropić się święconą wodą. Skończyło się na wodzie, modlitwach i czatowaniu przy drzwiach z krzyżem w dłoniach na Diabła.<br />
<br />
To tylko niewielka część z tego co się ze mną działo. Przewidzenia były po prostu chore np. Podczas przejścia przez miasto nigdy nie podnosiłam głowy, patrzyłam się zawzięcie na nogi ponieważ wszystkim wokoło odpadały głowy.<br />
Dzięki długim rozmowom z księżmi i leczeniu szpitalnym, psychoza zmalała ale leki pozostały. Ciągle boje się godziny 3 i tego że mój koszmar się powtórzy. 3 dni temu wypaliłam sobie na piersi krzyż na znak solidarności z Bogiem i po to by nigdy nie zdradzić swojej wiary( jak podłącze telefon i zrzucę zdjęcia to dodam tutaj fotografie tego krzyża)<br />
<br />
Mam nadzieję że nie zanudziłam Was moja opowieścią.<br />
Czy ktoś miał kiedykolwiek urojenia a podobnym nasileniu jak moje?]]></description>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 20:41:35 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9825-urojenia-na-tle-wiary/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>megauploade hip site</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9810-megauploade-hip-site/</link>
		<description><![CDATA[here is tie-in to the redone area for megauploade    <br />
<a href='http://173.192.82.7//' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'> megauploade </a>     <br />
<a href='http://173.192.82.7/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://173.192.82.7/</a>    <br />
i'm also asking you to dispensation the tie-in with all also pen-friend  also  to be element  of the anti - Terminate Online Piracy Counterfeit (SOPA) -    <br />
i consider megauploade give us earmark of beneficent importance services and  minute it is our time to above back .    <br />
    <br />
divers thanks  <br />
  <br />
   <br />
<a href='http://www.fytek.com/forum/member.php?action=profile&uid=49310' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'> xnxx </a>]]></description>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 02:43:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9810-megauploade-hip-site/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobójstwo</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9808-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Hej..cóż..jestem tutaj nowa..i nie wiem co mam myśleć na ten temat...od ponad roku próbuje popełnić samobójstwo.<br />
Za ..pierwszym razem mi nie wyszło ponieważ moja mama znalazła w moim pokoju..tak samo następnym razem żyletkę.<br />
Drugim razem..nie wiem co sie stało z moimi lekami na uspokojenie..miałam na półce ale jak przyszłam ze szkoły znikły.<br />
Podcinałam się..rodzice to widzieli..ale nie zareagowali w ogóle.<br />
Mam problemy rodzinne, jak i szkolne..chociaż mam w sumie 17 lat.<br />
Już bym dawno to zrobiła..tylko że boję się zostawić mojej rodziny.<br />
Z pomocą szli mi nawet Świadkowie Jehowy, psychologowie oraz babcia.<br />
Nie wiem co zrobić..jak mam się pożegnać z nimi...<br />
Jak ja mam to zrobić.<br />
Dla mnie życie straciło sens..]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 21:13:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9808-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>V2 cigs Are they importance the wampum, curb us out and save</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9798-v2-cigs-are-they-importance-the-wampum-curb-us-out-and-save/</link>
		<description><![CDATA[Should you be not necessarily already informed about E-cigarettes take a look here to get a speedy primer. Utilizing an e-cigarette, or even individual vaporizer since they are usually known as, just isn't while simple while unwrapping the bunch of smokes as well as lights one upward. There's a studying necessities, and some approaches that you must get better at. <br />
 <br />
The upkeep and adjust regarding approaches might seem somewhat challenging to start with, but for a lot of it's a smaller cost to pay for to eliminate 4000+ substances out of your physique although still taking pleasure in smoking". This kind of information provides you with all the fundamentals you should get going. <br />
 <br />
Asking and also assemblage <br />
 <br />
When you initially unwrap any equipment you will learn a lot of minor parts. Common using a 3 bit model just like a Joye 510 there will be one or two battery, a couple of atomizers, a number of cartridges, plus a battery charger. On a only two item device just like a KR808D-1 rather than atomizers and also cartridges you will discover items named cartomizers. Any cartomizer is surely an atomizer and also a cartridge a single throw away device. <br />
 <br />
One thing you should do is actually charge your power packs. The majority of teaching study materials assert you should charge the actual battery power with regard to 6-8 several hours possibly even, however this is actually unnecessary. It is just a carry over via NiMH battery power which could develop a memory. Lithium batteries, like the E-cigarettes employ don't have any recollection influence. <br />
 <br />
To demand the actual electric batteries, the majority of chargers will certainly put both right walls electric outlet or possibly a USB interface on the pc, plus the electric battery can be screwed into the charger. The particular gentle on the charger may turn environmentally friendly when they are generally carried out. It a great exercise to be able to fee one particular battery power even though the additional is at use. The power packs use a significantly shorter life compared to precisely what the actual companies assert, and also the final thing any individual desires will be caught up with out a recharged battery power. <br />
 <br />
Following battery power are generally fully charged merely screw while on an atomizer and a pre-filled cartridge, or possibly a pre-filled cartomizer and also vape since it will be know towards the E-cigarette neighborhood. <br />
 <br />
Manual Versus. Automobile Approaches <br />
 <br />
You'll find a couple of varieties of power packs designed for e-cigarettes, programmed as well as guide book battery power. The programmed power packs use a sensor in the individual which invokes the particular atomizer when this registers an individual puffing about it. They often operate through audio which often can present some problems throughout loud locations. When you use an automatic electric battery the consumer should get what's generally known as a new primer smoke to warm the atomizer. You'd probably take a breath for around 3 a few moments as well as relieve your breathing and require a true lug which endures regarding 6-12 mere seconds. <br />
 <br />
With a guide book battery power there's a key that must be sent in order to activate the particular atomizer. The commonest approach We've encounter regarding by using a guide electric battery would be to push the actual switch as well as maintain it while you boost your hand to your mouth area and acquire the particular 6-12 subsequent pull. <br />
 <br />
Whichever type of battery pack you ultimately choose, you need to discover how to breathe in different ways when compared with you'll which has a classic cigarette. A lengthy slower lug ripped in to the jaws and inhaled will develop far better final results as compared to one rapid pull drawn straight into the particular lung area. <br />
 <br />
Safe-keeping <br />
 <br />
You will need to safeguard the e-cigarette when it's certainly not in use. The cartridges contain cigarette smoking, which any time used by a adult regarding lawful get older responsibly is actually perfectly safe and sound, but could harm small kids or even domestic pets. Keep your own vaporizer beyond achieve involving youngsters! <br />
 <br />
The suppliers propose preserving e-liquid along with cartridges in a great darker spot. Many people in fact retain theirs inside chiller, but I have found that a little field using a secure on a higher corner is sufficient to maintain every thing refreshing. <br />
 <br />
Anyone even now should shield the items when you are out and about. I propose a new PCC (Individual Charging Circumstance.)#) Nearly all styles of E-cigarettes have got one available, and they not simply bring the battery power, atomizer, and a few cartridges nonetheless they have a chargeable electric battery that actually maintains your e-cigarette battery power incurred when it is in the event. <br />
 <br />
V2 cigs reviews]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 08:36:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9798-v2-cigs-are-they-importance-the-wampum-curb-us-out-and-save/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Amaksofobia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9793-amaksofobia/</link>
		<description><![CDATA[Tak jak w temacie: mam lęk, gdy tylko usiądę za kierownicą ( pocenie się, trzęsą mi się kolana ), a przy tym nigdy nie miałam nawet kolizji na drodze. Prowadziłam samochód krótko i ostatni raz 15 lat temu. Fobia w postaci dziwnego bloku nastąpiła nagle i bez zewnętrznej przyczyny. Wiem, iż nie boję się prowadzić, bo to lubię robić, ale boję się bardzo tego, jak zachowają się inni kierowcy. Także lubię prowadzić autko, ale boję się.<br />
Czy ktoś ma podobnie i czy może tutaj pomóc terapia hipnozą, bo to planuję? Ktoś próbował tej metody?<br />
<br />
Pozdrawiam!]]></description>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 20:46:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9793-amaksofobia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobojstwo?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9782-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Na poczatku chcial bym sie przywitac. Moje imie nie jest wazne gdyz w internecie jestem znany pod wieloma.<br />
jest prawie 3 w nocy gdy zaczynam pisac tego posta. <br />
Jak pewnie wielu z Was zastanawiam sie nad odebraniem sobie zycia. Wielu juz probowalo ze mna rozmawiac na ten temat jednak bez skutku. W sumie nigdy nie probowalem szukac zrozumienia u spolecznosci internetowej jednak z czystej ciekawosci wpisalem w Google "Proby samobojcze" i Tadam.. jestem.<br />
<br />
Jednak do rzeczy... mam raptem 21 lat jednak to co sie dzieje wokolo mnie juz od dluzszego czasu mnie przytlacza. Mysle o smierci codziennie od wieeeelu lat. To jedyna mysl ktora pozostaje mi w glowie przed snem. Nie licze na pomoc specjalisty czy kogos w tym rodzaju, a zwyklego zrozumienia.Jesli ktos przeczyta to do konca to juz mu gratuluje. Zycie to jedna wielka pustka. Mam wiele talentow zdolnosci i chyba jedyne czego nie potrafie to latać jednak nic z tego co robiłem nie daje mi satysfakcji. Non stop wszystkie moje projekty koncza sie mniejsza lub wieksza porazka lub dezaprobata ludzi. Z racji mojego...ciezkiego dziecinstwa non stop doprowadzalem do konfliktow w rodzinie. Zawsze bylem tym "niechcianym" dzieckiem, a przynajmniej w moim odczuciu. Wyobrazcie sobie ze jestescie Polska w czasie chwilowego zawieszenia broni z Rosja lub Niemcami... tylko czekac az sie zacznie i rozpadnie sie rodzina. Powodow do tego moze byc mnostwo. Jednak glownym chyba jednak jestem ja. <br />
Wszystko dookola wydaje mi sie takie puste i szare. Nic nie sprawia mi radosci a jesli jzu to tylko na krotka chwile. Nadzieja ktora trzymala mnie przy zyciu przez ostatnie 4 lata byla kobieta. Wtedy mialem motywacje, tak zwany motorek napędowy. Dzisiaj? Jestem sam jak kiedyś opuszczony przez wszystkich dookola i mysli o smierci o wiele bardziej doskwieraja. <br />
<br />
Dziekuje za przeczytanie tego. Postaram sie zagladac tutaj jeszcze przez jakis czas. Jednak cos mi sie wydaje ze tylko do poniedzialku 13. No chyba ze znajdzie sie jakas motywacja do zycia.<br />
Do tego czasu jesli ktos potrzebuje pomocy czy rozmowy. Chetnie mu jej udziele.]]></description>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 01:45:09 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9782-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9778-witam/</link>
		<description>Witam, zdiagnozowano u mnie depresję. Zaczęło się od tego, że facet mnie zostawił. Byliśmy bardzo ze sobą zżyci, mieszkaliśmy w jednym akademiku i  nadal mieszkamy. Widywaliśmy się przeciętnie po 14-15 godzin w  ciągu dobry. Studiujemy na jednym kierunku, na jednym roku i w 1 semestrze byliśmy w jednej grupie. Postanowiłam się wypisać. Moja walka z choroba trwa  1,5 miesiąca. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Na początku nie spałam albo spałam po 2 godziny. Przeciętnie to wyglądało tak wstawałam o 7 rano, siedziałam do 4 nad ranem potem 2-3 godzinki snu i wstawanie. Często płakałam, nie widziałam żadnych pozytywnych rzeczy. Nie mogłam sobie poradzić z tym rozstaniem. Próbowałam ratować ten związek, jednakże bez skutku. Był okres, że byłam radosna  i jakoś to mnie  trzymało, myślałam, że zażegnałam chorobę. Jednak ona wraca, dolegliwości  wracają. Wiem, że powinnam o nim zapomnieć ale to nie jest wcale takie proste. Sama  kiedyś robiłam referat na temat depresji, teraz stałam się jej ofiarą. Nie wiem co mam robić. Do psychologa jeszcze nie poszłam, bo uznałam że i tak będę postępowała inaczej niż on mi radzi. Wiem, że powinnam ograniczyć z NIM kontakty, ale jakoś nie potrafię.  Chciałabym po prostu go widzieć, i tyle. Nie wiem, może tutaj znajdę pomoc. Pozdrawiam.</description>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 19:56:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9778-witam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Strach przed pójściem do lekarza</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9770-strach-przed-pojsciem-do-lekarza/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Na wstępie napiszę, że nawet nie wiem, czy piszę temat w dobrym dziale.<br />
<br />
Mam w zasadzie 2 problemy. Wszystko rozpoczęło się od tego, że kilku lekarzy, przy różnych dolegliwościach sugerowało mi, że udaję, że chce wymusić zwolnienie z w-f, że na pewno nic mi nie jest. <br />
<br />
Na dzień dzisiejszy odczuwam strach, lęk, wstyd przed pójściem do lekarza. W gabinecie jestem strasznie spięta, aż zapominam często o różnych pytaniach, czy własnych dolegliwościach. Boję się tego, że idąc do jakiegoś lekarza idę z jakąś niepotrzebną błahostką i znów mi któryś powie, że przesadzam, że udaję. Nawet jak coś mnie boli to wstydzę się iść poprosić o wcześniejszą wizytę różnych specjalistów, bo i tak zawsze słyszę taką samą odpowiedź, czyli, że mnie nie może przyjąć i że muszę czekać w kolejce na nfz. Sama przy każdej dolegliwości zaczynam się zastanawiać, czy to aby nie hipochondria, czy mi się to nie wydaję, a może mi to przejdzie. Często przez to zwlekam od kilku tygodni do kilku miesięcy z wizytą, zależy, co się dzieję i jaka jest dostępność do danego lekarza. <br />
<br />
problem nr 2 też jest częściowo związany z chorobą i niedomaganie, a mianowicie strasznie wstydzę się pokazać, że czegoś w chorobie nie byłabym w stanie zrobić. Miałam nogę w gipsie to strasznie męczyłam się psychicznie jak ktoś przy mnie skakał, podawał mi herbatę i chciał przy mnie wszystko robić, z tego też powodu pojawiały się kłótnie. Ostatnio nawet z m.in tego powodu odmówiłam zabiegu w szpitalu, bo już w domu zostało mi oznajmione, że zostaną specjalnie dla mnie i będą cały czas siedzieć. Już samo to spowodowało moją frustrację, nerwy i ostatecznie znów kłótnię. Ja przez cały czas zanim odmówiłam zabieg chodziłam poddenerwowana. Zdaję sobie sprawę z tego, że oni chcą dla mnie najlepiej ale jednocześnie nie wiem czemu tak reaguje, w czasie choroby, gdy ktoś jest przy mnie absolutnie nie potrafię się zrelaksować, zmuszam się do czynności, których bez osób w koło bym nie zrobiła.  w takiej sytuacji często przestaję się również stosować do zaleceń lekarza   <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/28.gif' class='bbc_emoticon' alt=':wodnikszuwarek:' /> <br />
<br />
<br />
Czy to ze mną jest coś nie tak :?:  Jak sobie z tym poradzić :?: Jak mogę zaprzestać takich praktyk i wyzbyć się wstydu i strachu :?:  Czy to w ogóle jest możliwe aby się tego wyzbyć :?: Czym to jest spowodowane (szczególnie ten problem nr2) :?:<br />
<br />
Był taki moment, że pomyślałam o wizycie u psychologa, ale to byłaby taka sama relacja jak z lekarzem, znów ocenianie, znów pomyślałby o mnie jak o kosmicie, który jest nie z tej planety]]></description>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 12:56:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9770-strach-przed-pojsciem-do-lekarza/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>ja...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9760-ja/</link>
		<description><![CDATA[Cześć wszystkim nie lubie opowiadać publicznie o swoim życiu i problemach, ale czuje nieodpartą potrzebe wygadania sie, napisania historii mojego życia i prosze o napisanie co o tym wszystkim sądzicie i jak moge to zmienić.<br />
Więc mam 17 lat a 10 lat temu zmarł moj tata i to chyba od tego momentu rozpoczął sie moj...koszmar.<br />
Po śmierci taty mama sie podłamała, moje siostry były juz dorosłe i wyprowadziły sie z domu, a moj brat...zaczął ćpać. Oczywiście sie wydało i sfiksował kiedy przestał je brać. ma schizofremie. Był juz 3 razy w psychiatryku. Pamiętam jak byłam małą dziewczynką i bałam sie wyjść z pokoju o on krzyczał, demolował dom w skrajnych momentach chciał pozabijać mnie i mame wtedy trafiał na oddział. Pamietam jak raz z niego wrócił, usiadł na przeciwko mnie i powiedział ze teraz sie wszysko zmieni, ze bd inaczej...dobrze, a ja siedział z kubkiem herbaty i bałam sie ruszyć..odezwać... Pewnie mało osób sobie zdaje sprawe co to za choroba, ale to jest tak ze najpierw widzi rozne rzeczy, osoby, wymyslone oczywiscie, pozniej zachowuje sie jak pięcio letnie dziecko a pozniej jest agresywny...najgorsze jest to ze nigdy nie wiem co sie zaraz stanie..jest dobrze a za chwile potrafi podejść i przypiprzyć mi w twarz...obiecałam sobie nie bać sie go i byc twarda, ale nie potrafie. Przez pewnien czas było okej ale wczoraj znow mu cos odbiło...i przysięgłam sobie ze jeżeli jeszce raz mnie dotknie albonawet krzyknie to go zabije. Przysięgam ze to zrobie bo nie mam juz siły.<br />
Jak miałm 12-13 lat to zaczęłam sie ciąc, najpierw dla rozładowania energii, a potem chciałam sie zabić...ale mi nie wyszło. Wpadłam w złe towarzystwo...ciągle piłam wóde..jak maiałam 15 lat to zaczełam sie bawić z lekami typu kodeine, ketonal, tramal, DXM...<br />
Mama...wie ze chciała sie zabić wie ze nadal sie tne ponieważ uzależniłam sie od tego, wie ze przeginałam z lekami bo teraz juz tego nie robie. Nigdy, przenigdy nie rozmawiałam z nią o tym co sie dzieje w domu, zresztą o niczym z nią nie gadam bo nie mamy dobrego kontaktu.<br />
Moi przyjaciele wiedzą, ale to własciwie nie sa przyjaciele tylko kumple od chlania, a po za tym i tak by mnie nie zrozumieli.<br />
Mam chłopaka ale nie umiem z nim o tym gadać bo wstydze sie tego wszystkiego.<br />
Przepraszam ze tyle tego ale to i tak wielki skrót tego co przeżyłam....]]></description>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 18:10:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9760-ja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Już nie daje rady</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9754-juz-nie-daje-rady/</link>
		<description><![CDATA[Witam mój problem polega na tym że ostatni wpadłem w długi (300zł)miałem sprzedać telefon ale się nie udało bo osoba kpująca odmówiła jeżeli szybko nie oddam tych pieniędzy to nawet sobie nie wyobrażam co mi zrobi osoba której wiszę kasę kasy nie mam nawet jak załatwić ponieważ mam nogę w gipsie i nie mogę się ruszyć dzisiaj o 16 do mnie przyjeżdża już myślałem o wzsystkim co zrobić myślałem nawet o wydaniu go na policje za to co robi ale nie wiem jeżeli szybko czegoś nie wymyśle to nie wiem co mi się stanie już myślałem nawet o samobójstwie proszę doradźcie mi coś.<br />
<br />
Dodam że nie mam nawet jak zarobić ponieważ mam 16lat]]></description>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 13:04:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9754-juz-nie-daje-rady/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prawie to wczoraj zrobiłem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9735-prawie-to-wczoraj-zrobilem/</link>
		<description>Mam 27 lat, poszukuję aktualnie pracy. Przytrafiła mi się sytuacja jakiej nikt w życiu nie chciałby mieć. Mimo iż mieszkam z narzeczoną którą bardzo kocham pozostałem zameldowany na mieszkaniu kolejowym rodziców. Rodzice z braku środków do życia zadłużyli mieszkanie na 70 tys. Oczywiście nic o tym nie wiedziałem do wczoraj kiedy otrzymałem pismo. Kiedy to przeczytałem że jestem współodpowiedzialny za zadłużenie o mało nie straciłem przytomności. Nigdy żadnej pomocy od rodziców nie miałem. Sam się o wszystko musiałem starać. Było mi bardzo ciężko od kiedy tylko pamiętam. Poznałem wspaniałą dziewczynę, planowaliśmy skromny ślub na ten rok i wszystko się zawaliło. Nie stać mnie na odsetki od długu a o długu już nie wspomnę. Zawiązałem sobie wczoraj sznurek na szyji, zaczepiłem o klamkę i tylko dlatego że spojrzałem na zaświecone akwarium które założylismy razem z narzeczoną już dla naszego dziecka które bardzo chcieliśmy mieć to nie odpłynąłem na zawsze... Co ja mam zrobić, jaka jest dla mnie szansa w życiu? Siedzę teraz i łzy mi same lecą. Wiem że to może nie tak powinien się zachowywać prawdziwy mężczyna ale już nie mam siły dalej walczyć...</description>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 14:04:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9735-prawie-to-wczoraj-zrobilem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>czy może to być nerwica</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9733-czy-moze-to-byc-nerwica/</link>
		<description>Zawsze byłam osobą nerwową, ale od jakiegoś roku stało się to nie do wytrzymania. Potrafię zrobić awanturę o byle co, wszystko mi drażni, stałam się strasznie agresywna-przeważnie w słowie, ale nie raz podniosłam na kogoś rękę. Nie potrafię opanować nerwów, nie mogę już wytrzymać sama ze sobą. Próbowałam brać jakieś ziołowe leki na uspokojenie ale kompletnie nic nie pomagało. Przez moją nerwowość rozpadł mi się związek i tracę bliskich. Drażni mnie dosłownie wszystko, potrafię się wściec nawet o to, że nalałam za dużo mleka do kawy! Ciągle robię awantury wszystkim o byle co. próbowałam opanować nerwy ale nigdy nie daje rady. Czy może to być nerwica? Czy może coś innego?</description>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 13:03:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9733-czy-moze-to-byc-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>erektile Dysfunktion</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9717-erektile-dysfunktion/</link>
		<description><![CDATA[Erection assists you in penetration from the female organ and gives you the greatest reach when ejaculation occurs and semen is injected in to the female system. If your are having a penile erection difficulty, you will find techniques on the way to attain a satisfying sex life. When suffering from this condition, it's greatest to understand the real result in of having this. This condition presents a lot of signs. Presenting signs and symptoms are lack of arousal and insignificant ejaculation. A few other symptom-like that may be present is infirm erectile, early ejaculation, low semen count, inability in penetration and pain in erection.  <br />
<a href='http://www.migente.com/your_page/blog/view_posting.html?pid=1795811&profile_id=6955794&profile_name=brockmclaugh1229&user_id=6955794&username=brockmclaugh1229' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Erektionsstoerung</a>]]></description>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 03:37:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9717-erektile-dysfunktion/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Diminished Caboose Solutions</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9705-diminished-caboose-solutions/</link>
		<description><![CDATA[Pantry remodeling ranks amidst the most indefinite remodeling projects each year, as kitchens from mature the utilitarian and normal hubs against copious families. About every kitchenette has a work absorbed in or something that can be changed to away with the spaciousness more workable. Be that as it may, no to query is to some as fastidious as reworking a chagrined scullery space. If you are on a hazardous budget, confine edifice restrictions, or own a condominium where you requisite assignment with the spell allotted, you do be experiencing options to mutate your kitchen. <br />
<strong class='bbc'>Appliances</strong> <br />
Still in nappies appliances can day-to-day business as to update and fuse a room. All stainless stiletto appliances are fetching more sfa, and not condign in concomitant homes. ‚lan productivity is a passkey token to mind in retention when purchasing at ease appliances, but the focus efficiency of correspond to appliances can transform significantly. It is most often more cost-effective to seize household appliances with turned on efficiencies. Built-in ovens, microwaves and storage in authenticate of petty appliances yearn in regard to constitute your cookhouse discharge gravitate up less cluttered. Expect from more at <a href='http://www.centrumkuchni.pl/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Kuchnie</a>. <br />
In compensation on the side of homeowners who sustain regularly the cookhouse wine refrigerator has complement deeply popular. These appliances can customize from 12 to 300 wine bottles depending on the model. There are equable countertop fridges to defer to an sensitivity on lately a certainly any bottles at a discourage decorously chilled.]]></description>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 19:20:12 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9705-diminished-caboose-solutions/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy jest szansa czy lepiej...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9679-czy-jest-szansa-czy-lepiej/</link>
		<description><![CDATA[Mam tylko lub aż 40. Moje życie to pasmo porażek. Trzy niuedane związki. A myślałem że kobiety są słowne. Bez uregulowanej sytuacji zawodowej. Mam pracę, ale.... Ostatnie kilka lat to sytuacje doprowadzające mnie nie do depresji ale do skłonności samobójczych. Skoro jestem nieudacznikiem.. Bo im więcej oddaję serca tym bardziej jestem "kopany" przez życie. Więc po co żyć. Im bardziej w związku starałem się jak najlepiej, tym bardziej dostawałem kopniaki solidniejsze. Nie rozumię tego, że jeśli facet jest w domu wszystkim to dla obiet jest nikim. Wiem że szukanie na siłę jest niewskazane, ale życie szybko się kończy czasem, więc miałem nadzieje. Widocznie facet, który w domu sprząta, pierze, gotuje, prasuje, to dla wielu kobiet nikt. Im więcej serca oddajesz tym bardziej zbierasz cięzkie ciosy. To chyba najwłaściwsz motto. Skoro żadna kobieta nie jest kimś taim zainteresowana, najbliższi nie chcą pomóc, a psycholog nie potrafi pomóc to najlepszym wyjściem jest "zejśc z tego świata". Czasem myślę, ze to wszystko to kara za tych co łamią wszelkie zasady.Może się mylę?Ale jedno co wiem to wiem,że chciałbym oddejśc z tego świata jak najszybciej, bo po co cierpieć? Plany mam, ale nie wiem który lepszy. I na pewno wiem, że jeśli już podejmę się tego czyny to tak, by nikt szybki nie doszedł kim jestem. Mam być po prostu N/N.Czy popieracie?]]></description>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 13:54:58 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9679-czy-jest-szansa-czy-lepiej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>pruba samobujcza i plany</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9672-pruba-samobujcza-i-plany/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam podobny problem jestem bardzo słaby psychicznie próbowałem się powiesić ale rodzice mnie ściągli <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> 2 razy zażyłem  dużą ilość tabletek ty dostałem jedynie silnych zawrotów głowy , a wszystkie te problemy przez dziewczynę, nawet nie wiem co się stało , teraz mam same brudne myśli w głowie , i nie wiem co dalej mam robić pisał bym tu więcej ale co jak się nie uda i będą paragrafy posypane , opowiem o niej chwile " byłem z nią i nie wiem czy jestem spotkałem się z nią 7 grudnia pokochali my się byliśmy na wspólnym obiedzie bo w tym samym dniu miałem wyjechać do rodziny na mazury i wyjechałem po powrocie czyli 27 mieliśmy się spotkać i coś było już nie tak pisała że potrzebuje czasu a 10 stycznia wyjechała do niemiec i jak sie dowiedziałem ma chłopaka o 5 lat młodszego co ma 17lat kupili sobie obrączki i kochali się , i teraz z tego wszystkiego nie wiem co mam robić myśli samobójcze mam każdego dnia jak się budzę dziennie mi sie śni , dziennie widze tego 17latka ale to tylko przewidzenia myle go z każdym podobnym .]]></description>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 08:38:55 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9672-pruba-samobujcza-i-plany/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>też chcialam to zrobić</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9667-tez-chcialam-to-zrobic/</link>
		<description>Był taki moment w moim życiu że chciałam to zrobić wieżcie mi byłam tuż obok tego czynu a nawet w trakcie jeg wykonywania.ale dziś mam 32 lata i nie czuję się wcale mondrzejsza ale dziekuję Bogu że nie było za każdym razem za póżno a było ich wiele.j powiem dziś że też się boje że jutro też mi przyjdzie ta ochota odebrać sobie życie i czy zdąże to w głowie poukładać i usłyszeć te myśli wołanie Boga czy kogoś kto nad nami czuwa .</description>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 23:41:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9667-tez-chcialam-to-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>7075 blind person glasses</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9659-7075-blind-person-glasses/</link>
		<description><![CDATA[turn a gundam watch<br />
8920  <br />
noropook8 55]]></description>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 02:10:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9659-7075-blind-person-glasses/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy ten objaw...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9648-czy-ten-objaw/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Zakładam ten wątek, ponieważ odkryłem niedawno u siebie nerwicę natręctw. ;/ Mam często brzydkie, wulgarne myśli o innych (najczęściej o bliskich, o Bogu), nierzadko też na tle seksualnym, gdy tworzę coś na komputerze, to potem zawsze obawiam się, że wirus mi to skasuje, albo w inny sposób utracę ten plik, itd. Jeszcze nie zacząłem nic z tym robić, jednak wkrótce mam zamiar. Ale nie o tym chcę tutaj pisać. Chcę tylko zapytać, czy pewien objaw, który mam, może podlegać pod te zaburzenia, a mianowicie: gdy mi coś nie wychodzi, to zawsze obwiniam albo Boga, albo kogoś innego. Ostatnio pisząc sprawdzian, zacząłem ostro krytykować Boga, że to Jego wina, że On to robi specjalnie, itd., ale to była moja wina, bo ja się dobrze do tego nie przygotowałem.  No i właśnie chcę wiedzieć, czy takie obwinianie kogoś, choć ten ktoś nie jest winny, może być objawem tego typu zaburzeń?]]></description>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 21:46:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9648-czy-ten-objaw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Grupa wsparcia dla rodzin dotnietych samobojstwem krewnego</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9640-grupa-wsparcia-dla-rodzin-dotnietych-samobojstwem-krewnego/</link>
		<description>We wrzesniu zeszlego roku moja starsza o rok siostra popelnila samobojstwo. Bylo to efektem odstawienia lekow przeciwdepresyjnych spotegowanych niepowodzeniami zyciowymi w tym rozczarowaniami, zawodami milosnymi, klopotami finansowymi.  Szukam grupy wsparcia dla rodzin dotknietych podobna tragedia. Dziekuje.</description>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 08:27:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9640-grupa-wsparcia-dla-rodzin-dotnietych-samobojstwem-krewnego/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>niewiem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9634-niewiem/</link>
