<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" ?>
<rss version="2.0">
<channel>
	<title>Forum psychologiczne - Zaburzenia</title>
	<description>Kanał RSS ze strony www.psychocafe.pl</description>
	<link>http://www.psychocafe.pl/index.php</link>
	<pubDate>Thu, 17 May 2012 13:15:34 +0000</pubDate>
	<ttl>60</ttl>
	<item>
		<title>Nie pasuje do społeczenstwa?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10799-nie-pasuje-do-spoleczenstwa/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie,<br />
<br />
długo szukałem jakiegoś ciekawego i aktywnego forum o psychologii, aż trafiłem tutaj. Mam taki trochę dziwny problem. Jestem nastolatkiem (16 lat) i 14 miesiecy temu przeprowadziłem się. Mam problem z innymi ludźmi. Jeszcze rok temu w starym miejscu zamieszkania znałem każdego, imprezowałem, aktywnie spędzałem czas a teraz.. zamkniety w 4 scianach. Ludzie są do mnie negatywnie nastawieni, codziennie zdarza mi się odpychać próby poniżenia.<br />
<br />
Jak mowilem przeprowadziłem się. I trafiłem do jakiejś dziwnego miejsca.. pełno różnych grup rasowych, każdy każdego próbuje zniszczyć i ludzie trzymają się razem, niestety ja nie mam takiej mozliwosci. Ludzie dookola są jacyś dziwaczni. Same łyse mordy, słuchające Peji. Nic nie mam do tego gatunku, ale rozmowa z tymi ludźmi ograincza się do wzajemnego poniżenia, rozmow komu dali wpierdol i kozakowania. Zero jakiś pasji, zero ciekawych tematów. Nie pasuje tutaj, dlatego blokuje sie na ludzi. Ale jednoczesnie inne grupy próbują mnie dorwać bo widzą ze nie mam "pleców". Wiem ze dziwacznie to brzmi, ale takie realia są w szkole gdzie jest kilka nacji. <br />
<br />
W kazdym razie, czuje ze coraz bardziej sie zamykam. Od ponad roku nigdzie sie dobrze nie zabawiłem, powrót do poprzedniego miejsca zamieszkania na razie nie wchodzi w gre, a ja tylko ciagle siedze sam w czterech katach.. poznaje nowych ludzi, ale łyse mordy od razu ich zniechęcają do mnie, wymyślają jakieś historie.. Druga sprawa to bariera jezykowa..<br />
<br />
Kiedys byłem pewny siebie, a teraz jakoś nawet trace poczucie humoru, widze wszedzie same wady i meczy mnie ta samotnosc, tesknie za poprzednim miejscem zamieszkania. Przez jezyk nie moge isc do specjalisty, dlatego szukam namiastki pomocy tutaj, mam nadzieje ze choc troche mnie rozumiecie. Nie wiem co zrobic, by poczuc sie lepiej. Nie dosc ze cofnieto mnie o kilka lat do tyłu za brak jezyka, to po obecnej szkole nie mam zadnych realiów. W domu rodzice są w coraz gorszym stanie, czesto nie pamietaja co robili wczoraj, wieczne są %%%.<br />
<br />
Nigdy nie miałem jakiś myśli samobojczych, bo szkoda zycia na takie głupoty ale coś ciagle mnie gryzie. Ciagle przez to wszystko chodze w stresie, mysle o tym i jeszcze bardziej sie nakręcam. Jak moglbym zmienic sposób myslenia, odstresowac sie i znow odzyskac te pewnosc siebie? <br />
<br />
Pozdrawiam i dziekuje kazdemu kto przeczytał te kilka akapitów bełkotu <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />]]></description>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 13:15:34 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10799-nie-pasuje-do-spoleczenstwa/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie umiem inaczej</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10765-nie-umiem-inaczej/</link>
		<description><![CDATA[Dlaczego unikam towarzystwa, miłości, przyjaźni<br />
Nie umiem znaleźć sobie przyjaciół, unikam ich<br />
A jak jakiś chłopak się we mnie zakocha odrzucam jego miłość i zamykam się w sobie.]]></description>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 20:53:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10765-nie-umiem-inaczej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Problem z chłopakiem. Co mu jest? Jak ratować?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10762-problem-z-chlopakiem-co-mu-jest-jak-ratowac/</link>
		<description><![CDATA[Zacznę od początku. Mojego chłopaka poznałam na początku studiów, w październiku 2010. Jest ode mnie starszy 4 lata. Pochodzi z rozbitej rodziny, nigdy nie widział swoich rodziców obok siebie, zawsze się kłócili kiedy ojciec odbierał do w środy, by móc z nim spędzić wyznaczony czas. Swojego ojca nienawidzi, mówi, że nigdy nie będzie taki jak on. Z czasem mama Karola ponownie wyszła za mąż, za młodszego mężczyznę. Karol wspominał, że jego mama rozbiła tamte małżeństwo, że nieraz zdradzała jego ojca, na ślubie nie był. Jego kłótnia z matką trwała ok 3/4 lat. Z opowieści znajomych, wiem, że potrafił się wtedy do niej strasznie odzywać, nie obdarzał jej szacunkiem. Teraz mają specyficzne kontakty, jednakże potrafią ze sobą żartować. Ja osobiście lubię jego mamę, jest dla mnie sympatyczna i miła, ojczym także. Co do kontaktów z ojczymem, Karol ma dobre, razem otworzyli firmę, razem lubią popijać przy meczu, razem jeżdżą wszyscy na majówkę etc.<br />
Mój chłopak na początku był dla mnie wspaniały, delikatny, romantyczny, liczył się z tym, czy mnie zrani jakimś słowem. Z czasem, także i z mojej winy, zaczęliśmy się kłócić. Kłóciliśmy się prawie codziennie, o byle gówno. Już przy jednej z pierwszych kłótni, Karol potrafił rzucić telfonem o ścianę, kopnąć stojący but, walnąć nogą w krzesło i utykać przez parę dni etc. Dodam jeszcze, że poznaliśmy się przez zrzeszenie studentów na naszym kierunku. Zanim jeszcze zostałam jego dziewczyną słyszałam różne zdania na jego temat. Dobre i złe. Najgorsze było na temat jego byłej dziewczyny, która z nim zerwała w kwietniu. Podobno uderzył ja w twarz, w klubie, przy ludziach. Rozmawiałam z Karolem na ten temat, z początku wszystkiego się wyparł, stwierdził, ze to on dostał od niej w twarz, z czasem stwierdził co innego, nadal podtrzymywał, że nie było to w klubie, a w jej pokoju, i że po prostu jej oddał, za to że go uderzyła. Oczywiście, dodał jeszcze wiele innych sytuacji na jej niekorzyść, np że kiedyś siedziała w klubie z innym chłopakiem, wypisując mu, że jest w domu, że była niepunktualna, nie stawiała się na spotkania etc. Tym wszystkim tłumaczył podniesioną poprzeczkę dla mnie.<br />
Karol jest bardzo zaborczy, zazdrosny, nieufny. Mimo iż jestem dziewczyną z zasadami i zbytnio nie daję mu pretekstów. On ma za to wkoło siebie grono koleżanek. Na początku byłam normalna, z czasem zaczęłam być tak jak i on zazdrosna, o każdą osobę płci przeciwnej, której zachowanie mnie zaniepokoiło. Była jedna koleżanka, z którą mimo iż był ze mną w związku potrafił rozmawiać przez telefon po 3h... Dodam, że byłam także zazdrosna o to, że Karolowi wymknęło się kiedyś przez przypadek, że się go pytała, czy wierzy w związki na odległość (ona jest z innego miasta). Najgorsze było jednak w wakacje, kiedy Karol poszedł na pielgrzymkę pieszą.<br />
Wdarła się miedzy nas kłótnia, w której mnie udało się przełamać hasło do jego konta w portalu społecznosciowym. Okazało się, że wypisywał sobie z 3 lata młodszą ode mnie dziewczyną, zapraszając ją ewidentnie do siebie do domu, proponując "palenie po studencku", na jej pytanie na temat tego, czy nie przeszkadza mu, że jest niby z kimś, a z nią tak wypisuje odp, że "nie, bo to i tak umiera śmiercią samoistną". Zdenerwowałam się, nie odbierałam jego smsów, telefonów, wreszcie, pod koniec dnia moja ciekawość wzięła górę. Chciałam dowiedzieć się co ma na swoje usprawiedliwienie. Okazało się, że był w Kościele, prosił Matkę Boską o pomoc, stwierdził, że to kolega prosił go o sprowokowanie jej, bo nie wiedział, czy jest ona wierna. Dziwiło mnie, że nie powiedział mi o tym wcześniej, o tej prowokacji, więc zbytnio mu nie uwierzyłam, ale dałam nową szansę. Od tego czasu wszystko zaczęło się psuć.<br />
Ja mam ogólnie problem rodzinny. Moi rodzice nie żywią do siebie sympatii, mój ojciec ma słaby, uległy charakter, względem mojej matki. A moja siostra to już w ogóle. Nigdy się nie dogadywałyśmy. Ona zawsze stała po stronie matki, ja Ojca. Mamy podobny charakter z Tatą. Za to moja siostra jest istnym żandarmem. Manipuluje moimi rodzicami krzykiem, niby jest wegetarianką, ale moja mama płaci jej za zjedzenie kiełbasy, ponieważ kiedyś miała problemy z układem trawiennym, a teraz jest w ogóle blada i chuda. Moja matka wymaga krzykiem na moim ojcu, by mojej siostrze robił prace domowe. Marta jest chciwa na pieniądze, nazbyt ambitna, musiała brać udział we wszystkich konkursach, a prace oczywiście robił jej ojciec... Mieszkanie jest mojej matki, jednak ona nie pracuje. Pracuje jedynie mój ojciec. Moja matka zawsze traktowała mnie niżej od siostry. Ja zawsze miałam pod górkę, padały do mnie słowa o to, że powinnam jej pomagać w domu. Ok, spróbowałam. Zamiotłam, umyłam podłogi, starłam kurze etc. To okazało się, że nie otrzymałam pochwały za to co zrobiłam, tylko pretensje, że nie zrobiłam jeszcze tego, tego i tego. Mimo, że Marta nie zrobiła nic. Na dodatek okazało się, że jeżeli robię to w taki niedokładny sposób to lepiej bym nie robiła nic! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Co do meritum, kochałam się z Karolem. Moi rodzice na początku nic nie mówili na temat tego, czy chcą go poznać. Często dzwonił, matka miała pretensje, ze ciągle z nim gadam. Mimo, że jakiś czas temu do Marty dzwonił chłopak ciągle, to tylko żartowała, czy jej zięć dzwonił już... Mojej matce Karol się nie podobał, widziała go na zdjęciach. Stwierdziła, że jest łysy i gruby, choć tak naprawdę nie jest brzydki, dba o siebie, jest mądry, kończył dwa kierunki, ambitny, przedsiębiorczy. Nie podobał się jej.<br />
Kiedy w wakacje wróciłam od niego, moja głupia siostra zabarykowała sie w pokoju, który mamy wspólny, sądzać, że jej coś ukradłam i przetrzepała mi torebkę, gdzie znalazła prezerwatywy. Oczywiście nastąpił ogień w domu, ja wyniosłam się do domu obok, gdzie mieszka moja babcia z moim chrzestnym, który jest starym kawalerem (brat mojej matki). Moja matka ogolnie, nie rozmawia też ze swoją matką, ani obydwojem braci. Ma chyba tylko dwie koleżanki, w ciągu dnia spi, w nocy je i ogląda telewizję. No i dalej. Ojciec był początkowo w szoku, potem jednak stwierdził, że mi pomoże, bo mnie kocha. Babcia też tak stwierdziła. Do tej pory nie byłam w domu, nie rozmawiałam z matką ani siostrą. Był moment kiedy widziałam przez okno jak moja siostra przekopuje mi szafę. Napisałam jej smsa. Odpisała, że tu już nic nie jest moje, nawet zadzwoniła do babci z pretensjami, że mi pomaga i zerwała z nią kontakt. Ojciec widział się z Karolem, rozmawiał, nie ma nic do niego. Widział go także mój chrzestny i moja babcia. Uważają go za mądrego człowieka. Moja matka twierdzi, że on jest z sekty, bo przywiózł mi łańcuszek z matką boską z częstochowy :/ Ostatnio kiedy szłam ulicą s koleżanką, moja matka z siostrą odwróciły sie do mnie plecami...<br />
Karol bardzo to przeżył, mówił, że zawsze chciał mieć dobre kontakty z teściami... Boli go, że go ocenili wprzód. W sumie to miał rację. Później Karol miał bardzo ważny życiowy egzamin, ja miałam problemy z rodzicami. Zostałam sama, nie wspierał mnie, siedziałam sama w domu. Dzwonił do mnie jak wychodził do łazienki, czy robił krótką przerwę. Ja potrzebowałam oparcia, a gdy jeszcze się dowiedziałam, że miał czas by zadzwonić do dziewczyny, z którą wcześniej tyle rozmawiał (tej z innego miasta), moje nerwy puściły. Zerwałam z nim, z założeniem, że może go to otrzeźwi. Niestety, później przyszły studia, ja chodziłam za nim, prosiłam by wrócił, kupiłam mu prezent na dzień chłopaka, mówił, że ludzie wracają do siebie nawet po pół roku, karmił moją nadzieję. Spotykaliśmy się, myślałam, że idzie to w dobyrym kierunku, do czasu kiedy nadeszły moje urodziny, a ten stwierdził, że może się na nich pojawić tylko jako znajomy. Zdenerwowana znowu przestałam odbierać telefony, potem okazało się że 3 dni później znalazł sobie nową dziewczynę. Minął tydzień, nie odzywaliśmy się do siebie, po czym Karol wysłał mi smsa, że mogę go mieć za kogo chcę, ale brakuje mu mnie w moim życiu. Przyjechał, zerwał z tamtą dziewczyną po 2 tygodniach, wrócił do mnie, myślałam, że zrozumiał. Udało mi się znów złamać hasło i poczytać co nieco, jak po zerwaniu wypisywał do kazdej koleżanki, by tylko się spotkać na piwo, wino etc. Jak dobrej naszej wspólnej znajomej napisał, że nie jestem na jego poziomie, że mam dziecięce problemy, a moi rodzice go nie lubią. Przeszłam to wszystko. Niedługo potem posypało mi się mieszkanie studenckie, Karol miał swoje mieszkanie kupione niedawno w pobliskim mieście, przed wiedzą rodziców przeprowadziłam sie do niego. Wtedy zaczęło się piekło. Ja się starałam, sprzątałam, prałam, gotowałam, chciałam być dobra, dojeżdżałam na studia, było ciężko, ale robiłam to dla niego. Okazało się, że tego nie potrzebował, że nie czuł się męski przy mnie, miał niedosyt, wypisywał z koleżankami, że mieszka sam, że jest biedny, niepodoba się dziewczynom, oczywiście skończyło się jedynie na pisaniu. Potem zerwał ze mną, ale mieszkałam z nim dalej, póki czegoś nie znajdę, na dodatek zaczęłam tam robić prawojazdy. Dwa razy próbował mnie wyrzucić na zbyty pysk ze swojego mieszkania, byłam roztrzęsiona, leciały mi z rąk kieliszki, szklanki, robił mi bury, że mu wszystko psuję, kazał odkupić kieliszki. Spałam w salonie, on na moich oczach wychodził do klubu. Widziałam, na portalu jak napisał koledze o jakiejś starej znajomej, że ekstra wyglądała w klubie, potem z nią zaczął wypisywać, o tym czy go na ciasto nie zaprosi, jakie są jej plusy, minusy etc. Ja zawsze byłam dla niego gruba, potrafił mi powiedzieć, że jestem śmieciem i patrzeć jak płaczę, że brzydzi się mną etc. Minął czas, udało mi się wyprowadzić, pomógł mi w tym za darmo, podwiózł pod dom i się popłakał. Przeprosił za to, że nie wyszło, że taki był, prosił ze łzami, bym nie zrywała kontaktu, gdyż ceni i szanuje mnie jako człowieka. Ok, przystałam lecz za każdym razem gdy się widzieliśmy kleił się do mnie, nadal wypytywał gdzie wychodzę. Zerwałam kontakt, dostał szału. W sensie takim, że wydzwaniał, prosił, błagał, pisał, że jest roztrzęsiony, że zrozumiał, że nie potrafi mnie wyrzucić ze swojego życia, że mnie kocha, że miałam rację, że mnie nie docenił, że dawałam mu dużo i że pod kątem całokształtu byłam najlepszą dziewczyną ever. Powiedziałam, że zastanowię się czy wrócić do niego jeżeli pójdzie na terapię. Przystał. Akurat były juwenalia. Przyjechał specjalnie do mnie, spędziliśmy je razem. W ostatniej fazie jednak pokłóciliśmy się, chodziło mi o zasadę, że związek to jedno ciało, nie ma tajemnic, nawet jeżeli dobry kumpel powiedział mu coś w zaufaniu, to przecież ja tego nie powiem, chciałabym byśmy pudowali porządnie. Byśmy budowali zaufanie, ktorego nam brak do siebie. Zwariował, twierdząc, że nie wytrzyma, jeżeli ja robię awantury o taki glupstwa, zamachnęłam się, ale go nie uderzyłam, wziął moją rękę (jest dużo większy) i zaczął się uderzać po twarzy. Krzyczał, szarpał mnie. Ja płakałam, powiedziałam, że idzemy do domu, bierze rzeczy i wynocha. Potem uklęknął i uderzył się głową w wystający kamień, pociekła mu lekko krew, kolano sobie zdarł. Zaczął mi wmawiać, że to przeze mnie, że to ja to spowodowałam, że ja go biłam po twarzy, a to nieprawda. Potem sie jakoś uspoiło, przeprosił, ja powiedziałam parę ostrych słów, on powiedział, że chciałby być dobry dla swojej dziewczyny, ale nie potrafi, nie miał od kogo się tego uczyć, jego rodzice byli zawsze osobno. Że pójdziemy na terapię. Że wie, iż ma ze sobą problemy, ale mu na mnie zależy, nie potrafi żyć beze mnie. Stwierdził, że jego zachowanie jest chore, ale jest to spowodowane właśnie tym, że nie potrafi sobie poradzić, że nie widziałam go jeszcze wtedy jak nie odbierałam telefonów, jak był cały roztrzęsiony, strasznie płakał przy tym...<br />
Karol miał przede mną 3 dziewczyny. Z jedną wytrzymał 0.5 roku, z dwiema kolejnymi po 3 miesiące. Nigdy nie udało mu się zbudować dobrego związku, ze mną, dzieki mojej wyrozumiałości i miłości jest już 1.5 roku.<br />
Moim znajomi go nie lubią, widzieli jak płaczę przez niego, wiedzieli moje problemy. Uważają go za despotę, który mnie sponiewierał. A także twierdzą, że ja też mam jakieś zaburzenia, bo tak się daję i ciągle wracam. Praktycznie Karol jest towarzyską osobą, ale jedyni znajomi, którym mamy wspólnie to jego znajomi. Z moim przez to, że go oceniają, nie chce się znać.<br />
Jest mi ciężko, staram sie czytać na forach, jak mu pomóc, jak nam pomóc. Chciałabym go wyleczyć, bo naprawdę, wiem, że potrafi być wspaniałym człowiekiem, tylko wstępuje w niego czasem taki demon. Nie wiem co mu jest, może jest to spowodowane rozbiciem rodziny. Wiem, że ja też mam problemy, ale mam swoją hierarchię wartości, mam marzenia, mam zasady. Proszę, pomóżcie mi, wytłumaczcie, czy warto iśc na terapię, czy może ja bym mu mogła pomóc w jakiś sposób. Co do mojej matki sądze, że potrzebuje czasu, by to przetrawić, ale boli nie też, że do Marty przychodzi teraz kolega uczyć jej angielskiego, a ja nie mogę Karola przyprowadzić, bo się poję czy nie będzie akcji, a on by tego nie wytrzymał, tez by im wygarnął. Ostatnio matka stwierdziła, że była gotowa nas przyjac, ale jakbyśmy wpadli do niej z kwiatami i ją przeprosili, jak chłopak córki sąsiadki... Nie mam słów. My? Przepraszać ją?<br />
Jeszcze raz zwracam się z prośbą o pomoc, wiem, że nie napisałam być może wszystkiego, ale starałam się, jeżeli macie pytania, dopytujcie. Naprawdę, proszę Was o radę!]]></description>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 10:21:39 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10762-problem-z-chlopakiem-co-mu-jest-jak-ratowac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy powinnam pójść do lekarza?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10746-czy-powinnam-pojsc-do-lekarza/</link>