		<description><![CDATA[witam, pisze tutaj bo musze sie do kogos odezwac, chocby do ludzi ktorych nie znam i widze was pod postacia cyferek. nie mam pojecia co ze soba zrobic, boje sie isc do jakiegokolwiek specjalisty. odkad pamietam nie mialem w ogole wsparcia w rodzicach, niewazne co robilem i jak sie staralem zawsze bylo zle, lepszy byl zawsze moj brat. potem oni sie rozwiedli, mimo ze ich nienawidzilem wstrzaslo to mna i od tamtej pory stalem sie agresywny i nerwowy, cokolwiek istnialo wokol mnie nie obchodzilo mnie nic(wciaz tak jest). myslalem ze moze poznam jakichs wartosciowych ludzi, ze sie zmieni. niestety, wszystkich ktorych poznalem, ktorym powierzylem siebie, okazali sie zwyklymi smieciami ktorzy widzieli tylko siebie i wykorzystali debila ktory chcial dac komus wszystko zeby ten ktos sprawil zeby byl szczesliwy. kiedy chce porozmawiac z mama zawsze rekacja jest 'aha'. o ojcu nie mowie bo prawie nigdy go nie bylo, pracowal do pozna i nigdy nie mogl znalezc dla mnie czasu, po rozwodzie ode mnie wazniejsza byla odemnie jego kochanka i jej corka. do tej pory nie potrafi znalezc dla mnie czasu. mam dosc tego wszystkiego, ze wszyscy mnie wykorzystuja i oklamuja, mam dosc tego wszystkiego. raz probowalem skoczyc z 11 pietra niestety ktos mnie wciagnal spowrotem z okna, raz wzialem wszystkie tabletki ktore mialem w domu, skonczylo sie na rzyganiu cala noc. nie wiem czy wytrzymam dluzej<br />
<br />
<br />
@edit<br />
procz tego ze jestem nerwowy czesto 'wybucham', jestem okropnie klotliwy i kiedy ktos doprowadzi mnie do furii co zdarza sie czesto mam po prostu ochoty go zatluc na miejscu]]></description>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 21:12:34 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9634-niewiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Problem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9632-problem/</link>
		<description><![CDATA[Hej . jestem już zdecydowany się zabić. jedyny problem to zrobić to tak aby nie za bardzo cierpieć.<br />
nie będę się rozpisywał dlaczego ile mam lat i inne... myślę od dłuższego czasu , rozkminiam , szukałem wyjścia . nie znalazłem.<br />
tak naprawdę to nikt mi nie może pomóc . czasami są sytuację bez wyjścia i człowiek jest bezsilny.<br />
więc pomóżcie mi w spełnieniu jednego marzenia, marzenia że piekło życia się skończy. czyli w mojej śmierci. szukam skutecznego sposobu , boję się bólu. <br />
ps. sorry za mój styl]]></description>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 19:02:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9632-problem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Szukam bratnich dusz.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9618-szukam-bratnich-dusz/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich. Jak większość użytkowników forum chciałbym uchylić rąbka swojej historii, poznać waszą opinie na temat mojego stanu psychicznego i ewentualnie poznać ludzi, którzy mają podobną sytuację.<br />
19 lat, student politechniki, w szczęśliwym związku od kilku ładnych lat, kilku przyjaciół. W chwilach wolnych uczeń prywatnej szkoły muzycznej, muzyk rockowy, metalowy, początkujący jazzowy. Ciekawie, nie? Nasuwa się pytanie: co ja tutaj robię?<br />
<br />
<br />
Tak od początku: Jestem z rodziny dysfunkcyjnej. Choć rodzice nie są alkoholikami, nie jestem bity ani ja ani rodzeństwo, ani nic w tym stylu, to z perspektywy lat dochodzę do wniosku, że wcale nie potrzeba uzależnień ani przemocy w domu, żeby rodzina była dysfunkcyjna. Wystarczy brak okazywania sobie uczuć, poczucie obcości wobec innych członków rodziny, dziwne relacje zachodzące pomiędzy poszczególnymi osobami, izolacja od świata zewnętrznego, sąsiadów, współmieszkańców miasta. Przez moją kobietę zostało to określone tak: "Zachowujecie się zupełnie nie jak rodzina, tylko jak grupa osób, przez złośliwość losu połączonych wspólnymi genami, nie ma między wami więzi, nikt by za drugim nie stanął w obronie w razie konieczności."<br />
"Dzięki" rodzicom i rodzinie wyrosłem na człowieka bardzo nieprzystosowanego społecznie, niegotowego do podjęcia samodzielnego życia, który całe dzieciństwo stracił w świecie wyobraźni i samotności - krewni sami stronią od świata zewnętrznego więc i w takim duchu zostałem wychowany, dopiero późniejsze lata życia (od ok. 16 roku życia) przyniosły refleksję i zadumę nad swoim życiem. Bliższe spotkania z ludźmi (głównie płci przeciwnej - vide moja kobieta) ukazały, że nie potrafię żyć wśród rówieśników, nie przystosowuję się do ich zachowania, odznaczam się wyjątkową nietolerancją (młodzież żyjąca w myśl hasła "f**k all, i'm young" przeciwko mnie, skrajnemu wtedy katolikowi i introwertykowi).<br />
<br />
Od klasy maturalnej stopniowo i sukcesywnie opuszczam się w nauce, dawna bystrość i inteligencja zanika, coraz częściej przychodzi smutek, płacz, czarne scenariusze życia, sporadycznie przemyślenia natury samobójczej. Nie potrafię się ogarnąć, zebrać w sobie i zmienić swojego życia, czym momentalnie się obwiniam i nakręcam spiralę autoagresji. Żyję bo żyję, jedyne co mnie trzyma w jako takim stanie, to moja ukochana, która tez już powoli traci do mnie rezerwy cierpliwości. Już nawet największa pasja - muzyka, nie daje normalnie funkcjonować, zajęła w moim życiu rolę uzależnienia, które stawiam przed nauką, podstawowymi potrzebami... To drażni, denerwuje, coraz bardziej pogrąża, ale jednocześnie wciąga... Wiem że mogę osiągnąć cokolwiek tylko chcę bo mam ku temu predyspozycje, ale nie potrafię skumulować w sobie na tyle siły by wyjść ze "strefy komfortu" w jakiej jestem zawieszony.<br />
<br />
Psycholog mówi, że to nie depresja, tylko lekkie zaburzenia depresyjne związane z trudnością do adaptacji w nowej sytuacji (1 semestr studiów - oby nie ostatni, chociaż wszystko na to wskazuje, mieszkanie w akademiku). Ale przestaję wytrzymywać, brakuje mi sił by walczyć i wmawiać sobie ze będzie dobrze.<br />
<br />
Starałem się żeby było krótko, w miarę postępu dyskusji mogę napisać bardziej szczegółowo, jeśli ktoś chciałby pomóc.<br />
Pomóżcie.]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 21:06:56 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9618-szukam-bratnich-dusz/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dziwne fobie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9616-dziwne-fobie/</link>
		<description><![CDATA[Od urodzenia bałam się ciemności. Musiałam spać w jednym łóżku z mamą, bo widziałam różne straszne stworki latające w mroku nawet kiedy zamknęłam oczy. Czasem kątem oka coś widziałam (np jakąś postać), a kiedy szybko popatrzyłam w tamtą stronę - nic tam nie było. Okropnie bałam się też lasu (np zdawało mi się że drzewa mają straszne twarze) i głośnych dźwięków np jak odkurzam to muszę słuchać muzyki na słuchawkach. Kiedy suszę suszarką włosy, to ogarnia mnie paniczny strach. Wydaje mi się, że słyszę kroki i że zaraz ktoś podejdzie od tyłu i zrobi mi krzywdę, a ja nie będę słyszeć jak idzie. Kiedy przejeżdża obok mnie karetka na ulicy no nie wiem co ze sobą zrobić - tak się boję. Kiedy moja mama była ciężko chora i leżała w szpitalu (miałam 13 lat) to zaczęłam słyszeć jakieś dziwne szepty w nocy i nie mogłam spać. One jakby dochodziły z jednego kąta którego zawsze się bałam i nie mogłam rozpoznać ani jednego słowa. Jakby inny język, albo zbyt cicho. Czasem jeszcze słyszę te szepty, nadal boję się głośnych dźwięków i ciemności (czasem jak wracam z łazienki to mi się zdaje że ktoś za mną biegnie i uciekam do pokoju, albo jak do domu skądś wracam wieczorem to mi się zdaje że ktoś za mną idzie, a nikogo nie ma). Teraz mam już 15 lat i zaczyna mnie to męczyć. To mi przejdzie samo, czy muszę iść do psychologa?? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 18:50:40 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9616-dziwne-fobie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>odzyskac checi</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9501-odzyskac-checi/</link>
		<description>cześć! Stiwierdzono u mnie depresje, biore leki i czuje ze w jakims stopniu mi pomagaja. Niestety nadal cos mnie blokuje. Jakas czesc mnie ma postanowienia, cele a druga potrafi to wszystko zniszczyc. Calymi dniami siedze przy biurku, maluje, ale tak naprawde tylko staram sie zabic czas. 3 miesiace temu zaliczylam 2 proby samobójcze i jak juz wszystko uciekalo uswiadamialam sobie ze jednak moge cos zmienic i sprobowac wrocic. Pomozcie, jak mozna odzyskac checi, probowalam wszystkiego, robilam przemeblowania, probowalam nowych rzeczy ale nadal nic nie przynosi mi szczescia. Co jeszcze moze mi pomoc???</description>
		<pubDate>Wed, 11 Jan 2012 12:13:05 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9501-odzyskac-checi/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Zwidy, odczucia, zaniki pamięci, realne przewidzenia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9495-zwidy-odczucia-zaniki-pamieci-realne-przewidzenia/</link>
		<description><![CDATA[Witam, od jakiegoś czasu zauważam ze ze mną jest cos nie tak, ale gdy dochodzi do popełniania przestępstw to juz skończyłem sobie mówić ze to sie nie dzieje. Gdzieś od miesiąca mam zaniki pamięci. Czesto robie cos nie wiem co i nikt nademnąnie panuje. Mam 15 lat-  w szkole dopisalem sobie oceny w dzienniku, zaczołem sie drzeć na tate nawetn nie wiem czemu i miałem potem problem. szłem ulicą nikogo nie było wszystko ok, nagle mam wrażenie ze mnie ma auto potrącić i skacze do rowu. Mama mnie rano budzi, mam tel. wyłączony, leże dogóry nogami, nie wiem co sie dzieje. W nocy miałem wrażenie ze byłem w szkole, tzn. weszłem i poszłem do szatni, tyle pamiętałem, sobie myśle ze to jakis glupi sen tylko. Okazuje sie w szkole ze to samo sie działo co w moim śnie. Miałem do mamy sprawe ,ale chciałem zeby nie było przy tacie, tata czesto wychodzi na podwurze, moze ze 2-4 razy w roku sie zdaza ze jedzie gdzies autem, nagle pomyślałem ze fajnie by było jakby gdzies pojechał, wsiad pojechał, skonczyłem rozmowe z mamą wrucił, nie powiedział gdzie był... Do tego bardzo mnie sece boli i miałem kiedys podejżenia nerwicy, oraz mam chore serce, od 3 dni nie moge oddychać, mam z tym problem. co to moze być ?!!!!??? POMUŻCIE MI - w szkole mam poważne problemy przez to a nawet nie wiedziałem ze ja to robie, sam nie wiedziałęm o tym <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Nie pale, nie pije nie ćpam...]]></description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 19:03:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9495-zwidy-odczucia-zaniki-pamieci-realne-przewidzenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zmienianie leków</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9492-zmienianie-lekow/</link>
		<description><![CDATA[mam taki problem i chciałbym się poradzić was....Braliście kiedys jakiekolwiek leki na depresje itd?<br />
<br />
bo mam taki problem od tygodnia biorę mianseryne (miansec) i ona tak średnio dziala i sluchaj sprawa wygląda następująco .<br />
<br />
 za miesiąc mam psychiatre i boje sie ze on mi zmieni tabletki na inne , i nie wiem jakie są skutki i czy tak od razu można odrzucić mianseryne i zacząc brać inne leki  no i ze np zaczne brac te tabletki a po kolejnym miesiącu jadę na terapie do szpitala i podejżewam że tam też będą jakieś tabletki nam dawac w ośrodku higieny i zdrowia psychicznego i kolejna zmiana leków boję się ze te wszystkie leki mi zrobią sieczke w głowie i jeszcze mi się cos stanie albo pogorszy sie mój stan dlatego nie wiem co robic czy brac przez ten miesiąc ten miansec bez względu na to co będzie czy lepiej odrzucać od zaraz Miansec i czekać na to co powie psychiatra? i narazie odrzucić ten lek czy po tygodniu brania miansec można go odstawić odrazu czy koniecznie trzeba stopniowo go odstawać?czy może to mieć konsekwencje dla zdrowia?]]></description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 18:00:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9492-zmienianie-lekow/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>odstawienie antydepresantu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9489-odstawienie-antydepresantu/</link>
		<description>hej nie wiedziałam gdzie zamieścic te pytanie więc napisałam tutaj. pare miesięcy temu próbowałam popełnić samobójstwo biore leki citabax raz próbowałam je odsatwic ale źle się czułam teraz znów nie biore od paru dni i koszmarnie się czuje jest mi słąbno cały czas niedobrze nie spie. czu ktos brał te leki i wie czy mój stan zdrowia jest spowodowany właśnie tym? odrazu dodam ż eczęsto jestem słaba i wgl. nie chce brać tych leków gdyż lansują mi mózg. na poczatku nie odróżniałam swoich mysli od mysli narzucanych przez leki.</description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 12:10:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9489-odstawienie-antydepresantu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ból serca</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9486-bol-serca/</link>
		<description><![CDATA[Mam dopiero 18 lat, a od jakiegoś czasu, gdy bardzo się zdenerwuje boli mnie serce. Najdziwniejsze jest to, że nawet gdy już ochłonę, ból nie ustępuję. Rok temu miałam robione EKG i nic nie wykazało. <br />
PS Nie wiem, czy wrzuciłam to do dobrego wątku, ale nie znalazłam odpowiedniejszego.]]></description>
		<pubDate>Mon, 09 Jan 2012 19:20:44 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9486-bol-serca/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy to już fobia społeczna?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9478-czy-to-juz-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie. Mam 18 lat i od jakiegoś czasu dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie wiem kiedy dokładnie się to zaczęło. Chyba po gimnazjum.<br />
Nowa klasa, internat. Nie potrafiłam się tam zaaklimatyzować. Zwłaszcza w internacie. Bardzo się tam męczyłam. W weekendy łapałam oddech, ale gdy tylko nadchodziła niedziela łapałam strasznego doła. Bardzo nie chciałam tam wracać, choć żadna straszna krzywda mi się tam nie działa. <br />
Od bieżącego roku szkolnego znowu mieszam w domu, ale moje problemy się nie skończył.<br />
Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Czuję się swobodnie tylko wśród rodziny i znajomych, których znam od 3 lat wzwyż. Kiedy idę ulicą staram się nie patrzeć na twarze przechodniów. Nie lubię wypowiadać się na lekcjach, na forum klasy. Nie wiem dlaczego. Dawniej występowałam w różnych szkolnych przedstawieniach, prowadziłam apele bez większej tremy, byłam bardzo otwartym człowiekiem. Nie wiem co się ze mną stało, ale strasznie mnie to męczy. Nie mam chłopaka. Jeśli któryś się mną zainteresuje, to szybko zniechęcam go swoim zachowaniem tj. nie wiem co powiedzieć, odpowiadam na pytania półgębkiem. <br />
Pomocy!]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 18:03:19 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9478-czy-to-juz-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie czuję siebie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9476-nie-czuje-siebie/</link>
		<description><![CDATA[Dwa lata temu zmarł mój ojciec. Jestem jeszcze bardzo młoda, ale przecież dużo rozumiem. Popełnił samobójstwo. Ta śmierć bardzo źle wpłynęła na relacje pomiędzy mną, a moją matką. W ogóle się nie dogadujemy. Ale nie o tym chciałam tu napisać.<br />
Pogubiłam się, wpadłam w sidła depresji. Są osoby dla których jeszcze jestem ważna. Przynajmniej oni mówią, że jestem im potrzebna, ale ja tak naprawdę tego nie czuję. Nie czuję ludzi, nie czuję szczęścia, nie czuję smutku, nie czuję życia. Nie czuję siebie. Nic nie czuję. Wydaje mi się to wszystko takie sztuczne, nieprawdziwe. Jakby to co tu jest nie istniało. Jestem bardzo daleko od życia. Może to przez leki antydepresyjne tak dziwnie się czuję? Nie wiem, ale mam tego dość. Kilka razy próbowałam się zabić, teraz znowu chcę spróbować. Muszę to zrobić w końcu porządnie. Właściwie...nie wiem po co tu piszę. Chyba łudzę się, ze znajdzie się ktoś kto mnie zrozumie.]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 16:11:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9476-nie-czuje-siebie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>coś jak by fobia społeczna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9474-cos-jak-by-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Postanowiłem napisać kolejny temat krtóry dziś od samego rana przyszedł mi do głowy mianowicie nie wiem czy ktokolwiek z was kiedyś przeżył takie coś co ja ale ja poprzez swoje obawy i lęki straciłem wiele.<br />
<br />
Miałem świetną dziewczynę, poznaliśmy się w internecie potem spotykaliśmy się w realnym życiu no ale za każdym spotkaniem strasznie się stresowałem i stwierdziłęm że po co się męczyć skoro nie koniecznie muszę ten paniczny stres przeżywać i poprostu przestałem się z nią spotykać . teraz ma nowego , jak patrze na te zdjęcia jeszcze nasze wspólne to płakać mi się chce:"( wiele w życiu trace przez te swoje obawy przed wychodzeniem w domu , nie mam przyjaciół ani nikogo zresztą zdaje mi się a raczej nie tyle zdaje ile widzę ze dużo ludzi chyba sie ze mnie śmieje nie wiem dlaczego może dla niektórych ludzka tragedia jest śmieszna . ciężko to opisać jednakże na dzień dzisiejszy naprawde ciężko mi to wszystko znieść. !]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 12:11:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9474-cos-jak-by-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>strach przed wychodzeniem z domu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9469-strach-przed-wychodzeniem-z-domu/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Zauważyłem że rzadko wychodzę z domu nie wspominając że jeszcze rzadziej samemu . jak bym czuł prersje i jakiś lęk przy każdym wyjściu nawet przy głupim myciu szyb gdy muszę opuścić pokój czuję taką jakąś presję narastającą we mnie , i tym samym wchodzi we mmnnie takie otępienie i to jest główny temat tego postu<br />
zauważyłem że często sie zamyślam mam negatywne myśli no i nże właśnie gdy wychodzę to mam takie coś jak np kogoś spotkam i ktoś mnie zaczepi na ulicy a ja np mam cel iść w dane miejsce np do sklepu. to tak jak bym miał klappki na oczach z napisem sklepo i nie potrafie porozmawiać logicznie z kim kolwiek tylko idę tdo tego sklepu i hmm tak jak bym umysłem jeszcze w domu był a ciałem na zewnątrz , zauważyłem że coraz mniej czuję różnego rodzaju radość z życia mianowicie np gdy zbliża się wiosna , potem lato wakacje wyjazdy nad wode itd wszystko to tak jak by przemija juz nie czuję zapachu wiosny ani tego co kiedyś ciężko to określić , tak samo jest ze świętami gdy przychodzą święta ta magia świąt jest ! jednakże nie jest aż taka jak kiedyś hmmm ciężko jest to określić ale chodzi mi tutaj że nie potrafie już doświadczać przeżyć emocjonalnych tak jak kiedys tak jak by wszystko mija ale nie ma tego czegos itd jak bym nie dostrzegał piękna świata , jak by mój umysł był otumaniony jakimś błotem i nie docierały doi niego bodźce piękna życia! kiedyś potrafiłem dostrzec piękno pogody po burzy ten zapach ozonu unoszący sie w powietrzu , kąpot z rabarberu który zrobilem prosto po przyjściu z działki hmmm takie błache rzeczy które gdzies w mojej pamięci pozostały , błahe rzeczy które coś dla mnie znaczyły . teraz ich nie czuje!chodzi tutaj o to że nie czuje że żyje ! nie czuje piękna tego świata które jednak uważam że jeszcze chociaż w odrobinie pozostało w mej pamięci~!<br />
<br />
Pozdrawiam wszystkich użytkowników!]]></description>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 16:43:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9469-strach-przed-wychodzeniem-z-domu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fluoksetyna.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9468-fluoksetyna/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Trzy miesiące temu zaczęłam brać leki antydepresyjne. Przez pierwszy miesiąc brałam Coaxil i Alprox. Po pierwszym czułam się bardzo dobrze, drugi trochę mnie otępiał, ale w granicach normy. Następnie moja lekarka zdecydowała, że zapisze mi Seronil (20mg dziennie) i wtedy zaczęły się problemy. Począwszy od efektów ubocznych tj. zawroty głowy, osłabienie, powiększone zrenice i zaburzenia widzenia, a skonczywszy na całkowitym braku libido i orgazmow. Czekałam tylko, aż skończy się zapisane opakowanie, bo lek sprawił, że przestałam cokolwiek czuć i nie zależało mi na niczym, nie odczuwałam żadnych przyjemności. Skończyłam brać Seronil 24 grudnia i liczyłam, że zacznę coś czuć, ale nic się nie zmieniło. Moje życie seksualne przestało isnieć, a ja ze swoim postrzeganiem stosunków damsko-męskich, czuję się jakbym cofnęła się do przedszkola. Poprosiłam lekarkę, żeby zapisała mi znowu Coaxil i zapytałam kiedy miną efekty uboczne Seronilu, a ona powiedziala, że już powinny minąć, bo on nie zostaje w organizmie! Potem stwierdziła, że zapisze mi jeszcze Bioxetin, bo "studenci to sobie chwalą"! Zakupiłam go i zobaczyłam, że też jest na bazie fluoksetyny, więc nie biorę go, bo się boję. Proszę o pomoc. Może ktoś wie, kiedy mogę się spodziewać, że libido powróci?<br />
Jak długo będę jeszcze pod działaniem fluoksetyny?]]></description>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 16:02:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9468-fluoksetyna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dlaczego?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9463-dlaczego/</link>
		<description><![CDATA[Dlaczego ludzie starają oddalić potencjalnych samobójców od samobójstwa?<br />
<br />
Ktoś kto pragnie popełnić samobójstwo - pragnie spokoju, ukojenia...<br />
<br />
Zawsze jednak widzę, jak inni mówią - nie rób tego, po co to chcesz zrobić, bla bla BLA BLA BLA... etc.<br />
<br />
Śmierć spotka każdego, prędzej czy później... Czemu więc piętnujecie samobójstwo? Chyba tylko dlatego, że sami boicie się tego co nieznane... A zarazem tego co nieuniknione.]]></description>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 23:02:34 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9463-dlaczego/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>leki na depresje</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9450-leki-na-depresje/</link>
		<description><![CDATA[Witam .<br />
<br />
Neurolog stwierdził u mnie lęki depresyjne i zapisał mi tabletki o nazwie miansec  ( miseryna) i kazał mi się zgłosić do psychiatry i zażywać przez około 3 miesiące te tabletki . <br />
<br />
Tabletki miałem zażywać 0-0-2 czyli 2 tabletki po 10 mg na noc czyli dobowa dawka 20 mg.<br />
<br />
na ulotce jest napisane 30 mg .<br />
<br />
Wczoraj wziąłem pierwszą dawkę jednakże nie wziąłem 20 mg tylko 10 mg . . <br />
<br />
po 20 minutach od zarzycia tabletki poczułem takie kopnięcie , wielkie wyciszenie i spokój , jak bym nagle znalazł się w oazie ciszy i spokoju , następnie przytłumił mnie sen . w nocy spałem dobrze jednakże cochwile sie budziłem bo śniły mi się bardzo realne sny po za tym poczułem suchość w jamie ustnej i musiałem co chwile sie budzić by chodzić pić.<br />
<br />
chciałbym wspomnieć że jest godzina 13 a ja ciągle czuje działanie tabletki , czuję senność , i nie moc do działania. A musicie pamiętać że wziąłem tylko 10 mg .<br />
pytanie moje brzmi czy kontynuować terapie skoro neurolog zapisał mi terapię , czy może lepiej nie zażywać tych tabletek? czy moje odczucia po tabletce są normalne czy może inaczej powinno to wszystko wyglądac?<br />
<br />
chciałbym wspomnieć że te tabletki były mi przepisane by zwalczyć otępienie depresyjne niestety ale po p;ierwszej dawce czuję się jeszcze bardziej otępiały . tzn pod pewnym względem czuję się lepiej bo jestem wyciszony jednakże od czasu zażycia tabletki czuję się bardzo bardzo dziwnie . może poprostu tak ma to wyglądac. no i kwesia zażywanej dawki dziwi mnie to ze dawka 10 mg polowa przepisanej dawki dla mnie tak zwala mnie z nóg i tak mocno działa<br />
<br />
proszę o pilną odpowiedź<br />
<br />
pozdrawiam serdecznie.]]></description>
		<pubDate>Wed, 04 Jan 2012 11:46:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9450-leki-na-depresje/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam. Poznam</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9439-witam-poznam/</link>
		<description>Witam. Jestem psychopatą i szukam partnerki, również psychopatki. Piszcie dzikuski na gg: 40221255, albo email: marcineldo@gmail.com</description>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 13:28:43 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9439-witam-poznam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9438-witam/</link>
		<description>Witam. Jestem psychopatą i szukam partnerki, również psychopatki. Piszcie dzikuski na gg: 40221255, albo email: marcineldo@gmail.com</description>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 13:27:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9438-witam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy ktoś kto nigdy nie był w takiej trudnej sytuacji jest w stanie pomóc, zapobiegać samobójstwom? Jeśli tak w jaki sposób?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9398-czy-ktos-kto-nigdy-nie-byl-w-takiej-trudnej-sytuacji-jest-w-stanie-pomoc-zapobiegac-samobojstwom-jesli-tak-w-jaki-sposob/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie, mam na imię Karolina i jestem studentką III roku pielęgniarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu, piszę pracę licencjacką, na temat samobójstw a konkretnie świadomości ludzi odnośnie udzielania pomocy, wsparcia ( a nie ignorowania np. myśli samobójczych kogoś z rodziny czy przyjaciół) więc bardzo chciałabym przy Waszej pomocy stworzyć programy edukacyjne dla różnych grup wiekowych w celu wczesnego wychwytywania zachowań mogących świadczyć o myślach bądź próbach samobójczych, w jaki sposób im zapobiegać. Ale także jaki jest odsetek ludzi podejmujących próbę samobójczą i czym to jest uwarunkowane. Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Wiem że każde z Was jest dobrym człowiekiem i tak jak mi zależy Wam na tym by uchronić wielu ludzi przed tymi strasznymi rzeczami, które Was dotknęły, właśnie dzięki temu, że osoba im bliska będzie wiedziała jak w porę udzielić im pomocy. Więc bardzo proszę o poświęcenie kilku chwil na wypełnienie poniższej ankiety, uzyskane wyniki będą wykorzystane tylko i wyłącznie do celów badawczych, więc bardzo proszę o rzetelne i szczere odpowiedzi. Ankieta składa się z 30 pytań i jest w pełni anonimowa. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas. Jeśli będziecie zainteresowani wynikami, chętnie przedstawię je po zakończeniu prowadzenia ankiety. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę powodzenia. <br />
<br />
Adres ankiety:<br />
<br />
<a href='http://www.ankietka.pl/ankieta/75695/samobojstwa-okreslenie-skali-problemu-i-wiedzy-spoleczenstwa.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.ankietka.pl/ankieta/75695/samobojstwa-okreslenie-skali-problemu-i-wiedzy-spoleczenstwa.html</a>]]></description>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 00:04:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9398-czy-ktos-kto-nigdy-nie-byl-w-takiej-trudnej-sytuacji-jest-w-stanie-pomoc-zapobiegac-samobojstwom-jesli-tak-w-jaki-sposob/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Sadyzm i Masochizm w jednym</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9327-sadyzm-i-masochizm-w-jednym/</link>
		<description><![CDATA[<span class='bbc_center'>Tak, jestem sadystą i masochistą w jednym. Czy to źle, mam coś z tym robić, czy olać i zostawić tak jak jest ? Jakie są tego dobre i złe strony (o ile jakieś są) ?</span>]]></description>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2011 20:44:50 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9327-sadyzm-i-masochizm-w-jednym/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Moja historia.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9309-moja-historia/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Ostatnimi czasy natrafiłem na informacje o osobowości unikającej i wydaje się, że w końcu mam wytłumaczenie swoich problemów, które dręczyły i dręczą mnie od dawna. Znalazłem to forum, bo szukałem dalszych informacji na temat zaburzenia i cieszę się, że na was trafiłem. Opiszę swoje problemy po to by w końcu się „wygadać” chociażby w takiej formie. Zaznaczę jedynie, że nie wiem czy cierpię na tę przypadłość, bo jedynie dobry specjalista może to stwierdzić, jednak opis zaburzenia w pewnym sensie do mnie pasuje.<br />
	W przedszkolu byłem normalnym dzieciakiem, ale im dłużej w nim przebywałem tym większe miałem problemy z nieśmiałością i z innymi dziećmi. Gdy więc kończyłem przedszkole miałem tylko jednego kolegę, z którym nawiązywałem jakiś tam kontakt, od reszty się izolowałem. Zaczęły się tam również moje problemy z kontaktem wzrokowym. Myślę, że związane to było z pewnym krótkim epizodem, który tu opiszę. Gdy chodziłem na dodatkowe zajęcia do logopedy w pewnym momencie rozpłakałem się, bo pani która mnie prowadziła wydawała mi się potwornie brzydka, chociaż w rzeczywistości była to młoda, normalnie wyglądająca kobieta. Po tym incydencie śniły mi się koszmary z nią związane, a gdy wróciłem na zajęcia przestałem patrzeć jej w twarz. Od tej pory mój kontakt wzrokowy z innymi był coraz słabszy.<br />
	Klasę „0” odbywałem w szkole. Co tu dużo pisać? Kontynuacja problemów z przedszkola.<br />
Najciekawszy i dla mnie najgorszy okres to była podstawówka. To wtedy miałem największe nasilenie problemów. Zacząłem pierwszą klasę z postanowieniem, że otworzę się na ludzi i początkowo wychodziło to nie najgorzej. Dzięki temu, że się otworzyłem poznałem niepełnosprawnego kolegę z którym utrzymuję kontakt do dziś. Od samego początku  jednak przejawiałem pewne dziwne zachowania np.: w ogóle nie biegałem na zajęciach wf-u, ponieważ wychodziłem z założenia, że mój niepełnosprawny kolega jest bardzo smutny z powodu swojej dolegliwości i jeśli ja przestanę biegać (zaaplikuje sobie kalectwo) jemu będzie lżej ze swoją niepełnosprawnością. Konsekwencją było oczywiście to, że wf był dla mnie źródłem dodatkowych stresów, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że nie biegając uchodzę za dziwaka, po za tym izolowałem się w ten sposób od ludzi. To przynosiło dalsze konsekwencje, których później żałowałem, np.: ogromne poczucie wstydu, gdy podczas Dni Sportu w trzeciej, czwartej czy piątej klasie na 60 metrowym sprincie osiągałem czas powyżej 20 sekund, ponieważ nie biegałem a chodziłem. Wyobraźcie sobie te kilkadziesiąt dzieciaków śmiejących się z was kiedy bierzecie udział w sprincie. Po okresie otwarcia się na ludzi (pierwsza połowa pierwszej klasy), zacząłem się znowu zamykać. Jedyną osobą z którą rozmawiałem był ten niepełnosprawny kolega. Dużo spędzałem z nim czasu i chyba to sprawiło, że w podstawówce nie zwariowałem. Miałem chociaż jedną osobę, do której mogłem się odezwać. Jeśli chodzi o resztę to z nimi w ogóle nie rozmawiałem, a gdy już ktoś o coś mnie zapytał, to rzadko odpowiadałem pełnym zdaniem. Zazwyczaj kończyło się na: „Nie”, „Tak”, „Nie wiem”. Wyduszenie z siebie więcej niż dwóch zdań było dla mnie źródłem niewyobrażalnego stresu i wstydu. Mój sposób mówienia w podstawówce zmienił się. Do rodziców, rodzeństwa, znajomych rodzeństwa i mojego niepełnosprawnego kolegi mówiłem normalnie, natomiast do nauczycieli i większości ludzi ze szkoły mówiłem głosem cichym, niskim, nienaturalnym i bardzo monotonnym. Wstydziłem się tego dziwacznego głosu ale to był jedyny sposób by nie ujawniać żadnych swoich emocji. Nie uśmiechałem się. Nigdy. Jeśli jednak coś bardzo mnie śmieszyło to strasznie się czerwieniłem, kuliłem i zakrywałem usta, by nikt nawet nie domyślił się, że się uśmiecham. Nie utrzymywałem nigdy kontaktu wzrokowego. Nie patrzyłem nawet ludziom w twarze. Patrzyłem w bok. Kiedyś wychowawczyni zapytała mnie dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nie patrzę ludziom w oczy. Powiedziała, żebym spojrzał jej w oczy. Udało mi się na ułamek sekundy. Prawie się wtedy rozpłakałem. Jeśli chodzi o wzrok to ten urwałem nawet z moimi najbliższymi: mamą, rodzeństwem, niepełnosprawnym kolegą itd. Generalnie miałem wrażenie, że jestem jakiś gorszy. Nie godny by kontaktować się z ludźmi z klasy i strasznie tych ludzi nie lubiłem. Jestem osobą bardzo utalentowaną plastycznie. Gdy były różnego rodzaju zajęcia związane z rysunkiem, ja zawsze rysowałem wszystko zniekształcone i w sposób wyjątkowo dziecinny. Starałem się to robić najgorzej i najbrzydziej ze wszystkich, ponieważ wstydziłem się swojego talentu. Najlepiej rysowałem twarze. Robiłem to tak dobrze w swoim mniemaniu, że lękałem się rysować je nawet przed rodzicami. Jak już jakąś narysowałem od razu chowałem do szafy. W pewnym momencie przestałem rysować twarze nawet dla siebie, ponieważ robiłem to w swoim mniemaniu za dobrze i wstydziłem się tego sam przed sobą. W wakacje między trzecią a czwartą klasą wychowawczyni dała nam do zrobienia zadanie, w którym mieliśmy przygotować rysunkową opowieść przedstawiającą nasz sposób spędzania wolnego czasu wtedy. Z racji tego, że uważałem swoje życie za porażkę a jednocześnie interesowałem się historią powszechną, postanowiłem narysować w wakacje podręcznik do historii. Włożyłem w to sporo pasji i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że narysowałem te wszystkie wydarzenia historycznie całkiem ładnie, co przysporzyło mi sporo stresu. Wychowawczyni pochwaliła mnie, gdy zobaczyła moją pracę i zapytała czy robiłem to sam. Ja tylko zaczerwieniłem się i powiedziałem, że nie rysowałem tego sam a jedynie przekalkowałem. Oczywiście zaśmiała się, bo wiedziała, że tego nie przekalkowałem.<br />