		<description><![CDATA[Witam <br />
Mam poważny problem. Od dawna nie mam sił. Cięzko mi wstać, robić najprostrze czynności, ciągle chce mi się płakać. Nienawidzę wychodzić z domu. Nienawidzę też rozmawiać z ludzmi. Gdy widzę znajomą osobę modlę się tylko by mnie nie zauważyła bym nie musiała z nią rozmawiać. I tak cały czas unikam ludzi. Często myśle o samobójstwie. Ostatnio w sumie cały czas. Nie lubię jeździć autobusem, bo wydaje mi się, że wszystcy mnie obserwują i wiedzą co myślę. Wogóle nie lubie przebywać tam gdzie jest dużo ludzi. Czuję, że wszystko co się dzieje jest moją winą. Nie umiem okazywać uczuć chyba, że strach lub niepewność czy wstyd. Nawet na maturze po "zaprezentowaniu" (daję w cudzysłów bo ledwo coś mówiłam a wiedziałam wszytsko, boje się mówić) tematu Panie z komisji pytały mnie czy mam jakiś problem, czy ktoś mnie skrzywdził. Ze strachu prawie nic nie pamiętam co do mnie mówiły. Nawet one zauważyły, że jestem nienormalna. Jestem beznadziejna i czuje się gorsza od innych ludzi. Nic mnie nie interesuje, czuję pustkę i czasem mam jakieś przywidzenia czy urojenia, że ktoś mnie śledzi, że kogoś widze. Nie powinnam żyć. Jestem tak niewyobrażalnie zmęczona. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Chciałabym móc ciągle spać. Nie lubię jak ludzie mnie dotykają czy okazują w stosunku do mnie jakieś uczucia. Nie zasługuje na to. Jak pomyślę, że miałabym być z jakimś człowiekiem w związku to jest mi niedobrze i się boję. Czy powinnam pojść do jakiegoś lekarza? Do jakiego? Torchę się boję, ale chyba potrzebuje pomocy. W sumie to ciągle czuję jakiś wewnętrzny niepokój. Proszę was o pomoc, bo nie mam do kogo się zwrócić.]]></description>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 11:45:35 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10746-czy-powinnam-pojsc-do-lekarza/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>BORDERLINE</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10735-borderline/</link>
		<description>Witam. Może ktoś choruje na tę rzadką i skomplikowana chorobę. Opiszcie jak walczycie z chorobą i jak dajecie sobie radę z tym problemem . Pozdrawiam.</description>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 23:38:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10735-borderline/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ucisk w głowie - mój problem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10722-ucisk-w-glowie-moj-problem/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
Mam 39 lat, napiszę parę słów o sobie. Jestem żonaty, mam dwójkę dzieci. Byłem kiedyś zarejestrowany i udzielałem się na tym forum pod innym nickiem. W moim życiu kilka lat temu pojawiły się poważne problemy finansowe i osobiste których podłożem był pracoholizm i seksoholizm. W skutek problemów zacząłem palić duże ilości marihuany przez okres niecałych dwóch lat. Problemy pojawiły się kiedy marihuana przestała być dla mnie dostępna, było to ok 2 lata temu. Pojawił się u mnie ucisk/ciśnienie w głowie, tak jakby obręcz obejmująca przednią część głowy z zewnątrz. Na skutek tego ucisku przestałem odczuwać jakąkolwiek radość z życia, wpadłem w apatię, pojawiły się poważne problemy ze snem i zacząłem całymi dniami bezczynnie leżeć w łóżku. Wtedy też pojawiły się pierwsze myśli samobójcze. Po paru miesiącach zaczęły się kłótnie w rodzinie, w efekcie których podjąłem próbę samobójczą poprzez połknięcie 60 tabletek Lorafenu, próbę nieskuteczną, która zaowocowała jednak umieszczeniem mnie w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach (Radom). W szpitalu tym jednak nie dano mi żadnego lekarstwa na moją dolegliwość, wpisano mi z gruntu w kartę alkoholizm (co było bzdurą), przeprowadzono jedno sztampowe badanie psychologiczne polegające na wyborze kartek z pytaniami i odpowiedziami, poza tym nie odnotowałem żadnych więcej rozmów z psychologiem, terapii itp. Po 5 tygodniach więzienia bo inaczej się tego nazwać nie da, wypisano mnie do domu. W domu podjąłem pewne środki w celu poprawy stanu finansowego, które to środki na niewiele się zdały, jednak wspomniany ucisk w pewnym momencie minął; zaczęły się jednak stany podobne do okresu gdy paliłem marihuanę, zacząłem sobie wyobrażać rzeczy których nie było. W efekcie po paru miesiącach urojenia i moje działania na ich skutek podjęte, spowodowały poważny konflikt w rodzinie który zaowocował umieszczeniem mnie przez rodzinę w szpitalu psychiatrycznym po raz drugi. W szpitalu urojenia się skończyły, jednak wspomniany ucisk i apatia wróciły. Oczywiście znowu zero pomocy ze strony lekarzy. Po kolejnych 5 tygodniach wróciłem do domu, jednak od tego czasu minął prawie rok, a ucisk w głowie nadal mnie męczy. Każda chwila jest dla mnie koszmarem. Nie jestem w stanie przez to zaangażować w żadną poważną pracę, bo ucisk przeszkadza mi w koncentracji. Czuję się jak niepełnosprawny pomimo że żadnej kategorii niepełnosprawności nie mam przyznanej. Nie ma praktycznie chwili żebym nie myślał o samobójstwie, jednak boję się bólu z tym związanego, a z kolei metody bardziej "humanitarne" w jaki sposób mógłbym odebrać sobie życie są poza moim zasięgiem. W ostatnim okresie przez kilka miesięcy chodziłem do lekarza-psychiatry, z nowinek, lekarz stwierdził że mogę mieć uszkodzony mózg i żebym poczytał sobie w internecie o zespole czołowym, jednak leki przez niego przepisywane również nie pomogły na moją dolegliwość, tak samo jak i czytanie w internecie. Pytam tutaj, bo może ktoś na tym forum ma jakiś pomysł co mogę zrobić z "uciskiem". Być może są jakieś leki/metody o których nie wiem. Myślałem o hipnoterapii ale może są jakieś bardziej konwencjonalne rozwiązania. Dziękuję z góry za jakąkolwiek pomoc.]]></description>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 20:10:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10722-ucisk-w-glowie-moj-problem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>myślałam że jest lepiej</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10714-myslalam-ze-jest-lepiej/</link>
		<description>hm przez tydznień było już ok zero myśli samobójczych , samookaleczeń. Ale to powraca z podwojoną siłą, nie mogę nad tym zapanować, w niedz pocięłam sobie ręce aż do szpitala musialam jechać, nie śpię od 2 nocy ,jakos nie mogę zasnąć, jeszcze na dodoatek teraz te głupie zapalenie płuc.naprawdę nie mam siły już zyć, wiem, że nigdy ale to nigdy nikt mnie nie pokocha :przez wygląd , charakter, zasluguje na samotność</description>
		<pubDate>Tue, 08 May 2012 06:30:06 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10714-myslalam-ze-jest-lepiej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>chyba potrzebuje pomocy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10709-chyba-potrzebuje-pomocy/</link>
		<description><![CDATA[Może ktoś mi pomoże! PO 5 latach związku odeszła od mnie kobieta którą Kochałem/Kocham w której miałem wsparcie i pomoc. Ale do początku: 2 lata temu zachorowałem, to nie jest jakaś "śmiertelna" choroba ale bardzo przeszkadza w funkcjonowaniu w społeczeństwie bo jest to bardzo wstydliwa dolegliwość i przez to bardzo zamknąłem się na ludzi, ze wstydem w oczach chodziłem na uczelnie. Nigdy mi nic nie mówiła ze przeszkadza jej moja choroba i miałem zawsze od niej Mega wsparcie a teraz jak juz wszystko sie skończyło to zostałem z tym wszystkim sam i po prostu sobie nie radze z choroba i z rozstaniem z Nią. Kiedyś mówiła ze wolałaby zęby to ona była chora, żebym ja nie musiał tak cierpieć... Powinienem kończyć pisać prace inż, ale nie mam sił przeczytać czegokolwiek już nie mówiąc o zapamiętywaniu! <br />
Ja wiem ze ludzie maja większe problemy, ale ja potrzebuje Mega wsparcie z drugiej a teraz go nie mam ! ! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /><br />
chyba muszę skończyć z tym wszystkim, z sobą bo nie daje rady....]]></description>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 14:45:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10709-chyba-potrzebuje-pomocy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>u schyłku</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10708-u-schylku/</link>
		<description><![CDATA[Zauważyłam, że u schyłku różnych rodziałów w moim życiu wpadam w depresję. Powoli dobiega końca semestr na studiach i ogarnia mnie uczucie bezcelowości i pustki. Boje się, że nie dam rady z sesją, chociaż te studia wcale mi się nie podobają. Po prostu wiem, że muszę coś robić, uczyć się skoro mam taką możliwość. Nie zmarnować papierków z matury. Z drugiej strony nieraz marzy mi się wszytko rzucić i iść do pracy, choćby zostać sprzątaczką albo szatniarką. Przynajmniej miałabym spokój z tym całym stresem związanym z wyścigiem szczurów. Wróciły też myśli samobojcze,  jednak nie chciałabym robić tego rodzicom. O ile byłabym w stanie ze sobą skończyć. No i świadomość, że tam w przyszłości czekają piękne chwile, schowane za długimi pasami mordęgi i że to już będzie koniec. Żadnego przeżywania. Jeśli miałabym sobie za sens życia wziąć przeżywanie, to chciałabym żeby pojawiło się w nim więcej pozytywnych, nakręcająch emocji. Niestety czuje się bezsilna, żeby utrzymać dobry humor, nawet kiedy mam dobry dzień, to kończy się on z zachodem słońca. Nie potrafię przedłużać stanów szczęścia. Żyję na siłę a nie chcę. Nie w ten sposób <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 10:42:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10708-u-schylku/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>a może broń palna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10692-a-moze-bron-palna/</link>
		<description><![CDATA[nie myślał z was nikt o samobójstwie przy użyciu broni palnej ?<br />
chyba najłatwiejszy sposób załatwienia sprawy ze sobą.....]]></description>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 16:38:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10692-a-moze-bron-palna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy mam to zaburzenie?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10687-czy-mam-to-zaburzenie/</link>
		<description><![CDATA[Witam, z góry przepraszam za nick, nie miałem zamiaru nic pisać, chciałem tylko poprzeglądać forum w spokoju, ale postanowiłem stworzyć ten temat zeby się dowiedzieć czy mam ZOK. Od około pół roku czuję, że coś jest ze mną nie tak. Cały czas mam w głowie głupie myśli, nie mogę się skupić na tym co np. dana osoba do mnie mówi. Powiedzmy ze gadam ze znajomym, opowiada mi jakaś historię, w ogóle go nie słucham i przychodza mi do głowy myśli o tym, że np. uprawia sex z kozą. Podobnie mam gdy np. bawię się z psem. Głaskam go i nagle pojawia mi się w głowie obraz jakbym obcinał mu łeb siekierą, a nigdy bym tego nie zrobił <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Jak np. widzę jakiegoś starego dziadka, to wyobrażam sobie, że uprawiamy sex w trójkąciku z Jezusem. Gdy trzymam np. młotek i widzę jakiegoś przechodnia, zastanawiam się co by to było, jakbym podbiegł do niego i zak***** w głowe 20 razy. Co do liczb - nie wiem czemu, ale mam jakiś "wstręt" do liczb nieparzystych. W grze powiedzmy ze mam 77 monet, muszę wyrzucić 1, żeby liczba była parzysta. Podobnie mam z zachowaniem symetrii. Znowu podam grę jako przykład, powiedzmy, zebym rozwalił przednie lewe światło, to muszę rozwalić też prawe, jak tego nie zrobię czuję dyskomfort. Jestem (chyba) perfekcjonistą, czasami boję sie nawet wysłać komentarz na YouTubie, bo boję się, że zrobiłem jakiś błąd. Odprawiam również różne dziwne "rytuały", "jak nie dotkne 4 razy doniczki, to moja mama zginie w wypadku". Zachowuję się czasami nienormalnie, pier**** rozne głupoty. Znajomi mówią, że mam się leczyć. Kiedyś się z tego śmiałem, teraz traktuję to troche poważniej. Mam tak jak tutaj, strasznie dobrze to ukazane, znalazłem gdzieś to w internetach: "U chorego mogą się pojawiać myśli dotyczące chęci nienormalnego zachowania się wobec ludzi, np. głośnego wypowiedzenia słów lub zwrotów o charakterze koprolalnym lub obraźliwym, czasem także samoośmieszającym." Proszę o Waszą pomoc, pozdrawiam i jeszcze raz sorry za nick :|]]></description>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 07:20:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10687-czy-mam-to-zaburzenie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Stresujące dźwięki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10677-stresujace-dzwieki/</link>
		<description><![CDATA[Doprowadza mnie do zdenerwowania każdy odgłos w domu, a mam liczną rodzinkę, i niezdarza mi się być samą.<br />
Marzę o zamknięciu w pomieszczeniu z całkowitą pochłanialnością dźwięku (ponoć takowe istnieje).<br />
Czy można wyuczyć się czegoś takiego jak spokój ducha?]]></description>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 09:13:59 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10677-stresujace-dzwieki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Długi, nie chce mi się żyć.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10659-dlugi-nie-chce-mi-sie-zyc/</link>
		<description>Witam, jestem nowy na forum, mam 19 lat. Jestem tak młody a już mam takie długi, że sie w głowie nie mieści. 15 tyś złotych, dla nie których to może nie są jakieś wielkie pieniądze ale dla mnie ogromne. Scigają mnie ludzie za tą kase, nie mogę nigdzie wyjść, straciłem też sporo przyjaciół. Właściwie to juz nie żyje, wegetetuje, nic mi się nie chcę, cały czas chodzę wkurzony. Czasami mam takie momenty, że jestem już strasznie załamany, raz próbowałem popełnić samobójstwo, ale zabrakło mi odwagi. Ta cała sytuacja mnie wykańcza, nie mam już siły żyć</description>
		<pubDate>Wed, 02 May 2012 20:31:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10659-dlugi-nie-chce-mi-sie-zyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ankieta – poziom lęku społ. a interpretowanie wieloznacznych sytuacji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10651-ankieta-%e2%80%93-poziom-leku-spol-a-interpretowanie-wieloznacznych-sytuacji/</link>
		<description><![CDATA[Jesteśmy czterema studentkami psychologii i mamy do Was ogromną prośbę! W ramach zaliczenia kursu, musimy przeprowadzić badanie na temat interpretowania sytuacji wieloznacznych przez osoby o różnym poziomie lęku społecznego. W związku z tym chciałybyśmy Was bardzo prosić o wypełnienie poniższej ankiety. Badanie jest jednorazowe i anonimowe, zajmuje 20 do 30 minut. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to dość dużo czasu, ale będziemy wdzięczne za zaangażowanie i pomoc w realizacji naszego projektu.<br />
<br />
Link do ankiety: <a href='http://www.ankietka.pl/ankieta/84560/interpretowanie-wieloznacznych-sytuacji-wersja-a.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.ankietka.pl/ankieta/84560/interpretowanie-wieloznacznych-sytuacji-wersja-a.html</a><br />
<br />
Marta, Marta, Natalia, Asia]]></description>
		<pubDate>Wed, 02 May 2012 10:36:48 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10651-ankieta-%e2%80%93-poziom-leku-spol-a-interpretowanie-wieloznacznych-sytuacji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>strach</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10645-strach/</link>
		<description><![CDATA[Mam pewnien problem, otóż boję się prowadźić samochód. Podczas gdy prawojazdy zrobili młodsi ode mnie znajomi, ja zatrzymałam się na etapie skończenia kursu i jednego (nieudanego) podejścia do egzaminu praktycznego. Zawsze kiedy usiądę za kierownicą zaczynam się bać, serce przyspiesza akcje, zaczyna mnie boleć głowa lub żołądek i mam trudność z oddychaniem. Sporo osób nieustannie namawia mnie do podejścia do egzaminu i zupełnie nierozumie tych dolegliwości. Ostatno kiedy jechałam na skuterze również poczułam taki lęk - mniejszy niż podczas prowadzenia samochodu ale po tym żołądek bolałmnie jeszcze przez kilka godzin. Bez strachu mogę jeździć jedynie na rowerze. Podobno wszyscy się boją ale jeśli ma się pratktykę strach przechodzi, nie sądzę jednak, że ludzie boją się aż tak bardzo, poza tym wyjeździłam sporo godzin i nic się nie zmieniło.<br />
Proszę o poradę, czy takiego lęku można się pozbyć? Jakie są na to sposoby? Nie mam już siły słuchać o tym, że ubzdurałam sobie problem ;(<br />
<br />
Nie wiem czy umieściłam temat w dobrym dziale, jeśli nie to przepraszam.]]></description>
		<pubDate>Tue, 01 May 2012 18:53:56 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10645-strach/</guid>
	</item>
	<item>
		<title><![CDATA[PTSD po stresujących przeżyciach &#34;na haju&#34;?]]></title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10639-ptsd-po-stresujacych-przezyciach-na-haju/</link>
		<description><![CDATA[Z pół roku temu coś mnie podkusiło by zażyć grzybki psylocybinowe (halucynogenne). Był to najgorszy krok w moim życiu, bo chyba to właśnie jemu mogę "zawdzięczyć" moje obecne męki i cierpienia.<br />
<br />
Po wielokrotnych terapiach itp. doszedłem do wniosku, że moje przypadłości najbardziej pasują do PTSD.<br />
<br />
6 godzin na haju było moimi najgorszymi chwilami w życiu. Miałem przysłowiowego "bad tripa". Atakował mnie wir myśli, że w stanie na haju będę już zawsze, że nigdy nie wrócę do normalności i miałem w tym stanie ogromne poczucie winy za to, co zrobiłem. Ponadto ciągle się kontrolowałem, wszędzie szukałem realnego punktu zaczepienia, że żyję naprawdę, że wszystko jest ze mną okej, że to przejdzie. Analizowałem każdy szczegół...i do dnia dzisiejszego chyba tak mi zostało<br />
<br />
Po 2 miesiącach od wzięcia grzybków miałem swój pierwszy atak lęku. Obraz na chwilę mi się rozmazał albo coś sobie po prostu wkręciłem. Całą noc spędziłem na przemyśleniach o tym, co się ze mną dzieje i o tym, że napewno wariuję.<br />
<br />
<br />
Stan ten trwa do dzisiaj. Niemal codziennie mam "wkrętki", w których ciągle myślę o schizofrenii. Atakują mnie myśli typu: -napewno popadam w schizofrenię,<br />
-nie wiem jak sobie pomóc a mam mało czasu bo jest coraz gorzej,<br />
-bede zyl jak wazywo, zachoruje i bede samotny,<br />
-wszystkie moje plany i marzenia pojda w pi***<br />
<br />
dodatkowo ciągła kontrola:<br />
-ciągle się upewniam, czy nic nie słyszę ( nie słyszę głosów)<br />
-czy wszystko co widzę jest naprawdę (czy nie mam urojeń)<br />
i inne tego typu rzeczy, które ciągle kontroluję<br />
<br />
To tylko kilka z tych przykładowych myśli, których jest nieskończona liczba. Wszystkie wydają się potwornie realistyczne i potwornie przerażające. Dodatkowo non stop przypomina mi się wypowiedź brata o grzybach: "nie brałem ich, bo słyszałem że po nich człowiek już taki zostaje jak na fazie". Ta myśl mi się przewija niemal każdego dnia i każdego dnia drzę ze strachu, że właśnie taki zostanę.<br />
<br />
Przecież odczuwam analogię do stanu "na fazie". Też mam lęk, że nie wrócę już do "normalnego, szczęśliwego życia", poza tym nadmierna kontrola i analizowanie.<br />
<br />
Boję się bardzo wszystkich rzeczy nierealnych. Przez co miałem kryzys religijny. Bałem się diabła, piekła, miałem myśli że coś mnie opętało. Jestem teraz ateistą<br />
<br />
Wszystko, co nie ma wyjaśnienia naukowego budzi we mnie strach. Wszelkie religie, niewyjaśnione okoliczności, ufo itp itd.<br />
<br />
Na hasło schizofrenia cały drże.<br />
<br />
<br />
Pocieszam się tym, że nie mam halucynacji, ani nie słyszę głosów, ale często sobie wyobrażam, że np. tam coś stoi. Coś nierealnego czym się straszę. Najczęściej mam to po graniu w gry rpg. Np. wyobrażam sobię, że w pokoju będzie stał smok. Wiem, że go tam nie ma - nie widzę go. Ale boje się skąd ja w ogóle mam takie wyobrażenia?<br />
<br />
Boje się, że nie długo granica między tym co sobie wyobrażam, a tym co uznaje za realne zniknie. Bardzo się boję.<br />
<br />
Bardzo łatwo ulegam wpływom otoczenia. Gdy usłyszę coś o chorym psychicznie automatycznie drętwieje ze strachu i myślę, że ze mną też się tak może stać. Kiedyś przewinął mi się temat o tym, że ktoś tam miał NN nt. homoseksualizmu. Bał się tego, że zostaje gejem. I mi się to udzieliło. Zawsze kochałem się w kobietach, podniecają mnie i kocham seks z nimi, a jednak czasami odczuwam wielki lęk przed zostaniem gejem. O co tu chodzi?<br />
<br />
Byłem na 3 terapiach. Trzech nieskutecznych. Na ostatniej (dwa spotkania) terapeutka powiedziała, że muszę sobie radzić sam i że wszystko co miała mi do powiedzenia - już przekazała. Zaleciła tylko żeby nie czytać niczego na internecie - nie identyfikować się z różnymi chorobami - jednak nie daję rady. Ciągle to robię mając nadzieję, że znajdę jakiś złoty środek, coś co mnie pocieszy, wyratuje, wyleczy<br />
<br />
Bardzo proszę o jakąś obiektywną opinię, o tym co się ze mną dzieję. Czy może to iść w złym kierunku, jak mam sobie z tym radzić i o tym, czy to wygląda na PTSD<br />
<br />
Stosunek z rodziną zawsze miałem bardzo dobry. Rodzice wiedzą o moim problemie i starają mi się dopomóc. Dodatkowo mam kochającą żonę, którą też kocham ponad życie. Lecz czasami też mi się zdarzają jakieś wkrętki, że może ona chce źle, że może ona coś knuje...to jakiś obłęd ;/<br />
<br />
Dodam, że nigdy nie brałem żadnych leków. Zastanawiam się teraz nad skorzystaniem z metody przedłużonej ekspozycji, ale sam do końca nie wiem czy to PTSD<br />
<br />
Mam nadzieję, że mój wpis będzie przestrogą dla tych, którzy myśleli nad spróbowaniem substancji psychoaktywnych. Bierzcie przykład z tego, jak bardzo cierpię i z mojego zdania, że gdybym mógł cofnąć czas, to nigdy bym tego nie powtórzył.<br />
<br />
Sam nie wiem, czy mój obecny stan jest wywołany przez grzyby, czy przez jakąś chorobę wewnętrzną, czy cholera wie przez co... nie wiem nic - co mnie bardziej dobija<br />
<br />
każde optymistyczne słowo doda mi otuchy i siły by walczyć z tym świństwem - dziękuję!]]></description>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 23:44:07 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10639-ptsd-po-stresujacych-przezyciach-na-haju/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Wyznania Anorektyczki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10634-wyznania-anorektyczki/</link>
		<description><![CDATA[Nie wiem, czy powinnam o tym tutaj pisać. Ale spróbuję.<br />
Mam 18 lat, od roku choruję na anoreksję. Schudłam z 56 kg do 35 kg przy wzroście 166 cm.<br />
Może powiem jak to się wszystko zaczęło. Zmarł mój chłopak. Nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić. Chciałam umrzeć, ale bałam się bólu. Wybrałam śmierć przez zagłodzenie. Straciłam wielu przyjaciół, zamknęłam się w sobie. Na początku odstawiłam słodycze i tłuste potrawy. Później jadłam same owoce, piłam tylko wodę mineralną. Następnie i owoce odeszły w zapomnienie. Piłam zieloną herbatę, wodę i łykałam tabletki przeczyszczające, wymiotowałam. Traciłam na wadze bardzo szybko. Wtedy już przestałam myśleć o tym, że robię to po to, by umrzeć. Spodobało mi się to. Oglądałam zdjęcia anorektyczek, prowadziłam bloga - dołączyłam do tzw. "motylków". Liczyły się tylko ćwiczenia, na które czasem już nie miałam siły i spisywanie bilansów, ile danego dnia 'zjadłam'.<br />
Któregoś dnia, miałam zjeść śniadanie przy mamie. Rozpłakałam się nad talerzem. Wtedy przyznałam się, że mam problem. Mama umówiła mnie z psychologiem. Chodziłam na wizyty co tydzień. Nadal nie jadłam, choć mówiłam każdemu, że zaczynam już jeść normalnie. W domu próbowali mnie kontrolować. Kiedy miałam do szkoły na 8, wstawałam o 6 żeby wyrzucić wszystko, co mama przygotowała mi na śniadanie, udawałam, że wszystko zjadłam. W szkole nie jadłam niczego, piłam tylko wodę. Czasem nie miałam nawet sił, by wejść po schodach. Po powrocie ze szkoły był obiad, który również wyrzucałam. A kolacji nigdy nie jadłam, twierdziłam, że najadłam się obiadem. Lubiłam oglądać zdjęcia jedzenia, wyobrażałam sobie, że już to zjadłam i wcale nie jestem głodna. Lubiłam też wąchać różne potrawy. Ale nigdy nie brałam niczego do ust. Pewnego dnia, miałam jechać do psychiatry, bo to zleciła mi psycholog. Pojechałam z mamą, tatą, siostrą i siostrzenicą. Dziwnym trafem, zauważyłam, że jedziemy nie tą drogą, co powinniśmy. Domyślałam się, co mnie czeka, jednak miałam jeszcze resztki nadziei. Trafiłam na oddział psychiatrii dla młodzieży. Było tam okropnie. Pacjentów traktowano gorzej niż zwierzęta. Mi "lekarz" powiedział np., że jestem "p******* idiotką, nie będę miała dzieci i nie zasługuje na życie". Jeżeli ktoś chciał coś powiedzieć, zasugerować, dostawał zastrzyk i/lub był zamykany w izolatce. Nie chcieli nikogo słuchać. Ale mniejsza z tym. W pierwszych dniach nie chciałam jeść, podali mi jedzenie przez sondę. Niemiłosiernie bolało, leciała mi krew z nosa. Po tygodniu zaczęłam jeść na przymus, chciałam jak najszybciej wyjść, jednocześnie nie tyjąc. Niewykonalne. Po kryjomu ćwiczyłam w łazience, wymiotowałam. Spędziłam tam prawie 3 miesiące. Z 35 kg przytyłam do 45. Czułam się z tym tak okropnie, że rzuciłam szkołę, chłopaka, życie towarzyskie. Jeździłam na wizyty u psychologa i psychiatry (nadal jeżdżę). Później zdiagnozowano u mnie także depresje, fobię społeczną i nerwicę. Odkąd wróciłam ze szpitala nie wychodzę kompletnie z domu. Ciągle płaczę. Kiedy muszę jechać do psychologa (co tydz.) chowam się i idę tam, gdzie jest najmniej osób. Boję się spojrzeń ludzi. Boję się, że zobaczą, jaka jestem gruba. Boję się tych słów "Patrz, ona kiedyś była taka chuda, a teraz tak przytyła" .Chciałam się zabić wielokrotnie. Za każdym razem próba kończyła się niepowodzeniem. Nie chcę już tak dłużej "żyć". Wolę umrzeć niż być taka. Nie wiem co robić. Przepraszam, że tutaj to piszę, ale nie mam nawet z kim porozmawiać, bo wszyscy przyjaciele się ode mnie odwrócili, mówiąc, że się "zmieniłam". To dla mnie bardzo trudne.]]></description>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 20:16:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10634-wyznania-anorektyczki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prawie martwy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10629-prawie-martwy/</link>
		<description>Wybaczcie mi za ewentualne bledy. Pisze to pod wplywem silnych emocji. Jestem czlowiekiem przez znajomych uwazanym za twardego, mocnego fizycznie i psychicznie. To tylko iluzja. Wielu ludzi mysli o skonczeniu ze soba. Kazdy ma jakis powod. Nie bagatelizuje. Nie osadzam czy jest to warte ostatecznosci czy nie. Moim powodem jest... (nikomu nigdy o tym nie mowilem, dzieki bogu tu jestem anonimowy) Czlonek. Tak moj 9 centymetrowy penis ( w zwodzie) Mam nadzieje ze ludzie zagladajacy tu trakruja to powaznie. Nigdy nie zwierzalem sie nikomu z tego.Nawet w internecie. Na dzien dzisiejszy jestem zalosna karykatura czlowieka (w srodku, na zewnatrz trzymam pewien fason). Mam 23 lata i nidy nie mialem(tak napawde )kobiety. Z powodu tego cholernego kompleksu. Skoro juz zaczalem spowiedz, to przyznam sie ze okazje byly. Gdzies mam jak kto wyglada, lecz wedlug ludzi postronnych brzydki nie jstem. Poprostu nikt sie nigdy tym nie zainteresowal. Lekarze uwazali ze wszystko jest ok (ciekawe jak by sami czuli sie z takim niczym) Rodzice takze. A ja sie teraz boje szyderswa. Boje sie ze nastepna kobieta wysmieje mnie. Po tym pierwszym razie chcialem k**** zdechnac. Natychmiast. Oddal bym wszystko zeby ktos mi pomogl. Jestem taki samonty, Jezuuu. Nie chce tu wylewac wszystkiego co mysle w tej chwili. Nie chce abyscie uwarzali mnie za glupca, ktory nie potrafi wyrazic swych uczuc inaczej niz za pomoca przeklenstw. Ale w tej chwili nie potrafie zapanowac nad tym. Musze sie komus wyzalic. Bo k**** oszaleje. Siedze teraz przed kompem i pisze to cos zlany lzami. Czuje sie jak nic. Jak placzacy smiec,nie mezczyzna. Jak kupa gowna. Jezu rodzice!: jezeli widzicie ze cos jest nie tak w wieku dojzewania, zabierzcie swoje dzieci do specjalisty. Bo wychodujecie takia sama kupe lajna jak ja. Deus propitius esto mihi peccatori.</description>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 04:38:18 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10629-prawie-martwy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Życie stało się karą.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10610-zycie-stalo-sie-kara/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Nie jest to pierwsza próba przedstawienia własnej sytuacji za pomocą Internetu, zapewne też nie ostatnia. Ale sama nie wiem już co powinnam o tym myśleć, w jaki sposób oceniać, z której strony podejść, by wreszcie ulżyć sobie - choćby trochę. <br />
W czerwcu minie rok od chwili, jaka na dobre wpędziła mnie do piekła.<br />
Zaczęło się od zerwania przyjaźni z kimś, kto był dla mnie bardzo ważny, czasami nawet aż przesadnie, a przynajmniej tak oceniam to z obecnej perspektywy. Tłumaczę się potrzebą poczucia bliskości, bezpieczeństwa, wreszcie zwykłym przywiązaniem, bo teraz potrafię już spojrzeć w oczy tamtym błędom - temu, że zwyczajnie oddałam się drugiemu człowiekowi, uzależniłam od niego. Miałam nawet epizod, gdy przejmowałam się wszystkim tak bardzo, iż nie mogłam złapać tchu przy zasypianiu. W porządku, zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam mozolną pracę nad zmianą charakteru. I tu się zaczęło.<br />
Powinno być dobrze, coraz lepiej, w końcu minęło już tyle czasu, powinnam się uodpornić, zahartować, zaakceptowałam zaistniały fakt tego, że coś się po prostu skończyło, ale... mam wrażenie, iż wszystko, co robię od dwunastu miesięcy idzie mi po prostu na opak. Umiem postawić sobie cele, ale co z tego, skoro zaraz z nich rezygnuję? Łapię się na chwilach, w których wciąż zwyczajnie brakuje mi tamtej osoby mimo racjonalnych pobudek, że takie rozklejanie się nie ma zbyt wielkiego sensu? Jej miejsce wciąż jest gdzieś w moim sercu i za nic nie mogę się tego pozbyć, choć próbowałam na różne sposoby. Przede wszystkim:<br />
- poszłam na studia, jednak co z tego, skoro teraz odkryłam, że tylko mnie męczą, zmuszam się siłą do wstawania co rano, uczę i zdaję egzaminy bardziej dla zasady? A przecież przeciwnie - powinny mnie inspirować, cieszyć, skoro wybrałam coś, co w jakimś stopniu odpowiadało moim zainteresowaniom! Z dnia na dzień jest coraz gorzej.<br />
- podobnie z grupą na studiach. Jest nas niewiele, z początku mi to odpowiadało, lepsza integracja, ale teraz uważam, że znajduję wśród mniej lub bardziej ciekawych dziwaków, niezwykle hermetyczne i specyficzne środowisko, jestem zbyt głupia, nie pasuję do nich, czuję się wciąż obserwowana, ocenia się moje wybory, obawiam spontaniczności. A chciałam tylko poznać nowych ludzi, zapomnieć o tym, co było!<br />
- spoglądanie na siebie. Nigdy nie byłam zbyt przebojowa, od zawsze miałam wiele kompleksów, a teraz tylko się to pogłębiło, skoro przeniosłam do większego miasta i - jak myślałam - zwyczajnie powinnam w końcu wpaść na kogoś odpowiedniego, kto się mną zainteresuje, a tymczasem tak nie jest. Nie oczekuję wiele. Niebawem skończę dwadzieścia lat, a nie byłam dotąd w żadnym związku - przygnębia mnie to, wciąż szukam w sobie powodów.<br />
- brak czasu. Na dojazdy do szkoły dziennie poświęcam cztery godziny. Wiele przez to tracę. Nie mam już czasu na własne zajęcia, jestem wciąż zmęczona, ilekroć wezmę się za jakąś książkę czy cokolwiek, co chciałam zrobić - muszę to odkładać, bo nagle zjawia nowy obowiązek, związany z nauką. Wiele sobie odmawiam i poświęcam, ale... w imię czego? Sama już nie wiem. <br />
- dotychczasowe życie. Nudne, szare, monotonne. Urodziłam się w biednym, zapyziałym mieście, gdzie nigdy nie mogłam znaleźć kogoś, kto na dłużej poświęciłby mi swój czas - w końcu każdy oceniał mnie, jako wariatkę. A tymczasem - moim zdaniem - był to tylko problem środowiska, nie mnie, po prostu ludzie byli nieco inni niż ci, których wielokrotnie teraz mijam na korytarzach i tylko wyrzucam sobie, iż tyle lat zmarnowałam na bierne siedzenie w moim mieście. A czasu już nic nie wróci.<br />
- sytuacja w domu. Powracają problemy sprzed lat, a ja nie jestem już dzieckiem, żeby móc tylko płakać. Ale nie wiem co mam zrobić. Jestem bezradna.<br />
Naprawdę nie chcę już żyć, dalsze przekonywanie siebie, że kiedyś będzie lepiej już mnie nie pociesza, nie uwierzę w to, skoro przez ostatni rok dzieje się tylko to, co złe. Mam dokuczliwe wahania nastrojów, wciąż płaczę, bardzo łatwo doprowadzić mnie do szału - wręcz cały świat mi przeszkadza, i to całkiem bez powodu. Czuję się sama, pozostawiona na pastwę losu, jakbym nie zasługiwała na szczęście. Nie mogę się wciąż i wciąż podnosić, skoro nic już mnie nie cieszy i tak naprawdę nie mam powodu, by to robić. Bo i dla kogo, dla czego? W końcu nie spotyka mnie już nic dobrego, muszę pogodzić z własną samotnością. Wszystko mnie przerasta. Raz mówię sobie, że podbiję świat, dam radę, a po chwili... Już nie mogę tego wszystkiego unieść.<br />
Czy to mogą być objawy depresji, czy może tylko znów chore urojenia i zaraz usłyszę, iż po prostu się nad sobą rozklejam, wymyślam...?]]></description>
		<pubDate>Thu, 26 Apr 2012 18:26:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10610-zycie-stalo-sie-kara/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Po co życ ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10595-po-co-zyc/</link>
		<description><![CDATA[Po co żyć ? Co oznacza życie ? <br />
<br />
Banalne pytanie ale czy na pewno ? Z pewnością nie dla wszystkich takie banalne.. z pewnością nie dla osób które szukają głębszego sensu/określenia dla tego słowa.<br />
W tym temacie chciałbym abyśmy się zastanowili nad pojęciem życia. Jeśli macie jakieś refleksje na temat życia lub chcielibyście się czymś podzielić to zapraszam do dyskusji.<br />
<br />
<br />
Życie w moim przekonaniu :<br />
<br />