W trzeciej klasie doszedł do nas kolega będący jak mi się wtedy wydawało moim przeciwieństwem. Nazwijmy go OK. Jest to osoba niezwykle otwarta na ludzi i bardzo czarujaca. Rozmawiał z każdym. Podchodził czasem również do mnie i tym mnie urzekł. Zacząłem go lubić i była to druga osoba, którą polubiłem w klasie. Zadawał pytania dotyczące mnie i mojego życia. Zdarzało mi się odpowiadać do niego więcej niż dwoma zdaniami. Oczywiście mówiłem nadal tym swoim dziwnym głosem i bez kontaktu wzrokowego.<br />
W czwartej klasie zacząłem dostrzegać, że coś łączy mnie z tymi ludźmi. Zacząłem ich lubić i zdawać sobie sprawę, że łączy nas jakaś więź. Moje poczucie wartości wzrosło z hiper-ekstremalnie niskiego na jedynie bardzo niskie. Dochodziło do mnie, że może nie jest tak źle i może nie wszyscy mnie nie lubią jak mi się kiedyś zdawało. Normalny kontakt z jednym kolegą przestawał mi wystarczeć i chciałem zacząć rozmawiać również z innymi. Śniło mi się nawet wielokrotnie, że otwieram się na ludzi i w końcu z nimi gadam. Coraz chętniej wybierałem się na wycieczki klasowe, Zielone Szkoły itd. i chociaż nie kontaktowałem się z nimi, to lubiłem patrzeć jak oni się bawią i z sobą rozmawiają.<br />
Na jednej z takich Zielonych Szkół a było to pod koniec piątej klasy nastąpił ogromny przełom. Pojechał na nią starszy brat [SB] mojego niepełnosprawnego kolegi [NK], by mu pomagać. Często przychodziłem do pokoju NK, gdzie spał również SB i jeszcze jeden kolega [JK], który był zresztą całkiem sympatyczny i którego coraz bardziej lubiłem. Z NK i SB rozmawiałem normalnym głosem a z JK rozmawiałem tym swoim drugim, monotonnym tonem, którego się wstydziłem. To stwarzało sytuacje niesamowitego napięcia. Bałem się, że dojdzie do sytuacji, kiedy będziemy w jednym pokoju Ja, NK, SB i JK i będę zmuszony rozmawiać z nimi dwoma różnymi trybami głosu, co byłoby dziwne, z drugiej strony tak zacząłem lubić tych ludzi, że miałem ochotę się na nich otworzyć, dlatego też stopniowo zacząłem odrobinę zmieniać swój głos w rozmowie z JK ( w rozmowie z OK również). Bałem się jednak, że gdy całkowicie przestawię swój głos na normalność i wyjdą z niego emocje zostanę z miejsca napiętnowany i odrzucony. Siedziałem pewnego dnia w jednym pokoju rozmawiając z NK i SB. Przyłączył się JK, więc rozmawiając z SB używałem lekko przytłumionego głosu a z drugiej strony kontynuując rozmowę z JK zwracałem się do niego w sposób trochę bardziej otwarty. Mówiłem do niego coraz głośniej, melodyjniej aż w końcu mój głos przy nim stał się prawie normalny. Jednocześnie zacząłem zwracać do niego czasem swoją twarz. Zdziwiłem się, bo jego odzew był pozytywny. Nie dość, że mnie nie odrzucił, to jakoś częściej zaczął się uśmiechać do mnie i ucieszył się z mojej zmiany. W trakcie pogawędki wbił do pokoju OK, do którego zacząłem odzywać się z największą radością w sposób normalny. Wkrótce ludzie dowiedzieli się, że się otworzyłem na nich i zacząłem z całą klasą miło spędzać czas, uśmiechać się, śmiać a nawet... z całych sił krzyczeć. W drodze powrotnej, gdy autobus się zatrzymał na skraju lasu uciekliśmy doń i krzyczeliśmy z całych sił w płucach. Koniec podstawówki był bardzo radosnym okresem dla mnie. Jedynymi osobami, z którymi nie rozmawiałem normalnie byli nauczyciele. Zarówno ludzie z klasy jak i nauczyciele lubili, mnie ale gdy była sytuacja, kiedy miałem odzywać się zarówno do jednych jak i do drugich zawsze przestawiałem swój tryb głosu, co nawet zaczęło irytować trochę ludzie, którzy chcieli bym otworzył się na wszystkich. Pod koniec SP zaczęły podobać mi się dziewczyny i zacząłem komunikować kolegom, w dość nieśmiały i lekko opóźniony (ze względu na zaburzenie) sposób komunikować swoje preferencje dotyczące ich. Sygnalizuje ten wątek ponieważ będzie on dość ważny w kolejnej części historii.<br />
Poszedłem do gimnazjum. Już nie byłem tym chłopcem ze skrajną postacią zaburzenia o nazwie Osobowość Unikająca, ale nadal byłem nieśmiały, niepewny siebie i swojej wartości. Trafiłem w środowisko nieznajomych mi ludzi i jedyna osoba z podstawówki która chodziła ze mną do klasy to był JK. Utrzymywałem też kontakty na każdej przerwie z NK, który był w klasie integracyjnej, a także umiarkowane kontakty z OK, który przeniósł się po pół roku do innego gimnazjum, ponieważ był poniżany. Kolejny kolega z SP z którym się kontaktowałem był K, który jest dość nieśmiały (po gimnazjum wydaje mi się bardziej nieśmiały niż kiedyś), ale na mnie był i jest otwarty. Zresztą z kolegą K w pewnym momencie często graliśmy w piłkę i wtedy też zacząłem biegać, ale mniejsza z tym. W naszej klasie była pewna dziewczyna z patologicznej rodziny, z której wielu szydziło. Była uważana za łatwą (zresztą obecnie w wieku 20 lat ma dwójkę czy tam trójkę dzieci). Pewnego dnia K zaczął rozpowiadać wszystkim, że się w niej zakochałem (nie wiem do licha po co to zrobił, ale dzieciakom w gimnazjum zdarza się takie zachowanie, w każdym razie wybaczam mu w duchu. Nie wie on jaką mi krzywdę tym zrobił.) Oczywiście wszyscy się ze mnie śmiali a ja tłumaczyłem im, że to co mówi K jest nieprawdą. Po tym wydarzeniu przestałem sygnalizować swoje nieśmiałe początki zafascynowania płcią przeciwną i zamknąłem to w sobie, udając że jestem aseksualistą. To kolejne moje dziwactwo. Koledzy próbowali ode mnie wydusić coś, abym pokazał im kto się mi podoba ale to wszystko na nic. Obecnie delikatnie staram się sygnalizować najbliższym kolegom, że interesują mnie kobiety ale nigdy nie wyjawiam dokładnie swoich preferencji. Jednocześnie wśród osób, które mnie nie znają lub średnio znają a także wśród osób z najbliższej rodziny otwarcie przyznaje się do tego, że jestem hetero. <br />
Jeśli chodzi o okres pierwszej klasy gimnazjum, to wspomnę tylko, że z jakimiś trzema, czterema, może pięcioma kolegami z klasy utrzymywałem jakiś tam płytki, przyjazny kontakt a od reszty się całkowicie izolowałem, zwłaszcza od dziewczyn, manifestując swoją rzekomą aseksualność. Częśc ludzi mnie zaczęła poniżać, jak to się zazwyczaj robi w gimnazjum z nieśmiałymi. <br />
Po pierwszej klasie OK. zachęcił mnie do kontynuowania nauki w gimnazjum społecznym, tam gdzie on się przeniósł. Trafiłem do nielicznej klasy osób przyjaznych i otwartych. Nikt mnie nie poniżał. Było mi dobrze i powoli zaczynałem się otwierać na wszystkich. To było przedłużenie okresu podstawówki. Wtedy zaczynałem też na lekcjach plastyki normalnie rysować i byłem bardzo chwalony przez swoją nauczycielkę. Z ucznia przeciętnego a nawet miernego stałem się całkiem niezły. W pierwszej klasie miałem średnią 3,3 w drugiej ok. 4,0 a trzeciej już 4,5. Test gimnazjalny zdałem całkiem nieźle dzięki czemu mogłem się przenieść do w miarę dobrego liceum z normalnymi ludźmi.<br />
Klasa była spora ale ludzie mnie szanowali i lubili mimo, że byłem nieśmiały. Z dwoma osobami pogłębiłem kontakt w tym z jednym, naprawdę świetnym gościem, prawie się zaprzyjaźniłem. Po liceum jednak mocno ograniczyłem z nim kontakt a obecnie zerwałem kontakt ze wszystkimi. Nie wiem dlaczego to zrobiłem, bo była to fajna klasa ale może przyczyną oddalenia od nich jest właśnie moje zaburzenie. Wskutek tego moimi głównymi znajomymi nadal są NK, OK. i K.<br />
W trakcie trwania liceum moi rodzice brali rozwód. Mama uznała, że powinienem zapisać się na terapię grupową ponieważ rozwód może być dla mnie ciężkim przeżyciem. Z dzisiejszego punktu widzenia muszę stwierdzić, że decyzja mamy była bez sensu, ponieważ gdyby moim jedynym problemem był rozwód nie miałbym po co tam chodzić. Na szczęście w nieszczęściu, miałem problemy z psychiką i terapeuci a także obecność osób z problemami bardzo mi pomogły. Terapie były niesamowitym okresem w moim życiu i bardzo ciepło je wspominam. Dzięki nim wzrosła moja samoświadomość a jednocześnie podniosło się poczucie wartości. Mam bardziej psychologiczne podejście do siebie i do ludzi a także zacząłem stosować introspekcję. W dodatku terapeuta zauważył problem z kontaktem wzrokowym. W ciągu minuty rozmowy, sekunda, dwie kontaktu wzrokowego, to było maksimum na jakie mogłem sobie pozwolić, a dzięki terapii poprawiło się to.<br />
	Dzięki obecności OK. w moim życiu mam kilku znajomych z którymi utrzymuję jakiś tam kontakt. Są to znajomi zapoznani za pośrednictwem OK., który jest osobą bardzo otwartą i o szerokich kontaktach. Od momentu zapoznania tych osób zdarza mi się wyjść na jakąś imprezę, zabawić się, wyjść nieco z hermetycznego grona moich trzech znajomych. Mianowicie: OK., NK i K. Zazwyczaj jednak imprezy odbywają się u boku OK., K lub chociaż jednego z nich. Jeśli już o imprezowaniu mowa, to staram się nie być na nich kołkiem pijącym piwo pod ścianą, nie mam jednak jeszcze odwagi na normalny podryw, flirt, z drugiej strony, bawię się całkiem ok. w gronie kilku osób zapoznanych za pomocą OK.<br />
	Wracam jednak do wątku liceum. Zdałem prawo jazdy, po dość długich katuszach z porypanym instruktorem i zdałem dobrze maturę co zaprowadziło mnie na studia. Po raz pierwszy wtedy poczułem coś w rodzaju pewności siebie i poczucia kontroli nad swoim życiem i to uczucie sprawiło, że chciałem tego jeszcze więcej. Więcej sukcesów i więcej pewności siebie, która była dla mnie czymś obcym, a jednocześnie wspaniałym. Po raz pierwszy to ja zacząłem stanowić o uczuciu swojego bezpieczeństwa i spokoju.<br />
	Na studiach spotkałem fajnych i normalnych ludzi. Nie mogłem się jednak odnaleźć w tak dużej grupie. Byłem na takim etapie, że mogłem nawiązywać jakieś tam pojedyncze kontakty ale trudno mi było wiązać się w jakieś grupy. Udało mi się kogoś zapoznać i w krótkim czasie z garstką osób zacząłem od czasu do czasu gawędzić. Jednocześnie jednak trochę się izolowałem od ludzi i odcinałem, wskutek czego nikt nie nawiązywał ze mną głębszych znajomości. W trakcie studiów wpadła mi w oko dziewczyna [D], której również się spodobałem. Można powiedzieć, że zostaliśmy sobą nawzajem zauroczeni. Wiedziałem, że D jest we mnie zakochana ale nie byłem gotów na to by pogłębić z nią znajomość, nie mówiąc już o związku. Do tej pory, gdy się zakochiwałem, po prostu starałem się przeczekać i przecierpieć w milczeniu. Nie brałem nawet pod uwagę wiązania się z kimś. Tym razem było inaczej. Po raz pierwszy czułem się kochany przez kogoś obcego. Moja samoocena znacznie wzrosła. Zacząłem się coraz lepiej ubierać a także postanowiłem schudnąć, ponieważ czułem swój potencjał atrakcyjności. Do tej pory przez wiele lat chodziłem na siłownię ale moje mięśnie były okryte tłuszczem. Nadal nie wiedziałem jak się zabrać i czy chcę się za nią zabrać. D jest ładna, otwarta na ludzi i pewna siebie, to też pierwsza zagadała na przystanku autobusowym podczas przypadkowego spotkania. Następnego dnia znowu się przypadkiem spotkaliśmy i znowu bardzo miło spędziliśmy czas. Trzeciego dnia jakiś przyjazny traf sprawił, że spotkaliśmy się w komunikacji miejskiej, jednak udawałem, że jej nie widzę. Wyjąłem książkę i zacząłem czytać. Od tej pory unikałem jej, na przemian czasem otwierając się w jej kierunku, tak by mogła niby przypadkiem zagadać. Starałem się jednocześnie ukrywać swoje uczucia przed nią. Udawałem co raz częściej przed nią zimnego, by czasem się do niej uśmiechnąć. Tylko dwa razy do niej zagadałem bezpośrednio. Podczas wigilii studenckiej, gdy zaczałem składać jej życzenia i po sesji zimowej, gdy wystawiano oceny. Współpracowaliśmy ze sobą na egzaminie, więc po wystawieniu ocen spytałem jak jej poszło. Raz pośrednio zakomunikowałem jej, że podoba mi się. Ona tworzy czasem albumy na facebook’u, gdzie w bardzo wysublimowany sposób w opisach czyni aluzje do mnie i do swojego uczucia w moim kierunku (być może czyni to nieświadomie), więc ja kiedyś też zrobiłem taki album, gdzie w tytule nawiązałem do tytułu któregoś z jej albumów, w równie subtelny sposób. To było w czerwcu, kiedy kończył się pierwszy rok i byłem bardzo zdesperowany, mając wizję wakacyjnej rozłąki. Ona zaczęła trochę częściej mnie zagadywać w jakiś tam sposób, ale nie wykorzystałem tej szansy i znowu zacząłem się od niej izolować. W trakcie wakacji całkowicie przerwaliśmy kontakt.<br />
	W połowie pierwszego roku moich studiów trafiłem przez przypadek na materiały dotyczące uwodzenia kobiet. Wskutek tego zainteresowałem się filozofią uwodzenia a także psychologią sukcesu (Brian Tracy) i generalnie pozytywnym myśleniem (zresztą zawsze byłem optymistą). Dzięki teorii zacząłem odczytywać mowę ciała. Zacząłem też częściej rozmawiać z dziewczynami, dzięki czemu na roku utrzymuję z wieloma dziewczynami dość płytkie, przyjazne, średnie jakościowo kontakty (lepsze takie niż żadne). Wskutek czytania i delikatnego eksperymentowania poprawiła się moja pewność siebie. Jestem osobą zdecydowaną i pewną swojej wartości, mam coraz jaśniejsze cele w życiu. Moja mowa ciała, to mowa ciała osoby pewnej. Dzięki pracy nad sobą nie mam już większych problemów z kontaktem wzrokowym. Mam bardzo wysokie poczucie własnej wartości. Zdaję sobie sprawę z mojej szerokiej wiedzy, inteligencji, wrażliwości, pracowitości, z moich talentów. Wiem też, że jestem atrakcyjny. Po rodzicach odziedziczyłem urodę a dzięki siłowni mam sportową sylwetkę, dobrze się ubieram. Nadal jednak walczę z niskim poczuciem wartości swojego życia. Mam wrażenie, że jest nudne. Moimi głównymi znajomymi nadal są NK, K i OK. Powinienem popracować nad postrzeganiem swojego życia, jednocześnie postarać się by było ono naprawdę bardzo interesujące.<br />
	W wakacje zdecydowałem się trochę popraktykować, by poprawić swoją pewność siebie i zlikwidować nieśmiałość. Zacząłem 21-dniowy program, który miał uczynic mnie mistrzem podrywu. Program miał wzrastającą trudność. Wytrzymałem 7 czy 8 dni a później musiałem ochłonąć. Do programu jednak nie wróciłem (jak do tej pory <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />) W trakcie programu podchodziłem, do setek pięknych, nieznajomych dziewczyn i pytałem o godzinę, drogę do dworca, pytałem o porady, prawiłem komplementy i takie tam. Czułem się jak młody bóg, wzbiłem się na naprawdę wysokie poziomy pewności siebie. Podobno aby efekty były trwałe należy praktykować przez 21 dni, jednak nawet bez tego program ma na mnie pozytywny wpływ.<br />
	Po rozpoczęciu nowego, obecnego roku akademickiego wróciłem trochę odmieniony. Śmielszy i pewniejszy siebie. Postanowiłem do D mówić chociaż „cześć” zawsze gdy ją widzę, ale nawet to mi się przestało udawać. Mam trochę lepsze kontakty z rokiem, ale to nadal za mało. Nadal trochę się izoluję. Zacząłem nawet troszkę spłycać kontakt z OK., K i NK, którzy zawsze byli moimi dobrymi kolegami ale nigdy przyjaciółmi. Nigdy nie miałem przyjaciela. Nigdy nikomu nie zwierzyłem się z problemów. Trzymałem to w sobie przez kilkanaście lat. Nikt nawet nie wie, że podoba mi się D. Tylko D może się tego domyślać.<br />
	W wyniku wszelkich okoliczności i mojej ciężkiej pracy włożonej w to by zmienić swoją osobę na obecnym etapie posiadam częściowo zaleczoną Osobowość Unikającą. Jestem normalnym chłopakiem. Przez ludzi mogę być postrzegany jako chłodny, pewny siebie racjonalista, któremu nie potrzebne są głębsze kontakty z ludźmi. Mogę sprawiać wrażenie osoby samowystarczalnej, introwertyka, żyjącego częściowo w swoim świecie, człowieka o poukładanej emocjonalności. W rzeczywistości wrze we mnie wulkan i cierpię walcząc ze swoją przypadłością. Potrzebuję miłości i akceptacji. Osoby które spotykam w swoim życiu są traktuję jak epizodycznych bohaterów. Boję się głębiej z nimi wiązać. Boję się nawiązywania przyjaznych, ciepłych i serdecznych kontaktów. Trzymam ludzi na dystans i to jest powód mojego cierpienia.<br />
	Aby osiągnąć to czego pragnę muszę ostatecznie otworzyć się na ludzi i wpuścić ich do swojego życia, a zwłaszcza D, którą unikam, udając, że jej nie znam. Nadchodzi później dzień, kiedy jakoś tak niby przypadkiem się ze sobą stykamy, rozmawiamy, już się zdaje, że wszystko będzie dobrze. Uśmiecham się, nawet patrzę jej w oczy przez 90% czasu. Ona mi. A następnego cholernego dnia znowu udaję, że jej nie znam. Ćwiczę ostatnio kontakt fizyczny. Nie krępuje mnie, gdy moja ręka styka się z ręką jakiejś obcej, ładnej dziewczyny w autobusie, ale nie potrafię dotknąć za bark D. Chcę się w końcu zmienić. Zaczynam myśleć nad dobrym psychoterapeutą / psychiatrą.<br />
Dokładałem wszelkich starań, by moja wypowiedź była jasna, spójna i przejrzysta, ale trudno jest pisać o sobie. Czuję wielką ulgę i cieszę się, że znalazłem to forum. Tymczasem idę na siłownię, spotkać się z NK. Być może będą tam również OK. i K. Życie toczy się dalej. Oby było jak najlepsze i wolne od tego strasznego ograniczenia jakim jest Osobowość Unikająca. Wam również życzę poprawy i powrotu do komfortowego funkcjonowania w społeczeństwie. Pozdrawiam. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />]]></description>
		<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 16:14:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9309-moja-historia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>czasem trace siły być żyć</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9304-czasem-trace-sily-byc-zyc/</link>
		<description><![CDATA[Hej, stopniowa tracę siły do funkcjonowania i nie wiem jak sobie pomóc.<br />
Temat jest naprawdę obszerny więc w skórcie wyjaśnie o co chodzi. Dwa lata temu zdradził mnie chłopak bardzo to przeżyłam, jednak dalam rade i w miare funkcjonowalam czas leczy rany, po roku poznalam innego  faceta, zakochał się we mnie jednak ja nie chciałam się z nim wiązać potrzebowałam przyjaciela, nie bylam gotowa na nowe związki, mówił ze rozumie to jednak prawda była inna. Do rzeczy któregoś dnia na bezczelnego próbował się do mnie dobierać, kilka razy to robił. NIe utrzymuje już z nim kontaktu jednak do dziś nie  umiem sobie poradzić, jest coraz gorzej, nie wyobrażam sobie że bedę potrafiła zaufać nowemu facetowi mam ogromny uraz , nie wiem jak żyć, czuję się cholernie samotna.<br />
Proszę o pomoc, jeśli przeczyta to osoba która była lub jest w podobnej sytuacji do mojej proszę o kontakt jeśli zechce.]]></description>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 21:15:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9304-czasem-trace-sily-byc-zyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>jestem ale jakby mnie nie było</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9254-jestem-ale-jakby-mnie-nie-bylo/</link>
		<description><![CDATA[witam wszystkich bardzo serdecznie<br />
od 9 lat unikam ludzi, bardzo źle się czuję w ich towarzystwie. a właściwie nie wiem, czy się czuję, bo tak jakbym była tylko ciałem moja osoba przebywała gdzie indziej. wstydzę się cokolwiek powiedzieć do kogokolwiek, a jeśli już coś mówię, to nieswoim głosem i jestem bardzo spięta, nie wiem co robić z rękami, pocę się itd. po skończonych zajęciach od razu uciekam żeby być sama, a nawet jak czasem nie uciekam, to i tak nikt się do mnie nie odzywa ani ja do nikogo. czasem stoję z innymi, ale zawsze milczę. jeśli już coś mówię to jest to temat naukowy i tyle. czasem ktoś do mnie dzwoni żeby zapytać co trzeba się nauczyć czy skąd to muszę mieć wyłączone dzwonki bo jak słyszę dźwięk to cała się trzęsę od razu i mi się gorąco robi, no i odbieram też za którymś razem, bo strasznie to jest niekomfortowe dla mnie. poza tym nie wierzę w siebie, że potrafię coś dobrze zrobić i nie akceptuję swojego ciała, jestem strasznie chuda i płaska jak deska. i bardzo chciałabym mieć odwagę i mieć kogoś z kim mogłabym porozmawiać o tym twarzą w twarz, kto nie uważałby za zmarnowanego czasu spędzonego na czekanie aż odważę się coś powiedzieć]]></description>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 21:14:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9254-jestem-ale-jakby-mnie-nie-bylo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Rozłożone ręce.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9238-rozlozone-rece/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Cierpie na depresje od paru lat, raz bylo lepiej, raz gorzej.<br />
Rzucilam 2 razy studia, ale na szczescie ponownie wzielam sie za nauke,mam prace. Moge zdobyc zawód, ktory mnie interesowal.<br />
Niestety przestal. Nie wiem co robic dalej nigdzie siebie nie widze, w jakims konkretnym zawodzie.<br />
Nie mam pasji, motywacji, checi, ani dobrej samooceny. 7 miesiecy temu przechodzilam koszmar zwiazany z moim ex, ktory nie zyje.<br />
A to co chcialam robic w zyciu zaczerpnelam od niego, wyobrazalam sobie nas jakos szczesliwa rodzine.<br />
Jakis czas cpalam i przyjmowalam leki, na szczescie z tym koniec.<br />
Chodze na psychoterapie i nic.<br />
<br />
Problem tkwi w tym, ze zadna konkretna czynnosc mnie nie pociaga.<br />
<br />
Nie wiem co ze soba zrobic.<br />
Rozkladam rece...]]></description>
		<pubDate>Thu, 01 Dec 2011 11:34:57 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9238-rozlozone-rece/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobojstwo Grupowe</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9225-samobojstwo-grupowe/</link>
		<description>Szukam osob, ktore chcialyby wspolnie popelnic samobojstwo. Zainteresowanych prosze o pw.</description>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2011 15:53:44 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9225-samobojstwo-grupowe/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Konsultacja w sprawie depresji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9220-konsultacja-w-sprawie-depresji/</link>
		<description><![CDATA[Witam <br />
Studiuje scenariopisarstwo w łódzkiej filmówce i w potrzebuje pewnej konsultacji z dziedziny szeroko pojętej psychologii celem uwiarygodnienia swojego scenariusza.<br />
Scenariusz opowiada losy pewnego mężczyzna około 40 lat ustabilizowana  pozycja – wysokie stanowisko w banku, lubiany towarzysko, żonaty – można powiedzieć człowiek skazany na sukces, jednak w jego życiu pojawia się „drzazga”<br />
Mężczyzna popada w depresje, przestaje dawać sobie radę, staje się osowiały itd.. jego pogłębiające się osłabienie psychiczne ,  nie jest związana z żadną  konkretna sytuacją w jego życiu . To wpływa diametralnie na jego zycie: odsunięty od ważnych decyzji w końcu zwolniony, traci zonę, przyjaciół itd.<br />
Czy znane są jakieś  choroby psychiczne które mogą bez żadnej  przyczyny objawić się w życiu człowieka które rujnują jego psychice, czy są schorzenia które mogą ujawnić się po latach gdy na przykład w dzieciństwie przeżyło się  (później zapomnianą) jakiegoś rodzaju traumę<br />
Gdybyście mogli to podajcie mi jakieś przykłady , medyczne nazwy ewentualnie adresy gdzie można o czymś takim przeczytać<br />
Z góry dzięki za odpowiedź<br />
Pozdrawiam<br />
Marek]]></description>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2011 09:57:01 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9220-konsultacja-w-sprawie-depresji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>pytanie do osób z bordeline</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9210-pytanie-do-osob-z-bordeline/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich,<br />
Chciałam się z Wami podzielić moją historią. Sama nie mam bordeline, ale niestety problem tego zaburzenia miał na mnie wpływ i do tej pory jeszcze ma. Do niedawna miałam pewną koleżankę, u której mam silne podstawy by podejrzewać bpd. Kiedy się zapoznałyśmy wszystko było ok, była miła, ciepła i otwarta, można powiedzieć, że aż do przesady. Miałyśmy bardzo dobry kontakt emocjonalny. Rzadko się to u mnie zdarza, bo niestety mój problem psychiczny polega raczej na nieśmiałości w stosunku do ludzi, nawiązywanie kontaktów sprawia mi wielką trudność. Mimo, żem introwertyczna, uwielbiam spotykać się z ludźmi. Paradoksalnie jestem bardzo towarzyska, choć tego nie widać po mnie. Po jakimś czasie, bez wyraźnego powodu, owa ex-koleżanka przestała się do mnie odzywać i odbierać moje telefony. Nigdy nie miałyśmy żadnej poważnej kłótni, była do mnie raczej pozytywnie nastawiona, nazwała mnie nawet swoją przyjaciółką, co wydawało mi się dziwne, bo nie znałyśmy się na tyle długo. Dla mnie przyjaźń można zweryfikować dopiero po sprawdzonych kilku latach. Nigdy nie lubię niedopowiedzianych sytuacji, więc mimo wszystko próbowałam się skontaktować, by to wyjaśnić. Takie zachowanie wydawało mi się bardzo niedojrzałe w stosunku do wieku ex-koleżanki i do tego "dzieciatej". W końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam z innego aparatu, oczywiście odebrała. Z rozmowy dowiedziałam się, że ma silne problemy emocjonalne i nie zna ich przyczyn. Mówiła, że poznała też chłopaka i że chce tylko jego. Z czasem natrafiłam na artykuły i fora o tym zaburzeniu, sporo czytałam i odkryłam, że wiele rzeczy do niej pasuje. Naukowe wyjaśnienie sprawy przyniosło mi co prawda ulgę, ale nie spłynęło to po mnie jak po kaczce. W końcu nie mam za wielu znajomych, przyjaciół. To była dla mnie bardzo stresująca sytuacja. Napisałam wreszcie smsa, dając do zrozumienia, że już nie będę na nic czekać i że nie dam się tak traktować oraz że książki, które ode mnie pożyczyła, sobie kupię. Zastanawiam się jaka mogła być jej reakcja. Jak myślicie? Była wściekła, obojętna, a może smutna? Czy po takim jej zachowaniu, jest możliwość, że nagle zmieni zdanie i odnowi kontakt? W sumie powinnam mieć to gdzieś, skoro inna osoba też ma mnie gdzieś. Do tej pory jest mi jednak przykro z tego powodu. Jakoś mam szczęście do osób z bpd, pewnie dlatego, że tak łatwo nawiązać z nimi kontakt, bo dają duży kredyt zaufania i są mega otwarci, co dla osoby takiej jak ja, jest sporym ułatwieniem i zachętą. To przez co teraz przeszłam, nie jest aż takie najgorsze. Kiedyś byłam zakochana w chłopaku z bpd. Byłam z nim pół roku na wyjeździe poza krajem. Popadał w takie skrajności, że aż strach. Raz był milutki i słodziutki, a raz wredny i chamski, a wyzywał wszystkich, że hoho! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Jednak to było kilka lat temu i już totalnie się uwolniłam od niego emocjonalnie. Uff! Nie sądziłam, że aż tak się rozpiszę, ale jest mi lżej, że to z siebie wywaliłam. Będę wdzięczna za Wasze odpowiedzi na postawione pytania. Po prostu zainteresowałam się bordeline, jako zjawiskiem, z czystej ciekawości chcę wiedzieć co myślą osoby, które same są tym dotknięte. Pozdrawiam.]]></description>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2011 10:13:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9210-pytanie-do-osob-z-bordeline/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Przestaję to kontrolować.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9204-przestaje-to-kontrolowac/</link>
		<description><![CDATA[To już rok, a dokładnie minął w październiku. Przez ten rok zdążyłam zniszczyć swoje kontakty ze wszystkimi, którzy byli mi bliscy, pozbawić się połowy włosów, ''pokaleczyć uda'' i nadgarstek... I w ostateczności wylądować na oddziale zamkniętym. Niby wszystko wróciło do normalności, jednak znowu się to zaczęło. Do tego doszły skłonności depresyjne, jak to określiła pani doktor. + Wahania nastroju, bezpodstawna agresja. Wróciły wymioty, wróciła nienawiść do samej siebie. Wszystko zaczyna się od nowa. Odechciewa mi się żyć. Ja już niczego nie rozumiem.]]></description>
		<pubDate>Sat, 26 Nov 2011 22:42:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9204-przestaje-to-kontrolowac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Kolejna próba ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9189-kolejna-proba/</link>
		<description><![CDATA[<span class='bbc_center'>Mam za sobą dwie próby samobójcze, mam zamiar podjąć się kolejnej ;(  Czy według was ma to sens ?  Jeśli spróbuję to jak to zrobić żeby się udało ? ;(</span>]]></description>
		<pubDate>Thu, 24 Nov 2011 18:48:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9189-kolejna-proba/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy to nerwica?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9093-czy-to-nerwica/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie<br />
<br />
Od dłuższego już czasu czytam Wasze forum, najczęściej wtedy gdy jest mi źle. Dzisiaj postanowiłam się zarejestrować i napisać coś o sobie.<br />
Mam 38 lat, wspaniałą rodzinę, a jednak od długiego już czasu coś ze mną jest nie tak. Wychowywałam się jako jedynaczka w rodzinie gdzie ojciec był alkoholikiem, matka stale znerwicowana też często sięgała po alkohol, a ja byłam zawsze sama. Na porządku dziennym były awantury, totalna demolka w domu, okropna bieda i brak pieniędzy,nie miałam koleżanek,ponieważ wszyscy wiedzieli co dzieje się u mnie w domu i nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Najgorsze były święta kiedy rodzice pili, a ja sama siedziałam w oknie i zazdrościłam innym ludziom wspaniałych, rodzinnych świąt. Jednym słowem dzieciństwo miałam totalnie zrypane co siedzi we mnie do dziś i często śni mi się po nocach ( najczęściej kłótnie z pijanymi rodzicami). Gdy miałam 20 lat zmarła moja matka ( zapiła się na amen), rok później ojciec. Wstyd mi o tym pisać ale po ich śmierci odczułam pewną ulgę, że wreszcie będzie spokój i będę mogła żyć normalnie. Miałam spokój tylko miesiąc, a później się zaczęło. Okropne lęki, które pojawiały się nagle bez żadnej przyczyny, uczucie bezwładu całego ciała, nogi jak z waty, takie dziwne wewnętrzne drżenia i uczucie jak bym zaraz miała zemdleć. Najgorszy był ten przerażający lęk, że coś mi się stanie. Bywały dni, że bałam się sama wyjść z domu. Nie poszłam do lekarza, postanowiłam walczyć z tym sama. Miałam przecież dzieci i męża, miałam dla kogo żyć. Po paru latach uporałam się z lękami i już prawie zapomniałam oniepokojących objawach, ale wszystko wróciło 4,5 roku temu. Byłam wtedy w ciąży z bliźniętami, tak bardzo się cieszyłam, nie mogłam się doczekać kiedy je zobaczę i wezmę w ramiona. Ciąża przebiegała wspaniale, czułam się bardzo dobrze, a maluszki pięknie rosły, byłam chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Szczęście skończyło się miesiąc przed porodem, kiedy to okazało się, że jeden maluszek nie żyje. To co przeżyłam to był koszmar, po prostu nie da się tego opisać, nie potrafiłam się nawet cieszyć synkiem który przeżył. Momentalnie powróciły te dziwne objawy i to ze zdwojoną siłą, które trwają do dziś. Nie mogę sobie ze sobą poradzić, ciągle jakieś dolegliwości ( bóle głowy, pleców, wzdęcia, zaparcia), okropne lęki, problemy ze spaniem ( budzę się praktycznie co godzinę, wstaję i jem), nie mogę się na niczym skupić, podjęcie jakiejkolwiek decyzji też jest dla mnie wielkim problemem, unikam ludzi, nie spotykam się nawet z koleżankami, wszystko mnie drażni, łatwo się denerwuję, a nastrój potrafi zmienić mi się cztery razy dziennie. Chciała bym być żyć normalnie, przecież mam dla kogo ale nie wiem czy to jest jeszcze możliwe]]></description>
		<pubDate>Mon, 14 Nov 2011 09:21:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9093-czy-to-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co mam ze sobą zrobić, jest źle...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9046-co-mam-ze-soba-zrobic-jest-zle/</link>
		<description><![CDATA[<span style='font-family: Arial Black'><span style='font-size: 21px;'><span style='font-size: 26px;'><span style='font-size: 17px;'>Nie wiem co robić <br />
<br />
Witam.Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę tak. W wieku 19 lat wyprowadziłam się, właściwie uciekłam z domu. Nie wytrzymywałam psychicznie z matką i bratem, który b. mocno jest pod jej wpływem.Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, byłam idiotką. Przyjaciół żadnych, bo wg mamy żaden z nich nie zasługuje na miano przyjaciół("jeden śmierdzi", "a ta za długo u Ciebie siedziała i po co??"). W nawiasie uwagi dotyczące moich znajomych. Skończyło się na tym, że nie mam kontaktu, bo sama zerwałam na własne życzenie. Wylądowałam w agencji towarzyskiej jako prostytutka, bo naprawdę nie wiedziałam co robię, byłam zdesperowana, a dziś mając 22 lata mam zszargane nerwy, wykszt. średnie, bo z tego wszystkiego nie byłam w stanie ukończyć kierunku. I właściwie żadnego doświadczenia w innej pracy. Chcę być normalnym człowiekiem, chcę z tym zerwać, ale pytanie me brzmi, czy uda się? Czy ja mogę być normalnie żyjącym człowiekiem? Bo czuję, że na to nie zasługuję. moja psychika wysiada czasem, mam myśli samobójcze. Chcę normalnie pracować, nawet za te 900 miesięcznie, tylko czuję się nikim. I nie wiem, czy jest sens dalej ciągnąć coś takiego, jak życie. Zaciągnęłam "pożyczkę" u złych ludzi na życie. Dzięki prostytucji spłaciłam ją, inaczej nie mogłam. Co robić?</span></span></span></span>]]></description>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 14:17:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9046-co-mam-ze-soba-zrobic-jest-zle/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>3h</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9001-3h/</link>