Przede wszystkim żyjemy dla siebie a nie tylko dla innych. Życie jest taką wycieczką ekstremalną ,która daje nam wiele adrenaliny. Na jednym z etapów wycieczki odczuwamy  lęk, strach a za innym razem radość , szczęście .Sama w sobie wycieczka jest bardzo ciekawa a przede wszystkim bardzo nas  nurtuje, ekscytuje .Wycieczka  nas emocjonuje a wtedy zastanawiamy sie co będzie dalej...co się może jeszcze wydarzyć .Dlatego tez żyjemy np. po to aby zobaczyć co będzie dalej ...aby dowiedzieć sie co sie w przyszłości stanie na świecie lub w naszym pobliskim otoczeniu. Ciekawi nas również to czy coś sie zmieni w naszym życiu...czy cos albo kogoś spotkamy na swej drodze. Żyjemy tez np. po to aby pomagać innym .Nie każdy jest pełnosprawny jak my i nie jest w stanie sam czegoś zrobić (przejść przez ulice, coś napisać) dlatego pomagamy takim osobom .Często nie doceniamy tego co juz mamy czyli życia, zdrowia, a wiele osób chciałoby mieć dwie zdrowe ręce lub nogi...dobry wzrok lub słuch. Mówiąc krotko być zdrowym i pełnosprawny .Nie wszyscy mają taki dar aby w ogóle żyć. Np. wiele niemowlaków podczas rodzenia umiera lub np. wiele plemników nawet na sekundę nie może zaznać uczucia życia ,bo jak wiadomo wygrywa najsilniejszy plemnik. Inni chcieliby chociaż poznać i zobaczyć życie nawet na te kilka krótkich godzin. Jednak to nie  im jest dane ciało, dusza...widok zachodu słońca ,zimy…nie mogą zobaczyć  tego co my widzimy. Życie to tez zadanie...każdy z nas ma jakieś zadanie. Jedni muszą cierpieć na początku życia aby później zostać szczęśliwymi ludźmi a inni na początku życia są szczęśliwi aby później zostać ludźmi  smutnymi ,załamanymi .Różnie to bywa...Życie to jak książka w której wiele może sie wydarzyć i każdy dobrze o tym wie . Żyjemy jednak przede wszystkim po to, aby później gdy umrzemy nie pluć sobie w twarz . Żyjemy po to aby później nie żałować tego, że mogliśmy cos zrobić , zobaczyć , tak jak  inni zrobili ,zobaczyli...żyjemy po to aby później nie krzyczeć w rozpaczy, gdy dowiemy sie co straciliśmy...gdy dowiemy sie kim moglibyśmy być w przyszłości...gdy dowiemy sie co byśmy zrobili lub co by sie stało w naszym życiu , gdybyśmy dalej żyli...gdybyśmy sie nie poddali.]]></description>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 12:42:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10595-po-co-zyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy brzydcy mają po co życ ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10593-czy-brzydcy-maja-po-co-zyc/</link>
		<description><![CDATA[<a href='http://www.papilot.pl/medycyna/15682/Bable-pokrywaja-cale-jego-cialo-UWAGA-Zdjecia-sa-DRASTYCZNE-Tylko-18.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.papilot.pl/medycyna/15682/Bable-pokrywaja-cale-jego-cialo-UWAGA-Zdjecia-sa-DRASTYCZNE-Tylko-18.html</a><br />
<br />
Jeśli uważacie, że ten mężczyzna z powyższego linku jest brzydszy od Was to oznacza, iż możecie być spokojni o swoja przyszłość bo skoro ten mężczyzna jest żonaty to i Wy w przyszłości odnajdziecie swoją druga połówkę i będziecie mogli wziasc  w przyszłości ślub o ile dacie sobie na to szanse.Pamiętajmy, że na każdego człowieka czeka gdzieś druga połówka ale to od nas zależy czy połączymy się ze swoim przeznaczeniem.<br />
<br />
<br />
Wiecie co Wam powiem? Jeśli faktycznie nie jesteście „ ładni lub atrakcyjni „ fizycznie(w co wątpię )to powiem Wam, że tak naprawdę otrzymaliście dar i szanse na szczęśliwą przyszłość np. na szczęśliwe małżeństwo . <br />
Dlaczego ? Zacznijmy od tego aby każdy z nas się zastanowił jakie cechy powinien posiadać nasz przyszły partner. Czy chcemy czuć się  jak towar, który można przekazywać  z ręki do ręki ? <br />
<br />
I przykład<br />
Załóżmy, że jesteś modelką lub modelem. Kobiety lub mężczyźni za tobą się uganiają .Czujesz, że osoby w twoim otoczeniu zwracają uwagę na twój wygląd a nie na to jak się zachowujesz…<br />
<br />
Osoby które patrzą na wygląd są z reguły :<br />
pozbawione :<br />
-wartości<br />
-moralności <br />
-bez wnętrza duchowego<br />
-&gt;&gt;&gt;brak lojalności &lt;&lt;&lt;w szczególności<br />
-brak dojrzałości <br />
-agresywne zachowania<br />
-karani(po np. gwałtach na kobietach sugerowali się tylko wyglądem a nie cechami wewnętrznymi)<br />
<br />
Piękna modelka musi się z tym liczyć, że jej obecny chłopak może chcieć ją tylko wykorzystać(choć z pewnością do niczego się nie przyzna )…musi być świadoma tego, że jej chłopak pokochał ją tylko za wygląd a gdy się zestarzeje zostawi ja dla innej młodszej, wtedy zniszczy obecne małżeństwo a dzieci będą cierpiały z tego powodu już do końca życia(ta sama sytuacja  może dotyczyć również faceta)…musi mieć świadomość, że związek może się skończyć nawet wcześniej gdy tylko zajdzie w ciąże. Wiele się przecież słyszy o mężczyznach, którzy zostawiają kobiety ponieważ te   urodziły ich dzieci ( ponieważ nie byli  dojrzali).<br />
<br />
Czy taką chcecie mieć perspektywę życia ?  Czy chcecie aby każdy patrzył na Was wzrokiem pożądania tym samym traktując Was jak przedmiot który zaspokoi ich potrzeby seksualne ?<br />
<br />
<br />
II przykład <br />
<br />
Osoby które zwracają uwagę na wnętrze drugiego człowieka są z reguły  :<br />
<br />
-wrażliwi<br />
-wartościowi <br />
-w pełni umoralnieni<br />
-lojalni<br />
-dojrzali<br />
-spokojni<br />
-rodzinni <br />
<br />
<br />
Takie osoby nie zostawia Was gdy się zestarzejecie ponieważ oni pokochali Wasze wnętrze a nie urodę która dla nich nie ma znaczenia. Oni będą trwać przy Was na dobre i na źle…niezależnie czy będziecie po wypadku jeździć na wózku inwalidzkim…niezależnie czy będziecie w przyszłości sparaliżowani czy też nie…niezależnie czy stracicie wzrok…niezależnie czy wasza twarz zostanie poparzona kwasem czy nie…będziecie mieli pewność, że Wasze drugie połówki będą przy Was trwały na wieki ! <br />
<br />
Zastanówcie się do którego przykładu chcielibyście zostać przypisani gdybyście mogli zmienić czas.<br />
<br />
<p class='citation'>Cytat</p><div class="blockquote"><div class='quote'>Hmm.... Nigdy się nie zastanawialiście jak to jest być tym ładnym? Myślicie, że im tak jest tak łatwo? Ja niby zaliczam się do tej grupy, ale wierzcie mi - nie jestem pustą lalką która przesadza z solarium ani taką która chce komuś zaimponować nowym ciuchem czy toną "tapety" na twarzy. Jestem ot sobie zwykła a co dostaję w zamian? Jestem zazwyczaj traktowana jak "kawałek mięsa" który warto byłoby przelecieć. Nieważne, że gdzieś tam mam duszę, uczucia i swoje myśli.... Co mi po zainteresowaniu kiedy widzę faceta który ślini się rozmawiając ze mną? To jest upokarzające!!!! Gdzie w tym wszystkim ja tak naprawdę?  W takich momentach wolałabym wyglądać inaczej i zaznać prawdziwych uczuć, wiedząc, że ktoś ceni to co sobą reprezentuję a nie to jak wyglądam. Brakuje mi ciepła.... Czy oczekuje aż tak wiele?  Chcę móc kogoś przytulić i dostać w zamian trochę uczucia. Dochodzi do tego, że zaczynam nienawidzić swojego ciała.... Paradoks? Dodam, że nie jestem już nastolatką i swoje latka mam.<br />
<br />
<br />
A czy ładni z uczuciami mają po co żyć?</div></div><br />
<br />
I to jest bardzo dobry przykład z życia…Musze powiedzieć, że mam podobnie i mimo ze jestem przystojny to narzekam na to, iż nie mogę odnalezc kobiety która pokocha moje wnętrze.<br />
Osobiście odrzucam kobiety, które zwracają tylko i wyłącznie uwagę na mój wygląd. Takie kobiety mnie nie interesują i dzięki temu robie szybki etap selekcji aczkolwiek mam o tyle ciężej, że według kobiet jestem przystojny i ciężko mi rozróżnić kiedy kobieta kocha mnie za wygląd a kiedy za moje wnętrze :/ Wy natomiast nie powinniście mieć takiego problemu i bez żadnego problemu uda Wam się odnaleźć nie pierwszego lepszego partnera ale tego jedynego, przeznaczonego który na Was gdzieś tam cierpliwie czeka. <br />
Każdy człowiek jest piękny ,wystarczy mieć tylko albo i aż piękna dusze.)<br />
Przecież każdy pragnie usłyszeć od drugiej połówki : kocham Cie ponieważ masz takie dobre serduszko…kocham Cie ponieważ jesteś takim dobrym ojcem…kocham Cie ponieważ szanujesz ludzi…<br />
Nie chciałbym natomiast usłyszeć od drugiej osoby kocham Cię bo : jesteś ladny, masz piękne usta, twarz…<br />
<br />
Zastanówcie się czy tak naprawdę Wasz brak urody to dar czy nie…zastanówcie się ile możecie zyskać w przyszłości bez daru urody…jak bardzo będziecie mieli ułatwione życie.<br />
Podam przykład .To tak samo jest gdy matka nie chce kupić dziecku choremu na cukrzyce cukierka. Dla dziecka oczywisty jest fakt, że cukierek to najlepsze wyjście ponieważ tak bardzo pragnie poczuć jego smak . Co jest złego w cukierku ? Nic to tak samo jak przy posiadaniu urody ! I każdy o tym wie jednak sytuacja tego chłopczyka całkowicie zmienia postać rzeczy. Gdy matka kupi dziecku cukierka to dziecko otrzyma szczęście tylko na chwile .Dopiero po jakimś czasie  zrozumie, że mimo tego iż miał to co inni już w przyszłości nie będzie szczęśliwy …będzie żałował, że cukierek przysłonił mu oczy gdyż nie dostrzegł daru życia.<br />
<br />
<a href='http://www.papilot.pl/ludzie/14966/Urodzil-sie-chlopczyk-o-dwoch-twarzach-Rodzice-sa-w-szoku-nie-wiedza-co-robic.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.papilot.pl/ludzie/14966/Urodzil-sie-chlopczyk-o-dwoch-twarzach-Rodzice-sa-w-szoku-nie-wiedza-co-robic.html</a><br />
<br />
<a href='http://www.papilot.pl/ludzie/15627/7/Biedna-dziewczynka-z-maloglowiem-Straszna-i-rzadka-choroba-zrobila-z-niej-potworka.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.papilot.pl/ludzie/15627/7/Biedna-dziewczynka-z-maloglowiem-Straszna-i-rzadka-choroba-zrobila-z-niej-potworka.html</a><br />
<br />
W przyszłości te osoby będą miały znacznie łatwiej w odnalezieniu swej drugiej połówki…nikt z ludzi nie będzie podszywał się pod ich przeznaczenie które gdzieś tam na nich czeka…mogą być spokojni o swoja przyszłość o ile będą na tyle wytrwali i dają szanse swojemu ukochanemu lub ukochanej.<br />
<br />
Bardzo ładnie wypowiadała się koleżanka tara .Prezentuje bardzo mądrą i dojrzałą postawę a dla mnie to osobisty ideał kobiety także o wiele bardziej byłbym zainteresowany randka z koleżanka o Nicku tera , której nie widziałem na oczy niż z dziewczyna która jest modelką albo jakąś miss świata.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<p class='citation'>Cytat</p><div class="blockquote"><div class='quote'>. <br />
Czy myślałem o tym żeby się zabić? Tak - Dlaczego tego jeszcze nie zrobiłem? Bo narzazie wyznaczyłem sobie życiowy cel.<br />
<br />
Myśli samobójcze mam odkąd pamiętam.</div></div><br />
<br />
Jaki to był życiowy cel i dlaczego zrezygnowałeś z tego celu ?<br />
<br />
<br />
Mam do Was pytanie. Chcecie zdobyć pewność siebie która ułatwi Wam kontakty z ludźmi oraz oswoi Was z Waszym wyglądem ? Jeśli tak to mogę Wam podać przykład ćwiczenia który z pewnością Wam pomoże  <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />]]></description>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 23:00:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10593-czy-brzydcy-maja-po-co-zyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Apel do samobójców</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10592-apel-do-samobojcow/</link>
		<description><![CDATA[Jeśli rzeczywiście chodzi Ci to po głowie to pamiętaj że na pewno masz dla kogo żyć. Jesteś użyteczny i ważny oraz wartościowy. A zatem zastanów się do kogo możesz zwrócić się personalnie o pomoc, by pomógł Ci wyjść z dołka/depresji i zacząć normalnie żyć. Życie jest cenne i wartościowe, warto żyć.<br />
<br />
Prosimy nie pisz na czacie o samobójstwie, są tu ludzie wrażliwi i niektórzy z nich źle znoszą takie informacje. Jeśli faktycznie chcesz porozmawiać i jest Ci ciężko, zrób to zakładając temat pod tym linkiem, <a href='http://www.psychocafe.pl/forum/120-prby-samobjcze/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.psychocafe.pl/forum/120-prby-samobjcze/</a><br />
<br />
Dziękuję]]></description>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 20:21:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10592-apel-do-samobojcow/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>leczenie?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10570-leczenie/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie,<br />
<br />
Jestem studentką 6-go roku medycyny. W ramach koła psychiatrycznego piszę pracę dotyczącą opinii dorosłych Polaków na temat metod leczenia stosowanych w psychiatrii. <br />
Jeśli chcecie podzielić się swoją opinią i pomóc w stworzeniu wiarygodnego profilu opinii społeczeństwa na ten temat to zapraszam do wypełnienia anonimowej ankiety, dostępnej pod adresem: <br />
<a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html ' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'><a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html</a> </a><br />
<br />
dziekuje!]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 08:44:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10570-leczenie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>opinie na temat leczenia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10569-opinie-na-temat-leczenia/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie,<br />
<br />
Jestem studentką 6-go roku medycyny. W ramach koła psychiatrycznego piszę pracę dotyczącą opinii dorosłych Polaków na temat metod leczenia stosowanych w psychiatrii. <br />
Jeśli chcecie podzielić się swoją opinią i pomóc w stworzeniu wiarygodnego profilu opinii społeczeństwa na ten temat to zapraszam do wypełnienia anonimowej ankiety, dostępnej pod adresem: <br />
<a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html ' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'><a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html</a> </a><br />
<br />
dziekuje!]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 08:44:06 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10569-opinie-na-temat-leczenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>leki a depresja</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10568-leki-a-depresja/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie,<br />
<br />
Jestem studentką 6-go roku medycyny. W ramach koła psychiatrycznego piszę pracę dotyczącą opinii dorosłych Polaków na temat metod leczenia stosowanych w psychiatrii. <br />
Jeśli chcecie podzielić się swoją opinią i pomóc w stworzeniu wiarygodnego profilu opinii społeczeństwa na ten temat to zapraszam do wypełnienia anonimowej ankiety, dostępnej pod adresem: <br />
<a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html ' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'><a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html</a> </a><br />
<br />
dziekuje!]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 08:43:35 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10568-leki-a-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>anonimowa ankieta na temat leczenia psychiatrycznego</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10567-anonimowa-ankieta-na-temat-leczenia-psychiatrycznego/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie,<br />
<br />
Jestem studentką 6-go roku medycyny. W ramach koła psychiatrycznego piszę pracę dotyczącą opinii dorosłych Polaków na temat metod leczenia stosowanych w psychiatrii. <br />
Jeśli chcecie podzielić się swoją opinią i pomóc w stworzeniu wiarygodnego profilu opinii społeczeństwa na ten temat to zapraszam do wypełnienia anonimowej ankiety, dostępnej pod adresem: <br />
<a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html ' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'><a href='http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://moje-ankiety.pl/respond-22969.html</a> </a><br />
<br />
dziekuje!]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 08:43:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10567-anonimowa-ankieta-na-temat-leczenia-psychiatrycznego/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>gdy człowiek pragnie umrzeć...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10543-gdy-czlowiek-pragnie-umrzec/</link>
		<description><![CDATA[Witam. Sam nie jestem pewnien dlaczego jestem na tym forum, co mnie skłoniło żeby go znaleźć i na nim pisać... Mam 21 lat i podjąłem drugi raz studia zaocznie, a w tygodniu pracuję. Każdy mój dzień wygląda żenująco i jest niczym niekończące się deja vu, rano człowiek wstaje do pracy, wieczorem wraca co domu, coś zje, wykąpie się i idzie spać. Nie ma się do kogo odezwać ani obok kogo się położyć. Rodzina składająca się z alkoholików i bydlaków dawno chyba zapomniała, że wogóle istnieję. Wydaje mi się, że jakbym nagle umarł to nikt by się o tym nie dowiedział dopuki sąsiedzi nie poczuli by smrodu mojego truchła. Znajomych mam niewiele, choć zdarza się, że raz na miesiąc wyjdę z kimś na piwo. Niestety moich najbliższych przyjaciół, z którymi spędzałem prawie cały wolny czas straciłem około 2 lat temu w nieprzyjemnych okolicznościach. Czuję się niezwykle samotny, nie jestem osobą nieśmiałą ale także nie jestem jakoś przesadnie otwarty na ludzi. Mam wrażenie, że będzie tylko coraz gorzej i będę pracował za pół darmo, tylko po to, żeby wciąż przedłużać swoją wegetację. Nie jestem w stanie wytrzymać tej monotonii, samotności i smutku który mnie ogarnia. Gdy ostatnio poznałem w pracy pewną dziewczynę, już myślałem, że los się do mnie uśmiechnął. Piękna, inteligentna, rozmawiała ze mną, a ja chłonąłem jej słowa jak tlen, który dawał mi siłę do działania. Kilka dni i zdążyłem się przywiązać i na dobre zaczęło mi zależeć. Okazało się niestety, że ma chłopaka. I nagle zostałem zgaszony jak zapałka w kubku zimnej wody. Przez kilka dni od długiego czasu poczułem, że może wkońcu spotkać mnie coś dobrego i zanim się to stało zostało mi to odebrane i pozostała tylko gorycz i jeszcze głębszy smutek. Miłość zawsze była dla mnie najważniejsza, i rozczarowania z nią związane zawsze sprawiały mi niezwykłe cierpienie. Myśli samobójcze zaprzątają mogą głowę każdego dnia, ostatnio wyszedłem na dach swojego bloku, i siadłem metr od krawędzi. Nachodziły mnie głupie myśli... ktoś bedzie musiał mnie "posprzątać", więc może stryczek? Tabletki? Zatrucie czadem? Nie chciałem żeby moja śmierć narobiła komuś kłopotu...<br />
Zacząłem nawet palić papierosy, mówi się, że każdy skraca życie o kilka minut. Łatwy i nieinwazyjny sposób skracania codziennej męki. Wszystkie problemy są łatwiejsze do zniesienia gdy ma się jeszcze coś oprócz nich. Ja czuję, że niemam nic i nikogo. Ludzie piszą "samobójstwo to nie wyjście","samobójstwo to pójście na łatwiznę". Nie rozumieją, że życie może być dla kogoś taką udręką, że woleli by po prostu nie umrzeć, przestać istnieć. Jest tylko jedna rzecz, która mnie przed tym powstrzymywała. To świadomość, że nikt o mnie nie będzie pamiętał, wspominiał. Nikt nie spojrzy na moje zdjęcie i nie pomyśli o mnie. Tak jakbm nigdy nie istniał i nie miał żadnego znaczenia.]]></description>
		<pubDate>Sat, 21 Apr 2012 18:09:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10543-gdy-czlowiek-pragnie-umrzec/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nerwica lękowa i nerwica natrectw</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10534-nerwica-lekowa-i-nerwica-natrectw/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
O tym,że mam nerwicę natręctw pisałem w odpowiednim dziale i jak ktoś chce może sobie looknąć <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />.Napisze tu teraz o mojej nerwicy lękowej.Bardzo często mam tak,że dostaje ataków paniki w skali od 1 do 10 to 5 czasami nawet 8/Przykładowo dzisiaj ktos zadzwonił do mnie z nieznajomego numeru lecz ja nie zdążyłem odebrać,osoba ta nie oddzwaniała i nagle zacząłem panikować,że to mogła być jakaś ważna sprawa,pewnie ktoś dzwoni żeby powiedzieć mi coś strasznego.Byłem spanikowany do tego stopnia,że musiałem pojechać do sklepu i kupić kartę doładowywującą i oddzwonić.Tak jest często.Mam 17 lat myślę,że moje życie jest do bani,że nie poradzę sobie w życiu jak będę tak się wszystkim przejmował,coraz częściej myślę o samobójstwie.Tak mnie rodzice wychowali,że wszystkiego trzeba się bać i wgle ;/ Nie winie Ich z tego powodu bo w jakimś stopniu rozumiem,że chcieli mnie chronić,no ale za bardzo ;/Czy nie będąc pełnoletnim moge skorzystać z usług psychiatry,czy psychologa ?do kogo lepiej iść ?I czy da się to załatwić bez wiedzy rodziców.I w ogóle,czy według was jest to nerwica lękowa,czy tylko jakieś moje "lęki"?<br />
Czuje jak mi powoli psychika siada <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /><br />
Dzięki za odpowiedzi <br />
Pozdrawiam]]></description>
		<pubDate>Fri, 20 Apr 2012 18:21:57 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10534-nerwica-lekowa-i-nerwica-natrectw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co robić?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10528-co-robic/</link>
		<description><![CDATA[Witam,piszę tu ponieważ już nie wiem co się ze mną dzieje... Od zawsze byłem samotnikiem i pesymistą, ostatnio jednak doszło do tego ciągły smutek,byle co wyprowadza mnie z równowagi, jestem sfrustrowany, i zrozpaczony równocześnie,nie mam znajomych, nie rozmawiam także o moich odczuciach z nikim kogo znam "na żywo", Otoczenie nie widzi by coś było nie tak, więc być może sobie to wmawiam?<br />
Mało rzeczy potrafi mnie cieszyć,staje się powoli coraz bardziej wściekły i obojętny, mam bardzo zaniżoną samoocenę (chyba), do wszystkiego podchodzę z nastawieniem że mi się nie uda,jestem beznadziejny na każdej płaszczyźnie życia...<br />
Już naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje,czy faktycznie jest coś nie w porządku czy sam to sobie wkręcam.<br />
Rzadko kiedy komu ufam, i nie mam się kogo poradzić, i porozmawiać o swoich "problemach". (mówię tu o osobach które znam osobiście).<br />
Faktycznie coś mi jest? Czy być może sam głupio się nakręcam?<br />
<br />
proszę dać znać gdyby trzeba było coś jeszcze dopisać.<br />
<br />
Pozdrawiam<br />
Sławek.]]></description>
		<pubDate>Thu, 19 Apr 2012 18:29:24 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10528-co-robic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobójstwo z powodu rodziny</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10526-samobojstwo-z-powodu-rodziny/</link>
		<description>Witam. Zacznę od początku. Wcześniej nie miałem myśli samobójczych, myślałem że już takie moje życie, ciągłe kłótnie z matką, i ciągła nauka, ale zrozumiałem że tak nie powinno być gdy mój najlepszy przyjaciel popełnił samobójstwo z powodu rodziny, próbowałem to zmienić, znalazłem dziewczynę i jestem z nią szczęśliwy... niestety tylko z nią, jak chce pojechać na następny dzień do niej matka robi mi kłótnię nie wiadomo o co, w tym momencie mam ochotę płakać i zniszczyć wszystko co mam pod ręką, w tym też momencie mam przed oczami, jak biorę nóż i zabijam całą swoją rodzinę, następnie jadę do swojej dziewczyny, całuję się z nią namiętnie ostatni raz następnie dźgam ją nożem, morduję jej rodzinę i idę się powiesić w swojej szkole, pewnie wygląda to jak jakaś scena z horroru ale coraz częściej mam takie wizje, nie mam żadnych snów samobójczych ale nigdy nie pamiętam swoich snów, a jeżeli pamiętam to wiem tylko tyle że trzymałem w swojej ręce linę. Udaję że jest wszystko w porządku, z zewnątrz jestem uśmiechniętym 16-nasto latkiem, a w wewnątrz jestem wariatem. Chce iść z tym do pedagoga szkolnego, ale nie umiem się odważyć.</description>
		<pubDate>Thu, 19 Apr 2012 17:35:49 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10526-samobojstwo-z-powodu-rodziny/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>schizofrenia?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10495-schizofrenia/</link>
		<description>coraz częściej wydaje mi się ,że ktoś za mną jest a tak naprawdę go nie ma co robić?</description>
		<pubDate>Mon, 16 Apr 2012 16:59:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10495-schizofrenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Mój problem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10481-moj-problem/</link>
		<description><![CDATA[Hej, chciałem tutaj wyżalić się ze swoich problemów.<br />
Jeśli masz czas i chęci poczytaj i odpowiedz, każda pomoc się liczy.<br />
Z góry przepraszam za ewentualne błedy ortograficzne i gramatyczne.<br />
<br />
Może moja historia będzie się dla Ciebie wydawać dziecinna i banalna do rozwiązana, ale koniec końców gdyby taka była nie pisałbym o tym.<br />
Mam 16 lat, żyję sobie w małym miasteczku, jestem harcerzem, należę do młodzieżowej drużyny pożarniczej.<br />
Kocham podróżować, najchętniej zwiedziłbym cały świat...<br />
<br />
Z reguły mam doby chumor, lubie rozmawiać z ludźmi i nawiązywać nowe kontakty i idzie mi to bardzo dobrze, jednak to kończy się na zwykłej znajomości. Raz zakochałem się w pewnej dziewczynie i nawet jakoś się potoczyło, jednak gdy zauważyła że chce czegoś więcej zaczeła mnie olewać.<br />
Nigdy nie byłem w długim, prawdziwym związku, pewnie z niektórymi przez głupi stereotyp Zhp. Poza tym mam dosłownie afro, zawsze mażyłem o długich prostych włosach i nie chce mi się słuchać jak inni mówią że też by takie chcieli gdy w telewizji, szkole i ogólnie w otoczeniach takie osoby miały duże wzięcie. Zawsze kojażone są z jakimiś murzynami. Próbowałem je jakoś wyprostować i wszystko na nic. Jestem dosyć gruby co jeszcze bardziej wytłumacza moją samotność. Sylwetkę mam dobrą ale waże bardzo dużo. <br />
<br />
Co do harcerstwa to niestety jestem na samym dnie drabiny jako pionek, a znajomi w moim wieku już są drużynowymi. <br />
Dla niewtajemniczonych to coś w stylu (Pracownik[ja] - Prezes[inni]) i jest to strasznie upokażające gdy jako jedyny razem z dziećmi muszę wykonywać polecenia zadane mi przez osoby nawet młodsze ode mnie...<br />
W straży jakoś mi się powodzi gdyby nie fakt że mam dużą wadę wzroku i mam słabą kondycję co krzyżuje moje plany dorosłej kariery, jest minimalna szansa że dostane się do PSP.<br />
<br />
W szkole idzie mi słabo, że aż nawet bardzo źle. Niedługo testy a u mnie jak na złość na koniec 3 klasy stopnie zaczeły się jeszcze bardziej pogarszać.<br />
<br />
Zacząłem się pogrążać, zapadać w depresję. Używki, narkotyi i.t.p to rzeczy z którymi muszę walczyć, chociaż to jedyna rzecz dzięki której czuje się lepiej w tych cięzkich dla mnie dniach.<br />
<br />
Gdy zadaje sobie pytanie o czym najbardziej marzę/ co chciałbym dostać to wydaje mi się że uroda, kondycja i zdrowie, oceny lub osoba która będzie mnie kochać to rzeczy które musze osiągnąć sam bo w innym wypadku i tak to stracę.<br />
Najbardziej chciałbym żebym miał takiego '' mentora '' który powie mi co robie dobrze, co źle, który będzie mnie wspierał w upadkach i nie tylko, i który uświadomi mi jaki jest mój cel. <br />
<br />
Dzięki że raczyłeś(aś) mnie wysłuchać, i z góry proszę o odpowiedź lub podzielenie się własnymi problemami...<br />
Chodziło mi o to żeby wypisać to co mnie bolało ale nie wiele to daje...]]></description>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 17:23:12 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10481-moj-problem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Skąd się bierze ta potrzeba izolacji od ludzi</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10467-skad-sie-bierze-ta-potrzeba-izolacji-od-ludzi/</link>
		<description><![CDATA[Ma ktoś jakiś pomysł, skąd się bierze ta potrzeba izolacji od ludzi. Ja u siebie zauważyłem wzmożony wzrost kreatywności, sporo się nauczyłem będąc sam, z drugiej jednak strony czuję się okropnie nie będąc codziennie z ludzmi, czy ogólnie z kimś w pobliżu.<br />
<br />
Zastanawia mnie skąd się bierze taka potrzeba odosobnienia, czy u każdego inaczej ale wspólny mianownik jest ten sam.... nie wiem...co myślicie ....]]></description>
		<pubDate>Sat, 14 Apr 2012 06:31:57 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10467-skad-sie-bierze-ta-potrzeba-izolacji-od-ludzi/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dla tych ktorzy chca popelnic samobojstwo</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10426-dla-tych-ktorzy-chca-popelnic-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Urywek filmu ktory powstał na faktach <br />
autentycznych ! <br />
<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/ON-qcrsvXAQ&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/ON-qcrsvXAQ&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object> <br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<br />
Polecam też takie strony/filmiki jak : <br />
<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/cyheJ480LYA&feature=player_embedded"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/cyheJ480LYA&feature=player_embedded" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<br />
...polecam jeszcze :<br />
<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/H53UQ3Uhgvw"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/H53UQ3Uhgvw" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object> <br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<a href='http://www.przyjaciele.org/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.przyjaciele.org/</a> <br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/V4vMCVGSs4o&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/V4vMCVGSs4o&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<a href='http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/15122011-2130/5728748' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/15122011-2130/5728748</a><br />
<br />
Szok ! <br />
<br />
Czasem warto zwrócic też uwagę na cierpienia naszych bliźnich.<br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/uzCksvM3RZg&feature=player_embedded"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/uzCksvM3RZg&feature=player_embedded" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
<br />
Dokładnie wsłuchajcie się chociaż w początkowe słowa piosenki. Nawet sobie nie wyobrażamy tego jak wiele zrobiłyby te niemowlaki aby mieć chociaż takie problemy jakie my mamy.<br />
Szkoda że nie wszyscy doceniają to co już otrzymali ...skarb którym jest życie .<br />
<br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<br />
 <br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/L0n0LqJczuo"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/L0n0LqJczuo" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object> <br />
 <object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/EYaXjUfy3_4&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/EYaXjUfy3_4&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object>    <object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/J47EyUcPkmM&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/J47EyUcPkmM&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object>                                                             <br />
<a href='http://science-info.pl/?p=464#axzz1rCJkdx' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://science-info.pl/?p=464#axzz1rCJkdx</a><br />
<br />
Przekaż dalej.Każdy powinien wiedzieć ,że piekło nie jest abstrakcją.Samobójstwo=grzech śmiertelny=piekło=dalsze,nieskończone cierpienie.Samobójstwo to początek jeszcze większego cierpienia.<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/WP4zb4NE4aE"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/WP4zb4NE4aE" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object>                                                                        <br />
<br />
Uczniowie "zaginają" nauczyciela <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;<br />
<br />
<br />
Dziwne odgłosy na całym świecie! <br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/ARCbODyntr8&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/ARCbODyntr8&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
 <br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/evhfLvejYPg&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/evhfLvejYPg&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object> <br />
 <br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/dtMOTSwno64&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/dtMOTSwno64&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object> <br />
 <br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/PI0o2Oapcak&feature=related"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/PI0o2Oapcak&feature=related" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
Wedlug wielu naukowcow przerazajace nagranie z wnetrza ziemi nagrane przez grupe rosyjskich naukowcow ma zwiazek z glosami ktore obecnie slyszymy ale obecne sa o mniejszej czestotliwosci: <br />
<a href='http://science-info.pl/?p=464#axzz1rCJkdx' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://science-info.pl/?p=464#axzz1rCJkdx</a><br />
<br />
<br />
Ostatni link jest dla osób o mocnych nerwach oraz dla tych którzy nie dowierzają lub nie boja sie piekla. Nikt nie wie jakie przerażające tajemnice skrywa śmierć czyli życie pozagrobowe...być może nasze pokolenie sie o tym przekona przy sądzie ostatecznym...wtedy każdy zapragnie żyć ale będzie za późno...<br />
<br />
Pamiętajmy, że samobójstwo to nieskończone potępienie...zastanówmy sie czy chcemy być częścią demonicznego piekła...a według wielu objawień cierpienie w piekle jest tak ogromne, że żaden człowiek nie potrafi tego pojąc.]]></description>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 22:34:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10426-dla-tych-ktorzy-chca-popelnic-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pomoc psychologiczna dla uczestników wypadków drogowych</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10418-pomoc-psychologiczna-dla-uczestnikow-wypadkow-drogowych/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie,<br />
<br />
Wszystkie osoby, ktore w ciągu ostatnich dwóch lat były świadkami wypadku, lub doświadczyły utraty bliskiej osoby w wypadku, szczególnie jeśli dokuczają: poczucie winy, kłopoty ze snem, nawracające wspomnienia, nadmierne poddenerwowanie lub kłopoty z koncentracją uwagi, zachęcam do uczestnictwa w programie TRAKT<br />
<br />
(<strong class='bbc'>kontakt: 509 127 858, e-mail: terapia@psych.uw.edu.p</strong>l)<br />
<br />
Zespół doświadczonych klinicystów i licencjonowanych terapeutów zapewnia możliwość specjalistycznej diagnozy psychologicznych problemów potraumatycznych oraz w razie stwierdzenia zespołu stresu pourazowego oferuje możliwość terapii.<br />
<br />
Koszty badań diagnostycznych, leków i psychoterapii pokrywane są z programu Uni Europejskiej. <br />
<br />
Więcej informacji o programie, formie terapii i jej skuteczności znajdziecie na tej stronie: <strong class='bbc'><a href='http://www.wypadki-drogowe.pl/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.wypadki-drogowe.pl/</a></strong><br />
<br />
Pozdrawiam,<br />
<br />
Klaudia<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class='clear'>
				<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1505&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title=""><img src="http://www.psychocafe.pl/public/style_extra/mime_types/pdf.gif" alt="" /></a>
&nbsp;<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1505&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title="">ULOTKA TRAKT.pdf</a> <span class='desc'><strong>(328,36 KB)</strong></span>
<br /><span class="desc info">: 0</span>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 19:53:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10418-pomoc-psychologiczna-dla-uczestnikow-wypadkow-drogowych/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>szukam</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10389-szukam/</link>
		<description>Szukam osób które cierpią na depresje mają myśli samobójcze, są wrażliwi, mają otwarty umysł, lubią gadać, mają marzenia. Szukam kogoś z kim mogłabym pogadać. Napisz coś o sobie co lubisz robić? Jakie jest twój pogląd na świat i na śmierć? Jak się czujesz a może ja napisze do ciebie.</description>