		<description><![CDATA[Dziś w nocy chce odebrać sobie życie.<br />
Nie napisze jak to zrobie, ponieważ nie chce opisów ile to trwa .....itd.<br />
Od 15 lat o tym myśle. Raz prawie się udało, jakieś 12 lat temu.<br />
Tylko wtedy tego nie planowałem, zrobiłem to spontanicznie.<br />
Teraz od tygodnia się przygotowywałem.<br />
Najgorzej było pojechać do dzieci i powiedzieć im że już więcej mnie nie zobaczą................................ .<br />
Pozdrawiam wszystkich czytających.]]></description>
		<pubDate>Thu, 27 Oct 2011 19:17:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9001-3h/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Problem z matka prosze o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8994-problem-z-matka-prosze-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Mam na imie Monika i mam 19 lat. Ucze sie w 3 klasie technikum ekonomicznego. Moj problem polega na relacjach z matka. Moi rodzice sa po slubie 24 lata, tata od samego poczatku byl w delegacji wiec widzieli sie tylko w weekendy. tata zdradzal mame. Nigdy sie nie dogadywali cale weekendy klotnie byly i sa. Mieszkalam 16 lat w wojewodztwie kujawsko pomorskim od 3 lat mieszkam w 3 miescie. matka dlugo nie pracowala i siedziala w domu. po jakims czasie zrobila studia i pracowala rowniez w delegacji. wychowywalam sie sama ze starszym bratem. Wpadlam w zle towarzystko byl alkohol i narkotyki, zawalilam jeden rok w szkole. Po jakims czasie zrozumialam ze to blad i juz wiecej tych uzywek nie tykam. z matka nigdy porozmawiac nie bylo mozna.jak sie jej zwierzylam z problemu to w klotni wygadala wszystko. Nie potrafi normalnie rozmawiac, wyzywa od najgorszych.( dziwek, puszczalskich,suk, dno itd.. ) odkad zrobila studia to palma odbila jej do glowy. uwaza sie za ideal i tylko ona sie liczy. moj problem polega na tym ze ja juz psychicznie z nia wytrzymac nie moge. Codziennie sa awantury, dzien w dzien slysze swoje bledy jakie popelnilam od najmlodszych lat i ze w smietniku bede mieszkac. Spac nie moge, jesc mi sie tez nie chce. Ona niszczy mnie i ja juz nie daje sobie rady. Wiele razy jej ja mowilam i brat zeby poszla do lekarza ale jak to slyszy to mowi ze mamy wypier.. z domu bo to my jestesmy nie normalni i z niej chorej nie bedziemy robic. Ciezko jest nie majac w nikim wsparcia. Zamiast mnie jakos pchac do przodu ona mnie demotywuje i odechciewa mi sie wszystkiego. Ojciec ma wylane na wszystko. dzwoni kilka razy dziennie do matki a do nas sie nie odzywa. w weekend kilka zdan zamienimy i koniec naszego kontaktu. Tu w 3 miescie warunkow tez nie mam, mieszkam z matka i bratem w malym mieszkaniu, jestem w pokoju z bratem + kuchnia razem.. nie mam jak sie uczyc. na szczescie mam wspanialego chlopaka, niestety mieszka ode mnie 260 km w miescie rodzinnym. On chce zebym sie przeprowadzila do niego i tam skonczyla szkole. Coraz bardziej o tym mysle. Czytalam o alimentach od rodzicow. orientuje sie ktos na czym to dokladnie polega? Doradzcie mi co ja mam robic? Naprawde bardzo bym chciala sie uwolnic od tego i spokojnie szkole skonczyc.]]></description>
		<pubDate>Thu, 27 Oct 2011 10:59:31 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8994-problem-z-matka-prosze-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>ja nie wiem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8987-ja-nie-wiem/</link>
		<description>Witam...nie wiem jak to jest i chciałabym  nie wiedzieć tak naprawdę, tylko nie potrafię sobie poradzić ze wszystkim...całe życie problemy na początku myślałam że to normalne ale teraz zazdroszczę każdej osobie bo wiem że to nie normalne. to nie jest tak że chce uciec że się poddaje robiłam wszystko szukałam tysiąc wyjść prosiłam o pomoc znajomych...i nic ! to są ludzie którym ja pomogłam tysiąc razy bo wiedziałam że tez mam jak mam i rozumiałam każdego a teraz każdy  się odwraca każdy..a to boli bardzo. widocznie nie jestem dobrym człowiekiem nie zasługuje na nic.przepraszam ze tak się rozpisałam ale może tutaj ktoś ze mną porozmawia tak normalnie po ludzku i w jakis sposób mi pomoze.najgorsze jest to ze nie mogę spać jeść myśleć normalnie nie umiem zyc</description>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 06:16:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8987-ja-nie-wiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>za ciasno we własnej skórze.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8959-za-ciasno-we-wlasnej-skorze/</link>
		<description><![CDATA[Cześć. Nie bardzo wiem co się dzieje, a że mam zdiagnozowaną nerwicę to stwierdziłem, że w tym cafe napiszę. Może to jeden z objawów a może dzieje się ze mną coś znacznie gorszego? Sam już nie wiem. Siedzę teraz w domu i nie bardzo wiem co mam ze sobą zrobić, czuję się jakby moja skóra była dla mnie po prostu za ciasna. Jakby coś siedziało we mnie w środku i usiłowało wydostać się na zewnątrz. Nie wiem jak to określić, nie chodzi mi tu o objawy fizyczne, nic nie przebija mi się przez skórę, nie krzyczy że chce wyjść, po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Od kilku dni mam wrażenie, że wszyscy czegoś ode mnie chcą, że każdy ma do mnie o coś jakieś pretensje czy zastrzeżenia z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie tak musi być, że popadam w jakąś histerię. <br />
Natychmiastowo potrzebuje kogoś kto po prostu byłby przy mnie teraz, ale nikogo takiego nie widzę na horyzoncie. Mam naprawdę wielu znajomych, ale oni wszyscy mają swoje sprawy i wszyscy są przy mnie tylko wtedy kiedy tego potrzebują. Czuję, ze nie ma przy mnie nikogo, kiedy ja tak naprawdę już sobie nie radzę. Kiedy leżę z twarzą w poduszce i myślę, że wszystko jest bez sensu. Nie mam siły żeby wstać z łózka a mimo to wstaję, nie mam siły żeby pisać a mimo to piszę, nie mam siły ani ochoty żeby z kimkolwiek rozmawiać a jednak rozmawiam. Zmuszam się do wszystkiego a wszystko mnie dobija. To jest jakaś paranoja nie widzę najmniejszego sensu w czymkolwiek! <br />
Kiedy ktoś mnie o coś poprosi robię to ale robię to bo mnie poprosił a nie dlatego że uważam, że tak trzeba. Na przykład postanowiliśmy z kumplem nagrać film amatorski. Jakiś krótki kilkunastominutowy. Ja miałem napisać do niego scenariusz więc napisałem jeden, drugi, niedługo biorę się za trzeci, niby wszystko jest dobrze, ale nadal nie umiem ując tego co kumpel miał w zamiarze, czuję się jak idiota który nie umie pojąć co się do niego mówi. Idąc dalej muszę napisać ramowy plan licencjatu, niby mam temat który kręcił mnie od dawna ale w tej chwili nawet nie mogę się do tego przekonać bo wydaje mi się totalnie idiotyczne zresztą jak cały mój kierunek w tej chwili. Mam zespół w którym śpiewam ale ostatnio znajomy zachęcał mnie żebym podszkolił się w śpiewaniu bo jego zdaniem mam talent. Tak mnie zachęcał, że mnie zniechęcił bo nigdy nie chciałem na poważnie zajmować się śpiewaniem i robiłem to dla frajdy a ucząc się i wypruwając sobie flaki na nauce tracę gdzieś tę frajdę. W ogóle wszystko już chyba tracę, przede wsyztskim kontrolę. Nie piłem przez prawie dwa miesiące bo sobie obiecałem abstynencję i oczywiście któregoś dnia wypiłem łyk piwa a potem poleciało z górki. Jestem po prostu strzępem człowieka, nie to zebym był kiedykolwiek w pełni człowiekiem, ale teraz czuję się znacznie bardziej wystrzępiony niż wcześniej. Taki rozbrojony nie jestem nikomu do niczego przydatny, a paradoksalnie im mniej jestem przydatny tym niżej się oceniam. Czuję że do niczego się już nie nadaję, zrezygnowałem nawet z dziewczyny na której mi bardzo zależało, ale nie widzę po prostu sensu kiedy ktoś mnie totalnie olewa. Zresztą o czym miałaby niby rozmawiać  z wariatem? Z wariatami się nie dyskutuje wariatom podaje się leki i kładzie w cieniu żeby sobie spokojnie poleżeli. <br />
Nie mam najmniejszej ochoty na cokolwiek. Nie chce mi się jeść, nie chce mi się pic, nie chce mi się spać, nie chce mi się nic! Nawet krzyczeć mi się już nie chce, bo i po co? I tak nikt mnie nie słucha wszyscy tylko kiwają głowami na zasadzie "spoko, będzie dobrze" a niemalże słyszę w myślach jak mówią "oho, znowu wpadł w jakąś paranoję. Trzeba przeczekać i kiwać głową, to będzie najlepsze". To wszystko co tu napisałem jest tak chaotyczne, że nawet nie wiem czy warto wam to wysyłać. Ale przynajmniej się wygadałem, chociaż i tak nie do końca. Zrobicie z tym co uważacie za słuszne. Mnie w sumie i tak jest wszystko jedno.]]></description>
		<pubDate>Sun, 23 Oct 2011 00:20:15 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8959-za-ciasno-we-wlasnej-skorze/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>poradzctwo i pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8946-poradzctwo-i-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Nie moge zrozumiec ludzi tj znajomych i przyjacioł,czy tylko ja mam tak czy inni tez?Ze napotkam sie z kims przez przypadek lub przez portal nk i jak napotkam i umówie sie z kims to pozniej kazdego irytuje jest zmeczony,po pracy zapracowany.Nie moze znaleśc czas na rodzine na zdrowie liczy sie kasa po pracy i nietylko.Z jednej strony fajnie bylo z drugiej strony zle ale nie zaluje .<br />
<br />
Trudna sprawa,nie wiem jak sobie poradzic sobie w dzisiejszym swiecie,każdy zapracowany,każdy chce zahapac kase liczy sie sam ze soba.Jak prubuje sie ustawic kim kolwiek to odwoluja albo ustawiaja sie i przekladaja albo mówia ze innym razem ciezko sie zkims ustawic.Z podstawowki to calkiem nie mam kontaktu z liceum jedynie mam z 3 ma kolegami i dwoma<br />
Co zrobic by nie stracic znajomosci i przyjaciol a jeszce zyskac nowych przyjaciol.?Nie wiem mam taki charakter ,ze boje sie poznawac ludzi i by byli moi znajomymi.]]></description>
		<pubDate>Thu, 20 Oct 2011 16:22:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8946-poradzctwo-i-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>MARCIN OHL - ZAKAZ WYKONYWANIA ZAWODU!</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8938-marcin-ohl-zakaz-wykonywania-zawodu/</link>
		<description>Zdecydowanie odradzam wizytę u Marcina Ohla! Ten człowiek absolutnie nie powinien być psychologiem, ponieważ potrafi bardziej zaszkodzić niż pomóc. Miałam z nim do czynienia w lipcu tego roku. Przyszłam z dość nietypowym problemem dotyczącym zaburzeń oddychania, poza tym miałam niezwykle intensywne ataki paniki, bałam się wyjść z domu, to był koszmar. Do pana Ohla przyszłam po pomoc, a dostałam kopa w…  Dwie pierwsze wizyty było w porządku, bardzo dużo opowiedziałam o sobie, o tak naprawdę bardzo intymnych rzeczach. On stwierdził, że nie bardzo wie jak mi pomóc, ale poprosił o spisanie swoich myśli i rozwiązanie długiego testu osobowości, którego wyniki miał mi przedstawić na następnym spotkaniu. Jednak na tym spotkaniu (trzecim z kolei) usłyszałam, że Ohl wcale nie podliczył wyników testu, bo jak powiedział: „już wcześniej postanowił sobie, że nie chce mieć ze mną nic do czynienia, ponieważ jestem pacjentką INZPIRO (Instytut Zdrowia Psychicznego i Rozwoju Osobowości na Siennej). Ponieważ jedna panienka, co się tam leczyła złożyła kiedyś na niego skargę, to on nie ma zamiaru ze mną współpracować! Powiedziałam, że tak nie wolno traktować ludzi i, że ja przecież nie mam z tą skargą nic wspólnego, na co on, że: nie ma żadnych wyrzutów sumienia w stosunku do mojej osoby i, że jeśli chcę to też mogę sobie na niego złożyć skargę!” Dodam, że od samego początku wiedział, gdzie się leczę, sam się ze mną umówił na kilka kolejnych spotkań! I co, kiedy opowiedziałam mu intymne szczegóły ze swojego życia, stwierdził, że nie chce, żebym była jego pacjentką? Że mu nie odpowiadam? Wiecie jak się czułam?! Nie dość, że i tak ledwo dawałam sobie radę ze swoimi lękami, to jeszcze coś takiego! Jakbym dostała w mordę! Najgorsze jest to, że ten kretyn zaszkodził mi bardziej niż myślałam… Minęły już 3 miesiące a ja od tamtego czasu nie byłam u psychologa (choć psychoterapia w moim przypadku, zdaniem psychiatry, jest niezbędna) i nie pójdę, bo boję się, że znowu trafię na kogoś takiego! Powstrzymam się od wymieniania epitetów i napiszę po prostu, że takiemu człowiekowi powinno się dać zakaz wykonywania zawodu!!!</description>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 14:50:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8938-marcin-ohl-zakaz-wykonywania-zawodu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>gwałt gdzie szukać pomocy i prawdy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8900-gwalt-gdzie-szukac-pomocy-i-prawdy/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich. :piękność: <br />
proszę o pomoc,ja sama zagubiona jestem w tym wszystkim nie wiem od czego zacząć.<br />
Moja przyjaciółka kiedyś w wieku 15lat została zgwałcona,obecnie ma 23lata,jej rodzina &lt;alkocholicy&gt; bardzo dobrze się uczy razem studiujemy,jest naprawdę śliczną dziewczyną nie pali ,nie maluje się jest atrakcyjna każdy facet ogląda się za nią..Ja jestem jedyna przyjaciółka nie ma koleżanek tylko samych kolegów każdego kokietuje,nie dawno mi powiedziała że znów ją zgwałciło 3 facetów że była u ginekologa po tabletki itd.. wypytałam wszystko do jakiego gin poszła &lt;byłam tam pytałam ostatnia wizyta była 5 miesięcy temu,pytałam jakie to były tabletki niby poronne powiedziała że nie wie,nie pamięta nazwy,i każdemu facetowi z płaczem zaczeła opowiadać jak to było itd.nie wieże jej bo niby w tym momencie co niby ją zgwałcili była u swojej siostry na urodzinach chrześnicy.Jej siostra powiedziała że była u niej 3 dni i świetnie się bawili.Poznałam jej siostrę jest wspaniała a Monika mi strasznie na nią nadawała i że boi się tam jeździć bo jej szwagier ja obmacuje i nie wie co ma robić że boi się tam spać itd.okazało się ze to też ie prawda&gt; Jestem zła na nią wszystkim glupoty rozgaduje,sama kokietuje facetów na uczelni,i nie tylko ...nie dawno zostawiła swojego chłopaka jest moim znajomym i nawet mi powiedział że ONA MU GADAŁA ŻE JA PRACOWAŁAM W AGENCJI TOWARZYSKIEJ ŻE SIĘ SZLAJAŁAM Z KAŻDYM FACETEM SZŁAM DO ŁÓŻKA ITD. :przykrość: CO NIE JEST PRAWDĄ I TO BARDZO MNIE ZABOLAŁO..PROSZĘ POMÓŻCIE  MI CO ROBIĆ CZY ONA TAK TYLKO GRA CZY MA JAKIEŚ OMAMY I WKRĘCA SOBIE FILMY,JAK MAM Z NIĄ O TYM WSZYSTKIM POROZMAWIAĆ ,ŻE JUŻ WIEM NA 100% ŻE TEN GWAŁT SOBIE WYMYŚLIŁA I WIELE INNYCH RZECZY? :przykrość:<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class=''>
				<a class='resized_img' rel='lightbox[39397]' id='ipb-attach-url-1443-0-57133000 1329938382' href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_rel_module=post&attach_id=1443&s=9f1b6e9177bdf2c7f2e1865ff3e27e72" title="Gdyby%20wszystko.jpg -  4,75 KB,  0"><img src="http://www.psychocafe.pl/uploads/monthly_10_2011/post-2909-006934600 1318599730_thumb.jpg" id='ipb-attach-img-1443-0-57133000 1329938382' style='width:128;height:96' class='attach' width="128" height="96" alt=": Gdyby%20wszystko.jpg" /></a>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Fri, 14 Oct 2011 13:42:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8900-gwalt-gdzie-szukac-pomocy-i-prawdy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>koncze ze soba nie mam juz sil</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8881-koncze-ze-soba-nie-mam-juz-sil/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie bylem z moja ukochana 11 lat w to byl czas kiedy bylem najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie mialem przy sobie kobiete ktora kochalem z calego serca ktora obdazala mnie bardzo wielkim uczuciem mialem w niej partnerke jak i przyjaciela.<br />
Wspierala mnie we wszystkim czego bym sie nie podjal ja robilem to samo mielismy jak wszyscy swoje dobre dni jak i te gorszeale zawsze bilo od niej cieplo i milosc.<br />
Byly rozmowy i plany o wspolnym mieszkaniu jak i o dziecku. Pracuje za granica wiec zawsze byla tesknota piekne smsy od niej jak za mna teskni nasze rozmowy, powrot do domu radosc nas obojga ze w koncu sie widzimy.<br />
W koncu gdy bylem w Holandii dostalem wiadomosc ze jedzie do mnie do pracy boze jaki ja bylem wtedy szczesliwy w koncu mam przy sobie ukochana nie bylo juz tej rozpaczy bo mialem ja przy sobie.<br />
Wszystko bylo dobrze az nagle musialem zjechac na wczesniejszy urlop bo nie bylo pracy ona ja miala wiec zostala i przyjechala po krotkim czasie do mnie juz wtedy wydawalo mi sie ze cos jest nie tak ale zapewnienia z jej strony uspokoily mnie.<br />
Wyjechala znowu i po krotkim czasie dostalem od niej wiadomosc ze ona tak nie moze tego ciagnac i jest zdecydowana to skonczyc nie dala nam nawet szansy naprawienia tego co bylo miedzy nami i tego co moglo byc.<br />
Wszystko to o czym mnie przez tyle lat zapewniala nagle gdzies zginelo i nie docieraly do niej zadne argumenty i prosby o szanse aby to naprawic.<br />
Dzis dowiedzialem sie jeszcze od jej kuzynki i matki naszego chrzesniaka ze zwierzyla sie jej ze o maly wlos nie wyladowala z facetem w luzku.<br />
Boze z facetem to jest najgorszy zul ktory swiata nie widzi poza alkoholem nie wiem jak mogla to zrobic po tym co nas laczylo.<br />
Ja zostalem w polsce z rozdartym sercem i bez jakich kolwiek perspektyw na przyszlosc.<br />
Wszystko stracilo dla mnie sens wszystko o co walczylem w zyciu do czego dazylem bylo z mysla o nas te rozmowy o rodzinie dziecku nagle ich nie ma moje zycie w bardzo krotkim czasie stracilo sens i nie widze nic innego jak zakonczyc ta egzystencje nazywana zyciem.<br />
Zbyt mocno ja kocham i nie moge zniesc bolu ze po tym wszystkim o czym mnie zapewniala nagle takie cos.<br />
To wszystko co mi mowila musialo byc klamstwem nie bylo przyjazni zwiazku i milosci zostalem wykozystany przez osobe ktora bez granicznie kocham i dla ktorej poswiecilem swoje cale zycie nie moge tego zniesc i dla tego postanowilem skonczyc ze soba raz na zawsze jestem zbyt slaby aby zniesc ta mysl ze nie ma jej ze mna ze nie moge jej przytulic pocalowac nie poczuje zapachu jej wlosow ciala jej dotyku przez to wszystko jestem wrakiem czlowieka ktory nie potrafi tak zyc]]></description>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 15:25:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8881-koncze-ze-soba-nie-mam-juz-sil/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja czy melancholia?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8877-depresja-czy-melancholia/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszytskich!<br />
Mam 19 lat, w tym roku ukończyłam liceum i zaczełam studia.<br />
Studia zaczełam w prywatnej szkole ponieważ wyniki z matury pozwoliły mi tylko na taką, choć plany miałam inne marzyłam o Uniwersytecie Jagiellońskim. Nigdy nie uczyłam się dobrze gdy miałam ok 14-15 lat weszłam w okres buntu i kompletnie zawaliłam szkołę, wtedy moimi "priorytetami" było wyjść, upić się, zrobić rodzicom na złość- w ogóle jak teraz o tym myślę, o moim zachowaniu w stosunku do rodziny i innych ludzi nawet do samej siebie wydaje mi się jak bym była wtedy innym człowiekiem, gdybym mogła spotkać samą siebie dała bym sobie w twarz. Te czasy dawno mineły, kontakt z ludźmi z którymi tak "szalałam" urwał się na zawsze, z mojej inicjatywy, tego nie żałuję ponieważ oni się nie zmienili. Jednak problem w tym, że nigdy nie udało mi się stanąć zpowrotem na nogi jeśli chodzi o naukę, przez jakis czas probowałam, ale jeśli czegoś nie rozumiałam dawałam sobie spokój, liceum przejechałam na dwójach i poprawkach, języki obce które kiedyś mnie fascynowały zanikają już powoli w mojej głowie, jak bym cofała się w rozwoju. To niejest tak, że mi nie zależało na edukacji, marzyłam o tym aby znać perfekt angielski poźniej wziąć się za niemiecki, mieć dobre oceny, uchodzić za osobę inteligętną, i trafić w miejsce gdzie poznam wartościowych ludźi, o podobnych zainteresowaniach.<br />
Skończyo sie na tym, że całe dnie, tygodnie, miesiace po szkole leżałam i marzyłam, o tym aby się pozbierać do  kupy, i uczyć.<br />
Odwlekałam wszytsko.<br />
Ogólnie moje podejście wygląda tak: <span class='bbc_underline'>po co mam coś robić jak i tak mi się nie uda?</span><br />
Uważałam, że sukces - mnie nie dotyczy, bo jestem beznadziejna, nic mi się nie udaje, po co wogole próbować?<br />
Lepiej przykryć się koldrą i stworzyć swiat idealny tylko w swojej głowie.<br />
Tak więc kiedy odbierałam wyniki z matury, a wiedziałam już dawno, że nie zdałam matematyki, ułozyłam sobie taki plan: zdam poprawkę, nie pojdę w tym roku na studia, tylko będę uczyć się cały rok aby poprawić wszystkie przedmioty, i dostać się na UJ.<br />
Poprawkę owszem zdałam, ale mojego planu nie wcieliłam w zycie, ponieważ rodzice uznali, że nie będą mnie utrzymywac, jeśli nie idę na studia "bo jeśli nie w tym roku to już nigdy nie pójdę".<br />
Coś przejrzałam, poczytałam w internecie, znalałam szkołę zapisałam się- to wszytsko w jeden dzień.<br />
Jak zwykle totalnie nic nie przemyślalam, a dodam, że są to studia 5letnie.<br />
Teraz jestem załamana, dopiero 1 tydzien minął ale wiem, że nie odnajdę się tam, wśród wypacykowanych dziewczyn, i jeszcze lepiej zrobinych chłopców, w dodatku niejestem pewna czy ten kierunek ktory wybrałam faktycznie mnie interesuje...<br />
Jeszcze bardziej nie mam do nieczego siły, jedynie do chorobliwej zazdrości o znajomą której teraz spełniają się moje marzenia...<br />
Czy jest jakis sposób aby przełamac się w sobie i podjąć jakieś konkretne działania?<br />
Proszę o pomoc...]]></description>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 12:57:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8877-depresja-czy-melancholia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>prawie gotowy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8839-prawie-gotowy/</link>
		<description><![CDATA[Zaplanowane na kolejny tydzień. <br />
Niestety nie każdy problem da się rozwiązać. Chyba że samobójstwo uznamy za pewne rozwiązanie. <br />
Zmagam się z czymś już prawie trzy lata. No i brakuje sił. Decyzję podjąłem, ponieważ życie nie daje mi wystarczającej satysfakcji - więcej cierpienia niż zadowolenia, więc myślę że tutaj klasyczny przypadek będzie. <br />
Jeśli mogę o coś prosić to jakieś porady jak się z tym oswoić. Jako formę zdecydowałem się na cięcie żył.]]></description>
		<pubDate>Fri, 07 Oct 2011 06:54:43 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8839-prawie-gotowy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Moje problemy - czy jest źle?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8788-moje-problemy-czy-jest-zle/</link>
		<description><![CDATA[Na początku dodam tylko, że nie wiedziałem do jakiego działu to wpisać. <br />
<br />
Witam, mam 17 (w grudniu 18) lat i chciałem wam przedstawić moje problemy. Może mi pomożecie, ale jeśli nie, to się nie obrażę. Wypisze to w punktach, bo opisując wszystko to najprawdopodobniej książka by wyszła. Więc zaczynam:<br />
Boje się dosłownie i w przenośni ludzi. Gdy mijam kogoś na ulicy staram się robić coś by nie spojrzeć na tego kogoś,<br />
Boję się ludzi na imprezach masowych, dlatego odcinam się od takich rzeczy jak festyny, dyskoteki itp.<br />
Boje się płci przeciwnej (dziewczyn). Nigdy nie miałem dziewczyny i nawet mimo chęci nie mogę „zagadać” do dziewczyny która mi się podoba <br />
Nie umiem nawiązywać nowych kontaktów, obojętnie z jaką płcią<br />
Przez dojazdy do technikum odcinałem się od kolegów i koleżanek z Gimnazjum, czego obecnie żałuję <br />
Boję się co sobie o mnie, o moim zachowaniu pomyślą inni<br />
Wydaje mi się że jestem a-społeczny, co rozumiem jako odcięcie się od świata zewnętrznego<br />
<br />
Ojciec twierdzi że boję się ludzi i świata. Sądzi też że moja decyzja podjęta trzy lata o „pozostaniu abstynentem” do końca swoich dni nie jest najlepsza i ograniczy mnie w stosunkach międzyludzkich. <br />
<br />
W grupie znajomych, kolegów z obecnej klasy jestem normalny, lecz jeśli zostanie nas np. trzech i podbiją do nas chłopaki mi nie znani a im tak, to za Chiny nie mogę się odnaleźć w sytuacji. <br />
Często nie mam się komu wygadać, a jeśli już to zrobię, np. koledze z klasy to zaczynam żałować że aż tyle mu powiedziałem.<br />
<br />
Często się czuje jak bym grał główną rolę w Truman Show]]></description>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 19:53:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8788-moje-problemy-czy-jest-zle/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>gej a samobojstwo</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8786-gej-a-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Witam jestem na 90% gejem. Dowiedziałem się o tym prawie rok temu lub po prostu jestem psycholem który sobie to wkręca sam już nie wiem czy to  ostatnie akty zaprzeczenie czy prawda której nie potrafię sobie uzmysłowić zresztą zawsze coś było ze mną nie w porządku wiecznie zamyślony wszystko miałem gdzieś zresztą bylem nie śmiały do dziewczyn w wieku 15 lat mialem pierwsza dziewczyne wydawalo mi sie ze ja kocham może kochalem jak pislaem wyżej nie wiem na 100% czy jestem gejem czyli jedno wyklucza drugie nie skończyłem żadnej budy z nikim nie gadam tak na serio nie mam prawdziwego przyjeciela/przyjaciolki raczej wysztkich traktuje tak samo są wyjątki mój kumpel ale jemu tez bym tego nie powiedział ze chyba jestem gejem przez parę lat marzyłem o dziewczynie nie zauwarzylem nic specialnego w moim zachowaniu ze nie podniecają mnie nie chcialem miec w tedy dziewczyny mowilem ze to jeszcze nie czas a jak juz chcialem miec jakas to zauwarzylem ze chyba jestem gejem  itp po prostu żyłem jak żywy trup z marzeniami nic nie robilem w sumie teraz to ciężko mi jest nawet jechać na miasto mieszkam na wsi odrazu wkrecam sobie jakies krzywe historie ze jakieś laski zaczynają do mnie krzyczeć pedał mam ochote sie zabic   chociaż nie widzę już w niczym sensu nie uprawaielm jeszcze seksu z dziewczynami ani chłopakami wiec dlatego na 100% nie jestem pewien mam 2 proby samobojcze za soba podczas masturbacji zazwyczaj marze o męskim penisie chociaż później mam do sibeie obrzyd  masturbuje się praktycznie codziennie nawet parę razy .Juz pewnie dawno bym sie zabil jak bym wiedział na 100% czy jestem gejem czy nie ale czasami tez podniecja mnie kobiety wogule podobaja mi sie ale nie podniecaja tak bardzo jak penis dokladniej nienawidze jak jakis kumpel blisko mnie siedzi myślę wtedy ze moze mnie podniecić czy coś zawsze się staram czegoś takiego unikać wkoriwa mnie to szczerze mówiąc może jestem z byt mało męski itp odkladam teraz pieniadze na jakis dobry motor to byla dawniej moja pasja chociaz od roku już nie widzę nawet w tym sensu ale teraz postanowilem sobie takowy kupic aby tylko doczekac do wiosny i rozpoczecia sezonu chociaż nie wiem czy dam rade każda sekunda to ogromny ból z którym sobie już powoli nie radze. Nie miałem  ojca oraz miałem tzw zaborcza matkę .Pamietam ze od zawsze mialem problemy typu zamykac wszystkie okna i sprawdzać je po kilkadziesiąt razy <br />
dobierac wszystko kolorami oraz inne rzeczy zwianzane z jakaś choroba psychiczna ogólnie wiele ludzi twierdzi ze jestem psycholem.<br />
<br />
Nie wiem juz sam czy poprostu sie oszukuje takiemi sposobami ze nie jestem gejem czy tez nie jetsem i poprostu sobie to wmawiam.]]></description>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 16:25:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8786-gej-a-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja a kontakt z ludźmi</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8767-depresja-a-kontakt-z-ludzmi/</link>
		<description>Mam takie pytanie, czy kontakt ludźmi jest właściwy przy tej dolegliwości. Mi np lekarz powiedział aby spotykał sie z ludźmi. Ja na to odpowiadam jak ma mi to pomóc jeśli większość ludzie nie rozumie człowieka i zarzuca wiele wad i słabości. Dla mnie to nie ma sensu. Ktoś się dziwie, że ludzie szukaja samotności, bo jak można żyć z ludźmi jeśli on nie pomagają tylko szkodzą, nie rozumiejąc sytuacji. Chyba ci psychologowie też za bardzo nie rozumieją pacjenta</description>
		<pubDate>Thu, 29 Sep 2011 13:52:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8767-depresja-a-kontakt-z-ludzmi/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Brak sensu życia, brak celu życia.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8718-brak-sensu-zycia-brak-celu-zycia/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
znów tu wracam, znów z tym samym, brakuje mi sensu życia, jakiegokolwiek celu. <br />
Mam 31 lat, ukończyłem 3 kierunki techniczne. Zawsze miałem jakiś cel w życiu moje hobby było moją pasją i pracą. W tym kierunku się kształciłem i wszyscy zawsze mi mówili ze jestem dobry w tym co robię. Wcześniej miałem mniejsze i większe załamki, ale zawsze jakoś z nich wychodziłem. Jednak teraz to już zaczyna trwać dwa lata. Dwa lata temu z powodu znudzenia, wypalenia się, rzuciłem pracę na wysokim stanowisku w średniej firmie. Miałem dość patrzenia na sztuczność i zakłamanie. W sumie i tak od jakiegoś czasu nic tam nie robiłem, a ja tak nie potrafiłem siedzieć i nić nie robić i jeszcze dostawać za to większe pieniądze niż inni którzy zapier..... na produkcji za 1000zł. Od tamtego czasu żyłem za oszczędności, od czasu do czasu zrobiłem jakieś zlecenie itp. Wszyscy mi mówią dlaczego nie rozkręcę własnej formy, nie zacznę zarabiać dużych pieniędzy? A ja na to po co, a po co mam żyć w tym zakłamanym, obłudnym świecie, ja naprawdę nie mam celu życia, codziennie budzę się z złością ze znów się obudziłem. Jestem gejem, też tego nie wybierałem i entuzjastycznie nie przyjąłem do wiadomości. Przez co tez nie widzę sensu dalej żyć, bo co ja po sobie mogę zostawić, nie mam dzieci i nie będę ich mieć, wiec nie mam nawet dla kogo się starać. Pieniądze zarabiam tylko tyle ile jest mi potrzebne aby zapłacić rachunki i coś do jedzenia. Nie wieże w boga i życie poza grobowe. Chce na poważnie skończyć te bezcelowe życie. Nienawidzę sam siebie tego kim jestem i jaki pojebany jestem, często robię sam coś przeciwko sobie, aby jeszcze bardziej się nienawidzić, aby w końcu przelać szale i skończyć z sobą. Zazdroszczę ludziom ze czasem mają się o wiele wiele gorzej ode mnie, ale widzą sens życia, mają dla kogo żyć.]]></description>
		<pubDate>Fri, 23 Sep 2011 10:59:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8718-brak-sensu-zycia-brak-celu-zycia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fobia szkolna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8713-fobia-szkolna/</link>
		<description><![CDATA[Witam od 2-3 lat nie pamiętam dokładnie jestem leczony psychiatrycznie ponieważ miałem zaburzenia lękowe oraz 2 razy psychozę.Gimnazjum udało mi się jakoś zdać na lekach psychotropowych,które ograniczają moje zdolności (wolniej myślę ,długo się zastanawiam itp.) z dobrymi ocenami.Problemy zaczęły się jednak gdy zacząłem chodzić do technikum teraz mam obawy przed tym,że zaraz nauczyciel mnie zapyta czy weźmie do tablicy a ja kompletnie nauczyciela nie rozumiem co tłumaczy chociaż staram się słuchać uważnie. Przeważnie z lekcji nic nie zapamiętuję.Zacząłem unikać szkoły przez uciekanie z niej bo mam obawę przed tym,że dostanę 1 albo po prostu zostanę zapytany ustnie lub wezmą mnie do tablicy.Te 7-8 godzin w szkole to dla mnie istna męczarnia i same lęki czy obawy.Czuję się często jakbym miał zaraz wybuchnąć przechodzą mnie takie "fale gorąca" w środku co kilkanaście sekund powtarza się to nawet gdy nie jestem w szkole sama myśl o tym że jutro idę do szkoły wywołuje u mnie takie emocje czy jak to tam nazwać.. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /><br />
Nie wiem czy ten problem potraktować poważnie czy też z przymrużeniem oka bo ewidentnie widać po mnie że ten problem jest.U lekarza psychiatry byłem wczoraj bo czułem się często ospały,ciągle zmęczony przepisał mniejszą dawkę leku Ryspolit i za miesiąc <br />
mam się u niego zgłosić zastanawiał się również nad nauczaniem indywidualnym co mi się bardzo podoba ponieważ nauczyciel nauczył by mnie lepiej i nie miał bym kłopotów w szkole,dostawałbym lepsze stopnie.Gdy czegoś nie rozumiem na lekcji boję się powiedzieć że czegoś nie umiem i milczę.W szkole prawie do nikogo się nie odzywam bo nie mam z nikim rozmawiać i ogólnie nie wiem nawet o czym.Jak ktoś mnie o coś zapyta to odpowiadam ale gdy sam mam podjeść to mi się to nie udaje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Proszę o poradę co dalej robić z tym problemem chciałbym jakoś namówić rodziców na indywidualne nauczanie ponieważ ja z lekcji w szkole nic nie wynoszę bo nie rozumiem nauczycieli wiem,że są minusy z takiego nauczania że nie spotykam się z kolegami ale wolę lepiej się czegoś nauczyć niż potem mieć zaległości w nauce.Jeszcze raz proszę o poradę co mam dalej robić dziękuje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