		<pubDate>Mon, 02 Apr 2012 16:53:49 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10389-szukam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>sierota</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10386-sierota/</link>
		<description><![CDATA[Witam, siedze zamkniety w czterech scianach juz od dluzszego czasu i czytam wszystkie fora zwiazane z zab. psychicznymi, <br />
sadze ze temat choroby sierocej mnie dotyczy od tego zaczely sie problemy<br />
Od dziecka w moim domu brakowalo jakichkolwiek uczuc, pamietam ze jak mialem 4-5 lat bardzo potrzebowalem kontaktu z rodzicami(przytulenie,rozmowa cokowiek) a moj tatus wolal siedziec i patrzec jak jego syn buja glowa na lozku, probowalem nawiazac w ten sposob kontant z rodzicami co sie nieudawalo, <br />
bylem bardzo placzliwym dzieckiem w szkole niepotrafilem nawiazywac kontaktu zreszta jak i moje rodzenstwo<br />
pozniej moja siostra wpadla w anoreksje i schizofrenie paranoidalna, moi rodzice sadza ze taka pojebana sie urodzila w co niewierze sadze ze bierze sie to z takiego srodowiska, <br />
byla gnebiona w szkole zreszta tak jak ja. Nieposiadam takiego czegos jak wyobraznia(0 obrazow w glowie od dawna) sadze ze jestem uposledzony umyslowo, <br />
mimo iz urodzilem sie przecietnym dzieckiem mialem wyobraznie i jakies tam talenty ale szybko sie poddawalem.<br />
przepraszam ze wyszlo takie maslo maslane ale musialem gdzies to napisac, wiem co mi powiecie idz do psychologa <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
niema to jak zakladac rodzinke, niekochac swojej zony i dzieci. Ja podziekuje za takie cos jeb dysfunkcyjna rodzinka]]></description>
		<pubDate>Mon, 02 Apr 2012 04:08:36 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10386-sierota/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Badanie poczucia sensu życia i nadziei</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10362-badanie-poczucia-sensu-zycia-i-nadziei/</link>
		<description>Piszę pracę mgr w związku z tym poszukuję osób chętnych do wzięcia udziału w anonimowym badaniu kwestionariuszowym, testy przesyłam mailowo, singleday1@wp.pl</description>
		<pubDate>Sat, 31 Mar 2012 17:58:41 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10362-badanie-poczucia-sensu-zycia-i-nadziei/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Mam już dość. On niszczy mnie coraz bardziej.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10355-mam-juz-dosc-on-niszczy-mnie-coraz-bardziej/</link>
		<description><![CDATA[Witam. Jestem tu nowa.<br />
Znalazłam się tu bo muszę się wyżalić.<br />
Jestem młodą osobą. Byłam z facetem 4 lata, mamy roczne dziecko miesmy wiele planow, mieszkanie w remoncie. jakis czas temu zostawil mnie pod byle pretekstem ze niby potrzebuj czasu. po tygodniu stwierdzil ze chce znow do mnie wrocic ze teskni itd. byloby ok gdyby z dnia na dzien tego coraz bardziej nie psuł.<br />
wczoraj mi powiedzial ze mam zniknac z jego zycia, z wielkiej milosc pocielam sie bo ... nie wytrzymalam juz tego.dzisiaj znow mi mydlil oczy, spytalam sie go czy ma kogos innego powiedzial ze nie, zaczal mnie calowac,przytulac a pozniej wyszedl, a wiecie gdzie/?? wlasnie do swojej nowej dziewczyny!!!<br />
<br />
dlaczego sie pocielam?? niby nic zostail mnie i zadne wielkie halo, ale codzienie dawal mi nadzieje bo wiedzial zmi zalezy codziennie rnil w rozny sposob a ja nie jestem silna psychicznie nie daje rady juz....<br />
mam ochote zobic sobie cos by cierpialtak jak ja cierpie terrazaleboje sie,boje sie o dziecko]]></description>
		<pubDate>Fri, 30 Mar 2012 22:47:17 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10355-mam-juz-dosc-on-niszczy-mnie-coraz-bardziej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Piekło</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10346-pieklo/</link>
		<description>Kto z was ma depresje i myśli samobójcze jest w beznadziejnym stanie?</description>
		<pubDate>Thu, 29 Mar 2012 23:58:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10346-pieklo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nie mam już sił...ile razy można się podnosić</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10304-nie-mam-juz-silile-razy-mozna-sie-podnosic/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie, <br />
Jestem tutaj po raz pierwszy. Chyba nawet nie oczekuję pokrzepiających słów, tylko bardziej wyrzucić z siebie to, co siedzi we mnie głęboko, prawdę o sobie. <br />
<br />
Mam 28 lat, a moje życie to ciągłe upadki. Od 20 lat choruję na silną nerwicę, od 14 na depresję, której nieodłącznym elementem są nerwobóle - ataki epileptyczne, bóle klatki piersiowej, niemożność oddychania,a także dołącza się lęk przed ludźmi i wychodzeniem z domu. Oczywiście są dobre miesiące lub tygodnie, ale wszystko ciągle wraca jak bumerang. <br />
Jestem po dwóch próbach samobójczych (raz ledwie mnie odratowano), 3 razy byłam już w szpitalach psychiatrycznych, za każdym razem na 3 miesiące. <br />
Łykam non stop prochy antydepresyjne. <br />
<br />
Nie mogę normalnie pracować, z mężem nie mieszkamy razem, nie mam celów w życiu, marzeń, pragnień. <br />
<br />
Tylko kłopoty. Całe życie dokonuję złych wyborów (nie wchodzę w konflikt z prawem), pakuję się w problemy (jakbym nie potrafiła przewidzieć konsekwencji), wychodzę z nich rujnując swoje zdrowie. Po co? Ano po to by wpakować się w jeszcze większe z których już nie umiem się wykaraskać. Najgorsze, że już nawet nie mam siły i nadziei ze może być lepiej. Ile razy człowiek może się podnosić. Najwyraźniej nie umiem uczyć się na błędach. Teraz właśnie jestem w takim momencie życia że widzę że jestem ciężarem już nie tylko sama dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. <br />
<br />
Ja już sobie nie pomogę, ale dziekuje że przynajmniej mogłam to napisać]]></description>
		<pubDate>Sat, 24 Mar 2012 21:23:22 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10304-nie-mam-juz-silile-razy-mozna-sie-podnosic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>sen wzbudzający strach</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10281-sen-wzbudzajacy-strach/</link>
		<description><![CDATA[Czy zdarzył Wam się kiedyś sen,który wzbudził w Was taki strach,że nie mogliście się długo uspokoić?<br />
mi dziś śniło się,że wyłamały mi się dwa zęby. Po przebudzeniu sprawdziłam w senniku co to oznacza. Okazało się,że to oznacza rozpad związku. Wpadłam w taką panikę,że cały dzień chodzę zestresowana. Wierzycie w takie rzeczy?]]></description>
		<pubDate>Tue, 20 Mar 2012 16:11:07 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10281-sen-wzbudzajacy-strach/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nie wiem, co robić...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10274-nie-wiem-co-robic/</link>
		<description>.</description>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 14:19:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10274-nie-wiem-co-robic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja i nerwica natręctw</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10273-depresja-i-nerwica-natrectw/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Mam 18 lat od około 1.5 roku mam depresje, ale nikt tego nie stwierdził, nie mam odwagi pójść do lekarza. Zaczęło się w wakacje. Bardzo źle się czułem . Przez około 2 tygodnie praktycznie nie spałem, później bezsennośc przeszła ale złe samopoczucie pozostało. Później było już tylko gorzej, zacząłem miewać myśli że komuś z mojej rodziny stanie się coś złego i myślałem że jak np. czegoś dotkne lub zrobie jakiś gest to temu zapobiegne, próbowałem tego nie robić ale wtedy pojawiało się poczucie winy i myśl że jeśli stanie się coś złego to sobie nie wybacze. Z tego co pamiętam to miałem juz coś takiego w szkole podstawowej ale jakos mi przeszło, było to w mniejszym sotpniu i jakos sobie z tym poradziłem. <br />
Teraz mam na zmiane czas  kiedy nie mam na nic siły , myśli samobójcze , ale czasami gdy już jest naprawdę źle dociera do mnie że nie mogę tego zrobić mojej rodzinie i sie zabić , wtedy próbuje jakos żyć na kilka dni jest lepiej ale to zawsze wraca i tak w kółko. To mnie bardzo wykańcza, gdy mam lepszy okres to podświadomie zawsze wiem że to potrwa tylko kilka dni i znów będzie źle. <br />
Ja juz naprawdę nie wiem co mam robić . Nie zależy mi w ogóle na moim życiu. Mógłbym umrzeć. Wiem też że nie mogę żyć normalnie. Nie chcę też iść do psychiatry i być cięzarem dla innych. Prosze poradźcie mi co mogę zrobić.]]></description>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 08:57:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10273-depresja-i-nerwica-natrectw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja reaktywna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10270-depresja-reaktywna/</link>
		<description><![CDATA[Witam. Kilkanaście miesięcy temu zdiagnozowano u mnie depresję reaktywną spowodowaną stratą bliskiej osoby. Jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa więc było to dla mnie traumatyczne przeżycie w szczególności, że osoba, którą straciłam, była moją jedyną rodziną. Właściwie już nie mam żadnej rodziny oprócz babci, wszyscy bliscy mojemu sercu odeszli. Wiem, brzmi jak scenariusz tragicznego filmu, jednak sama nie mogę uwierzyć w to jak moje życie jest bardzo beznadziejne, że wszyscy mnie opuszczają. Czuję się strasznie samotna, nie mam siły wychodzić z domu, boję się ludzi, boję się tego jak na mnie patrzą, co mogą o mnie pomyśleć, właściwie boję się wszystkiego. Jestem bezpieczna tylko w swoim łóżku jednak później mam wyrzuty sumienia, że nie mam siły wstać i czegoś zrobić. Opuszczam godziny lekcyjne a jedynym powodem nie pójścia do szkoły jest to, że bardzo się boję. Sama nie mogę określić właściwie czego. Po prostu poza moim łóżkiem jest coś co mnie niepokoi. <br />
Nie jestem w stanie nawiązywać przyjaźni, jestem strasznie sztywna w rozmowach, umiem właściwie odpowiadać "tak" lub "nie". Mam kilku przyjaciół, jeszcze z tego czasu, gdzie zachowywałam się całkiem normalnie, którzy starają się mi pomóc. Jednak widzę, że już nie mają siły ciągle mnie pocieszać, mają własne rodziny i własne problemy. A ja jestem niczyja. Czuję, że potrzebuje czyjegoś dotyku ale jak ktoś mnie przytuli to go odrzucam. <br />
Jestem leczona psychiatrycznie oraz chodzę na wizyty do psychologa. Jednak coraz częściej odczuwam, że jestem po prostu jednym pacjentem z wielu, kolejnym przypadkiem z numerem karty. Leki mnie ogłupiają, źle się uczę, nie mam żadnych zainteresowań oprócz spania. Wiem, że jak odstawię leki to popełnię samobójstwo. Czy ktoś z forum cierpi po stracie więcej niż jednej ukochanej osoby? Czy ktoś z was czuje się naznaczonym przez śmierć? Jak sobie z tym radzicie, w czym znajdujecie ukojenie? Chciałabym zdać do następnej klasy ale czuję, że nie dam rady (chodzę do 2 klasy liceum)]]></description>
		<pubDate>Sun, 18 Mar 2012 19:35:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10270-depresja-reaktywna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>jak długo..?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10209-jak-dlugo/</link>
		<description><![CDATA[Nie chcę by ktokolwiek odwodził mnie od samobójstwa.. chcę tylko by ktoś mógł mniej więcej określić.. jak długo może trwać śmierć na raty.. poprzez samookalczanie.. wychudzenia... różnego rodzaju używki ... <br />
Jakby to lepiej powiedzieć.. co do wychudzenia to wchodzą w to też wymioty.<br />
Wiem, że prędzej czy później organizm nie bedzie w stanie już funkcjonować bo będzie zbyt osłabiony.. <br />
Jak uważacie.. ile może trwać takie wykończenie..?]]></description>
		<pubDate>Fri, 09 Mar 2012 09:20:06 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10209-jak-dlugo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>szukam pomocy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10187-szukam-pomocy/</link>
		<description><![CDATA[Witam!!!<br />
<br />
Pisze tu bo z bezsilnosci postanowilem poszukac w koncu pomocy w internecie..moj problem zwiazany jest z moja partnerka,mieszkamy razem od okolo 3 lat-za granica,to ja 'dojechalem' do niej,moja partnerka zyje tu juz od wielu lat ,co powoduje,ze czuje sie jak u siebie,dla mnie istnieje jednak ciagle bariera jezykowa,przez ktora ciezko mi zglosic sie po jakas pomoc psychologiczna,w ciagu tych niecalych 3 lat nie opanowalem jeszcze jezyka na tyle zeby moc sie zaglebiac w szczegoly psychologiczne...poza tym moja partnerka nie wyobraza sobie pomocy psychologa,bo przeciez wszystko z nia jest ok,to ja jestem dziwny.Problem jest dla mnie bardzo rozlegly,nie potrafie go zidentyfikowac,moze zle to wszystko interpretuje,ogolnie jestem bardzo zagubiony w sytuacji...Na wstepie opisu chce zaznaczyc ze poza tym co tu przytocze sa tez oczywiscie chwile dobre,przez ktore wciaz mam nadzieje ze to wszystko jeszcze jakos da sie uratowac.<br />
Niedlugo po moim przyjezdzie tutaj okazalo sie ze w mieszkaniu mojej partnerki niektore obiekty maja swoje bardzo dokladnie okreslone miejsce,rzeczy te musza stac w okreslony sposob,podczas kiedy inne sa jej zupelnie obojetne,ona ma tez prawo do zmian i swobodnego przestawiania tych 'specjalnych 'obiektow,ja nie.tak samo jest ze sprzataniem,nawet kilkakrotnie w ciagu dnia czysci te same okreslone obiekty,wanne,umywalke,zlew,blat w kuchni,szklane stoly,po kazdym okruszku odkurza dywan,wlosy w dywanie maja byc w jedna strone ,nie wolno po nim chodzic,zeby wlosy ladnie lezaly,do wszystkiego sa specjalne procedury,jak wycierac,ile razy itd,ja tez mam to robic tak jak ona i nie inaczej...czeste mycie rak jest oczywiscie obowiazkowe,nastepnie nalezy otrzepac rece,zeby woda nie skapnela na podloge,bo kropla wody to juz problem.Ja oczywiscie wszystko robie zle i jestem brudasem,choc robie duzo wiecej niz kiedykolwiek w zyciu w sprawie czystosci w domu,co dziwne czesc rzeczy moze lezec zupelnie rozwalona calymi dniami ,ba miesiacami,ale sa to jej rzeczy spoza'listy'...ale to tylko kropla w morzu,kazde wykroczenie to powod do klutni,czasem tez ,coraz czesciej do uderzenia mnie...o problemie sie nie rozmawia,na moje monologi jest tylko jedna reakcja,agresja i obrazanie,klutnie trwaja godzinami ,a nawet dniami,bo ona nie szuka zgody,nie szuka rozwiazan.ignoruje ,lub atakuje mnie powtarzajac czesto do upadlego-i ty tak samo-choc czasem nie ma to naprawde sensu.ostatnia deska ratunku,choc trwajaca rowniez godzinami jest przeprosic ja,jak sama przyznala,juz w dziecinstwie to matka musiala ja zawsze przeprosic za uwage,czy klapsa,jej upor jest nieprawdopodobny...wciaz szantazuje mnie emocjonalnie,bo wie ze ja kocham,czesto slysze,ze policja mnie aresztuje bo ona mnie zalatwi,lub ze zrobi cos jak ja zrobie co innego itd,ciagle handlowanie sie o drobiazgi...nie ma stabilnych zasad moralnych,klamstwo jest normalne dla osiagniecia sukcesu w pracy i zyciu codziennym,oszukuje i kradnie dla zabawy.Ma dwoch najlepszych przyjaciol,jeden z internetu-rozmawiaja od lat godzinami,choc nie ma to zadnego podloza damsko-meskiego,on mysli ze mamy juz dziecko,drugi,tu na miejscu,'przyszywany'ojciec i opiekun mojej partnerki,oklamuje go codziennie,co czesto slysze,ale nie reaguje bo mie o to prosi..mysli mn.ze mamy w domu kota,ktory tak naprawde nie istnieje(po co ,tego nie wiem).Podaje sie w necie dla zabawy za mezczyzne i podrywa kobiety,mimo moich prosb,ze to niemoralne,bo wiele z nich naprawde reaguje emocjonalnie...kradnie w sklepach dla zabawy,lub z oszczednosci,przekleja ceny,lub wynosi rzeczy.Ma na pozor bardzo radosne i towarzyskie usposobienie ,pracuje z ludzmi i jest lubiana,ale tylko w powiezchownych relacjach,ze znajomymi ma czesto konflikty,ma powiedzenie,krolowa jest tylko jedna-niby zart,ale mysle ze w glebi ducha wierzy w bycie 'krolowa'.raz pojechalismy na wakacje z druga para,tego bledu nie popelnie juz nigdy,w czase 2 tygodni prawie oszalalem,doszlo do serii strasznych klutni o czystosc,podzial obowiazkow i pieniedzy,prawie pozabijala sie z druga dziewczyna,to okropne doswiadczenie pokazalo mi jednak,ze to nie moj swiat wartosci jest niezdrowy,bo juz sam czasem nie wiem...nie liczy sie z niczyim zdaniem i opinia o sobie,wie wszystko najlepiej...nie jest sklonna do zmiany zdania i nie ma mozliwosci merytorycznej rozmowy,zamyka sie w sobie ,reaguje jak mala dziewczynka,a ma 31 lat,zaglusza mnie,spiewa,lub ignoruje,nie umie tez rozmawiac o przyszlosci,planowac swojej 'kariery'zawodowej,finansow itd.zawszee kiedy wkraczamy na te tematy zamyka sie w sobie i staje sie agresywna.Ja nie jestem swiety,mam swoje wady i nie bede sie wybielal,nie jestem urodzonym czysciochem,sprowokowany kilkakrotnie tez daje sie czesto wkrecic w glupie dyskusje,a uderzony wielokrotnie tez kilka zazy oddalem,choc raczej dla ostrzezenia,nigdy w sposob bolesny,nie mowiac o jakichs uszkodzeniach ciala,choc sam chodzilem juz podrapany,posiniaczony,a raz,jak mysle z peknietym rzebrem.<br />
prosze o porade]]></description>
		<pubDate>Tue, 06 Mar 2012 18:50:22 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10187-szukam-pomocy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie chcę żyć, ale nie chcę też umrzeć...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10171-nie-chce-zyc-ale-nie-chce-tez-umrzec/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
Na początek może napiszę coś o sobie: jestem chłopakiem (może już mężczyzną), mam 21 lat. Studiuję kierunek, który mnie w ogóle nie interesuje, jestem na drugim roku - będzie to zarazem mój ostatni rok. Mam niewielu znajomych, słabo nawiązuje nowe znajomości, ciężko mi się 'wyluzować' i przełamać przy nowych osobach. Moje kontakty z rodziną są bardzo słabe, całe dnie przesiaduję sam, gdybym chciał z sobą skończyć z pewnością by mi się to udało, gdyż minęło by sporo czasu, zanim ktokolwiek by zauważył brak mojej obecności. Nigdy nie miałem dziewczyny, nie byłem w związku - całe życie jestem sam.<br />
Teraz postaram się przedstawić swój problem: Otóż nie chce mi się dalej ciągnąć tej gry, nazywanej życiem. Nie chcę jej również kończyć, gdyż wiem, że śmierć nic nie zmieni. Nie widzę swojej przyszłości, tzn. widzę ją, ale w czarnych barwach. Obawiam się, że zostanę bezrobotnym, samotnym nieudacznikiem, mieszkającym i będącym na garnuszku rodziców. Nie potrafię się odnaleźć, nie mam żadnych celów w życiu. Przepełnia mnie smutek. Czasami jest nawet dobrze, śmieję się, żartuję, rozmawiam z ludźmi, czuję energię. Jednak nastrój potrafi mi się złamać w jednej sekundzie. Czuję wtedy głęboki smutek, żal przepełnia mnie na wskroś ... Wydaje mi się, że sam stwarzam sobie problemy, wyobrażam sobie nierealne sytuacje, niepotrzebnie się nakręcam, planuję zamiast działać, oczekuję od ludzi zbyt wiele, nie pokazując im na czym mi naprawdę zależy, nie otwierając się przed nimi... Czuję się strasznie samotny, chciałbym z kimś być, jednak się tego boję, jak już wspominałem nigdy nikogo nie miałem, nie wiem nawet jak się do tego zabrać. Czuję, że gdybym został przez kogoś zraniony, skończył bym tą mękę. Moje życie straciło dla mnie sens, zacząłem jeździć bez pasów (może to śmieszne, ale kiedyś zapinałem je, zanim odpaliłem auto), nie rozglądam się na przejściach, tylko idę patrząc pod nogi, kuszę los. Ból nie przynosi mi ulgi, nie próbowałem się zabić, ale dość często przy głębszym dołku zadaję sobie głębokie cięcia nożem na biodrze. Jedynie muzyka i czas w jakiś sposób pomagają mi odsunąć czarne myśli.<br />
Teraz jednak nie chcę umierać, potrzebuję pomocy. Oczekuję cudu, samemu nic nie robiąc, nie próbując poprawić swojej sytuacji, gdyż nie wiem jak mógłbym to zrobić.<br />
Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, dlatego postanowiłem się pierwszy raz otworzyć, może Wasze słowa w jakiś sposób mi pomogą, dodadzą otuchy...<br />
Nawet sam nie wiem o co mi chodzi, o co mógłbym prosić. Czuję się tak bardzo samotny, zagubiony i zdezorientowany...]]></description>
		<pubDate>Sun, 04 Mar 2012 22:41:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10171-nie-chce-zyc-ale-nie-chce-tez-umrzec/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Gdzie szukać pomocy?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10164-gdzie-szukac-pomocy/</link>
		<description><![CDATA[Nie chcę tu zanudzać, ale nie potrafię opisać problemu w kilku słowach. Przykro mi.<br />
<br />
Otóż zdarzyło mi się poznać osobę, która jest według mojej oceny genialna. Wybitna. Tu na moją subiektywną ocenę ma pewnie wpływ moje osobiste podejście emocjonalne, staram się jednak patrzeć możliwie trzeźwo i racjonalnie.<br />
Osoba, o której piszę, ma jednocześnie problemy ze sobą. Jakie - tego do dziś nie jestem w stanie określić, mimo pomocy psychologów. Z jednej strony osoba żywa i wesoła, z niesamowitą energią, z drugiej wpadająca w kilkunastodniowe, lub nawet dłuższe "ciągi" depresyjne, kiedy nie rusza się z domu, nie wstaje z łóżka, ma myśli samobójcze. <br />
<br />
Mam za sobą trochę styczności z tematyką psychologiczną, sporo czasu aktywnie działałem w ośrodku pomocy ofiarom sekt i manipulacji, więc niby nie jestem laikiem w branży, jednak ta sytuacja mnie przerasta. <br />
<br />
Już kilkanaście miesięcy usiłuję coś wskórać, ale jedyne, co osiągnąłem, to awersję i zbudowanie przeciwko mnie solidnego muru obronnego, przez który coraz ciężej jest mi się przebijać. <br />
<br />
Cały chyba problem polega na tym, że osoba o której piszę jest wybitnie, nieprzeciętnie inteligentna, a to pozwala jej na torpedowanie z łatwością wszelkich prób, wszelkich działań, które mogłyby wywrzeć na nią jakiś wpływ. <br />
<br />
Piszę o niej, jak o pacjentce, jednakże, przynajmniej teoretycznie, łączy nas znacznie więcej. I jest to z jednej strony pomocne a z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, że przeszkadza w chłodnej i subiektywnej ocenie sytuacji i obraniu właściwej metody postępowania. <br />
<br />
Próbowałem już różnych form pomocy, przez długi okres stosowałem tzw. terapię pośrednią, polegającą na tym, że ja konsultowałem się z psychologiem i niejako byłem "pośrednikiem". Kosztowało mnie to fortunę, jednak żadnego efektu nie przyniosło. Ostatnio cała sytuacja, jej stan, zdaje się wręcz pogarszać. Coraz bardziej zamyka się w sobie. Odcięła się absolutnie od wszelkich przyjaciół, unika rodziny a nawet musiała rzucić pracę, z powodów oficjalnie nie związanych z jej stanem, ale jednak. W tym momencie jestem chyba ostatnią, lub też jedną z ostatnich, nielicznych osób, którym jeszcze względnie ufa i z którymi się choćby w ograniczony sposób kontaktuje. Przeprowadziła się, zmieniła numer telefonu i zupełnie odcięła się od świata. Ja, zanim dostałem nowy numer, musiałem długo obiecywać, że absolutnie nikomu go nie przekażę. Nowego adresu nie dostałem. Zrobiłem coś, co podpada pod przestępstwo, bo wyśledziłem ją, przyznam, że z niemałym trudem. Od momentu przeprowadzki przestała prawie zupełnie wychodzić z domu. Mieszkam w innym mieście, 300 km dalej, więc ciężko jest mi "nadzorować" ją na bieżąco, ale bywało, że warowałem w samochodzie po drugiej stronie ulicy przez kilka dni, bez efektu. Telefonów praktycznie nie odbiera. O ile jeszcze kilka miesięcy temu spotykaliśmy się bezpośrednio i prowadziliśmy całkiem obfite w treść rozmowy, o tyle teraz oficjalnie nie wiem gdzie mieszka, a przez telefon też jest to właściwie tylko monolog z mojej strony, przerywany co jakiś czas tylko pytaniami "po co dzwonisz?"<br />
Mamy kilkoro wspólnych znajomych i jestem z nimi w stałym kontakcie, jednak nie są w stanie udzielić mi żadnych informacji - nie kontaktuje się z nimi. <br />
<br />
Jest mi coraz trudniej do niej docierać. Przyznaje się do tego, że ma myśli samobójcze i że wcześniej, czy później to zrobi. Twierdzi, że jest nikim, że do niczego się nie nadaje a na wszelkie moje próby powiedzenia czegokolwiek pozytywnego na jej temat, reagowała od zawsze złością. Bywają okresy, kiedy jest "normalna" i wtedy można z nią wspaniale się porozumieć, jest pełna życia i kipi energią, ale te okresy są coraz krótsze i zdarzają się coraz rzadziej. Niezależnie od tego, w jakim jest stanie, wykazuje cały czas niesamowitą inteligencję, zadziwia swoją wiedzą, oczytaniem, łatwością kojarzenia przeróżnych faktów, szybkością myślenia. Nie zaliczam się może do kretynów, ale przyznaję, że przy niej wysiadam i często za nią nie potrafię nadążyć. <br />
<br />
Całkiem trzeźwo i racjonalnie usiłuje mnie przekonać, żebym dał sobie spokój, żebym ją zostawił, bo tylko zniszczę sobie przez nią życie a jej i tak nikt nie jest w stanie pomóc. Mówi mi, że jestem wspaniałym człowiekiem i nie może znieść myśli, że ktoś taki zamiast żyć, marnuje swoje życie dla niej. Usiłowała mnie umówić z kilkoma swoimi koleżankami, żebym "znalazł szczęście", twierdząc, że sprawię tym, że jej też będzie lżej na sercu. Im bardziej się opieram wszelkim próbom uszczęśliwienia mnie i im bardziej staram się ją przekonać, że jest dla mnie ważniejsza, niż jakiekolwiek szczęście i że nie zamierzam jej zostawić bez względu na wszystko, tym bardziej się przede mną zamyka, twierdząc, że jest przekleństwem i że nie pozwoli, bym cierpiał przez nią. <br />
<br />
Nie chce absolutnie słyszeć o jakiejkolwiek bezpośredniej terapii, twierdzi, że nic jej nie jest w stanie pomóc, że ona jest po prostu do niczego, że nie powinna żyć, że nikomu nie życzy bycia kimś takim, jak ona, że jej życie jest koszmarem, i, że żadna terapia tu nic nie zmieni. Wszelkie konsultacje, jakie odbywałem z kimkolwiek, musiałem odbywać bez jej wiedzy, bo nawet delikatna sugestia, że mógłbym poradzić się kogoś, a co gorsze, wydać na to swoje własne pieniądze, spotkała się z atakiem wściekłości i mocnym oziębieniem kontaktu. <br />
<br />
Nie chcę na nią naciskać, ale robię się coraz bardziej zdesperowany, bo sytuacja coraz bardziej się pogarsza. Nie jestem psychologiem z wykształcenia, ale przyznam że ostatnio przeczytałem specjalnie sporo książek z tego zakresu i rozmawiam z kim tylko mogę na jej temat, korzystając z tego, że mieszkam daleko i w związku z tym ona się o niczym nie dowie. <br />
<br />
To jest nieprzeciętnie wykształcona osoba, po studiach na dwóch kierunkach, posiadająca niesamowitą wiedzę i inteligencję, czy mi bardzo imponuje i zrobię wszystko, żeby tylko jej pomóc. <br />
<br />
Szukam jakiejkolwiek możliwości konsultacji z kimkolwiek obeznanym w podobnej tematyce, bo wydaje mi się, że zaczynam już wyczerpywać wszelkie dostępne środki, wszystkie możliwe drogi. <br />
<br />
Ktoś mi polecił niemiecką stronę z poradami online, gdzie aktualnie konsultuję się z kilkoma osobami, które w tym momencie są moją jedyną deską ratunku. Oferują naprawdę niezłą, ofiarną pomoc, problem który opisałem spotkał się ze szczerym zainteresowaniem i troskliwym przyjęciem. Wymieniam z nimi po kilkanaście obszernych maili tygodniowo, które potem muszę przetłumaczyć, przeanalizować, zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Od nowego roku zrezygnowałem z pracy, zamieszkałem u rodziców, bo nie stać mnie już na własne utrzymanie i całkowicie poświęciłem się tylko temu. Niemiecki znam jednak bardzo słabo, opieram się głównie na słowniku i tłumaczeniach google, więc jest mi bardzo ciężko nakreślać problem i odczytywać potem ewentualne porady. Znalazłem stronę amerykańską, z angielskim radzę sobie trochę lepiej, ale ludzie z którymi tam koresponduję nie potrafią mi pomóc, w dodatku jest to raczej amatorski portal dla "zranionych dusz" niż miejsce, które odwiedzają ludzie lepiej zaznajomieni z tematem problemów z osobowością. <br />
<br />
I tu moja prośba: czy jest jakaś(jakieś) podobna strona polskojęzyczna, gdzie mógłbym znaleźć kogoś, z kim mógłbym omówić mój problem i ewentualnie spotkać się z jakimś zainteresowaniem moim przypadkiem? Kilka stron, jakie znalazłem, bardziej przypomina porady wróżkarskie, niż fachową pomoc. Mogę sobie tam zamówić konsultację z doradcą, gdzie problem mam nakreślić używając max. 1500 znaków a potem za każdą pojedynczą krótką poradę mailem zapłacić 50 zł! Spróbowałem raz i stwierdziłem, że to jakaś kpina. Dostałem skopiowany akapit z jakiegoś podręcznika, dosłownie jakby kilka zdań wyrwanych z kontekstu i zachętę do "kontynuacji terapii". Jednym słowem naciągacze, żerujący na ludzkiej tragedii. <br />
<br />
Bardzo potrzebuję pomocy, zupełnie już nie wiem, gdzie się zgłosić. Obiegłem wszelkie ośrodki, fundacje i kościoły. Do jakiegokolwiek ośrodka NFZ muszę mieć skierowanie albo ubezpieczenie a tu przecież nie o mnie chodzi. Na prywatne konsultacje już mnie w tej chwili nie stać. Wszędzie, gdzie tylko uderzam, natykam się na silny mur niechęci, braku jakiegokolwiek zainteresowania, braku zrozumienia. <br />
<br />
Może tak: jeśli nikt nie ma pojęcia, gdzie mógłbym uzyskać jakąś pomoc, to może ktoś orientuje się w tym, gdzie szukać ludzi wiedzących, gdzie taką pomoc uzyskać? Jestem zdesperowany, poświęciłem wszystko temu jednemu celowi i na prawdę gotów jestem na wszystko, nie ma dla mnie rzeczy, której bym nie zrobił, ale co mam zrobić? Co mogę zrobić?]]></description>
		<pubDate>Sun, 04 Mar 2012 15:31:56 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10164-gdzie-szukac-pomocy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak zyc z osoba z dystymia?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10163-jak-zyc-z-osoba-z-dystymia/</link>
		<description>Moze powiecie mi jak zyc z taka osoba i nie zwariowac,albo samemu nie dostac depresji?</description>
		<pubDate>Sun, 04 Mar 2012 15:31:05 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10163-jak-zyc-z-osoba-z-dystymia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nieoczekiwany upadek :( Co zrobić? :(</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10157-nieoczekiwany-upadek-co-zrobic/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie.<br />
<br />
Jestem w pełni świadomy, że to co za chwilę napiszę wielu osobom może wydać się głupie, jednak mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej jeden człowiek, który mnie zrozumie i zechce pomóc.<br />
<br />
Żeby wszystko dokładnie zrelacjonować muszę cofnąć się myślami do września minionego roku. Wtedy to, po ponad dwóch latach bycia ze sobą, rozstałem się ze swoją dziewczyną. Ciężko powiedzieć, że był to związek usłany różami. Co chwila pojawiały się jakieś komplikacje, a na dodatek każde z nas było o siebie bardzo zaborcze. Oczywiście powodowało to dosyć częste kłótnie, jednak i tak ją kochałem z całego serca i byłem w stanie zrobić dla niej i dla jej szczęścia absolutnie wszystko.<br />
<br />
Kres temu związkowi położył jej wyjazd do Włoch. Ona miała ten wyjazd zapewniony za darmo. Ja chcąc z nią jechać musiałem zapłacić kilka tysięcy złotych, których niestety nie posiadałem. Nie chciałem się więc za bardzo na taką podróż zgodzić z dwóch powodów - po pierwsze: oznaczał on dwa tygodnie bez siebie i bez żadnego kontaktu ze sobą, co w naszym przypadku oznaczało kompletne samobójstwo (wiedziałem jak jej uczucie potrafi zmienić się na gorsze już po kilku dniach bez kontaktu, więc obawiałem się, że przestanie mnie kochać całkowicie), po drugie: jechała tam ze swoją kuzynką, która totalnie mnie nie cierpiała i cały czas ją przekonywała do odejścia ode mnie. A że moja dziewczyna o której pisze zawsze była podatna na krytyczne opinie innych ludzi dotyczące naszego związku i zawsze bezwzględnie w nie wierzyła nawet kiedy układało się między nami rewelacyjnie, bałem się że przez te dwa tygodnie przemagluje ją do tego stopnia, że nie będę już w stanie przekonać jej znowu do siebie i wytłumaczyć jej, że kuzynka nie ma racji, zwłaszcza że w okresie tym przechodziliśmy potężny kryzys, więc zadanie byłoby jeszcze bardziej utrudnione.... Widząc, że nie jestem w stanie jej przekonać ostatecznie odpuściłem te starania. Zwłaszcza, że zapewniała mnie, że wszystko będzie dobrze i po powrocie nic się nie zmieni.<br />
<br />
Niestety stało się inaczej. Kiedy wróciła do Polski wszystko z dnia na dzień konsekwentnie zaczęło się walić. W końcu usłyszałem od niej, że nie chce być w związku z nikim, ponieważ związki ograniczają, a ten wyjazd pokazał jej, że chce korzystać w pełni z życia. Przez wiele dni starałem się o nią, próbowałem walczyć. Bez skutku. Nie chciała słyszeć o tym, aby do mnie wrócić. Oczywiście dotkliwie przeżyłem tą stratę, jednak po upływie dwóch tygodni od tych zdarzeń zaczął się rok akademicki, więc chcąc nie chcąc musiałem wpaść w wir pracy, co sprawiło że stopniowo starałem się zaczynać życie od nowa.<br />
<br />
I w sumie można powiedzieć, że pomimo sporej tęsknoty za nią, wszystko układało w miarę dobrze (a przynajmniej tak mi się wydawało). Aż do wczorajszego dnia, kiedy to dowiedziałem się, że ma nowego chłopaka. Gdzieś z tyłu głowy miałem świadomość, że taki dzień prędzej czy później może nadejść, ale myślałem że jestem gotowy na przyjęcie takiego ciosu. Minęło w końcu już tyle czasu. Niestety okazało się, że nie. Mój świat legł w jednej chwili w gruzach. Może to wstyd dla chłopaka, ale od wczoraj nie robię nic innego tylko płaczę. Przez całą dzisiejszą noc nie byłem w stanie zmrużyć oka, a kiedy na chwilę udało mi się zasnąć, śniła mi się tylko ona <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Nie jestem w stanie nic zjeść, od wczoraj mam wysoką gorączkę, a jedyna myśl która mnie teraz prześladuję, to myśl o skończeniu ze sobą <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Dotychczas nigdy w mojej głowie nie pojawiały się takie rzeczy. Zawsze udawało mi się jakoś wysuwać na pierwszy plan myślenie, że wszystko będzie dobrze. Dzisiaj nie potrafię tego uczynić. Co radzicie mi zrobić? Jak mam teraz funkcjonować? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Może mam spróbować ją odzyskać? Błagam, pomóżcie mi! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Sun, 04 Mar 2012 08:45:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10157-nieoczekiwany-upadek-co-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Życie przestało miec sens</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10142-zycie-przestalo-miec-sens/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Na poczatku moje zycie było super byłam osoba bardzo szczesliwa . Wszysko zaczeło się zmieniac , gdy trafiłam na ludzi ,którzy byli nie mili do mnie . najpierw do mnie to nie docierało,ale gdy zaczeło to długo trwac przestawałam sobie rade dawac z tym ublizanie , problemami swojim i innych. twarzyszył mi smutek i straszny ból. nie wiedziałam co o tym myslec. chodziłam przygnebiona , nie chciało mi sie jesc , sapc , a nawet wstac z łózka a co dopiero wychodzic do ludzi , którzy tak bardzo mnie ranili. myslam ze to kiedy sie skonczy ale problemy narastały i wtedy przyszła mi mysl o samobójstwie . zaczełam duzo na ten temat czytac jakie sa sposby . Wkońcu postanowiłam popełnic samobójstwo wziełam kilkanascie tabletek i sie połozyłam moje samopoczucie było coraz gorsze ale przezyłam teraz juz wiem dlaczego . nie mówiłam nikomu o swoich problemach dusiłam je w sobie . potem zyłam normalnie , ale problemy znowu powróciły . teraz podjełam druga próbe samobójcza która tez była nie powodzeniem. trzecia próba była równiez nie udana poniewaz bałam sie pociac zbyt mocno bo pomyslałam ze gdy mnie uatuja a na przykład bede miec nie sprawna reke . wtedy uswiadomiłam ze jednak chce zyc bo zycie jest piekne . Teraz gdy mysle na spokojnie to ciesze sie ze zyje bo w koncu jestem szczesliwa w zyciu . Postanowiłam ze teraz nich mi zycia nie spieprzy za przeproszeniem. teraz wiem jaki ból czuli by moji bliscy . Zycie jest ciezkie ale nie warto umierac przez ludzi którzy sa zapsuci . NIe pozwole sie zniszczyc . mam dla kogo zyc .CZasem warto sie zastanowic co sie robi . Czasem warto porozmawiac o swoich problemach z kims i wtedy lżej sie robi człowiekowi na sercu. wiem ze czułam sie okropnie ale warto zyc]]></description>