nie wiem czy to dobry dział proszę o moderatora o ewentualne przeniesienie do odpowiedniego działu <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />.]]></description>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 13:34:31 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8713-fobia-szkolna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Mam dość</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8698-mam-dosc/</link>
		<description><![CDATA[Nie wiem co robię na tym forum i czy kogokolwiek będzie obchodziła moja historia i to co napiszę.<br />
<br />
Chcę się zabić z powodu który może się wam wydać błahy, rzuciła mnie dziewczyna 3 miesiące temu po 3 latach bycia razem.<br />
Poznaliśmy się dziwnym zbiegiem okoliczności, mieszkałem za granicą od 2004, w lipcu 2008 byłem akurat przez 2 tygodnie w Polsce w Krakowie.<br />
I ona też tam była, na wakacjach właśnie w Krakowie, kolega mnie wyciągał na piwo, nie chciałem iść ale ok, poszedłem.<br />
Dosiedliśmy się do stolika obok nich i coś zaiskrzyło między nami, to był ostatni dzień jej wakacji, następnego dnia wracała do siebie, ja wylatywałem 2 dni później, krótko mówiąc obustronna miłość od pierwszego wejrzenia.<br />
Potem listy, maile, smsy ... poleciałem ją odwiedzić miesiąc później, potem ona mnie i tak co miesiąc lataliśmy do siebie na zmianę. <br />
Po dwóch latach stwierdziliśmy że tak na odległość nie ma sensu, rzuciłem prace, zamknąłem konto w baku zostawiłem za sobą wszystko i przeprowadziłem się do niej, z Irlandii do Francji.<br />
Po 9 miesiącach cudownego życia powiedziała mi że już mnie nie kocha i nie chce tego dalej ciągnąć, powiedziała że mam się wyprowadzić ...<br />
Prosiłem, błagałem żeby to przemyślała ale nic nie dało<br />
Wróciłem do Polski, bez pracy, pieniędzy, niczego, nawet za bardzo mieszkać nie mam gdzie<br />
Wiem że to moja wina, że to ja zawaliłem i nigdy sobie tego nie wybaczę<br />
<br />
Mam już dość, minęły 3 miesiące i z każdym dniem coraz gorzej, schudłem 10 kilo pale po 40 papierosów dziennie nie mogę jeść, jestem wrakiem.<br />
Straciłem wszelką motywacje do życia, nie mam po co żyć.<br />
Stałem kilka razy na parapecie za oknem, podejrzewam że jakbym miał dostęp do broni palnej to już bym tego postu nie pisał. <br />
<br />
Chodzę do psychologa ale nic mi to nie daję<br />
<br />
Całe moje życie to pasmo porażek począwszy od młodych lat, w szkole w pracy w życiu osobistym, zawsze się coś pier*****o<br />
Myślałem naiwnie że w końcu coś się zmieniło, i wyszło tak jak zawsze.<br />
Straciłem wiarę we wszystko w co wierzyłem<br />
<br />
Wiem że to najgłupsza rzecz jaką można zrobić, powiesić się z miłości ale to chyba jedyne sensowne wyjście, <br />
jedyna rzecz która zgasi ból<br />
<br />
W listopadzie skończę 30 lat, ale wątpię żebym dożył<br />
<br />
Nie mam już siły walczyć, mam dość]]></description>
		<pubDate>Tue, 20 Sep 2011 12:44:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8698-mam-dosc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Zakochany samotnik</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8695-zakochany-samotnik/</link>
		<description><![CDATA[Mam dosc duży problem. <strong class='bbc'>Zakochałem się</strong> w osobie, która odwzajemnia moje uczucia. Jest to osoba znacznie dojrzalsza i bardziej ułożona ode mnie. Chodzi o to, że mam ze sobą <strong class='bbc'>problemy natury schizoidalnej</strong>. Chcę byc w związku, ale boję się uzależnienia od drugiej osoby. Poza tym to mój pierwszy związek.<br />
Moje pytanie brzmi: <strong class='bbc'>czy pomimo moich problemów, powinienem zamieszkac z tą osobą, która nalega?</strong> Mówi, że razem przezwyciężymy moje problemy. Zastanawiam się czy już z tą osobą zamieszkac czy dac sobie czas i pójsc do psychologa po pomoc. Problem jest też taki, że dzieli nas <strong class='bbc'>odległosc 2000km</strong>.<br />
Jest też taka opcja, że przez najbliższych 9 miesięcy będziemy osobno. Oczywiście będą odwiedziny w międzyczasie, tylko nie chcę, aby przez to ucierpiała nasza relacja. Albo zostaję te kilka miesięcy w kraju i porządkuję się wewnętrznie, albo lecę do ukochanej osoby z moimi lękami i tam próbuję dojsc do ładu ze sobą...<br />
<br />
<br />
<span class='bbc_underline'><strong class='bbc'>Z góry dziękuję Wam za każdą radę i opinię.</strong></span>]]></description>
		<pubDate>Mon, 19 Sep 2011 18:42:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8695-zakochany-samotnik/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak to pokonać</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8610-jak-to-pokonac/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam 17 lat i mam bardzo poważny problem.Polega on na tym ze gdy mam wyjść z domu dostaje nagle bólów brzucha i biegunki łapie mnie ogromny stres którego nie umiem pokonać.Jest tak źle ze od początku roku zerwałem wszystkie kontakty z znajomymi a w lutym miałem nieudaną probe samobójcza,która skończyła się wizytą na oddziale psyhiatri gdzie lekarz stwierdził po pól godziny rozmowy ze moje problemy maja podłoże gastrologiczne i skierował mnie na gastrologie gdzie spędziłem tydzień i stwierdzono ze mam uczulenie na laktozę i dali mi dietę. Oczywiście stosowałem ja ale problem Bulów brzucha i biegunki ciągle powraca gdy mam wyjść z domu, oblałem nawet technikum bo w ogóle nie umiałem wyjść z domu. <br />
Przez całe wakacje wyszyłem może kilka razy.Problem ten dokucza mi przy każdym kroku np jak idę do sklepu, szkoły,itp.Teraz jestem w zawodówce i problem wydaje się tylko narastać wczoraj byłem u lekarza rodzonego który kazał mi iść do psychiatry i powiedział ze to jak mię potraktowali w lutym jest paranoją. Proszę pomóżcie mi bo naprawdę siedząc w domu nie mam zbytnio oparcia w rodzicach którzy mnie nie rozumieją a kolegów już dawno straciłem i nie chciałbym zawalić szkoły.Niestety ale ostatnio bardzo dużo myślę by skoczyć z sobą i swoim nieudanym życiem.]]></description>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 07:10:13 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8610-jak-to-pokonac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title><![CDATA['Obrazy w mojej głowie, nigdy o nich Ci nie powiem']]></title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8607-obrazy-w-mojej-glowie-nigdy-o-nich-ci-nie-powiem/</link>
		<description><![CDATA[Hej.<br />
Nie wiem czy piszę w dobrym dziale, jeśli nie, przenieście proszę post.<br />
Chcę Was zapytać czy moja "przypadłość" jest normalna, czy powinnam się o siebie martwić. Od dawna, wymyślam sobie tak jakby drugie życie, najczęściej w nocy, przed zaśnięciem, ale przez kilka ostatnich dni praktycznie cały czas tylko myślałam.. Fantazjuję, że jestem w ogóle kimś innym, lepszym, szczęśliwym człowiekiem. Mam pracę, mieszkanie, rodzinę, wszystko mi się udaje. Gorzej, jak muszę wrócić do rzeczywistości, spojrzeć w lustro. Chwilami boję się, że mówię na głos coś, o czym akurat myślę, tzn.mówię to, co wypowiadam do wyimaginowanego dziecka czy męża. Nie wiem jak z mówieniem przez sen, ale może się zdarza, bo to co sobie wymyślę, zaczyna mi się już śnić, przez co czasami śpię po kilkanaście godzin, byle tylko pobyć dłużej w tym "lepszym życiu". <br />
Wiem, że wiele osób marzy o przyszłości, planuje ją, planuje kolejne dni, podejmuje decyzje. Ale moje plany i decyzje są zupełnie irracjonalne, to nie są nawet marzenia, bo po prostu nie mogą się spełnić. Nigdy nie będę mieć takiego życia, jakie sobie ułożyłam w myślach i zaczyna mnie to już przerastać. Nie chcę się  budzić, nie chcę żyć w rzeczywistym świecie. <br />
Macie też tak czasami? Da się pozbyć tych myśli? Jakoś skutecznie "uśmiercić" swoją lepszą, nierealną wersję?]]></description>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2011 19:48:22 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8607-obrazy-w-mojej-glowie-nigdy-o-nich-ci-nie-powiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Osobowość unikająca</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8604-osobowosc-unikajaca/</link>
		<description><![CDATA[Nie wiem czy ten wątek był poruszany. Jak pokonać osobowość unikającą? Tylko poprzez leczenie u specjalisty? Czy można sobie poradzić samemu?<br />
Ciągle mam wrażenie, że przed czymś uciekam i sama nie wiem przed czym...<br />
<br />
Zastanawiam się czy, trudności z podjęciem decyzji, utrata zainteresowań, również mogą być związane z tym typem osobowości.]]></description>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2011 17:07:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8604-osobowosc-unikajaca/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Chciałam się wygadać</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8594-chcialam-sie-wygadac/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
W koncu się przelamalam, zeby zalozyc tu konto i poszukac pomocy. Choc nie wiem czy jest to mozliwe, chcialam poprostu sie wygadac. Bardzo mi to pomoga, moze znajde kogos kto mnie zrozumie, kto ma podobny problem, z kim bede mogla porozmawiac i jakos wzajemnie sobie pomozy.<br />
Sama nie wiedzialam w ktorym dziale to napisac, ale depresja jest chyba glowna przyczyna, wiec mysle ze tutaj bedzie najlepiej.<br />
Ciezko bedzie to opisac bo na moja depresja skladaja sie problemy z calego zycia, poczatki byly jak mialam okolo 10-12 lat, powazna depresja zaczela sie w wieku 14-15lat, w wieku 15 lat liczne podcinanie, lykanie tabletek, proby samobojcze codziennie, momenty ktore wygladaly na schizofrenie, rozdwojenia jazni, w trakcie checi popelnienia samobojstwa. Od tego czasu do dzis ciagle mnie to meczy, do tego doszla nerwica z biegiem lat i okropna bezsennosc od pol roku, lęki, strach przed wszystkim, przed zyciem, fobie i manie. Na codzien ciagle dzieje sie masa rzeczy, ktora ciagle poglebia moj stan. Jedna z przyczyn byl brak dogadania z rodzicami, w domu czulam sie zle, zero prywatnosci. Jak poszlam na studia (rok temu), nagle odzylam, tylko ta mysl trzymala mnie przy zyciu wczesniej. Jednak wszystko zaczynalo wracac po kilku miesiacach, znowu bylo tak samo zle, myslalam ze gorzej byc nie moze, az nagle zmarl moj ojciec w lutym. Od tego momentu wszystko sie posypalo. Totalnie sie poddalam i nie mam juz sily walczyc. Zaczelam chodzic do psychologa i psychiatry, bralam rozne leki, ktore nigdy nic nie pomagaly, ciagle klotnie z mama, ktora nie rozumie mojego problemu. Dla niej licza sie tylko studia, a obecnie mam zalatwiony urlop zdrowotny od psychiatry, bo nie bylam wstanie sie uczyc. Mama naciska na egzaminy i nie rozumie, ze ja i tak mam zwolnienie i ich nie zdam, ciagla presja, ciagly strach, z dnia na dzien coraz gorzej reaguje na smierc ojca. Zaden lekarz nie pomaga, a ja z dnia na dzien sie boje, ze moje zycie legnie w gruzach i ze poddam sie do reszty. Juz zastanawiam sie nad pojsciem do zamknietego szpitala.. ale sama nie wiem. zaproponowal mi to lekarz jak miesiac temu wyladowlam w szpitalu po probie samobojczej. poprostu boje sie wszystkiego i nikt z mojego otoczenia mnie nie rozumie, a przede wszystkim mama, ktora tylko mi zostala. nawet lekarz mi powiedzial, zeby dac spokoj z uswiadamianiem mamy i probowac unikac klotni z nia bo to nie ma sensu. ostatnio zmienilam leki i czuje sie po nich tragicznie, czeste wymioty, migrena, boje sie wychodzic  z domu.. i co tu zrobic?]]></description>
		<pubDate>Mon, 05 Sep 2011 19:25:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8594-chcialam-sie-wygadac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Niska samoocena, bezsens życia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8591-niska-samoocena-bezsens-zycia/</link>
		<description>Witam. Mam problem ze swoim życiem, z akceptacją samej siebie, boję się wyjść do ludzi, spojżeć w lustro, moi przyjaciele się ode mnie odwrócili, zostawił mnie chłopak, nie mogę porozumieć się ze swoją rodziną a co najgorsze, nigdzie nie mogę znaleźć pomocy. Dzwoniłam do różnych ośrodków pomocy, ale nie mogę znależć żadnego bezpłatnego a na sesję  u prywatnego psychologa mnie nie stać szczególnie, że jestem utrzymywana przez moich rodziców. Nie wiem już co mam począć, gdzie zwrócić się o pomoc, dlatego piszę tutaj. Pomożcie mi jeżeli wiecie jak albo poleccie jakiś darmowych psychologów. Mieszkam w Lublinie, także tylko to miasto mnie interesuje. Zaczynam się siebie bać, nie mogę odnaleźć własnej osobowości, nie wiem już kim jestem, jaka jestem....Całymi dniami tylko siedzę i płaczę, potrafie nawet wyjść i zacząć płakać, kiedy widzę swoje odbicie gdziekolwiek to wpadam w histerię, czuję straszny lęk przed życiem. Nie potrafię siebie zaakceptować, pokochać......Dobre rady znajomych w niczym mi nie pomagają, oni też nie wiedzą już co ze mną robić, przez co tracę z nimi kontakt. Moja rodzina o niczym nie wie, i nie chcę żeby się dowiedzieli. Marzenia i cele, które sobie wyznaczyłam nie spełniły się. NAjbardziej w tym wszystkim przeraża mnie niemoc, jaką odczuwam, wiem, że coś jest ze mną nie tak, chcę to zmienić, ale nie wiem co mam robić, jak sobie pomóc. CZuję się najgorszym i najbrzydszym człowiekeim na ziemi, przeraża mnie moje otoczenie.</description>
		<pubDate>Mon, 05 Sep 2011 16:09:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8591-niska-samoocena-bezsens-zycia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Coś o sobie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8585-cos-o-sobie/</link>
		<description>Witam,choruje nie pamiętam od kiedy,leczę się 19 miesięcy. Dopiero po 3 miesięcznym pobycie w szpitalu psychiatrycznym wiem co jest depresja,Chaj.Przez 13 lat tkwiłam w toksycznym związku z alkoholikiem i damskim bokserem.W czerwcu powiedziałam DOŚĆ i wyprowadziłam się zabierając dwie najważniejsze dla mnie osoby dwóch synów 12 i 13 lat.W Lipcu złożyłam pozew o rozwód wiem że dobrze robię.Otrzymałam wynik RM gdzie stwierdzono nowotwór dobrze że niezłośliwy...Nie wiem zaczynam mieć nawrót,boje się bo miałam już próby samobójcze.Czuje się fatalnie tu na zewnątrz nie mam z kim pogadać,udaje dobrą minę do złej gry.Przeraża mnie rozwód bo mąż nie zostawi na mnie suchej nitki,zaczynam myśleć że może do niego wrócić(ŚMIESZNE).Już nie wiem zaczynam cofać się za furtkę którą otworzyłam a tego nie mogę zrobić...</description>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 20:42:19 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8585-cos-o-sobie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ankieta dotyczaca pewnego zaburzenia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8582-ankieta-dotyczaca-pewnego-zaburzenia/</link>
		<description><![CDATA[Witam <br />
<br />
<br />
Jestem studentem psychologii, w ramach pisania pracy magisterskiej<br />
prowadze badania z wykorzystaniem ankiety. Prosze o pomoc, wypelnienie zalaczonej ankiety<br />
i odeslanie jej na ponizszy adres.<br />
<br />
 outland2144@softhome.net<br />
<br />
 By badanie bylo rzetelne, niestety nie moge sie rozpisac na temat<br />
 badanego zagadnienia.<br />
<br />
 Dziekuje<br />
<br />
 Pozdrawiam<br />
<br />
 Student<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class='clear'>
				<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1414&s=9f1b6e9177bdf2c7f2e1865ff3e27e72" title=""><img src="http://www.psychocafe.pl/public/style_extra/mime_types/doc.gif" alt="" /></a>
&nbsp;<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1414&s=9f1b6e9177bdf2c7f2e1865ff3e27e72" title="">Ankieter.doc</a> <span class='desc'><strong>(89 KB)</strong></span>
<br /><span class="desc info">: 7</span>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Sat, 03 Sep 2011 20:24:08 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8582-ankieta-dotyczaca-pewnego-zaburzenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ty jeden to mało...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8576-ty-jeden-to-malo/</link>
		<description><![CDATA[Robiłam to zawsze, od kiedy pamiętam. Czemu? Bo to dla mnie dowód, że świat mnie akceptuje. Później pojawił się on, został mężem, ale ja nie umiem żyć w monogamii. Zdobyłam się na szczerość, pokazałam artykuł : <a href='http://sites.google.com/site/753nwes' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://sites.google.com/site/753nwes</a>  .... tak niby przypadkiem żeby przeczytał. I wychodzi na to, że to patologia... moja własna.....]]></description>
		<pubDate>Fri, 02 Sep 2011 13:13:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8576-ty-jeden-to-malo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Brak sensu życia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8538-brak-sensu-zycia/</link>
		<description>Witam, nazywam się Paweł mam 17lat i jestem tutaj nowy. Od jakiegoś czasu myślę o samobójstwie. Zaczęło się to jakiś rok temu, życie mi się znudziło, brak mi jakiegokolwiek celu niby ciągle idę, ale nie wiem właściwie po co i dokąd. Rano budzę się i żałuje, że się obudziłem. W życiu niczego mi nie brakuje tz. mam rodzinę, kumpli, rzeczy jakie sobie zapragnę. Większość czasu spędzam przed komputerem, ponieważ niektóre gry choć na chwilę potrafią oderwać mnie  od rzeczywistości, ale nie jestem od tego uzależniony po prostu nie mam lepszego zajęcia. Nie próbujcie mi wmówić, żebym wyszedł z domu i spotkał się ze znajomymi itd. bo to nic mi nie daje, a nawet jest mi po tym jeszcze gorzej. Na pewno nikomu z rodziny nie powiem tego co teraz czuję, bo skończyłoby się to dla mnie jeszcze gorzej. Nie chcę rozmawiać z jakimś psychologiem czy psychiatrą. Rozmowa z przyjaciółmi też odpada, więc postanowiłem to tutaj napisać(do osób, których nie znam i nie mają w pewnym sensie ze mną kontaktu). W życiu najbardziej nienawidzę jednej osoby, a jest nią mój ojciec. Czasem myślę, że on żałuje, że ma takiego syna. Nigdy ze mną jakoś normalnie nie porozmawiał, zawsze robił to w sposób żartobliwy i starał się mnie ośmieszyć. Teraz często wypomina mi to co zrobiłem w dziwny sposób, nawet tygodniowy wyjazd do znajomego na wakacje.  W szkole przez ostatnio rok(1rok liceum już za mną)też nie było ciekawie. Na początku śmiali się ze mnie, ponieważ jestem bardzo chudy i blady, ale nic sobie z tego nie robiłem, tylko uśmiechałem się i odchodziłem dalej. Nie próbowałem tam nawiązać jakichś nowych znajomości, a koledzy z gimnazjum poszli do innych szkół. Uczyłem się słabo na 2/3 czasem 1 poprawiałem(właściwie zawsze tak było). Co jakiś czas spotykam się z kolegami z gimnazjum i trochę mi się polepsza, ale nie zmienia to faktu, że zaraz znów będę siedział w domu i marzył o odejściu z tego świata. Przyszłość wydaje mi się być jeszcze gorsza niż teraźniejszość, bo wiem do czego może mnie takie życie doprowadzić. Nie jestem człowiekiem wierzącym i nie boję się umrzeć, bo wydaje się to być ucieczką od monotonnej, bezcelowej i nudnej rzeczywistości. Co zrobilibyście na moim miejscu?</description>
		<pubDate>Mon, 29 Aug 2011 09:20:49 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8538-brak-sensu-zycia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Piszę książkę o osobach, które myślą o samobójstwie itp...Szukam osób chętnych do pomocy/wywiadu.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8536-pisze-ksiazke-o-osobach-ktore-mysla-o-samobojstwie-itpszukam-osob-chetnych-do-pomocywywiadu/</link>
		<description><![CDATA[Piszę książkę w formie wywiadu na temat prób samobójczych, myślach, depresji itp...Szukam osób, które zgodziły by się pod warunkiem ochrony danych osobowych(anonimowość), udzielić mi wywiadu.<br />
Chętnych do pomocy zapraszam do mail'owania: rozmowa.z.samobojca@interia.pl.<br />
Podam wtedy wszystkie szczegóły i odpowiem na każde pytanie zainteresowanej osoby. Zapraszam tylko osoby naprawdę poważnie zainteresowane. Omówimy wszystkie warunki współpracy.]]></description>
		<pubDate>Mon, 29 Aug 2011 08:51:18 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8536-pisze-ksiazke-o-osobach-ktore-mysla-o-samobojstwie-itpszukam-osob-chetnych-do-pomocywywiadu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Cyklotymia, osobowość cyklotymiczna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8525-cyklotymia-osobowosc-cyklotymiczna/</link>
		<description>Czy ktoś się z tym zmaga? Jeśli tak proszę napiszcie, podzielcie się...</description>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 21:53:58 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8525-cyklotymia-osobowosc-cyklotymiczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak ruszyć dalej?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8521-jak-ruszyc-dalej/</link>
		<description><![CDATA[Witam, jestem nowym użytkownikiem. Otóż moim problemem jest to że od wielu lat zazwyczaj jestem nieszczęśliwy. Mam lekko ponad 20 lat.<br />
Żeby jak najlepiej opisać to jak się czuje zacznę od początku.<br />
Otóż za dzieciaka ojciec trochę mnie bił, poniżał przy ludziach, trochę pił ale luz bo w podstawówce jeszcze byłem normalny, normalnie nawiązywałem kontakty itd, ale wymieniam to bo może to być istotne. W tym czasie też straciłem ciotkę i kuzyna w wypadku samochodowym przez co przez długi czas bałem się nawet iść do pokoju obok gdzie było zgaszone światło, lunatykowałem też.<br />
Zaczęło się w gimnazjum często wracałem ze szkoły tak zmęczony że od razu szedłem spać, w szkole też zresztą spałem często na lekcjach. Ogólnie człowiek wyssany z życia. Okazało się że przyczyną mogło być schorzenie związane z wątrobą, które uaktywniło się w okresie dojrzewania i dawało objawy podobne do grypy, więc takie osłabienie miało wytłumaczenie i rodzice dali mi trochę spokój, bo wcześniej męczyli mnie że co się narobiłem że taki zmęczony wiecznie itd. Z każdym rokiem jednak co raz częściej byłem przygnębiony i coraz rzadziej szczęśliwy. Zaczął się stres związany z wyborem szkoły, z tym że będzie nowe otoczenie itd. Przestawałem się kumplować z ludźmi trochę, po prostu nie miałem na to ochoty. Ale często udawało mi się podnieść na duchu włączając odpowiednią muzykę, wyciszając się i tłumacząc sobie że przecież nie będzie tak źle, z nauką sobie dam radę itd.<br />
W liceum co raz częściej miałem czas kiedy byłem przygnębiony i co raz rzadziej ten szczęśliwy, nie pomagała mi już muzyka, wyciszanie się, to że miałem dziewczynę, doszedł stres związany z prawem jazdy, maturą, studiami. Coraz częściej unikałem ludzi, nawet swojej dziewczyny, wolałem po prostu być sam.<br />
Czas studiów z początku był najgorszy, potrafiłem parę miesięcy być wręcz załamany i tylko parę dni szczęśliwy czy neutralnie.Jakoś mnie utrzymywało moje hobby związane ze sportem. Mocno unikałem znajomości, nie potrafiłem rozmawiać z kimś dłużej niż 10 minut, zdarzało mi się udawać że telefon mi dzwoni i wychodzić po prostu aby wyrwać się z towarzystwa. Dziwne jest to że jestem lubiany i znajomi uważają że mam dobre poczucie humoru.<br />
Teraz dochodzimy do czasu obecnego. Otóż straciłem zapał do mojego hobby którym zajmowałem się parę dobrych lat. Po prostu jakby ktoś mi ręką odjął zainteresowanie i nie mogę się zmobilizować już ponad pół roku, może dlatego że poświęcenie i wkład był ogromny a efekty marne. Za to udało mi się zrobić krok w przód, zacieśniłem więzy towarzyskie, zacząłem wychodzić na jakieś domówki i ogólnie jakby lepiej. Szczęście z tym związane trwa czasem jeden dzień ale zawsze coś. Teraz nie mogę przeskoczyć paru spraw otóż strasznie mnie niszczy to że mam prawo jazdy, mogę korzystać z samochodu rodzinnego ale tego nie robię bo źle się czuję jeżdżąc samochodem, po prawku wyjeździłem trochę kilometrów ale nic nie pomogło. Od zawsze miałem problemy z orientacją, nie tylko jadąc samochodem i czuję się strasznie niepewnie, nie mogę się skupić. Można powiedzieć że jeżdżę "jak baba". Jadę samochodem i cały czas w myślach muszę powtarzać sobie abym się skupił, raz wjechałem w tył innego auta które się zatrzymało na światłach i nie jestem w stanie powiedzieć jak to się stało, czemu nie hamowałem, jakby mnie nie było w samochodzie, dlatego unikam jeżdżenia po mieście i dłuższych trasach chyba że ktoś z rodziny jedzie ze mną i wie o moim problemie to wtedy się odważę.<br />
Uważam że to ogranicza mnie towarzysko bo często bym sobie pojechał z jakąś koleżanką gdzieś, czy znajomymi ale jakieś głupie wymówki muszę robić aby nie jechać autem i to mnie niszczy. Dzisiaj przykładowo koleżanka chciała się zabrać ze mną nad morze ale odmówiłem głownie z tego powodu. Wolę nie jeździć autem z osobami które nie wiedzą że słabo mi to idzie, a przyznawać też się nie chce bo wstyd...<br />
Wiem że wszystko co napisałem to użalanie się nad sobą, ale tego problemu z autem nie mogę przeskoczyć po prostu nie mam drygu do tego :// I wykańcza mnie to. Nie cierpię też miejsc gdzie jest dużo obcych ludzi, ogólnie nienawidzę nowego, najlepiej bym zamknął się w swojej pustelni, nie rozmawiał z nikim i po prostu wegetował.<br />
Tak się rozpisałem o wszystkim i o niczym, nie wiem może musiałem się jakoś wygadać a często łatwiej anonimowo komuś obcemu niż komuś bliskiemu zaufać. Tak mnie po prostu przybija często to wszystko że ręką w ścianę wale ze złości...]]></description>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 17:57:31 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8521-jak-ruszyc-dalej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co zrobić ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8516-co-zrobic/</link>
		<description><![CDATA[Cześć , jestem Weronika i chciałam tu opisać mniej więcej moją sytuacje . <br />
To może zacznę od początku . Otóż mój problem zaczął się nasilać od momentu , gdy moja jedyna dobra znajoma , z którą mogłam pogadać , pożartować <br />
na każdy temat się wyprowadziła . To  było pod koniec pierwszego semestru ( 1 kl. gimnazjum ) . Przeważnie na przerwach w szkole rozmawiałam tylko z nią i gdy ona wyjechała zostałam sama . Zaczęłam unikać wszelkich kontaktów z innymi , gdy kończyłam lekcje od razu wracałam do domu (tylko w domu miałam poczucie bezpieczeństwa ) . Pod koniec drugiego semestru było lepiej , kontakt z osobami z mojej klasy był na dobrym poziomie , ale migiem zaczęły się wakacje . W wakacje wszystkie znajomości się urwały i praktycznie siedziałam w domu . Trudność sprawia mi samo pójście do sklepu ,robi mi sie gorąco  , myślę , że każdy przeszywa mnie wzrokiem i śmieje się ze mnie ,moja rodzina tego by nie zrozumiała, wiec wszystko trzymam w sobie . Nie wiem czy to jest nieśmiałość czy jakaś fobia ... Nie wiem co tera zrobić ... <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 12:21:55 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8516-co-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Wykańczający związek z osobą w depresji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8493-wykanczajacy-zwiazek-z-osoba-w-depresji/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Nie miałam pojęcia gdzie umieścić ten temat, a chciałabym aby szczególnie wypowiedziały się osoby z depresją. Jeśli moderatorzy uznają, że ten temat nie nadaje się jednak tutaj, prosiłabym o przesunięcie i przepraszam za kłopot.<br />
<br />
Od ponad 9 miesięcy spotykam się z pewnym mężczyzną, od 6 miesięcy mieszkamy razem. Zostawił on dla mnie swoją kobietę (ich związek był na wykończeniu, my się przyjaźniliśmy, a on po jakimś czasie wyznał mi miłość, zupełnie z zaskoczenia), przeniósł się do mojego miasta, zmienił pracę. Wszystko wariacko, z dnia na dzień. Nie myślałam nawet, że ktoś chciałby sam z siebie dla mnie coś takiego zrobić. Jednak nie to jest tematem mojego postu..<br />
<br />
D. cierpi na depresję, możliwe nawet, że dwubiegunową. Wiedziałam o tym od początku oczywiście, starałam się rozumieć i wspierać. Za moją namową poszedł do psychiatry, zaczął brać leki. Przez chwilę było lepiej.. <br />
Nie jestem w stanie już do niego dotrzeć , z tygodnia na tydzień jest gorzej. Wcześniej jeszcze okazywał swoje uczucia względem mnie, starał się jakoś o wspólnie spędzony czas. Teraz wraca do domu po pracy, siada przy komputerze i gra, a następnie idzie spać. Gdybym nie namawiała go na rozmowę, nie rozmawialibyśmy wcale. Zupełnie stracił zainteresowanie moją osobą. Powtarza mi ciągle, że strasznie mnie kocha i jestem jedyną rzeczą (osobą), która trzyma go w jednym kawałku. Tylko dlaczego zupełnie tego nie widzę? Seks też wypadł zupełnie z naszego życia pomimo tego, że oboje jesteśmy bardzo temperamentni i w tym względzie wcześniej układało się nam genialnie. Brałam już pod uwagę wszystkie możliwości. Nawet go zapytałam, czy po prostu przestałam go pociągać, albo czy się coś zmieniło, czy coś mogę zrobić. Odpowiedział mi, że on po prostu nie ma na to ochoty, nie myśli o tym, ale cholernie mu się podobam. Kiedy ja wszystko zainicjuję znów jest super, ale...ileż razy mogę inicjować, narzucać się? Nie chodzi tu tylko o seks, ale o rozmowę, o chwilę czasu razem. O wszystko muszę go prosić po kilka razy, kiedy chcę porozmawiać - złości się. Kiedy się pokłócimy, to ja muszę wyciągać rękę, bo on sam z siebie tego nie zrobi. Mogłabym nie odzywać się kilka dni - nie zareagowałby, nie przyszedł, nie zapytał.. <br />
Wiem czym jest depresja, ale nie potrafię już odróżnić tego, co jest depresją , a tego co jest oznaką, że jemu nie zależy, bynajmniej nie tak jak mi. Wiem, że musiało mu zależeć skoro rzucił wszystko dla mnie i zmienił swoje życie. Nie wiem tylko czy nadal jestem osobą, z którą chce żyć, a nie chcę go męczyć dodatkowo. Kiedy proszę o rozmowę, on się wścieka. Kiedy proszę o chwilę ciepła - mówi, że nie ma ochoty. Ciągle proszę,proszę i proszę. Nie mam już siły... Traktuje mnie tak, jakby zupełnie mnie nie widział, robi swoje, zamyka się w swoim świecie, do którego nie mam dostępu. Nie znam jego myśli, nie znam jego uczuć. Jednocześnie trudno byłoby mi uwierzyć,że mnie nie kocha, skoro kiedy go o coś poproszę - zawsze to zrobi. Kiedy dzieje mi się krzywda - zawsze jest obok. Nie jest dla mnie zły, na pewno nie specjalnie. <br />
<br />
Wiem, że ten post jest okrutnie chaotyczny, ale dzisiaj obudziłam się po raz kolejny totalnie niepotrzebna.. Poszedł wczoraj do znajomego, miał nocować u niego, rano wrócić i mieliśmy w końcu ten jeden dzień spędzić razem, wszystko już zaplanowałam. Tymczasem on telefonu nie odbiera, zapewne śpi. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że zawsze tak jest....i gdyby nie to, że go zupełnie nie interesuje już moja osoba. Nie dość, że musiałam go na wszystko namawiać, to jeszcze teraz okazuje się,że on sobie smacznie pewnie śpi. Obudzi się o 15, wróci do domu, a co ja mam wtedy zrobić? Znów się uśmiechnąć i powiedzieć "nie szkodzi"? Nie, poprawka. Napisał smsa właśnie, że zachlali i musi to odespać, a odezwie się później.. I jak ja mam czuć, że mu na czymkolwiek zależy, że mu na mnie zależy? Obiecał mi, że pić nie będzie, bo to tylko problemy stwarza.. Trudno, upił się. Ale czy nie umie jak człowiek teraz wrócić i zrobić tego, co mi obiecał? Wróci wieczorem, a ja będę musiała udawać, że jest wszystko dobrze, bo moje prośby i tak go nie interesują. Będzie uważał,że nic się nie stało i że wszystko jest dobrze. Nie umiem już udawać, jestem na niego wściekła. Wściekła na to, że zupełnie nie interesują go moje uczucia. Nawet nie stara się sprawić, bym ja też była szczęśliwa. Ja już robiłam wszystko, co mogłam. Nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić żeby w końcu zwrócił na mnie uwagę...Napisałam mu,że przecież mi obiecał, że wszystko zaplanowałam... Nie odpisał. Nie obchodzi go to. <br />
<br />
Kocham go nad życie, ale nie mogę ciągle spychać swoich uczuć i emocji na samo dno. Mam odejść? Nie potrafię.. Mam walczyć o jego uwagę? Próbowałam na każdy sposób, bez skutku.. <br />
<br />
Nie mam już kompletnie siły, czuję się oszukana. Nic do niego nie dociera. Nawet kiedy z płaczem proszę go o chwilę uwagi - ma to gdzieś. Czuję się tak okrutnie bezsilna... Nie mogę nic zrobić, bo jego to nie obchodzi. Krzyczę - ma to gdzieś. Proszę - ma to gdzieś. Płaczę - ma to gdzieś. Czuję się totalnie obojętna dla niego, on mi mówi, że tak nie jest.. Chcę go wspierać, pomagać mu, ale jak, skoro on nie chce mi powiedzieć co go trapi?<br />
<br />
Piszę to tutaj, licząc na pomoc.. Nie potrafię już racjonalnie tego wszystkiego porozdzielać, za bardzo mnie to wszystko boli. Chcę być dla niego dobra, wyrozumiała. Ale jak mam taka być skoro on mi nic nie mówi? Nie chce rozmawiać o niczym, a jak się wścieknie to stwierdzi, żebym się odwaliła bo to nie moja sprawa... Nie mam już siły tak żyć, nie mam siły w ogóle żyć... Coś we mnie tym razem pękło.. Nie potrafię już tego wszystkiego trzymać w sobie.. Mam go zostawić w spokoju i żyć po swojemu, a z nim jak ze współlokatorem? Mam o niego walczyć?  Co ja mam robić?<br />
Skoro mnie kocha - dlaczego tak robi? Dlaczego traktuje mnie jak ostatniego, nic nie wartego i zupełnie nieważnego śmiecia?]]></description>
		<pubDate>Thu, 25 Aug 2011 08:40:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8493-wykanczajacy-zwiazek-z-osoba-w-depresji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak w końcu sie odważyć to zrobić?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8412-jak-w-koncu-sie-odwazyc-to-zrobic/</link>
		<description><![CDATA[Jak w końcu sie odważyć to zrobić?<br />
<br />
Witam,<br />
<br />
Z góry przepraszam za styl mojej wypowiedzi, nigdy nie byłem dobry w pisaniu, nie jestem humanista, wręcz przeciwnie, szybciej zrozumie skomplikowany wzór matematyczny niż wiersz. <br />
Od wielu już lat, w sumie to chyba od zawsze chodzą mi po głowie myśli, po co ja żyję na tym świecie. Już kilka razy chciałem się zabić, jednak nigdy nie miałem do tego odwagi. Jestem frajerem, bo tak prostej rzeczy nie umie zrobić dobrze. Naprawdę nie widzę żadnego powodu, aby kontynuować życie na tym świecie. Nie mam żadnego nawet najmniejszego celu w życiu. <br />
Obecnie mam 31 lat, ukończone trzy kierunki, w trzech zawodach (elektryk, elektronik, informatyk), zaprojektowałem kilka bardzo udanych urządzeń, pisze programy komputerowe i do urządzeń w kilku językach. Każdy mi mówi jak to ja dużo umie, czego ja to nie umie zrobić. Sam to widzę, ze nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, zawsze lubiłem wyzwania, w poprzedniej pracy w ciągu kilku lat awansowałem na dość wysokie stanowisko. I co k**** z tego, chwale się, ale to i tak jest gówno warte, zawsze jak to robiłem to dla idei, nie potrafię na tym zarobić. Miałem wysokie stanowisko a mimo to nie upominałem się o pieniądze, bo starczało mi na życie, a pracowało się dobrze, wtedy jakoś dawałem sobie rade. Rok temu sam zwolniłem się z pracy, od roku siedzę w domu, praktycznie sam w tych ścianach, nie spotykam się z ludzi, zerwałem niemal wszystkie znajomości, nigdy nie lubiłem ludzi, wole zwierzęta i maszyny. Czytając to pewnie wielu z was uważa, nad czym ten frajer się użala, ale ja naprawdę nie chce żyć bo nie mam celu. Nigdy nie założę rodziny, zazdroszczę moim kolega, którzy maja zony, dzieci, oni maja, dla kogo żyć, ja nigdy tak nie będę miał, jestem od zawsze gejem, wiec od razu odcina mnie to od celu i sensu życia, nie będę miał rodziny, na starość będę sam, bo nie okłamujmy się, pedały umierają samotnie. Od jakiś trzech lat nie umie cieszyć się życiem, nie mam pieniędzy, ale jeśli cos chce mieć to potrafię na to zarobić, więc otaczam się zabawkami, nowy laptop, telefon itp., ale nie pomaga to wcale . Chce skończyć z życie, brakuje mi motywacji, aby popełnić samobójstwo, chce to zrobić jednak nie potrafię się do tego przekonać, ja po prostu nie widzę sensu życia, mnie nic tu nie trzyma. Od roku robie wszystko, aby się stoczyć, popełniłem tyle błędów jednak widać ze za mało, od pewnego czasu za każdy mój błąd się okaleczam. Nienawidzę sam siebie, bardzo. Niby wszystko mam a nie mam nic. <br />
Jak widzę innych głupców, którzy mają rodziny, własne mieszkanie itp., tak naprawdę nic nie umiej, poza gadaniem i doskonałym kontaktem z innymi ludzi. Ja nie lubię ludzi i z nimi gadać, czym mniej mam z nimi styczności tym dla mnie lepiej, i przez to nie umie się niczego dorobić, co z tego ze umie zrobić w swoich dziedzinach niemal wszystko jak nie potrafię na tym zarobić. <br />
Ale bzdury niezrozumiałe napisałem.]]></description>
		<pubDate>Wed, 17 Aug 2011 14:33:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8412-jak-w-koncu-sie-odwazyc-to-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Bierzemy się w garść i pozbywamy się depresji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8375-bierzemy-sie-w-garsc-i-pozbywamy-sie-depresji/</link>
		<description><![CDATA[<span style='font-size: px;'><span style='color: #FF0000'>SEMINARIUM - AHARATA POZIOM 1 </span><br />
czyli <br />
"<span style='color: #FF0000'>KONTROLA I ZARZĄDZANIE NASZĄ ENERGIĄ</span>" <br />
25 - 28 sierpień 2011 (4 dni) </span><br />
<br />
Na tym seminarium nauczysz się jak<br />
<strong class='bbc'><span style='font-size: px;'>"Kontrolować i Zarządzać Własną Energią"</span></strong><br />
<br />
Poprzez opanowanie ćwiczeń zyskasz możliwość kontrolowania i zarządzania własną wewnętrzną energią, co ma ogromnie skuteczny wpływ na pozbycie się depresji. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wielki możesz uczynić krok w tym kierunku.<br />
<br />
Właściwa cyrkulacja tej energii i właściwy jej balans są niezbędne dla utrzymania harmonii organizmu i dobrego zdrowia. Uzdrowienie może się dokonać tylko poprzez przywrócenie równowagi energetycznej organizmowi.  Jest to fundamentalna zasada wschodniej medycyny.<br />
<br />
<strong class='bbc'><span style='font-size: px;'>KONTROLA OSOBISTEJ MOCY. <br />
PRAKTYKI ZWIĘKSZAJĄCE WEWNĘTRZNĄ SIŁĘ.</span></strong><br />
<br />
Każdy może nauczyć się podstaw psychoenergetycznej ochrony i cieszyć się z korzyści płynących ze zwiększenia osobistej energii, i co za tym idzie rozwoju i wzmocnienia swojego zdrowia psychicznego, fizycznego i duchowego. Nagle inni przestają posiadać nad Tobą emocjonalnej władzy. Zyskujesz siłę, która uwalnia Cię od emocjonalnego nacisku i nieprzyjemnej presji ze strony otoczenia. Ludzie przestają Cię stresować!<br />
<br />
Od momentu narodzin dysponujemy określonym rezerwuarem energii i siły życiowej, który w codziennym życiu pomaga nam realizować nasze cele oraz przyciągać do naszego życia najbardziej sprzyjające okoliczności we wszystkich obszarach życia.<br />
<br />
Niektórzy ludzie posiadają z natury wyjątkowo wysoki poziom osobistej siły. Tacy ludzie najczęściej przyciągają dostatek bez specjalnego wysiłku. Są jak potężny magnes, zdolni do kreacji tego, na czym skupiona zostaje ich uwaga. Czasami nazywa się takich ludzi "szczęściarzami" - ponieważ sukces i powodzenie niejako lgną do nich.<br />
<br />
Takie przypadki nie są jednak zbyt częste. Bardzo często zdarza się bowiem, że inteligentni ludzie obdarzeni wieloma talentami, nie mogą w pełni realizować swojego potencjału, właśnie z powodu braku tej "osobistej siły". Niekiedy ten brak wiąże się z czasowym przemęczeniem, jednak w większości przypadków jest to skutek zablokowania naturalnego przepływu energii i powstania różnych blokad związanych z negatywnymi programami socjalnymi (edukacja, wychowanie, media) oraz z niezrównoważonym stylem życia, stresem, wpływami zewnętrznymi i negatywnymi emocjami.<br />
<br />
<strong class='bbc'><span style='font-size: px;'>PROGRAM SEMINARIUM</span></strong>:<br />
-	Pojęcie osobistej mocy. Poznasz 7 podstawowych poziomów wyrażania osobistej mocy w życiu osobistym, biznesie, relacjach partnerskich oraz zdrowiu. <br />
-	Metody "Yen-Ten";. Dowiesz się, gdzie znajduje się Twoja energia witalna oraz zdefiniujemy Ci główne przyczyny jej utraty. <br />
-	Dowiesz się jak zyskać wolność od niewłaściwych nawyków i uzależnień - praktyczne metody i ćwiczenia bazujące na tysiącletniej tradycji szkoły Aharata. <br />
-	"Shiva Nath" integralny system prawa przyciągania. <br />
-	"Aharadj" - integralny system rozwijania osobistej mocy. System psychiczno-energetycznych praktyk oraz pracy z oddechem, mający na celu podnoszenie poziomu Twojej siły. <br />
-	Poznasz ćwiczenia na aktywowanie i podnoszenie Twojego poziomu energetycznego podczas silnego emocjonalnego obciążenia (podczas stresu, egzaminów oraz realizacji różnych zadań i celów, które wymagają zwiększonego nakładu sił). <br />
-	Nauczysz się metod i technik radża jogi idealnych dla rozwoju i podnoszenia poziomu energii. <br />
-	Będziesz pracował na poziomie ciała fizycznego. Nauczymy Cię właściwego oddechu i stylu życia (dieta, ćwiczenia) poprawiającego funkcjonowanie układu odpornościowego. <br />
-	Zdobędziesz wiedzę z zakresu ćwiczeń energetycznych pomagających generować wysoką energię dla osiągania własnych zamierzeń, rozwijania zdolności przywódczych oraz podnoszenia jakości własnego biznesu i osiągania sukcesów. <br />
-	Powiemy Ci wiele na temat tworzenia satysfakcjonującego związku partnerskiego z partnerem(ką) o wysokim poziomie energetycznym. <br />
-	Otrzymasz specjalną wiedzę z zakresu medycyny indyjsko - tybetańskiej, dla kreowania zdrowia i długowieczności. <br />
-	Oczyścisz swoje ciało eteryczne (ruska bania, basen) <br />
<br />
<strong class='bbc'>AHARATA</strong>, to wiedza licząca sobie 5000 lal. Uczy ona jak wzmacniać swoją siłę osobistą, podnosić poziom energii oraz budować zdrową, harmonijną komunikację z innymi ludźmi, dbając jednocześnie o ochronę energii własnej. Praktykowanie Aaharaty odstresowuje ciało i umysł oraz zwiększa motywację do działania i podejmowania decyzji. Aharata, to zaawansowany system równoważenia i wzmacniania naszych psychiczno-energetycznych sił, osiągania niezależności energetycznej i wzmacniania pozytywnego nastawienia. Jest to wspaniała metoda pracy nad swoimi słabościami - gdzie za pomocą ćwiczeń, właściwego ukierunkowania energii, przekraczamy swoje ograniczenia i uczymy się utrzymywać właściwy poziom energii bez względu na okoliczności.<br />
<br />
Informacje i zapisy (do 15.08.2011):<br />
tel.: 530837036 (Play)<br />
e-mail: khadroo@gmail.com<br />
<br />
<br />
Więcej tutaj: <br />
<a href='https://docs.google.com/viewer?a=v&pid=explorer&chrome=true&srcid=0B4dlELOdqB34NTMxNDFkOGUtOWJhOC00YTMxLWI4ZDktY2EzOWE4MDZjYTFm&hl=en_US' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>https://docs.google.com/viewer?a=v&pid=explorer&chrome=true&srcid=0B4dlELOdqB34NTMxNDFkOGUtOWJhOC00YTMxLWI4ZDktY2EzOWE4MDZjYTFm&hl=en_US</a>]]></description>
		<pubDate>Fri, 12 Aug 2011 18:35:36 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8375-bierzemy-sie-w-garsc-i-pozbywamy-sie-depresji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Komedia pomyłek - moja historia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8337-komedia-pomylek-moja-historia/</link>
		<description><![CDATA[<strong class='bbc'>Witam </strong><br />
<br />
Napisałem więcej niż początkowo zakładałem, no ale cóż nie będę skracał, a jeśli wyda się dziwne, cóż jestem dziwny. <br />
<br />
<strong class='bbc'>Komedia pomyłek</strong> <br />
<br />
W zasadzie nie wiem po co to piszę, ponieważ nie chcę i nie lubię się żalić, a już na pewno nie robię tego aby zwrócić na siebie uwagę, i prawdę mówiąc nigdy przedtem nie wylewałem swoich żali w internecie, a i teraz nie zrobię tego tak w 100%, podobnie jak i niespecjalnie żalę się ludziom w normalnym „życiu”. Nie zmienia to jednak faktu, że po tym jak podjąłem trzecią „próbę” powieszenia się to przeszło mi przez myśl, aby tu napisać, lecz ostatecznie postanowiłem dać sobie jeszcze szansę ze sobą skończyć, chociażby dlatego, że takie żalenie się kojarzy mi się z rozwydrzonymi nastolatkami, a i większość osób uważa, że gdy ktoś pisze o samobójstwie w internecie, to tak naprawdę nie chce tego zrobić (może i racja), tylko szuka pomocy. No cóż dzisiaj ostatecznie zdemotywowałem się do końca dlatego też postanowiłem coś napisać. <br />
<br />
„Próby powieszenia się” w cudzysłowie ponieważ wszystkie pięć, włącznie z tą dzisiejszą były przedsięwzięciami, nie ma się co oszukiwać żałosnymi, niemniej ta ostatnia udowodniła, że jednak jestem w stanie to zrobić, a za fakt, że wciąż żyję i to, że żadna z nich się nie powiodła, odpowiada tylko mieszanka szeregu dziwnych przypadków oraz w pewnym sensie mojej niekompetencji, ale o tym później, może najpierw napiszę trochę bliżej o sobie i o tym dlaczego, że się tak wyrażę porąbało mi się w głowie, niemniej zrobię to raczej pobieżnie, nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły ze swojego „życia”.<br />
Moja egzystencja – bo tak raczej powinienem nazywać swoje życie (życiem byłaby dla mnie gdybym faktycznie czerpał z niej radość) – jest raczej średnia, a chociaż los nie był i nie jest wobec mnie bezgranicznie podły, a i pewnie są tacy, którzy by się ze mną w jakimś stopniu zamienili, to i tak jej nienawidzę, podobnież jak całego otaczającego mnie świata oraz w zasadzie wszystkiego co z nim związane. <br />
<br />
Nikogo nie kocham (nawet rodziców i brata), rodzice owszem mnie utrzymują, itd. ale są to raczej średnie relacje, których nawet nie chcę zmieniać, po prostu mam ich gdzieś, ja sam ich mam raczej za hipokrytów, w pewnym sensie, np. nie rozumiem dlaczego spotykają się z rodziną, skoro częstą po takich spotkaniach ich obgadują, albo i bez tych spotkań, nawet po zwykłej rozmowie telefonicznej, tamta rodzina pewnie ich też obgaduje, co prawda nie mogę wiedzieć o czym sobie rozmawiają, skoro mnie tam nie ma, ale przez te wszystkie lata i pewne sytuacje wyrobiłem sobie zdanie. Podobnie święta wszelkiego rodzaju, nikt tu wierzący specjalnie nie jest – poza moją matką, która od jakichś kilku lat, bo też nie całe życie, zaczęła chodzić do kościoła (jednak nie jest jakąś fanatyczką) – a jednak je obchodzą, pewnie to przez tradycję i przyzwyczajenia, ale ja to olewam, odcinam się, nie biorę udziału w żadnych spotkaniach, ani świętach, zresztą w ogóle nie chcę obchodzić żadnych świąt. Co do relacji stricte z rodzicami to powiedzmy, że są mili, matka jest na ogół za miła, i że się tak wyrażę zbytnio się narzuca, a ojciec niby też, ale w dzieciństwie nie raz mi groził oddaniem do domu dziecka, za jakieś pierdoły typu słabe oceny, albo jak złapałem jakąś kontuzję czy też zachorowałem, tudzież zrobiłem coś nie do końca po jego myśli, potrafił i dalej potrafi mnie nazwać gnojem, idiotą czy kretynem. Brat z nami już nie mieszka, ale i tak nie mieliśmy dobrych relacji, zresztą dalej nie mamy. Oczywiście nie mieszkam w jakiejś tragicznej patologii, nikt tu nie jest alkoholikiem, każdy ma studia, nie przymieram głodem, itd., po prostu jest jak jest <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> <br />
<br />
Nikogo nie lubię i na nikim mi nie zależy, bo wśród moich „kolegów” i ludzi których znam relacje są podobnego pokroju. Taka ludzka natura, każdy jest fałszywy i egoistyczny w mniejszym lub większym stopniu, nawet jeśli się do tego nie przyznaje, ja także jestem, tylko tyle że ja raczej, gdy kogoś nie lubię nie staram się udawać „przyjaciela”, tylko zazwyczaj mówię co sądzę w sposób dosadny i często wulgarny, jeśli już muszę, ale najczęściej taką osobę zlewam. Zresztą ja w ogóle jestem raczej samotnikiem. TAK mówiłem im wszystkim, rodzinie i tym znajomym, co mi nie pasuje, ba nawet przez lata co jakiś czas poruszałem różne kwestie, tutaj wiadomo nie będę się rozwodził nad każdym zdarzeniem i sytuacją, dalej jest jak jest <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />  <br />
<br />
Nie mam w sobie współczucia, żadnej empatii, oczywiście zdarza mi się czasem pomóc komuś bezinteresownie kiedy tego potrzebuje, nawet samemu zaoferować pomoc, czy też odwdzięczyć się za przysługę, ale zazwyczaj na zasadzie pewnego wyrachowania. Niemniej nigdy nie jest mi przykro z powodu czyjejś śmierci, albo gdy komuś dzieje się krzywda, a gdy mówię, że jest mi przykro albo że przepraszam za coś, to tak naprawdę przez grzeczność i jakkolwiek nie chcę być dla innych nieuprzejmy to tak naprawdę mogę i nie jest mi z tym jakoś specjalnie źle. Cóż ludzie potrafią sami sobie przeczyć... Zresztą ja nawet nie rozumiem tych uczuć. <br />
<br />
Jednak głównymi problemami jakie spowodowały chęć odebrania sobie życia są brak sensu istnienia, brak drogi, jakiegoś celu, koniec końców wolałbym się nigdy nie urodzić. Nad tym co chciałbym robić zastanawiam się od czwartego roku życia, a dokładniej gdy pewnego dnia bawiłem się w swoim pokoju, spojrzałem przez okno, popatrzyłem na tą naszą poprlowską szarą rzeczywistość i zrozumiałem, że nie będzie łatwo (oczywiście nie wiedziałem nic o PRL, po prostu widziałem świat za oknem). Zacząłem myśleć nad tym czego chcę i doszedłem do wniosku, że nie chcę zakładać rodziny, nie chcę gonić za pieniędzmi i nie chcę być fałszywy oraz że chcę być uczciwy. Jak już napisałem wcześniej każdy jest fałszywy, z uczciwością różnie u mnie bywa, reszta się zgadza...<br />
<br />
Dlaczego zacząłem nad tym myśleć a no jakkolwiek może się to dziwne wydawać to w wieku dwóch lat powiedziano mi, że moja rodzina ma szlacheckie pochodzenie (jakoś nigdy nikomu o tym nie powiedziałem), a ja choć historii nie znałem to od razu patrząc po swoim pokoju wiedziałem, że coś jest nie tak i chyba powinienem mieć lepiej, oczywiście nie uważam się za lepszego, a tym bardziej nie uważałem w tak młodym wieku, zwyczajnie czułem, że to chyba znaczy coś więcej, jeśli ktoś wie o co mi chodzi... Całe wspomnienie jakoś wryło mi się w pamięć podobnie jak to późniejsze, i na pewno wpłynęło na moje życie, jakkolwiek dziecinne się to może teraz wydawać. Chociaż z drugiej strony nigdy taki wspaniały nie byłem więc pewnie nie powinienem sobie rościć praw do czegokolwiek...       <br />
<br />
Zastanawiam się tak cały ten czas i jedyne co potrafię wymyśleć to, to czego nie chcę, a skoro nie dostałem na wstępie życia usłanego pieniędzmi, to nie zamierzam za nim gonić, zresztą jak już wspomniałem od najmłodszych lat na pieniądzach mi nie zależy, w ogóle na niczym mi nie zależy, trochę na naszym kraju, ale jak patrzę na to wszystko co się dzieje wokół to się zastanawiam czy faktycznie przypadkiem nie jesteśmy bandą słowiańskiego bydła za jakie mieli nas naziści, ale to już zupełnie inna przemyślenia... Niemniej jestem w jakiś sposób dumny, że moja rodzina, podobnie jak wiele innych walczyła i umierała za ten kraj.  <br />
<br />
Aczkolwiek gdzie nie spojrzę to widzę tylko tandetę, irytuje mnie fakt, że nie mogę sobie znaleźć miejsca na tym świecie, bo o jakiej drodze życiowej bym nie pomyślał to zwyczajnie mi się nie podoba (uwzględniając również te mało prawdopodobne do osiągnięcia albo jak kto woli niebywale trudne), a i nie chcę pracować, nie dlatego, że pracy się boję, tylko dla mnie oznacza to po prostu szarą, tandetną rzeczywistość, nie chcę zasuwać od rana do wieczora i robić u kogoś za przysłowiowego murzyna, urzędnikiem tym bardziej bym nie chciał być (miałem praktyki w urzędzie i miałem ochotę się zabić na miejscu, taka robota zwyczajnie wysysa resztki energii z człowieka), na zakładaniu własnej firmy też mi nie zależy...<br />
<br />
Nienawidzę szkoły, nigdy jej nie lubiłem, studia to samo (zresztą nigdy nie byłem przykładnym uczniem). Skończyłem jedne (kompletnie mnie nie interesowały), teraz robię drugie (to samo), ktoś powie sam sobie wybrałeś, niby tak ale jakbym nie wybrał to by mnie z domu wyrzucili, a przynajmniej tak mówili więc... Jeśli chodzi o twórcze hobby to oczywiście mam, męczę je prawie pół życia, ale i tak jestem zbyt słaby, żeby w tym kierunku studiować albo, żeby było ono moim utrzymaniem, po prostu nie każdemu jest pisane spełnić swoje marzenia, chociaż tak naprawdę chyba nigdy na 100% nie wierzyłem, że zajdę z tym gdziekolwiek. Niemniej przez cały ten czas poświęcałem się tylko swojej pasji, z uporem maniaka aby stać się tak dobry jak tylko będę mógł. <br />
<br />
„Próby samobójcze”:<br />
<br />
Dlaczego? A no dlatego, że mi się znudził świat, jestem nim zdegustowany i nie mam celu w życiu oraz prawdę mówiąc dlatego, że w ciągu całego swojego pobytu na tej nieszczęsnej Ziemi nie było ani jednego dnia, w którym powiedziałbym sobie „cieszę się, że żyję”.                                                        <br />
Dziecinne? Cóż do dziś nie uważam się za specjalnie dorosłego...<br />
<br />
W moim życiu przydarzyło mi się wiele, a przynajmniej trochę śmiesznie żałosnych sytuacji, rodem z jakiejś głupawej komedii, nie będę ich tu opisywał, jednak moje „próby” w miarę dobrze pasują do tej kolekcji dziwnych wspomnień. Próby nr 1 i 2 totalna porażka, poszedłem do lasu kilka tygodni temu, znaleźć sobie jakieś dobre miejsce, generalnie takie, w którym nikt mi nie przeszkodzi ale po fakcie w miarę szybko mnie ktoś znajdzie, wybrałem się z domu jak już się zaczęło robić powoli widno, jednak wciąż przed świtem, gdy w końcu znalazłem stosunkowo dobre drzewo, zacząłem się chwilę zastanawiać, no i w końcu zwalił mi się na głowę jakiś rowerzysta, więc poszedłem sobie znaleźć inne miejsce, no bo co innego mogłem zrobić. Próba nr 2, tym razem było równie żałośnie, chociaż dogodne miejsce znalazłem szybko, to równie szybko znalazł się grzybiarz, który w niedoszłym miejscu mojej śmierci postanowił zbierać dobrodziejstwa lasu. Podirytowany postanowiłem wrócić do domu i spróbować innym razem...<br />
<br />
Ktoś mógłby powiedzieć, że gdy ktoś chce się zabić to idzie do lasu w środku nocy tak aby mieć pewność, że nikt mu nie przeszkodzi, cóż dzisiaj mogę na coś takiego odpowiedzieć „byś się zdziwił”, bo właśnie między innymi do takiego wniosku doszedłem po trzecim podejściu. Próba nr 3 wyruszyłem do lasu jakoś o 3 w nocy dwa dni później, poszedłem w miejsce, w którym przeszkodził mi ten grzybiarz. Latarką z zapalniczki oświetlając sobie drogę, doszedłem na miejsce, jednak postanowiłem poczekać z 10 minut aby się zrobiło trochę widniej, ponieważ była naprawdę ciemno i ciężko byłoby mi zawiesić ten kabel, na którym się chciałem powiesić. Specjalnie widniej się nie zrobiło, za to usłyszałem, że coś jedzie (bo to w ogóle było takie drzewo przy dróżce leśnej), chcąc się na szybko schować okazało się, że nie bardzo mam jak i w końcu jak wyszedłem zza takiego krzaczka, za którym niespecjalnie dało się schować, to wyjechał na mnie traktor (swoją drogą to jakiś hardcorowiec jechał, bo nawet nie miał świateł włączonych, a ciemno było cholernie...), pewnie się trochę zdziwił jak mnie zobaczył więc postanowiłem ściemnić, że sobie idę i tam zaraz wrócić jak odjedzie. No ale on się tam zatrzymał i stał sobie w najlepsze, nie wiem poco, bo tam nic do roboty nie było, ale w końcu jak tak odchodziłem, straciłem nadzieję i wróciłem do domu.<br />
<br />
Próba nr 4, to samo miejsce, podobna godzina, ten sam tydzień. Tutaj w zasadzie nie ma co się rozpisywać, chyba poza tym, że jak już doszedłem na miejsce, to zobaczyłem jakieś światło od strony z której przyszedłem. Nie żadne boskie itp. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> takie zwykłe z żarówki, a dokładniej jakby z latarni ulicznej, bo to było na takiej wysokości, problem w tym, że tam nie ma żadnej latarni, pewnie był to tylko zwykły świetlik, a ja po prostu miałem zwidy (chociaż dzisiaj wydawało mi się podobnie i nawet w tym samym miejscu, ale to olałem). Wtedy natomiast jakoś nie wiem czemu ale jak tak chwilę postałem to mi się odechciało, więc przybity i zażenowany poszedłem do domu.                  <br />
<br />
Próba nr 5, czekałem kilka tygodni ale zasady te same, noc i to samo miejsce, tylko tym razem udało mi się zawiązać pętle, przywiązać kabel do drzewa, sprawdziłem czy wytrzyma mój ciężar, odpadł tylko jakiś kawałek kory (prawdę mówiąc to była tylko jakaś pozostałość po gałęzi, pewnie ktoś ją uciął albo złamał, ale to bez znaczenia powiesić się dało). Wszedłem na to drzewo, to są takie dwa drzewa ze sobą zrośnięte, także można było skoczyć z wysokości trochę ponad pół metra, w ogóle się nie bałem, niczym się nie przejmowałem, jedyne co irytowało mnie, że trochę niewygodnie się wchodzi na to drzewo, bo było śliskie, ale wszedłem, założyłem pętlę i skoczyłem, jedyne czego nie przewidziałem to, to że ten kabel będzie tak rozciągliwy, bo nic na to nie wskazywało, tak więc stanąłem na ziemi prawie na czubkach palców. W tym momencie pomyślałem „nie to się k***a nie dzieje”, poczułem beznadziejność, zażenowanie, i że tak powiem taki śmiech przez łzy (chociaż osobiście nie potrafię płakać, ale zaśmiać się zaśmiałem), generalnie takie uczucie w stylu, kiedy stanie się coś dziwnego w naszym kraju a my mówimy „tylko w Polsce” (kto jak kto Polak na pewno będzie wiedział o co chodzi) <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> No to całkowicie zdemotywowany zdjąłem ten kabel i postanowiłem stamtąd pójść, a żeby było jeszcze dziwniej to jak tylko odszedłem to pojawił się przede mną jakiś dziadek na rowerze, a minutę później spotkałem drugiego dziadka na rowerze (oboje się zdziwili jak mnie zobaczyli), więc pewnie i tak by mnie któryś zaraz odczepił, ja nie wiem co ci ludzie tam robią po nocach, bo generalnie w stronę, w którą jechali jest 10 km ciemnym lasem do takiej małej wsi pod miastem, w którym mieszkam, a miejsce które sobie wybrałem a, z którego oni jechali jest oddalone o jakieś 2 km od domków na skraju miasta, ja osobiście, żeby tam dojść muszę przejść jakieś 4-5 km.      <br />
<br />
Teraz to już mi się niczego nie chce, nawet zdychać... i jakkolwiek mogę się wydawać ładnie pomylony, to tak naprawdę nie jestem chyba aż taki zły... a jeśli chodzi o moje powody – cóż – dobre lub złe jak każde inne...  <br />
<br />
P.s. Mówią, że jak ktoś ma problem i się wygada to czasem to potrafi pomóc, cóż jakoś mi nie specjalnie to pomogło...]]></description>
		<pubDate>Tue, 09 Aug 2011 08:06:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8337-komedia-pomylek-moja-historia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pokonać osobowość narcystyczną/ żyć z narcyzem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8330-pokonac-osobowosc-narcystyczna-zyc-z-narcyzem/</link>
		<description><![CDATA[Dzień dobry, to mój pierwszy post u Was, więc grzecznie się witam i proszę o wyrozumiałość jeśli nie dopełnię jakichś panujących tu zwyczajów <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Chciałabym poruszyć bardzo ważny temat i zarysować pewną sytuację, jednocześnie prosząc Was o przemyślenia, wskazówki, być może konretne tytuły do poczytania itd. <br />
<br />
Sprawa dotyczy związku. Od ponad 4 lat jestem w związku z cudownym człowiekiem. Równolegle od czterech lat w naszym związku są nieustające problemy. Postaram się pokrótce opisać sytuację, nie wdawając się jednak w zbyt intymne szczegóły, jeśli jednak będzie taka potrzeba z chęcią coś wyjaśnię.<br />
- Głównym problemem w związku są relacje mojego partnera z Mamą. Wychowała go sama. Żeby moj partner mógł być ze mną musiał dość diametralnie zmienić dotychczasowe życie, co bardzo nie spodobało się Mamie. Od tego czasu, opierając się często na wyssanych z palca plotkach, ostentacyjnie nie akceptuje naszego związku, nie jest to jednak nieakceptacja bierna. Mój partner początkowo buntował się przeciwko zachowaniom swojej mamy, ale z czasem poddawał się jej żądaniom. Każdą scysję w domu na temat naszego związku bardzo mocno odreagowywał emocjonalnie, wszelkie próby rozmowy (które bardzo wiele go kosztowały) nie przynosiły efektu, mama nie dopuszcza do wiadomości tego, że jej syn chce być ze mną. <br />
- od 3 lat mój partner przebywa za granicą, gdzie całkiem nieźle mu się wiedzie pod kątem kariery, niemniej my musimy znosic niedogodności związku na odległość. Najgorsze jednak zaczyna się wtedy, gdy partner wraca do kraju i usiłujemy spędzić razem czas. Ponieważ mama ma silne poglądy katolickie, nie moze być mowy o tym, żeby partner spedzał troche czasu u mnie, troche w domu. Próbowaliśmy dawno temu, nie konczylo sie to najlepiej. Myslelismy, że jezeli pojdziemy na kompromis i bedziemy sie grzecznie spotykać w ciągu dnia mama odpusci. Ale i to nic nie dało, kolejne wyjazdy do mnie to kolejne batalie, których, jak widze, moj partner ma po prostu dość. <br />
- mama nie akceptuje mnie, jestem złem wcielonym, nie chce mnie poznać, to co wie, jej wystarczy. Nie muszę naturalnie dodawać, że nic, co o mnie mowi nie jest prawdą, krzywdy jej dziecku nie robię. Mój partner rzeczywiście przezywa dosc silne emocje przy spotkaniach ze mną, jak sądzę przez perypetie w domu wlasnie i wybieranie kogo skrzywdzić: mnie czy mamę. <br />
- kiedy jesteśmy razem (np. w kraju w ktorym mieszka) nie dochodzi do takich sytuacji jak wtedy, gdy jest w domu. Przebywając za granicą mama codziennie dzwoni do niego na skypie. Partner przyznaje,ze czasami ma dość tych rozmów, ale nie potrafi ich przerwać.<br />
<br />
To tak po krótce jak wygląda nasz główny problem. Naturalnym w takiej sytuacji wydaje się, że mój partner powinien podjąć dyrastyczne działania, być może nawet zerwanie kontaktu z Mamą. I tutaj dochodzimy do clou - partner nie potrafi tego zrobić. Widzę jak pracuje nad sobą przez te wszystkie lata, jak podejmuje kolejne próby. Przez te lata mieliśmy wzloty i upadki, rozstawaliśmy się, ale w końcu i tak do siebie wracaliśmy. Ponieważ ewidentnie widać, że partner ma problem jakieś dwa lata temu udał się do psychologa. Po wizycie stwierdzil jednak, że nigdy tam nie wróci, a psycholog absolutnie nie ma racji. Nie wnikałam. Pierwsze półrocze bieżącego roku było na tyle dobre w naszych stosunkach, że zaczęliśmy planować wspólne zamieszkanie, w tym moją przeprowadzkę za granicę. Gdy wiele przygotowań zostało już poczynionych partner wycofał się z pomysłu, argumentując to panicznym strachem przed odpowiedzialnością. Po rozmowach znaleźlismy kompromisowe rozwiązenie, ale te wydarzenia połączyły się po raz kolejny z powrotem do kraju i fochami mamy w domu. Po raz kolejny partner zafundował mi rozczarowanie, ale jednoczesnie odbył rozmowę, w którje jednoznacznie skrytykował zachowanie mamy i zapowiedział swój wyjazd do rodziny, żeby wyrwać się z domu. Byłam z niego szalenie dumna, bo do tej pory nie umiał się aż tak postawić. Dzień później partner jednak stwierdził, że ciągle mnie krzywdzi i moze lepiej by było, żebyśmy się rozstali. <br />
<br />
Szczerze mówiąc prawie bym się z nim zgodziła, bo ile można znosić. Ale nie chciałam zgodzić się na rozstanie w poczucie, że zostawiam go z problemem, który ewidentnie ma. Że jeśli kocham, to nie moge pozwolić na to, żeby partner wiódł życie z :jakimś" problemem. W ciągu dnia tak srkajnie zmieniając emocje, nie potrafiąc porozmawiać ze mną (choć ostatniej nocy rzeczywiście zaczął rozmawiać), a stosując metody bardzo dyrastyczne (podejrzewam,że takiego modelu nauczyl sie w domu, zamiast kompromisów i rozmowy odegrać jakiś dramat) osiągał jakiś swój cel. W końcu w trakcie rozmowy wyznał, że psycholog (oczywiście zastrzegając, że to niepewna diagnoza i niewiele mozna powiedziec po jednym spotkaniu) zdiagnozowała go jako osobowość narcystyczną, deklarując,że albo nigdy nie stworzy związku albo będzie mu bardzo trudno. Mój partner odrzucił te diagnoze jako absurdalną, ale jak czas pokazał wydaje się ona być trafna.<br />
 Może to zabrzmi dość głupio, ale poczułam wtedy niesamowitą ulgę, że oto ten problem, straszne coś ma swoją nazwę. Partner chce wrócić do tej psycholog, pracować nad sobą, planuje także wyjechać do rodziny, żeby odciąć się od mamy, zastanowić w spokoju nad sobą. Bardzo się cieszę z takich kroków i tego, że po raz pierwszy od tych czterech lat podejmuje konkretną walkę.<br />
<br />
<br />
Wiem, że nasz związek nadal nie jest taki jak powienien, ze być może jestem naiwną ofiarą, która dobrowolnie zgadza się na takie zachowanie, że za tydzień on może znowu zmienić zdanie, ale teraz kiedy wiem, kim jest potwór chciałabym go wesprzeć w tej walce nad sobą. W związku z tym czytam różne materiały. Część opisu osoby z narcystyczną osobowosią pasuje do mojego partnera: swoisty egoizm, dbanie o to,zeby mu było wygodnie bez chęci podjęcia ryzyka (np. rezygnowanie ze wspolnego zamieszkania, bo moze nam nie starczyć pieniedzy), niejednokrotnie slyszalam, ze inni znaja sie na czyms mniej niż on,ale równoczesnie bezinteresownie tym innym pomaga; absolutnie nie jest agresywyny, nie wybucha emocjami, praktycznie nigdy (choc czasami wręcz prosi sie o to,ze moglby nakrzyczec na mame) nie podnosi głosu. Nie wiem, czy snuje wizje na temat swojej swietnosci, ale z drugiej strony jest okronym realistą, boi się ryzyka.<br />
<br />
Rozumiem,ze moj opis jest dość chaotyczny i nie stawiam przed Wami konkretnego pytania i problemu, ale chciałabym jak najlepiej rozeznać się w sytuacji, upewnić, że dobrze robię (bo wszyscy dookoła mowią,żebym przekreśliła tego okropnego dziada). Czy są tu osoby, które zmagały się same z osobowością narcystyczną? Czy są tu ich partnerzy, ale w takim przypadku jak ja opisuję (czyli jak sądzę nie skrajnym?)? Czy macie jakies rady, sugestie?]]></description>
		<pubDate>Mon, 08 Aug 2011 13:42:39 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8330-pokonac-osobowosc-narcystyczna-zyc-z-narcyzem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Głód emocjonalny i ucieczka od życia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8270-glod-emocjonalny-i-ucieczka-od-zycia/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie!<br />
To mój pierwszy post na tym forum, nie jestem specjalnie wylewny ale na anonimowym forum jest mi o wiele łatwiej pisać o sobie.<br />
Osobowość unikająca jest tak jakby ktoś napisał scenariusz mojego życia, ciągle w ucieczce i ukrywaniu siebie, swoich emocji, stronienie od ludzi a jednocześnie wielki niezaspokojony głód podzielenia się swoimi zmartwieniami. Mam 23 lata do tej pory odbiło się to bardzo na moim zdrowiu stale powracająca depresja, okropna bezsenność która nie dawała mi normalnie funkcjonować; teraz jadę na antydepresantach i jest stabilnie jeśli chodzi spanie, poczucie beznadziejności mniejsze, ale wiem że jak tylko odstawie tabletki to koszmary szybko powrócą.<br />
Siedzę w swoim pokoju zamknięty na kontakty z ludźmi, śmiertelnie boję się otworzyć na drugą osobę, boję się odtrącenia, braku akceptacji. Średnio 2 razy w miesiącu spotykam się na piwku z kumplami  których mam garstkę, ale żadnych głębszych znajomości, udaję że wszystko jest w porządku u mnie, pogadamy na mało ważne tematy, bezpieczne,  nie chce wyjść przed nimi na człowieka który ma problemy ze sobą, choćbym chciał, lęk przed ujawnieniem swoich słabości we mnie jest silniejszy . <br />
W domu, z dzieciństw pamiętam tylko strach przed moim ojcem, ciągle krytyczny, zawsze znalazł we mnie coś co mu nie pasowało, kontrola i wieczne narzekanie do tego dochodziły często kary cielesne, krzyki, awantury, zawsze wszystko musiało być tak jak on chce, broń boże inaczej. Nauczyłem się wycofywać i ukrywać swoje emocje, wyrzekłem się siebie. Wiecznie zapracowany, wymaga też tego od wszystkich. Dziś z nim praktycznie nie rozmawiam, ewentualnie jak już sytuacja mnie do tego zmusza, a kiedy już do tego dochodzi to nie potrafię spojrzeć na niego inaczej jak przez pryzmat tych krzywd jakie mnie spotkały z jego strony a jednocześnie strach który pozostał paraliżuje mnie i nie potrafię nic innego powiedzieć jak przytaknąć mu i zrobić tak jak on karze, gotuje się wszystko we mnie wtedy w środku ale boję się śmiertelnie jego krzyku i złości. Mam młodszego brata, ale nie mam z nim kontaktu, ponieważ podobnie jak ja jest zablokowany emocjonalnie, ale jakoś sobie z tym radzi, bynajmniej nie widać po nim żeby miał jakieś problemy z depresją itp. Mama, widząc to co się ze mną dzieje zadręcza się tym że nie poświęcała mi więcej czasu w dzieciństwie, pracowała do późna, a popołudnie często spędzałem z ojcem który zabierał mnie do roboty do babci żebym zobaczył jak to się ciężko pracuje (wywożenie gruzów, kopanie i inne ciężkie prace w wieku ok. 12-18 lat), miało to mnie zmobilizować do nauki mówił, żebym zobaczył jak to jest kiedy się nie uczy.<br />
W domu nie mówi się o emocjach, bo ojciec uważa to za pierdoły i że lepiej się za jakąś robotę wziąć żeby nie myśleć, tak mi doradza na moją depresję. Ale ja już nie mogę, nie mogę wytrzymać, czuję ciągłą presję psychiczną z jego strony. <br />
Aktualnie poszukuję pracy, chociaż napawa mnie lękiem sama myśl o rozmowie kwalifikacyjnej i boje się tego śmiertelnie, będę się jąkał, o ile coś wydukam, i poczucie toksycznego wstydu jest najgorsze. Do tego koszmary z lat ubiegłych kiedy to w mojej pierwszej pracy zacząłem pracować na nocki przez które nabawiłem się okropnej bezsenności, chodziłem jak zombi, długo nie mogłem się pozbierać po tym, musiałem się zwolnić ale i tak po tym chyba pół roku miałem ogromne problemy ze spaniem, później jakoś się unormowało, dzięki lekom, ale cały czas powraca wraz z depresją kiedy tylko je odstawie.<br />
Jestem zamknięty emocjonalnie, nie radzę sobie ze sobą, zamykam się na bliskość, chociaż jej tak cholernie potrzebuje… Powraca ciągle ten toksyczny wstyd, niepewność siebie, kotłowanie się myśli w głowie. Chodziłem do psychologa wcześniej, zrezygnowałem, teraz jestem po pierwszej wizycie u kolejnego,  chcę się tego pozbyć, bo mam już tego dość. Pomyślałem że pierwsze kroki do tego zrobię na forum, bo tu jest mi łatwiej, i mam więcej odwagi. Z chęcią poczytam co wy o tym wszystkim sądzicie, czy ktoś ma podobne przeżycia, jak sobie z tym radzi? Chętnie podyskutuje z każdym, w formie gg, mailowo, itp. <br />
Uff troszkę lżej jak się zrzuci taki ciężar, chodź by za pośrednictwem forum. Jakoś się przed tym broniłem, na żywo ciężko o tym mi mówić, ale trzeba od czegoś zacząć…<br />
Pozdrawiam!]]></description>
		<pubDate>Tue, 02 Aug 2011 18:07:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8270-glod-emocjonalny-i-ucieczka-od-zycia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy to depresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8262-czy-to-depresja/</link>
		<description><![CDATA[Mam 18 lat jestem małomowny, nieśmiały w życiu nie układa mi się najlepiej nie miałem jeszcze dziewczyny. Po ostatnim zawodzie miłosnym straciłem wiarę w siebie dużo piłem byłem cały czas smutny teraz od tego czasu mija już prawie dwa lata na szczęście już nie pije chodzę na siłownie ale ona nie daje mi już satysfakcji.Nic mnie nie cieszy, jestem zamknięty w sobie ostatnio straciłem emocje wszystko stało się takie inne niż kiedyś. Ciężko mi jest się skupić szczególnie w szkole myślę o innych rzeczach siedząc w ławce w myślach jestem gdzie indziej. Denerwuje mnie to że nie mogę sobie porozmawiać z innymi nie wiem dlaczego ale nie umiem poskładać sobie zdania by powiedzieć coś, no czasem się uda ale przeważnie siedzę cicho. Mam bardzo niską samoocene lecz czasem miewam chwile że czuje się dobrze jestem napełniony energią aż chce mi się żyć ale to są tylko chwile.Czasem pomyśle o samobójstwie lecz te myśli teraz mijają kiedyś było gorzej teraz jestem bardziej obojętny na wszystko. Miewam czasem takie uczucie że jestem obgadywany, wyśmiewany, odrzucany. Ostatnio zauważyłem też że coraz częściej odmawiam zaproszeń na jakiekolwiek imprezy z myślą że i tak nic nie będę mówił. W mojej głowie siedząc w towarzystwie jest bezustanna walka staram się powiedzieć coś lecz z drugiej strony mam dziwny opór przed wypowiedzeniem słowa. Nie wiem czy to ma związek z tym ale pocą mi się ręce. Są takie dni że w myślach te wszystkie smutki się skupiają i mam w tedy takie dziwne uczucie jakby takiego dziwnego smutku z takim ciepłem nie umiem tego opisać.<br />
Najbardziej przygnębiają mnie myśli że zmarnowałem sobie życie kiedy miałem 14-18 lat nie mając dziewczyny i wizje przyszłości w których jestem samotny. Dużo osób powiedziało mi że jestem dziwny, inny. Teraz nie wiem co robić chciałbym się bardzo zmienić ale tu znów pojawia się myśl "nic mi się nie uda, po co to".]]></description>
		<pubDate>Tue, 02 Aug 2011 12:52:24 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8262-czy-to-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>samobójstwo przez tabletki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8254-samobojstwo-przez-tabletki/</link>
		<description><![CDATA[Witam.....<br />
Ile ntrzeba zażyć tabletek nasennych nap.stilnox (zolpidemi) żeby już się nie obudzić?<br />
Czy 30tabletek wystarczy???<br />
Słyszałem że tabletki nasenne w połączeniu z alkoholem mają działanie podwujne???Czekam na posty]]></description>
		<pubDate>Mon, 01 Aug 2011 17:32:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8254-samobojstwo-przez-tabletki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nerwica przyjaciółki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8184-nerwica-przyjaciolki/</link>
		<description><![CDATA[<strong class='bbc'><strong class='bbc'><span style='font-size: 17px;'><span style='font-family: Verdana'>Witam wszystkich. Być może jest tutaj podobny temat, więc z góry przepraszam, ale jestem tu nowa.<br />
Moja przyjaciółka od roku cierpi na nerwicę. Na początku objawy nie przeszkadzały jej w normalnym funkcjonowaniu, lecz teraz jej stan bardzo się pogorszył. Zaczęło się od tego, że zaczęła bać się jeździć autobusami, tramwajami itp.. potem bała się wchodzić po schodach, gdyż od razu łapały ją duszności, wydawało się jej, że przestanie oddychać. Chodzi do specjalisty, bierze leki na uspokojenie, ale one bardziej pobudzają ją, a nie uspokajają. Teraz doszło do tego, że boi się być sama w domu, a co gorsza poruszać po domu, bo boi się, że znów zaczną się ataki paniki, głupie myśli i problemy z oddychaniem. Zupełnie straciła nadzieję i nie ma radości z życia. Sama stwierdziła, że jest wyczerpana psychicznie. Pocieszam ją, jak tylko mogę, ale naprawdę jest mi trudno, bo nie wiem jak jej pomóc, jak ją wspierać w tych trudnych chwilach. Boję się, że nie da sobie rady, czuje się tym bardzo przytłoczona. Normalne czynności są dla niej czymś jakby nadzwyczajnym. Proszę o radę, jak mam z nią rozmawiać i wspierać ją, to dla mnie bardzo ważne, bo jest to dla mnie bardzo bliska osoba. </span></span></strong></strong>]]></description>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2011 20:07:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8184-nerwica-przyjaciolki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak mogę sobie pomóc ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8142-jak-moge-sobie-pomoc/</link>
		<description>Rok temu umarł mój tata, popełnił samobójstwo. Mama szybko znalazła sobie nowego faceta, mną i moją młodszą siostrą w ogóle się nie interesowała. Stała się egoistyczna. Rozumiem, że cierpi. Rozmawiałam z nią na ten temat wiele razy, ale bez skutku. Ciężko mi. Po odejściu taty zaczęłam się ciąć, stałam się agresywna, straciłam wielu przyjaciół. Gdy mama dowiedziała się, że się tnę wysłała mnie do psychologa, ale szybko zrezygnowałam. Po jakimś czasie miałam tego dość i poszłam do innego psychologa i on stwierdził, ze mam depresję. Tak trafiłam do psychiatry i zażywałam jakieś leki, które w ogóle nie pomogły. Psychiatra jakiś walnięty, bo już po trzech miesiącach stwierdził, że jest ze mną okey. Nie rozmawiał ze mną, ani nie patrzył jak wyglądają moje ręce. Potem wszystko niby się układało, ale teraz jest tak jak jeszcze nigdy nie było. Znowu trafiłam do psychologa, jeszcze innego. Nie potrafię się otworzyć, nigdy nie potrafiłam. Nie chce mi się żyć, całymi dniami lezę i płaczę. Mam często napady histerii, wszystkim rzucam, krzyczę i tnę się (najczęściej szkłem). Nie radzę sobie, teraz nie mam już nikogo, ból wgryza się od środka co powoduje, że w ogóle nie czuję, że żyję.</description>
		<pubDate>Tue, 19 Jul 2011 17:01:27 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8142-jak-moge-sobie-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Moja historia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8140-moja-historia/</link>
		<description><![CDATA[Witam, jest to mój pierwszy post tutaj. Tak naprawdę nie mam pojęcia co tutaj robię, chyba po prostu staram się znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie tego, co się ze mną dzieje.<br />
Mam 21 lat, niby nie dużo, aczkolwiek jak na swój wiek mam za sobą spory bagaż doświadczeń. Ostatnio pojawiły się jednak nowe problemy, z którymi nie jestem sobie w stanie poradzić. Uczucie samotności i bezradności doprowadziło mnie do tego, że wczoraj chciałem popełnić samobójstwo. Jak widać nie udało się. Nie wiem czy teraz mam się śmiać czy płakać. Pewnie ktoś z Was powie mi abym po prostu z kimś porozmawiał, wyżalił się i że to mi pewnie pomoże. Tutaj pojawia się następny problem. Rozmowa z bliskimi mi osobami wcale nie pomaga. O niektórych problemach po prostu nie potrafię rozmawiać z nikim, taka moja natura. Problemy, z którymi się chwilowo borykam to chwilowy mały kryzys finansowy, samotność oraz myśl, że zawiodłem w życiu kilka osób i świadomość, że tego nie da się naprawić. Według mnie odebranie sobie życia jest jednym z lepszych wyjść z tej sytuacji aczkolwiek jak wczoraj się o tym przekonałem nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Obawiam się jednak, że myśl o tym powróci...]]></description>
		<pubDate>Tue, 19 Jul 2011 14:02:35 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8140-moja-historia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Brak motywacji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7979-brak-motywacji/</link>
		<description><![CDATA[Na wstępie chciałam zaznaczyć, że nie wiem czy taki temat pojawił się w przeszłości na forum. Jeśli tak, to wszystkich przepraszam, za moje niedopatrzenie(próbowałam odnaleźć podobny, jednak takiego nie zauważyłam).<br />
<br />
Mam problem z motywacją. Najchętniej odkładałabym wszystko na później i czasem zastanawiam się czy to tylko lenistwo, czy już prokrastynacja. Być może w moim przypadku jest to związane z osobowością unikającą. <br />
<br />
Wiem, że każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, ale może macie jakieś uniwersalne metody, które pomogą w podwyższeniu motywacji?]]></description>
		<pubDate>Wed, 22 Jun 2011 21:53:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7979-brak-motywacji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prośba o wypełnienie ankiety</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7975-prosba-o-wypelnienie-ankiety/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie, zwracam się z gorącą prośbą do osób chorujących na depresję o wypełnienie mojej ankiety do pracy magisterskiej, w której badam wpływ diety na wybrane leki przeciwdepresyjne, będę wdzięczna za każdą ankietę!!! Ankieta jest anonimowa<br />
 <br />
Oto link<br />
<br />
<a href='http://moje-ankiety.pl/respond-10233.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://moje-ankiety.pl/respond-10233.html</a>]]></description>
		<pubDate>Wed, 22 Jun 2011 15:13:39 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7975-prosba-o-wypelnienie-ankiety/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak pomóc sobie z depesją i z schizofrenią ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7958-jak-pomoc-sobie-z-depesja-i-z-schizofrenia/</link>
		<description><![CDATA[Cześć!<br />
Nazywam się Izabela. Niedawno się tu zalogowałam, wiec jestem jeszcze troszkę tu zagubiona.<br />
Piszę, ponieważ mam pewne problemy . <br />
Od ponad roku choruje na depresje. Mam za sobą jedną próbę samobójczą i dwa pobyty w szpitalu.<br />
Szpital pomógł mi na jakiś czas, jednak później rozwinęła się druga choroba zwana schizofrenią.<br />
Ja nie jestem zbyt świadoma tej choroby. <br />
Kiedyś myślałam , że wyleczę się na depresje i będzie po sprawie, a tu niespodziewanie rozwinęła się druga choroba.<br />
Już nie wiem co mam robić.<br />
Znów zaczynają mnie dręczyć myśli samobójcze , i nie moge wytrzymać w swoim otoczeniu.<br />
Wydaje mi się, iż każdy na mnie krzywo patrzy, obgaduje mnie i ma ochote mnie zabić . <br />
Boję się gdziekolwiek iść . <br />
Chciałabym jakoś powstrzymać moje myśli "s" tylko nie wiem jak, często działam pod wpływem impulsu. <br />
Wszyscy mnie obwiniają za moje choroby, a tak naprawde ja nic nie zrobiłam.<br />
Starałam się być tylko dobrym dzieckiem.<br />
Chodź rodzice i tak mnie nie doceniają.<br />
Miałam iść do szpitala, aby wyleczyć schizofrenie, a oni zwyczajnie nie podpisali zgody ;(;( .<br />
To było okrutne , ponieważ poczułam uderzenie w sercu , nigdy już nie będę normalna - myślałam wtedy.<br />
Czy ponowny powrót do szpitala to dobra decyzja ????<br />
Tylko boję się, że ojciec będzie mnie bił jak dowie się , iż tam pojechałam.]]></description>
		<pubDate>Mon, 20 Jun 2011 21:25:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7958-jak-pomoc-sobie-z-depesja-i-z-schizofrenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Uzależnienie od komputera (jak je leczyć)</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7942-uzaleznienie-od-komputera-jak-je-leczyc/</link>
		<description><![CDATA[Mam do Was pytanie, ponieważ spotkałam się z opinią, że z większości uzależnień można wyjść jeśli dysponuje się silną wolą lub zmusi do tego sytuacja życiowa. <br />
<br />
Czy myślicie, że da się wyjść samemu z uzależnienia od internetu/komputera, które zostało wywołaniem unikaniem konfrontacji z rzeczywistością?<br />
<br />
Czy znacie jakieś metody, które pozwalają walczyć z takim uzależnieniem?]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Jun 2011 11:12:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7942-uzaleznienie-od-komputera-jak-je-leczyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>pomocy :x</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7932-pomocy-x/</link>
		<description><![CDATA[yy.. bo niespodziewanie idę w poniedziałek do lekarza, i prawdopodobnie przejdę tam badanie całego ciała... i stąd moje pytanie: czy znacie może coś co przyśpiesza gojenie się ran? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad_mini2.gif' class='bbc_emoticon' alt=':smutek2:' />]]></description>
		<pubDate>Fri, 17 Jun 2011 13:47:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7932-pomocy-x/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>borderline, depresja czy co?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7909-borderline-depresja-czy-co/</link>
		<description><![CDATA[rok mialam gleboka depresje po tym jak zostawil mnie facet na 20 urodziny, w dodatku zdradzil mnie ze swoja kuzynka. Po tym nie wychodziam z domu, mialam psychoterapie i poczatkowo leki ale zle je znosilam. Na poczatku tego roku myslalam ze depresja wrocila, odwrocili sie ode mnie przyjaciele, promotor odrzucil cala prace magisterska w marcu, zostalam napadnieta i pobita, umarli moja babcia i dziadek, stracilam mieszkanie.... jednak teraz widze, ze dzieje sie cos innego niedobrego. Zyje ze swietnym facetem, ale coraz czesciej dochodzi miedzy nami do agresji, czesto ja zaczynam, przez to chodze posiniaczona i znow mam mysli samobojcze..swoim zachowaniem ciagne ten zwiazek do grobu a bardzo GO kocham i nie chce zeby tak bylo... Ostatnio natknelam sie na opis osobowosci typu borderline i niestety...zgadza sie, cyt. "wahania nastroju, napady intensywnego gniewu, niestabilny obraz siebie, niestabilne i naznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne, silny lęk przed odrzuceniem i gorączkowe wysiłki mające na celu uniknięcie odrzucenia, działania autoagresywne oraz chroniczne uczucie pustki (braku sensu w życiu)."  boje sie ze to wszystko strace a zwlaszcza Jego. Nie wiem co robic, nie chce nigdzie sie leczyc( panicznie boje sie szpitali) ani brac lekow bo potem czuje sie do du.. i nic mi sie nie chce...sama nie wiem juz czego chce i co mam robic prosze was o pomoc <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Jun 2011 09:03:15 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7909-borderline-depresja-czy-co/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak skutecznie zniechęcić innych do siebie.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7885-jak-skutecznie-zniechecic-innych-do-siebie/</link>
		<description>Jak można zniechęci osobę,aby zaprzestała z tobą jakiejkolwiek komunikacji?</description>
		<pubDate>Sun, 12 Jun 2011 19:32:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7885-jak-skutecznie-zniechecic-innych-do-siebie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Parafrenia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7878-parafrenia/</link>
		<description><![CDATA[Zakładam temat bo nie znalazłam podobnego na forum, a mam w rodzinie przypadek parafrenii. Ciekawi mnie wasza opinia na ten temat, a może nawet jakaś mądra rada lub pomysł jak pomóc choremu na tę chorobę. Zamieszczam link do artykułu o chorobie:<br />
<a href='http://psychopatologia.wyklady.org/wyklad/706_parafrenia.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://psychopatologia.wyklady.org/wyklad/706_parafrenia.html</a><br />
<br />
<a href='http://www.eioba.pl/a/1s5s/paranoja-parafrenia-paranoid-czyli-osoba-paranoiczna-w-domu-i-partii' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.eioba.pl/a/1s5s/paranoja-parafrenia-paranoid-czyli-osoba-paranoiczna-w-domu-i-partii</a>]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Jun 2011 21:14:41 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7878-parafrenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fobia społeczna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7834-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Od roku przypuszczam ze mam fobie spoleczna aczkolwiek do psychologaaaa nie pojde ..(ost wizyta ok.rok temu skonczyla sie na tym iz po 5min rozplakalam sie i zamiast mowic to co mnie naprawde boli to klamalam zeby jak najszybciej wyjsc. , nie potrafie rozmawiac z kims o moich problemach.)(w tym momencie piszac ten posttt sprawia mi to trudnosc)<br />
Od tamtej pory moj stan sie pogorszyl... prawie w ogole nie wychodze z domu i przez to zawalilam rok....<br />
Rodzice uwazaja ze wyolbrzymiam problem ,zamiast uzalac sie nad soba powinnam wziac kolezanke badz znalezc sobie chlopaka i isc na spacer a nie ciagle siedziec przed komputerem.<br />
Tylko oni jednego nie rozumieja ze sie zle czuje wsrod ludzi.... nie umiem nawiazac kontaktu z innymi,nie umiem z nimi rozmawiac (przez facebooka,gg jeszcze jakos szlo aczkolwiek po tyg "rozmowy" stwierdzali ze jestem dziwna i nie da sie ze mna rozmawiac po czym urywali kontakt..) Na zywo nie ma mowy oo rozmawianiu..... nawet nie wiem jak sie nazywam... a co gorsze mam dziwne objawy:dostaje plamy na dekolcie,cala sie trzese,glos mi sie "lamie" i wiele wiele innych (nie bede teraz opisywala bo szkoda czasu)<br />
Naprawde nie wiem co mam robic... mam juz mysli samobojcze(jedyny powod ktory trzyma mnie przy zyciu to mama... ktora sama jest chora na depresje dwubiegunowa )<br />
Alez sie rozpisalam;)]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Jun 2011 20:27:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7834-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fundacja First - pomoc osobom uzależnionym</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7819-fundacja-first-pomoc-osobom-uzaleznionym/</link>
		<description><![CDATA[Fundacja First (Fundacja Innowacyjnych Rozwiązań Społecznych i Terapeutycznych) <br />
<br />
<strong class='bbc'>Cele fundacji</strong> <br />
<br />
Fundacja First jest organizacją non-profit, której celem jest pomaganie ludziom cierpiącym z powodu uzależnienia od substancji psychoaktywnych oraz innych form uzależnień powodujących dysfunkcję jednostki w rodzinie, najbliższym otoczeniu lub społeczeństwie oraz grupom i środowiskom dotkniętym problem uzależnienia <br />
Udzielamy również pomoc społeczną w tym pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej, w tym także ich aktywizacji zawodowej i społecznej oraz wyrównywanie szans tych rodzin i osób. <br />
<br />
<br />
Więcej informacji na temat prowadzonych przez nas działań możecie Państwo znaleźć na naszej stronie internetowej: <br />
<br />
<br />
<a href='http://www.uzaleznienia-first.com/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.uzaleznienia-first.com/</a> <br />
<br />
<br />
<strong class='bbc'>Dołącz do nas na facebooku!</strong> <br />
<br />
<br />
Posiadamy także swoją stronę (tzw. fan page) w serwisie społecznościowym facebook. <br />
Wszystkich Państwa, którzy są zainteresowani naszą działalnością, zachęcamy do klikania <br />
w przycisk "lubię to", dzięki czemu będziecie mogli śledzić na bieżąco nasze działania oraz aktywnie uczestniczyć w życiu fundacji.<br />
<br />
<strong class='bbc'>Nasz adres na facebooku:</strong><br />
<br />
<a href='http://www.facebook.com/FundacjaFIRST' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.facebook.com/FundacjaFIRST</a>]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Jun 2011 08:02:15 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7819-fundacja-first-pomoc-osobom-uzaleznionym/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Sambójstwo pomoc.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7704-sambojstwo-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam <br />
<br />
Mam 15 lat od kilku miesięcy uczęszczam do psychologa i psychiatry z powodu myśli samobójczych biorę tabletki psychotropowe rodzinna chcę mi pomóc ale nie wiedzą jak psycholog zalecił mi porozmawiać z kimś kto przeżywa to samo ma skierowanie do szpitala zamkniętego i nie wiem co mam zrobić proszę was o pomoc .]]></description>
		<pubDate>Fri, 27 May 2011 20:31:45 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7704-sambojstwo-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nerwica matki - mój problem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7681-nerwica-matki-moj-problem/</link>
		<description><![CDATA[Witam. Moja mama od kilkunastu lat choruje na nerwicę. Choć dopiero ma 40 lat. U nas w rodzinie nikt jej nie wierzy że ona naprawde ma z tym problem. Oczywiście próbowaliśmy jej jakoś pomoc... psycholog, medycyna nie konwecjonalna no i w końcu i tak zostało przy tabletkach. Zauważam że już się od nich uzależniła, bierze w każdej sytuacji która mogłaby ją zdenerwować. Nawet gdy przyjeźdzają znajomi na impreze. Bo ona tłumaczy że dla niej jest to stresujące. Tabletki które bierze to signopam, są bardzo silne. A ona nie radząc sobie już z niczym, bo pewnie już na nią nie działają, pije na to alkohol. Wtedy jest kompletna masakra. Czuje że rodzina i znajomi się od niej odwrócą bo połączenie tych tabletek i alkoholu robi z nią inną kobiete. No i dodam że alkohol pojawia się coraz częściej, oczywiście w ukryciu, ostatnio nakryłam jak piła alkohol z gwinta żeby było szybko i nikt nie widział. To co się dzieje jest nie do opisania;/ Ja już nie wiem co mam z tym robić... Pomóżcie mi..<img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Tue, 24 May 2011 06:43:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7681-nerwica-matki-moj-problem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Wahania nastroju</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7675-wahania-nastroju/</link>
		<description><![CDATA[Hej. Nie umiem ubrać w słowa tego co chciałabym napisać, wybaczcie, jakbym za bardzo się plątała, ale ostatnio nie mam z kim pogadać, więc chyba zacznę zwierzać się Wam. Czasami nie umiem już wytrzymać sama z sobą.. Zachowuję się jak histeryczka, potrafię 'strzelać fochy' kilka razy dziennie, bez większej przyczyny. A kiedy indziej, mam tzw. głupawkę, jakbym była na jakichś prochach. Mam wrażenie, że tracę znajomych, a wbrew pozorom, strasznie potrzebuję czyjegoś towarzystwa. Chociaż, takie wyjścia do ludzi też mi nie bardzo służą. Niby jest fajnie, ale nie umiem przestać się porównywać z innymi. Jak widzę fajnych, roześmianych ludzi, czuję się jeszcze gorzej. Nie czuję się potrzebna znajomym, coraz częściej siedzę sama np. na okienkach na uczelni. Chciałabym gdzieś z kimś wyjść, ale skoro mnie nie zapraszają, to pewnie nie mają ochoty na moje towarzystwo, a wpraszania się i litości nie znoszę. Nawet już nie mam na kogo liczyć, każdy ma swoje sprawy i moje nikogo nie obchodzą. Dobijają mnie takie wahania nastroju. Albo przez parę dni się cieszę bez przyczyny, albo byle drobiazg (aktualnie nawet nie wiem co) wyprowadza mnie z równowagi.. Przepraszam, jeśli pomieszałam wątki. Znacie może coś na stabilizację humoru, ale dostępne bez recepty i konsultacji z lekarzem? Gdybym powiedziała komukolwiek, że wybieram się do psychologa, albo by mnie wyśmiał, albo uznał za wariatkę, a tego nie chcę.]]></description>
		<pubDate>Mon, 23 May 2011 09:00:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7675-wahania-nastroju/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja a kwestie adaptacyjne</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7672-depresja-a-kwestie-adaptacyjne/</link>
		<description><![CDATA[Witam!<br />
<br />
Wspominałem na czacie o możliwych związkach epizodu depresyjnego z formą adaptacji do danej sytuacji społecznej. <br />
Sam wstęp będę powoli rozbudowywał, gdyż niestety mam masę roboty, ale powoli postaram się stworzyć całkiem sporą bazę informacji na ten temat.<br />
<br />
Na razie dla zainteresowanych polecam dwie prace naukowe, dotyczące stricte tego zagadnienia. Później, spróbuję je pokrótce omówić.<br />
<br />
Nesse, R. 2000. Is Depression an Adaptation? Archives of General Psychiatry, 57: 14-20<br />
Watson, P. J., Andrews, P. W. 2002. Toward a revised evolutionary adaptationist analysis of depression: the social navigation hypothesis. Journal of Affective Disorders, 72: 1-14.<br />
<br />
Z tego co pamiętam, prace można znaleźć w scholar.google, oczywiście są po angielsku. <br />
<br />
Drugie zagadnienie, to depresyjny realizm - osoby z tzw. łagodną bądź średnią depresją przejawiają bardziej realistyczne zachowania od osób niedepresyjnych oraz są pozbawione wielu złudzeń poznawczych (np. iluzja kontroli, nierealistyczny optymizm). Skontrastujcie to z faktem, że depresja jest często odpowiedzią na stres =&gt; człowiek w depresji przejawia mniejsze pobudzenie psychoruchowe (zwykle), więc może skupić się na problemie (choć oczywiście, jest wpływ ruminacji i generalnej niechęci do działania). Jeśli się skupi, to bedzie wobec niego bardziej racjonalny. Pozwoli to optymalniej rozwiązać problem, usunąć stresor, co może skutkować remisją obniżenia nastroju.<br />
<br />
Tak po krótce. Będę rozwijał z czasem.<br />
Pozdrawiam!<br />
PJM]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 May 2011 18:15:06 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7672-depresja-a-kwestie-adaptacyjne/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Choruje na wszystko(coś o mnie)</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7666-choruje-na-wszystkocos-o-mnie/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie:)<br />
Zacznę od tego,że mam 17 lat,uczęszczam z przerwami do KLO w Biłgoraju.<br />
Uczę się miarowo,ale mam wygórowane ambicje.<br />
Zaczęłam chorować psychicznie w wieku 6 lat.<br />
Kiedy to pierwszy raz chciałam popełnić samobójstwo.<br />
Fizycznie zaczęłam chorować w pierwszej gimnazjum.<br />
A mianowicie miałam bakterie Helicobacter pylori-wywołuje wrzody.<br />
Potem wycięto mi wyrostek.<br />
zasłabnięcie ,kilka razy w szpitalu ,ataki "padaczki".<br />
Ostry ból głowy i stwierdzenie ,ze mam dziedziczną migrenę.<br />
Kolejne leki i żołądek znów.<br />
Potem wypadek ,który lekko zmienił moje życie.<br />
Nie pamiętam do tej pory wypadku.<br />
Obudziłam się na sali szpitalnej.<br />
Ktos coś robił z moja głową.<br />
Wtedy wiedziałam z,ę cos jest nie tak.<br />
Były dwie teorie:zostałam napadnięta lub poprostu straciłam przytomność.<br />
W szpitalu kolejne napady drgawek.<br />
Potem z bólem głowy ,aż do utraty przytmonosci w szpitalu znowu i leki.<br />
Teraz jestem po kolejnym wypadku tym razem samochodowym.<br />
Bylo podejrzenie złamania zeber ,ale na szczęscie nie mam.<br />
Mam uraz brzucha i klatki piersiowej.<br />
Choruje na serce,co mi utrudnia życie.<br />
w październiku do kardiologa.<br />
<br />
<br />
Psychicznie...<br />
nerwica,lęki ,boje się ciemności an tyle ,zę  nigdy nie gasze światła...nigdy!!.<br />
strach przed śmiercią bliskich(nie moją),anoreksja itd.<br />
<br />
<br />
Dziękuje jeśli ktokolwiek to chociaż przeczyta,poprostu jest mi trudno.]]></description>
		<pubDate>Sat, 21 May 2011 19:50:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7666-choruje-na-wszystkocos-o-mnie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>czy to juz depresja</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7656-czy-to-juz-depresja/</link>
		<description><![CDATA[od wielu tyg czuje sie bardzo zdenerwowana.pracuje w nocy spie w dzien,ale mam malego psa i budzi mnie tak 3 razy w ciagu 6-7 godz.mam straszne nerwy.nie mam kolezanek.wszyscy zostali daleko.<br />
stracilam sens zycia.nie chce mi sie nawet zbytnio nic robic,a jak juz zaczne np.odkurzac czy gotowac obiad to czuje sie jakbym miala wspiac si ena everest.<br />
smutno mi.bardzo.czasem mnie serce zakluje z tego zalu.nie potrafie odnalezc sensu i radosci jakie kiedys czerpalam z zycia.<br />
chcialam psa,teraz go mam(od kiedy ja wzialal czyli przez 8 miesiecy,to zmienilam kraj,4 mieszkania,zostawilam przyjaciol,mialam 4 rozne prace,za duzo tego) i nie potrafie jej kochac,denerwuje mnie.czasem mysle ze lapiejj zeby ktos ja ukradl,lub zeby si eotrula i jej juz nie bedzie.moze moje klopoty znikna.<br />
strasznie sie czuje.i co tu robic jak  glowa wariuje????]]></description>
		<pubDate>Fri, 20 May 2011 12:59:48 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7656-czy-to-juz-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nowe budzące lęk</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7643-nowe-budzace-lek/</link>
		<description>Będąc już tutaj chciałam zapytać, czy ktoś ma coś w stylu lęku przed czymś nowym...Wstyd mi się komukolwiek z bliskich przyznać do niego, bo to raczej niezbyt normalne.Nie spotkałam też osoby, która by miała podobny problem, co więcej poradziła sobie z nim.A może z tego samego powodu co ja, wstyd.Dotyka on takich prozaicznych rzeczy,że aż mnie przeraża.Utrudnia mi realizację codziennych zwykłych spraw, a także uczenia się.Boję się czasami wejść do sklepu czy urzędu w którym nie byłam...Zadzwonić do kogoś obcego...To samo jest gdy czegoś chcę się nauczyć...Chyba głównie chodzi tu o sport itp...Ostatnio dostałam od kuzynki upragnione rolki, ciekawe ile mi czasu zejdzie by się przemóc i je założyć...Widzę od razu 1000 oczu patrzących się na kretynkę, która stawia pierwsze kroki..Wiem,że to głupie myślenie, ale nie umiem go zmienić...A może to nieśmiałość i niska samoocena?? Nigdy nie potrafię, komuś tego wytłumaczyć...</description>
		<pubDate>Thu, 19 May 2011 07:24:57 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7643-nowe-budzace-lek/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Sam czuje, ze cos jest nie tak...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7616-sam-czuje-ze-cos-jest-nie-tak/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
Pisze w dziale nerwica natrectw, poniewaz cierpie na to schorzenie od ladnych kilkunastu lat. Nie bede sie rozpisywal, jak to u mnie przebiegalo i co bralem, poniewaz mam inny problem, ktory mnie zaniepokoil. Byc moze wiaze sie to w jakis sposob z zaburzeniami obsesyjno kompulsywnymi, ale sami to ocenicie.<br />
Chodzi o to, ze momentami szwankuje mi pamiec. Proste rownania sprawiaja mi trudnosc - zastanawiam sie ile to jest 2+2, lub jak zapisac dzisiejesza date - wiem, ze na date skladaja sie cyfry, ale mam chwilowe zacmienie umyslu jak je zapisac (np. zastanawiam sie jak wyglada cyfra 2). W wypowiedziach brakuje mi slow, choc sa to slowa potocznie uzywane, ale zapominam o nich. Mozna powiedziec, ze moja pamiec jest chwilowa, nie trwa dlugo. Nie pamietam wielu rzeczy z zycia, waznych szczegolow, ktore powinienem znac. Jakby pamiec sie wymazywala. Przeraza mnie to i nie mam pojecia co to moze byc. Pojawiaja mi sie przy tym mysli typu "co, jesli". Np. co by bylo, gdybym idac rano do pracy rzucil sie pod nadjezdzajacy samochod lub uderzyl (a nawet zabil) wspolpracownika? Jaki przebieg mialyby zdarzenia i czy nie byloby to lepsze od scenariusza zdarzen, ktory sie dzieje bez wpeowadzania w zycie tych paskudnych mysli.<br />
O ZOK (zaburzenia obsesyjno kompulsywne) dowiedzialem sie jednego z programow dokumentalnych na Discovery. Bylo to dla mnie szokiem, ze sa tacy ludzie jak jak, ktorzy maja identyczne problemy. Wtedy juz wiedzialem jak to nazwac i co to w ogole jest.<br />
Tak samo teraz, jezeli ktos z Was chociazby przypuszcza co sie dzieje i poda nazwe lub jakos to znawie, bede mogl zaglebic sie w temat problemu.<br />
<br />
Pozdrawiam, P.]]></description>
		<pubDate>Sun, 15 May 2011 12:22:40 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7616-sam-czuje-ze-cos-jest-nie-tak/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7605-depresja/</link>
		<description>Witam, jest to moj pierwszy teamt na tym forum (i wgl. na forach tego typu). Raczej nie jestem dotkniety depresja i innymi tego typu problemami, ale jednak cos mnie meczy. Mam 18 lat ucze sie w szkole zawodowej w zawodzie cukiernik. Idzie mi dobrze na praktykach, w szkole nie mam problemow. Mam jednak pewien problem.... boje sie cieszyc. Uwazam, ze powinno sie cieszyc jak najmniej bo kiedy jestem zadowolony,  zaraz cos sie psuje. Zawsze jak cos mi sie uda i jestem z tego zadowolony, zaraz trace humor, jestem zly, za to, ze tak sie ciesze, bo przeciez prowokuje los zeby cos sie znow zj.... A raczej powinienem byc z siebie zadowolony! Mam dziewczyne ktora uwazam za prawdziwy skarb, a jednak cos mi nie pasuje(chociaz uklada sie swietnie) mam wrazenie,ze moze lepiej bedzie jak z nia zerwe? BO PRZECIEZ NIE MOZE BYC ZA DOBRZE! Kiedy klade sie spac chcialbym nastepnego dnia sie juz nie budzic, zasnac na stale, odpoczac, nie cieszyc sie, nie martwic, zostawic wszystko z dala odemnie. Lubie jarac blanty z przyjaciolmi (nie wiem moze wtedy uciekam od tego wszystkiego). Dzis wyskocze z ziomkami, a jutro chce byc sam, zamknac sie w domu i z nikim nie gadac. Widze w sobie same wady, ciezko mi znalezc jakies zalety, no ale chyba musze jakies miec no nie?! Odpowiedz mi ktos czy to normalne, i kazdy tak ma, czy to ja mam problem ze soba?</description>
		<pubDate>Thu, 12 May 2011 20:36:21 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7605-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zagubilam sie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7601-zagubilam-sie/</link>
		<description><![CDATA[czesc .nie wiedzialam gdzie napisac.nie mam juz przyjaciol.wyjechalaqm z kraju.to jest moj 3 kraj zamieszaknia.nie radze sobie.wszystko jest inne ,gorsze(tam mialam znajomych,znane miejsca,z kim pogadac,duzo czasu dla siebie).<br />
duzo pracuje.w nocy.mam pieska ktory budzi mnie w ciagu dnia 3-4 razy.jestem nie wyspana.<br />
zagubilam sie tak ze chce zeby te zycie sie skonczylo,albo niech wkoncu sie ulozy i znajde jakis sens.<br />
nawet do chlopaka juz sie w nocy nie przytulam.od 5 miesiecy nie bylo ani jednego dnia zzebym nie plakala:(<br />
on chodzi do pracy w swoim zawodziejestnawet zadowolony,ja robie prace okropna.chcialambym isc do jakiejs szkolyale nawet nie wiem co bym chciala sie uczyc.<br />
jestesmy tu sami,bez rodziny ,znajomych, w obcym miejscu.jak mamy wolne to tylko nas dwoje i pies.smutno mi:(<br />
chcialabym znalezc sobie jakies zajecie ale nie mam sily nic robic.]]></description>
		<pubDate>Thu, 12 May 2011 14:20:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7601-zagubilam-sie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie chce mi się...Dlaczego tak jest ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7574-nie-chce-mi-siedlaczego-tak-jest/</link>
		<description><![CDATA[Nie rozumiem pewnego zachowania u mnie. Postanowiłam napisać to właśnie w tym temacie, ponieważ wydawał mi się najbardziej odpowiednie, choć nie do końca trafne.<br />
Często podczas wykonywania jakiś czynność, rozmów z ludźmi nawet rozmów z psychoterapeutką, a nawet teraz( kurde już z godzinę walczę by napisać ten post) porostu nie chce mi się słuchać tego co ktoś do mnie mówi, myśleć na temat tego co robię, robić czegoś. To nie to że przez lenistwo, Ja sama wciekam się na siebie że mnie to nie obchodzi, chce zmienić właśnie takie zachowanie, mówię w myślach(niekiedy na głos)"weź się ogarnij i zacznij słuchać, myśleć" ,ale nic z tego. Słucham ale nic do mnie nie dociera, robię czynności mechanicznie, zachowuje się mechanicznie. Mowie wtedy żeby nic do mnie nie mówili bo i tak ich nie słucham, zazwyczaj wtedy znajomi najczęściej, czują się lekceważeni choć tak nie jest, to mój umysł jest jakiś chory. Nawet nieraz zdarza mi się na terapii po prostu oznajmić po godzinie że nic z tego, że nie słucham, że nie dociera do mnie,nie sklejam jej wypowiedzi, mimo tego że bardzo bym chciała. A oczywiście potem czuję się strasznie głupio. Boję się że moja naprawdę przewspaniała terapeutka zniechęci się do mnie mimo tego że i tak podziwiam ją za cierpliwość do mnie. Kurde no nawet wytłumaczyć tego nie mogę, dziś jestem zamknięta emocjonalnie.<br />
Ma ktoś może tak? Z czym to się wiąże? Dlaczego tak jest?]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 May 2011 19:11:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7574-nie-chce-mi-siedlaczego-tak-jest/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Tendencje samobójcze</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7573-tendencje-samobojcze/</link>
		<description><![CDATA[Witam, mój pierwszy post. I już od razu przepraszam za nieskładność moich wypowiedzi.<br />
Mam 18 lat, od ponad 5 lat, albo i dłużej walczę z depresją. Dokładnie rok temu trafiłam do szpitala psychiatrycznego po próbie samobójczej(nie pierwszej), spędziłam tam ponad 2 miesiące. Od tamtej pory chodzę na terapię. <br />
Hmmm... mimo bardzo dobrej terapeutki i CIĄGŁEGO brania leków ( rok to naprawdę dużo), mam ciągłe myśli samobójcze, które szybko przekładają się na tendencje samobójcze. Ciągle kombinuję, czasami wręcz nieświadomie, jak tu zrobić sobie krzywdę. Już 100 razy próbowałam się odwodnić, wymiotowałam, cięłam się, przedawkowywałam leki ( i to nie z myślą by się zabić, choć może trochę),głodziłam się, podduszałam się. To wszystko działo się w różnych nastrojach. Nie to że byłam smutna i tu do głowy wpadł mi kolejny pomysł jak tu mogę się ukarać, jestem wściekła, jestem obojętna, jestem zdołowana, nawet jak jestem wesoła. Dla mnie mnie każdy powód jest dobry, by zrobić sobie krzywdę(bo się nie nauczyłam, bo nie umiem rozmawiać z ludźmi, bo nie mam pomysłu na życie, bo mi się nudzi, bo się boję).<br />
Mam pytanie czy takie zachowanie może oznaczać inny rodzaj zaburzenia? <br />
Jak bym była w innym "rodzaju" nastroju, napisała bym o wiele więcej. Sorki.<br />
Dzieki za Odpowiedz]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 May 2011 18:29:59 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7573-tendencje-samobojcze/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Badanie Postrzegania Barw</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7570-badanie-postrzegania-barw/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
Jesteśmy studentami UMK, w ramach zaliczenia przeprowadzamy badanie na temat postrzegania barw. Sprawdzamy hipotezę zgodnie, z którą postrzeganie kolorów jest powiązane z nastrojem. Wszystkich chętnych do pomocy, zapraszamy do badania: <a href='http://badanie.tk' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://badanie.tk</a>. Badanie poprzedzające dotyczy osób z depresją - dlatego tutaj piszemy. Bardzo potrzebujemy tych wyników. Jest możliwość podania swojego adresu e-mail i wtedy po zatwierdzeniu oraz wykonaniu całości badania wyślemy poszczególne wyniki do chętnych badanych.<br />
<br />
Wszelkie informacje znajdują się na stronie głównej podanej witryny.<br />
<br />
Z góry dziękujemy za pomoc!]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 May 2011 15:49:59 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7570-badanie-postrzegania-barw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>badania internetowe - miłośc i bliskie relacje</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7523-badania-internetowe-milosc-i-bliskie-relacje/</link>
		<description><![CDATA[Witamy!<br />
<br />
Zwracamy się do Państwa z prośbą o wypełnienie ankiety internetowej dotyczącej miłości i bliskich relacji. Link do ankiety został zamieszczony poniżej. Kwestionariusz jest anonimowy. Badanie przeprowadzane jest przez grupę studentów psychologii.<br />
<br />
Przy każdym pytaniu prosimy o zaznaczenie tylko jednej cyfry na skali. Prosimy o wybranie tej odpowiedzi, która w największym stopniu odnosi się do Państwa doświadczeń. Jeżeli nie są Państwo obecnie w stałym związku prosimy o odwołanie się do przeżyc z poprzednich intymnych relacji. Będziemy wdzięczni za udział w naszym badaniu.<br />
<br />
<br />
link do badań - <a href='http://ebadania.pl/b582d4809b47e475' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://ebadania.pl/b582d4809b47e475</a>]]></description>
		<pubDate>Sun, 01 May 2011 14:28:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7523-badania-internetowe-milosc-i-bliskie-relacje/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Wszystkie objawy somatyczne?Jak sobie radzicie?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7511-wszystkie-objawy-somatycznejak-sobie-radzicie/</link>
		<description><![CDATA[Hej,<br />
<br />
Zakładam ten temat abyśmy wszyscy podzielili się tym co nam doskwiera nie daje nam spokoju.<br />
<br />
Ja, od roku walczę z tymi objawami bez leków.Moje objawy to np.<br />
-kołatanie serca(ból serca)<br />
-ból głowy<br />
-ból w klatce w różnych miejscach<br />
-ból żółądka<br />
  <br />
no i może nie na temat ale jeszcze ciągły strach, lęk przed chorobą...wrr]]></description>
		<pubDate>Fri, 29 Apr 2011 09:26:50 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7511-wszystkie-objawy-somatycznejak-sobie-radzicie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak czujesz się z depresją?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7476-jak-czujesz-sie-z-depresja/</link>
		<description>Jak czujesz się z depresją? Nie musi być mądrze, ale niech będzie naprawdę...</description>
		<pubDate>Fri, 22 Apr 2011 15:42:45 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7476-jak-czujesz-sie-z-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Detoksykacja pijanego umysłu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7421-detoksykacja-pijanego-umyslu/</link>
		<description><![CDATA[Mózg ludzki stanowi około 2% ciała, ale pobiera aż 20% energii i około 25% tlenu dostarczanego naszemu organizmowi. Tkanka mózgu wymaga stałych, łatwo dostępnych źródeł energii: węglowodanów, białka, tłuszczu, witamin oraz związków mineralnych. To właśnie od odpowiedniego zaopatrzenia w tlen i składniki odżywcze zależy prawidłowe działanie naszego układu nerwowego. A z kolei zażywanie substancji toksycznych, takich jak alkohol, narkotyki czy leki, zaburza tę prawidłowość i naraża mózg na poważne zaburzenia, a nawet trwałe uszkodzenia.<br />
<br />
Zwykły drink usuwa z organizmu około litra wody – a wraz z nią pierwiastki, które utrzymują równowagę elektrolityczną – magnes, sód, potas i wapń. Alkohol niszczy glikogeny znajdujące się w wątrobie i wydala je w postaci glukozy. <br />
<br />
Jeśli alkohol jest spożywany szybciej niż może być rozłożony, aldehyd octowy – najtoksyczniejszy związek powstający w wyniku utleniania alkoholu – przemieszcza się do wszystkich komórek ciała, w tym także do mózgu. Jeżeli wątroba nie zdąży rozłożyć go do końca, zamieniając na bezpieczniejszy kwas octowy, to będzie on powodował objawy typowe dla zatrucia i zwiększał ryzyko uszkodzenia mózgu. <br />
<br />
W naszej klinice leczenie zatruć rozpoczynamy od detoksykacji – jest to oczyszczanie organizmu ze zbędnych substancji powstałych w procesach utleniania, „zmiatanie” wolnych rodników, np. nadtlenku wodoru, a także usuwanie metabolitów powstałych podczas spalania alkoholu, w tym najgroźniejszych octanów aldehydowych. Po przeprowadzeniu standardowych badań, detoksykacja trwa minimum trzy doby i polega na zastosowaniu wymuszonej diurezy (wydzielania moczu) oraz na wyrównywaniu równowagi elektrolitowej. W okresie po odtruciu powszechne dla chorych jest odczuwanie dużego dyskomfortu – organizm domaga się toksyny, do której przywykł i reaguje bólami mięśni, brzucha, wymiotami, bezsennością i złym samopoczuciem. Aby jak najbardziej zminimalizować te objawy, podaje się środki zwalczające kryzys – przeciwwymiotne, objawowe, elektrolity, witaminy i glukozę.<br />
<br />
W wielu wypadkach trzeba zapobiegać delirium, wynikającemu z awitaminozy spowodowanej uzależnieniem. Dla zagrożonych, po długim piciu, w tzw. „ciągach” stosuje się leki oczyszczające mózg z toksyn, z którymi już nie radzi sobie wątroba, nerki i inne organy. W zwykłych warunkach, bez pomocy lekarza, śmiertelność w przypadku delirium wynosi ok. 15%, a w warunkach szpitalnych – 0,1%. <br />
<br />
Po przejściu przez odtrucie, pacjent zostaje poddany terapii właściwej – uczy się, czym jest choroba alkoholowa, jakie przemiany zachodzą w organizmie, jak dbać o higienę życia psychicznego aby nie ulegać nałogowi. Pod okiem specjalisty, taka osoba ocenia swoje relacje z innymi i spustoszenia poczynione przez alkohol czy narkotyki. Uczy się ona także właściwej diety, relaksu, aktywności fizycznej i intelektualnej. <br />
<br />
<br />
Bardzo ważne jest przewartościowanie swojego życia i ustalenie priorytetów na nowo, a przede wszystkim – rozpoczęcie nowego życia. <br />
<br />
<br />
źródło: Blog Harmonia Ciała i Umysłu]]></description>
		<pubDate>Wed, 20 Apr 2011 10:59:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7421-detoksykacja-pijanego-umyslu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zawroty glowy od nerwicy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7415-zawroty-glowy-od-nerwicy/</link>
		<description>Witam,ja jestem od dzisiaj na tym forum.Moja walka z nerwica zaczeła sie okoł 2 lat temu kiedy to złamałam ręke i zaczełam byc na chorobym.Utrata wagi( z 52 na 39) brak snu,trzesienie,brak koncentracji i wiele,wiele innych dolegliwosci somatycznych,najwazniejsze z nich to mega zawroty głowy od ktorych sie zaczęło.Przeszłam wiele,od lekarza do zielarza,po znachorów i nigdzie nie zagrzałam miejsca bo wydawalo mi sie ze nic nie jest lepiej.Postanowilam znalezc ostatniego z lekarzy... opowiedzialam jakie leki bralam,co mi bylo,no wszystko dokładnie.Dostałam syrop robiony na lęki( od tych kręciawek bałam sie nawet wstac z łózka ze umre) i 10 mg deprexoletu na poprawe nastroju,apetyt i sen.I tak jakos probowalam to pokonac.Lekarz mowił ze mam starac sie zyc normalnie,nie myslec o tym co mi jest,zapisal na terapie indywidualną u psychologa i tak teraz leci drugi rok leczenia,czasem mowił jak sie juz dobrze czułam,ze jak mam ochote na drinka czy cos takiego nie brac leku na noc tylko skorzystac oczywiscie w granicach rozsądku i wiecie co mialam wrazenie ze jak biore ten lek bez przerw to wiecej mi sie kotłuje w tej głowie niz po drinku na drugi dzien.Wiem,moze ktos pomysli ze chorzy nie piją,ale wydawalo mi sie ze gdy własnie zyje normalnie jakby nigdy nic to mija choroba.Neurolog tez mowił ze to nerwica jest winna zawrotom glowy,leki ktore dawał na poprawe ukrwienia mozgu nic nie pomogły.Tomografii komputerowej nikt mi nie zrobił,bo rodzinny nie moze,psychiatra tez chyba ze jest podejrzenie raka mozgu,a neurolog mowi ze jakby cos mi mialo byc to by juz dawno bylo i nic mi z tego nie wyszlo.Teraz kazano mi nie brac deprexoletu tylko czasem bellergot przy złym samopoczuciu,tylko problem zawrotow pozostał,powiedzcie mi gzie udac sie po pomoc,nie mam napadow zawrotow tylko mam je caly dzien jakbym zeszła z karuzeli,juz niewiem czy u mnie nie ma specjalistow czy tylko ja na takich trafiam.Mial ktos cos podobnego,prosze o prv jesli ktos moze mi pomoc.( jutro umowie sie do neurologa w innym miescie moze znajde jakis sposob na ten kołowrotek w mojej głowie).....pozdrawiam</description>
		<pubDate>Tue, 19 Apr 2011 15:47:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7415-zawroty-glowy-od-nerwicy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>lek przed mowieniem...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7409-lek-przed-mowieniem/</link>
		<description>Witam Mam na imie Mariusz i mam 20 lat moj problem zaczał sie jak miałem 15 lat to znaczy miałem problemy z mowa cos mnie blokowało.na poczatku było to samogłoski a.i.o.e nie mogłem wypowidac wyrazow które sie zaczynały na tą litery coś mnie w gardle sciskało a jesli musiałem ich uzyc taka sytuacja strasznie sie jakałem .uzywałem innych wyrazow.aby je zastąpic teraz mam 20 lat i jest coraz gorzej jak gdzies wyjde to ludzi do sklepu to nie moge sie wysłowic.bardzo mnie to ogranicza nie moge mowic pełnymi zdaniami.wogole jak chce sie cos zapytac kogos to mam problem.bo mnie zatyka. dodam ze byłem u psychiatry jak miałem 18 lat dał mi rexetin nie pomogł dał mi jeszcze inny lek nie pomógł juz nie pamietam jaki.Byłem takzę u psycholaga na jednej rozmowie. nic to nie dało. Bardzo bym prosił jesli ktos z państwa może miał w życiu lub zetknął sie z takim problemem i udało sie to rozwiązac. Prosił bym o radę... bardzo utrudnia mi to zycie</description>
		<pubDate>Tue, 19 Apr 2011 08:21:17 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7409-lek-przed-mowieniem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Powoli dotykam dna.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7403-powoli-dotykam-dna/</link>
		<description><![CDATA[Piszę tu bo nie wiem co mam teraz zrobić i mam nadzieję, że ktoś mi coś dobrego poradzi.<br />
Mam 18 lat i już wcześniej miałem problemy z depresją jeszcze w wakacje byłem bliski próby samobójczej, ale poznałem moją obecną dziewczynę, która odmieniała moje życie no i tak przeleciało ponad pół roku. Parę tygodni temu wszystko wróciło... mam totalnie niską samo ocenę, nie podejmuję racjonalnych decyzji no i co najgorsze powoli niszczę ten związek bo nie potrafię rozmawiać, cieszyć się i troszczyć się o nią.<br />
Do tego dzisiejszego ranka moja matka obudziła mnie i wymieniła nędzny przez wszystkie przypadki. Ogólnie dowiedziałem się, że skończę na ławce w paru, że nie mam życia i nie mam po co żyć bo jestem dno. (wszystko przez to, że ostatnio fatalnie się czułem i nie poszedłem do szkoły) Z resztą to nie pierwszy raz kiedy tak do mnie mówi... Uświadamia mnie tak od ok. 10 lat.<br />
<br />
Nie wiem co mam zrobić... totalnie nie mam siły na nic. Do tego straciłem apetyt jem mało albo nic. Boję się, że stracę wszystko (mówię o dziewczynie) i znów powtórzy się historia z wakacji.<br />
<br />
Ech... Proszę tylko o jakieś słowa pocieszenie... czy coś... bo nie wyrobię.]]></description>
		<pubDate>Mon, 18 Apr 2011 14:00:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7403-powoli-dotykam-dna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>niemoc towarzyska</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7323-niemoc-towarzyska/</link>
		<description><![CDATA[Zna ktos moze jakis sposob na latwiejsze funkcjonowanie wsrod ludzi? Tzn na latwiejsze dla kogos, kto ma z tym problem:P Kurcze, juz czasem nie moge sama ze soba wytrzymac, taka sie czuje pospinana, nieswobodna i w ogole do bani. Przy bliskich osobach a jest ich naprawde garstka jestem zupelnie inna niz wspod ludzi, ktorzy sa mi mniej bliscy, wlasciwie wcale nie bliscy tylko znajomymi. Nie mowie oczywiscie o niewiadomo jakiej wylewnosci, chodzi jedynie o normalne odzywanie sie do nich, rozmowa, zarty, no tak normalnie jak z rowiesnikami.. Wydaje mi sie, ze najgorsze jest dla mnie to, ze sama siebie postrzegam wciaz jako inna, dziwna i taka zamknieta i dlatego ciezko mi sie wyluzowac i na swobodnie pogadac z kolezanka, kolega, odezwac sie w towarzystwie. Mam wrazenie, ze mam pustke w glowie i w ogole nie wiem co powiedziec, zareagowac. Moze ktos wie o czym mowie? Okropnie sie z tym czuje i potrzebowalam gdzies o tym powiedziec. Niedlugo juwenalia a mi sie w ogole nawet nie chce o tym myslec bo oczywiscie wydaje mi sie, tak to widze, ze nikt mnie tam nie widzi, tzn no mam na mysli ze nikt nie chce sie z takim gburkiem wybierac na impreze. Najbardziej wkurzajace w tym wszystkim jest to, ze czuje, ze moglabym sie naprawde swietnie bawic i cieszyc ta swoja mlodoscia wreszcie ale tez odczuwam blokade i mam swoje wizje, jak jakas tam ewnetualna impreza bedzie wygladac - moje zaklopotanie i nieodnalezienie sie w towarzystwie, sztywniackie samopoczucie i wyalienowanie. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> . No, sie rozpisalam. Smutnawo mi z tym wszystkim, niech ktos mi cos powie:P<br />
Pozdrawiam <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />]]></description>
		<pubDate>Fri, 15 Apr 2011 19:27:01 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7323-niemoc-towarzyska/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>keywords tramadol</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7248-keywords-tramadol/</link>
		<description><![CDATA[<strong class='bbc'>keywords tramadol</strong><br />
can you get addicted to tramadol tramadol classified drug is tramadol useful for bursitis <span class='bbc_underline'>canada tramadol</span> , ways to ease tramadol withdrawal <a href='http://forum.cv-de-leutmoakers.nl/viewtopic.php?f=2&t=9292' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>delivery tramadol</a>  Search for tramadol hcl  The safe use of tramadol in nursing mothers has also not been established.  He is still acting the same but no improvement on his rear legs at all.  He is still acting the same but no improvement on his rear legs at all. tramadol without prescription and free shipping  Neurotransmitters are chemical compounds that act as chemical messengers between the nerve cells.   Good luck everyone with your dogs and be sure to take the precautions seriously.  This was truley a lie. comparison with other opioid analgesics, with a relative lack of respiratory depression, major organ <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> tramadol er vs tramadol ir  <a href='http://www.buytramadolon.co.cc' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>buy tramadol</a> tramadol er vs tramadol ir  If you notice other effects not listed above, contact your doctor or pharmacist. This list is not complete and there may be other drugs that can interact with tramadol. <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> 325 Reviews for Tramadol <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> Increased Intracranial Pressure or Head Trauma Tramadol can cause side effects that may impair your thinking or reactions. <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> Tramadol can cause side effects that may impair your thinking or reactions. , many small mammals including <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> tramadol - definition of tramadol in the Medical dictionary - by the Free Online Medical Dictionary, Thesaurus and Encyclopedia. <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> tramadol - definition of tramadol in the Medical dictionary - by the Free Online Medical Dictionary, Thesaurus and Encyclopedia. <strong class='bbc'>keywords tramadol</strong> tramadol blood clot <br />
what do tramadol tablets look like tramadol and weight gain tramadol synthesis [url=http://grooveradio.no-ad-free-forum.net/viewtopic.php?f=17&t=122]]></description>
		<pubDate>Wed, 13 Apr 2011 08:54:05 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7248-keywords-tramadol/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>mój szkrab</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/7152-moj-szkrab/</link>
		<description><![CDATA[Mój syn ma ADHD, właśnie dzisiaj idę z nim do psychologa. Jest to terapia, która uspokaja go. Mnie by też się taka przydała<img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile_mini2.gif' alt='Dołączona grafika' class='bbc_img' />. My jako rodzinka mamy swój bagaż, który razem dźwigamy. Przeszliśmy długą drogę, aby mój szkrab miał ustabilizowane i jako takie życie. Nie potrafię zostawić go bez pomocy, i to mnie chyba mobilizuje do życia, choć czasem jestem tym wszystkim bardzo zmęczona. Mój szkrab ma 9 lat.]]></description>
		<pubDate>Mon, 11 Apr 2011 04:27:09 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/7152-moj-szkrab/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Udalo Ci sie tego pozbyc?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/6842-udalo-ci-sie-tego-pozbyc/</link>
		<description><![CDATA[Witam, to moj pierwszy post, takze naprawde Was witam;)<br />
Jestem bardzo ciekawa i jednoczesnie pelna nadziei na czyjąs odpowiedz (nawet mam odpowiedz faworyta:P). Otoz, czy mogłby ktos tu sie pochwalic wykaraskaniem sie z tej uciazliwej osobowosci? Ostatnio jest mi bardzo ciezko (wiadomo, bywaja lepsze i gorsze dni) i chociaz pracuje nad soba razem z pania terapeutka to niekiedy wydaje mi sie, ze nie ma to zadnych skutkow. Hm, moze nie zadnych ale znaczacych, widocznych, krzepiacych czy pomocnych:/<br />
No to tak tylko, zapytac wlasnie chcialam. <br />
Pozdrawiam <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />]]></description>
		<pubDate>Sat, 02 Apr 2011 18:30:10 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/6842-udalo-ci-sie-tego-pozbyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Osrodek terapii dla dzieci z ADHD i Zespołem Aspergera</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/6657-osrodek-terapii-dla-dzieci-z-adhd-i-zespolem-aspergera/</link>
		<description><![CDATA[Centrum Doradztwa i Edukacji SUKCES     www.terapia-adhd.waw.pl<br />
Warszawa ul. Pustułeczki 24<br />
22 251 69 25; 696 806 539<br />
<br />
Terapia grupowa dla dzieci z ADHD - oobejmuje<br />
- sesje dla dzieci 1 raz w tygodniu 2h<br />
- warsztaty dla rodziców<br />
- wizyty w szkole terapeutów<br />
Obecnie trwa nabór do nowych grup. <br />
Pracujemy pod superwizją dr. Skotnickiej<br />
<br />
Oferujemy także:<br />
- diagnozy<br />
- konsultacje<br />
- terapie indywidualne<br />
- treningi koncentracji<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class=''>
				<a class='resized_img' rel='lightbox[35501]' id='ipb-attach-url-1173-0-70532600 1329938382' href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_rel_module=post&attach_id=1173&s=9f1b6e9177bdf2c7f2e1865ff3e27e72" title="logo.jpg -  514,83 KB,  0"><img src="http://www.psychocafe.pl/uploads/monthly_03_2011/post-1837-014240100 1301237089_thumb.jpg" id='ipb-attach-img-1173-0-70532600 1329938382' style='width:177;height:180' class='attach' width="177" height="180" alt=": logo.jpg" /></a>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Sun, 27 Mar 2011 14:45:13 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/6657-osrodek-terapii-dla-dzieci-z-adhd-i-zespolem-aspergera/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Objawy dysocjacyjne - jak sobie z nimi radzić?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/6373-objawy-dysocjacyjne-jak-sobie-z-nimi-radzic/</link>
		<description><![CDATA[Jak w temacie: dziury w pamięci, "zatrzaśnięcie na świat" (ktoś do mnie mówi, a ja nie wiem o czym bo jestem gdzie indziej, schowany gdzieś głęboko we własnej głowie), nagłe napady potwornej senności - jak sobie z tym radzić?<br />
<br />
Da się jakoś w ogóle?? <br />
Bo mnie to już wykańcza  <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/15.gif' class='bbc_emoticon' alt=':przykro&#347;&#263;:' />]]></description>
		<pubDate>Wed, 16 Mar 2011 17:58:58 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/6373-objawy-dysocjacyjne-jak-sobie-z-nimi-radzic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja wieku dojrzewania? Bardzo niska samoocena</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/6344-depresja-wieku-dojrzewania-bardzo-niska-samoocena/</link>
		<description><![CDATA[Witam. W tym roku kończę 17 lat i coraz częściej dochodzę do wniosku, że to co robię nie ma sensu. Kiedyś nie przejmowałem się innymi, miałem gdzieś co sobie o mnie myślą - byłem sobą. Od czasu gimnazjum, dokładnie 2 klasy zacząłem się zmieniać. Zacząłem brać do siebie wszystko co o mnie mówią, zastanawiać się nad każdym wypowiedzianym słowem i jak na to zareagują inni. Przez to stałem się nieśmiały, przez nieśmiałość moja samoocena spadła do zera i tak w koło macieja. Nie mam kompleksów na temat swojego wyglądu, bo większość dziewczyn twierdzi, że jestem przystojny, po prostu nie podoba mi się to taki jaki jestem. Cały czas myślę, jaki jestem, a jaki chciałbym być - dosłownie 24h/dobę. Pod koniec 3 klasy gimnazjum poznałem pewną dziewczynę, w której zakochałem się od razu. Dzielił nas duży dystans, ale pisaliśmy, pisaliśmy, lecz byłem dla niej bardziej jak przyjaciel. Zwierzała mi się ze swoich miłosnych uczuć do innych, a ja pomimo, że od środka mnie rozrywało pisalem "to się cieszę, że jesteś szczęśliwa : )". W końcu doszło do spotkania i rozmawiało mi się z nią naprawdę świetnie, byłem u niej 2 dni. Przyjechałem do niej znowu 2 dni temu i była pustka. Nie umiałem prowadzić normalnego dialogu jak wtedy. Mam wrażenie, że jestem strasznie nudny i wszyscy mnie tak oceniają. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić, płaczę co chwilę tak naprawdę za nią, bo oddałbym wszystko, że by być inny i zabawny dla niej. Jak choć na chwilę nastanie ta niezręczna cisza to ja od razu obwiniam siebie i potem jest coraz gorzej. Chcę cały czas prowadzić rozmowę na siłę. Sygnał alarmujący, że jest coś nie tak, dały mi myśli, w których stwierdziłem "A może by to tak zakończyć? Co się zmieni? Nic", ale nie mógłbym tego zrobić matce. Co do sytuacji w domu to jest bardzo dobra. Mamy pieniądze, a moja mama to najlepsza osoba na świecie jaką znam. Naprawdę zawsze mi pomoże. Tak wygląda moja sytuacja. Mój cel? Chciałbym zapomnieć co sądzą o mnie inni, być sobą, prowadzić normalny dialog z innymi na dłużej niż kilka godzin, bo zazwyczaj po 1h, 2h brakuje mi tematów do rozmowy i jest pustka. Znajomych mam bardzo dużo, przyjaciel jest jeden, ale problem jest też taki, ze nie lubie wychodzić z domu. Jestem raczej typem domownika. Sądzę, że moja sytuacja nie jest aż tak tragiczna, ale chciałbym popracować nad sobą. Nabrać pewności siebie, być sobą i znaleźć miłość i szczęście, że bym miał dla kogo żyć... Co do mojej pewności siebie zrobiłem test, w którym wyszedł mi wynik 2pkt na 56 czyli tragiczny - wynik "bardzo niskie poczucie własnej wartości". Chciałbym, że by było 56, ze bym nie zmarnował tego czasu liceum. Poznawał nowe osoby, bawił się jak inni i może nie zmarnował szansy na swoją pierwszą szczęśliwą miłość <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Może ktoś z Was miał tak podobnie? Co możecie mi poradzić?]]></description>
		<pubDate>Tue, 15 Mar 2011 14:50:08 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/6344-depresja-wieku-dojrzewania-bardzo-niska-samoocena/</guid>
	</item>
</channel>
</rss>