		<pubDate>Thu, 01 Mar 2012 23:06:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10142-zycie-przestalo-miec-sens/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>fobia społeczna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10141-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Witam . <br />
<br />
Psychiatra stwierdziła u mnie fobie społeczną "nerwicę społeczną" i depresję !<br />
<br />
mam lęk przed złą oceną innych przez co kumuluje się we mnie lęk który jest panicznie mocny!<br />
<br />
zapislem się na prawo jazdy ale mam problem by nawet na zwyke wykłady chodzić boję się że ktoś może coś zauważyć . a wtedy będzie klapa. bo chyba nikt z nas nie chciałby by ktokolwiek sie dowiedział o naszych fobiach i obawach . proszę was o pomoc jak sobie radzić w tej sytułacji!<br />
<br />
pozdrawiam]]></description>
		<pubDate>Thu, 01 Mar 2012 22:19:19 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10141-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>co mi jest tego sama nie wiem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10138-co-mi-jest-tego-sama-nie-wiem/</link>
		<description>co mi jest nie wiem niby kiedys jeszcze kilka miesiecy temu było dobrze nie musialam tu wchodzic stara ale nowa ja kiedys tu byłam pod nikiem malaja ale tak dłógo mnie tu nie było ze zapomniałam jaki mam nik hasło myslalam ze juz jest dobrze ale to tylko zludzenie od wrzesnia niby lepiej było a tu znów to samo ta sama pustka co jeszcze nie dawno czy pustka to moje drugie imie gdybym cos czuła nie cieszy mnie juz nic gdybym mogła to bym powiedziała panie boze zatrzymaj swiat ja wychodzę wszystko zaczeło sie na nowo od wrzesnia niby zaczełam szkołe fajnie wkoncu cos sie zmienia jednak marzenie pęklo niczym bańka mydlana problemy ze sercem lekarz wyraził sie jasno musi pani zrezygnowac ze szkoły grozi pani zawał jednak nie posłuchałam ciagle gadanie pawła siustr doprowadziły do tego ze w urodziny mojego faceta postanowiłam skonczyc zyc tabletki wszystko sprawiło ze było plukanie zoładka chcieli mnie wywiez do szpitala jakos sie obyło bez tego nastepnie rezygnacja ze szkoły najgorsze jest to ze uwazam sie za nieudacznika zyciowego tez chciałabym byc taka niepełnosprawna co góry przenosi ale nie potrafie czekam na wizyte do kardiologa i do tego czasu musze siedziec z tyłkiem w domu bo czasami zdaza sie ze puls spada mi do 33 mam kochajacego faceta wiem ze sie bardzo martwi bo jak czasami mam ten gorszy moment to on juz sie boi nie chce by ktos myslał o przyszla tu taka i sie uzala ja nawet nie mam z kim porozmawiac sama w domu z masa mysli w głowie</description>
		<pubDate>Thu, 01 Mar 2012 11:55:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10138-co-mi-jest-tego-sama-nie-wiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>depresja, fobia społeczna, bulimia i początki alkoholizmu(?)</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10129-depresja-fobia-spoleczna-bulimia-i-poczatki-alkoholizmu/</link>
		<description><![CDATA[Cześć, jestem tu nowa <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' /><br />
Bardzo ciężko przychodzi mi pisanie tutaj, ale nie mogę już liczyć na nikogo.<br />
<br />
Moją depresję zdiagnozowano ponad pół roku temu, nie wiem ile naprawdę we mnie siedziała. Biorę już trzeci lek - nic nie pomaga, chyba nawet jest gorzej! Jestem z jednej strony zrezygnowana, z drugiej wściekła. Nie widzę już nadziei na normalne życie.<br />
<br />
Piję coraz więcej, wstydzę się tego. Najgorsze jest to, że nawet alkohol nie pomaga. Przez krótką chwilę jest ok, później (kiedy już dopijam się do końca - zawsze muszę się dopić do zgona, nawet przy ludziach) zaczynam wydzwaniać i się żalić. Mówię sobie, że nie zrobię tego więcej, ale gdy przychodzi moment krytyczny nie daję rady się powstrzymać. Nie wiem, piję chyba z bezsilności i samotności. Wszyscy się ode mnie odwrócili, nawet tzw. "przyjaciele". <br />
<br />
Chciałabym wyrzucić z siebie moje problemy, ale wstydzę się. Wiem, że większość z Was ma poważniejsze powody do depresji niż ja, mam wrażenie że wszyscy mnie wyśmieją. Tak jak moi bliscy twierdzą - w dupie mi się poprzewracało.]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Feb 2012 09:23:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10129-depresja-fobia-spoleczna-bulimia-i-poczatki-alkoholizmu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prośba o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10125-prosba-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
jestem studentką V roku psychologii, pilnie potrzebuję osób z syndromem DDA i nie-DDA chętnych do wypełnienia trzech testów psychologicznych, anonimowo.<br />
Jeśli ktoś z Was miałby ochotę przyłączyć się do badania w tematyce psychologii nadziei i poczuciu sensu życia, zachecam do kontaktu mailowego<br />
marta_wlazlo@wp.pl.]]></description>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2012 15:00:18 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10125-prosba-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prośba o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10124-prosba-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
jestem studentką V roku psychologii, pilnie potrzebuję osób z syndromem DDA i nie-DDA chętnych do wypełnienia trzech testów psychologicznych, anonimowo.<br />
Jeśli ktoś z Was miałby ochotę przyłączyć się do badania w tematyce psychologii nadziei i poczuciu sensu życia, zachecam do kontaktu mailowego<br />
marta_wlazlo@wp.pl.]]></description>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2012 14:55:24 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10124-prosba-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prośba o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10123-prosba-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
jestem studentką V roku psychologii, pilnie potrzebuję osób z syndromem DDA i nie-DDA chętnych do wypełnienia trzech testów psychologicznych, anonimowo.<br />
Jeśli ktoś z Was miałby ochotę przyłączyć się do badania w tematyce psychologii nadziei i poczuciu sensu życia, zachecam do kontaktu mailowego<br />
marta_wlazlo@wp.pl.]]></description>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2012 14:54:06 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10123-prosba-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prośba o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10121-prosba-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
jestem studentką V roku psychologii, pilnie potrzebuję osób z syndromem DDA chętnych do wypełnienia trzech testów psychologicznych, anonimowo.<br />
Jeśli ktoś z Was miałby ochotę przyłączyć się do badania w tematyce psychologii nadziei i poczuciu sensu życia, zachecam do kontaktu mailowego<br />
marta_wlazlo@wp.pl.<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class='clear'>
				<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1484&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title=""><img src="http://www.psychocafe.pl/public/style_extra/mime_types/doc.gif" alt="" /></a>
&nbsp;<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1484&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title="">KPŻ.doc</a> <span class='desc'><strong>(47,5 KB)</strong></span>
<br /><span class="desc info">: 1</span>
			</li>
		

			<li class='clear'>
				<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1485&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title=""><img src="http://www.psychocafe.pl/public/style_extra/mime_types/doc.gif" alt="" /></a>
&nbsp;<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1485&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title="">ufnosc_kwestionariusz.doc</a> <span class='desc'><strong>(72,5 KB)</strong></span>
<br /><span class="desc info">: 0</span>
			</li>
		

			<li class='clear'>
				<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1483&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title=""><img src="http://www.psychocafe.pl/public/style_extra/mime_types/doc.gif" alt="" /></a>
&nbsp;<a href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_id=1483&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title="">BHI-12.doc</a> <span class='desc'><strong>(30 KB)</strong></span>
<br /><span class="desc info">: 0</span>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2012 14:44:40 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10121-prosba-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nie poradzę sobie....</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10106-nie-poradze-sobie/</link>
		<description>taks się boję,  jestem sama jak palec ze wszystkim ze wszystkim..pomocy</description>
		<pubDate>Sun, 26 Feb 2012 07:08:21 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10106-nie-poradze-sobie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie potrafie schudnac</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10064-nie-potrafie-schudnac/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam problem ktory zaczal sie u mnie juz  podstawowce. Otorz wlasnie w tedy zaczalem tyc, kupowalem slodycze i jadlem je na potege, dokladnie to samo robilem w gimnazjum, sklepik szkolny bym moj. kiedy w pierwszej klasie liceum powiedzialem dosyc, poszedlem na silownie. <br />
przy wzroscie 185cm wazylem prawie 155 kg i nie bylem w stanie podniesc sztangi wazacej 40 kg a na sównicy kres osiagnalem przy 100 kg  ! teraz kiedy jestem na I rosku studiow wizualnie schudlem troche ale to nie jest to to chce osignac. teraz jest 191cm wzrostu 150kg ale cwicze i podnioslem na sztandze 142kg a na sównicy 460 kg! wiec wniosek jest taki ze przybylo mi masy miescniowej i jest mniej masy tluszczowej, ale ja dalej wygladam jak beczka, czy macie moze jakies pomysly, rady jak dalej dzialac, moze macie swoje historie jak schudliscie. Pomozcie mi prosze.]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 20:28:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10064-nie-potrafie-schudnac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Okaleczanie się. Stany lękowe. Deresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10058-okaleczanie-sie-stany-lekowe-deresja/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich serdecznie.<br />
Czytałem trochę o depresji objawach, o tym czego NIE należy robić/ mówić osobie w depresji.<br />
Napiszę najprościej jak się da, by każdy czytający zrozumiał.<br />
Podejrzewam że moja dziewczyna, była dziewczyna ma depresję. Gdy jeszcze byliśmy w związku a było to około 2 tygodnie temu nie potrafiłem lub nie chciałem tego dostrzec . Byliśmy ze sobie ponad 2 lata. Teraz zdaje sobie sprawę z tego że Ona prosiła mnie o pomoc, próbowała znaleźć we mnie oparcie którego chyba nie dostała. Ogólnie myślę że Jej problem zaczął się już bardzo bardzo dawno temu. Kiedyś jeszcze na początku gimnazjum była na obozie na którym poznała fantastycznego chłopaka, opowiadała mi kiedyś o tym że była to jej bratnia dusza, tak to ujęła, lecz dzieliły ich kilometry i wraz z końcem obozu związek się skończył. 3 miesiące po tym jak ze sobą zaczęliśmy być powiedziała mi o tym, opowiadała mi jak spędzali ze sobą dni, jak się Nią opiekował itp. Myślę że wtedy za bardzo patrzyłem siebie, nie chciałem mu dorównać a jednocześnie nie dałem Jej tego czego potrzebowała. Jest to bardzo krucha osoba, poświęcająca większość czasu problemom emocjonalnym itp., ja jestem bardziej osobą przyziemną, problemy emocjonalne odsuwam na bok, patrzę co jest tu i teraz. Patrząc na to teraz , choć pewnie niektórzy powiedzą że za mało czasu minęło by wysuwać takie wnioski, nie była ze mną szczęśliwa , ja nie byłem wystarczająco dobry.<br />
Z K. od początku działo się coś złego. Od kąd pamiętam zawsze zachowywała się jak to ja mówiłem jak 5letnia dziewczynka, ciągle żartowała, śmiała się itp. Czasami mnie to strasznie denerwowało, wiele razy krzyczałem , przyczepiałem się o wszystko. K. zawsze miała tendencje do rozpaczy, gdy nie potrafi poradzić sobie z problemami , gdy jest kompletnie załamana ucieka się do cięcia się. <br />
W końcu postanowiła że nie chce ze mną być, kocha mnie ale nie czuje się przy mnie szczęśliwa. Choć nie jesteśmy ze sobą , dalej się spotykamy, próbuję jej pomóc jak tylko mogę, próbuję dać jej to czego nie potrafiłem przez 2lata. <br />
W weekend zaplanowałem wspólny wypad za miasto, czytałem że nie należy osobom w depresji czegoś narzucać i obarczać ich podejmowaniem decyzji. Więc poprosiłem Jej o to by ze mną pojechała, że chciałbym żebyśmy spędzili sobie wspólnie miło dzień.<br />
Gdy nagle napisała zniknęła, zniknęła z gg, wyłączyła telefon. Od razu do niej pojechałem, w między czasie włączyła telefon i wiedziałem gdzie jest. Gdy do niej zajechałem była strasznie roztrzęsiona, pokółciła się z rodzicami o jakiś duperel, jej rodzice patrzą na to wszystko tak jak ja , nie myślą za bardzo co Ona może czuć, głęboko w sercu, jak bardzo może być Jej źle i ciężko.<br />
Pokłucili się o drobnostkę, powiedzieli sobie parę niemiłych słów, K. powiedziała rodzicom że już nie wróci i nie będą mieli oni więcej problemów ( jej mama jest bardzo stanowczą i silną kobietą, nie zawsze rozumie, wydaje rozkazy itp.) Gdy się z Nią zobaczyłem była strasznie roztrzęsiona. Sama powiedziała mi o tym że wiele czytała o depresji i jej objawach , twierdzi że ma depresję. <br />
Najgorsze jest to że cokolwiek by nie poszło, Ona obiera to od razu że jest to Jej winą, że lepiej jak by Jej nie było i koniec. Od razu się rozpłakała , zaczęła mnie przepraszać że mieliśmy jechać za miasto itp a Ona znowu wszystko zepsuła, że lepiej żeby Jej nie było, nikt nie miałby problemu itp.<br />
Pierwszy raz w życiu podjęła sama tak ważną decyzję jak rozstanie ze mną. Z jednak strony, wiadomo, jest mi bardzo z tym ciężko ale z drugiej strony bardzo jestem z Niej dumny.<br />
Teraz jest o wiele lepiej ( nie wierzę że to mówię) bo przynajmniej potrafimy ze sobą szczerze porozmawiać a ja potrafię dostrzec Jej problemy itp.<br />
Przepraszam wszystkich jeśli moja wypowiedz jest dość chaotyczna , jeśli będę pytania na pewno jakoś bardziej spójnie na nie odpowiem. Kocham Ją bardzo. Przez tyle czasu nie potrafiłem Jej pomóc, sądzę że nie chciałem widzieć tego problemu, a Ona cięgle próbowała mi go pokazać. Ciągle Jej ostatnio powtarzam że jest dla mnie bardzo bliską osobą, że Ją kocham i wiem że nie potrafiłem dać Jej wiele ciepła i miłości gdy byliśmy razem. Więc jak tylko będzie potrzebowała rozmowy, miała jakiś problem lub po prostu będzie chciała przy mnie pobyć , zawsze może do mnie zadzwonić , napisać lub po prostu przyjść. <br />
<br />
K. mówiła mi wiele razy że śnię się Jej co noc, jako osoba która zawsze Jej pomaga. Może to było wywołane tym że chciała bym Jej pomógł a ja do tej pory tego nie robiłem?<br />
<br />
Wiem też że K. ma stany lękowe. Czasami widzi rzeczy których tak na prawdę nie ma, boi się czegoś co nie istnieje itp. Przykład : No naszej ostatniej kłótni strasznie się tym wszystkim przejeła, płakała , po prostu ciężko mi opisać co się z Nią działo. Trochę ochłonęliśmy, zaproponowałem byśmy wyszli się przejść trochę. Gdy wyszliśmy była przerażona, prosiła bym szedł za Nią krok w krok, pytała się czy na pewno ktoś za Nią nie idzie, mówiła że się boi itp wpadła w straszną rozpacz i lęk że jak najszybciej wróciliśmy do domu.<br />
<br />
Na dodatek K. czuję straszną 'niemoc'. Twierdzi że sobie z niczym nie poradzi , że na pewno nie zda matury. Najchętniej zamknęłaby się w swoim pokoju na całe dnie, schowana pod kołdrą nie wychodząc do ludzi.<br />
<br />
Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie dla całej tej sprawy, ale K. jest jeszcze niepełnoletnia.<br />
Zastanawiam się jak w takim przypadku wyglądałaby sprawa z psychologiem/ psychiatrą, bo raczej K. nie będzie chciała pokazywać tego problemu swoim rodzicom, twierdzi że i tak Jej nie rozumieją. I obawiam się że nie potrafiłaby powiedzieć swojej mamie że ma taki i taki problem, by zasięgnąć porady jakiegoś specjalisty.<br />
<br />
<br />
Czytałem o depresji i niektóre rzeczy pasują:<br />
<br />
-trudności z myśleniem, skupieniem uwagi i podejmowaniem decyzji ( często po prostu nie słucha, odcina się od rozmowy i myśli o czymś innym )<br />
<br />
-zaburzenia snu, polegające na zbyt wczesnym budzeniu się lub na znacznie zwiększonym zapotrzebowaniu na sen ( potrafi położyć się spać dnia następnego o 4 nad ranem, przespać cały dzień budząc się wieczorem lub późnym popołudniem )<br />
<br />
-poczucie winy lub braku własnej wartości ( w wszystkim złym co Ją otacza doszukuje się swojej winy, wciąż mówi że jest gruba, co wcale nie jest prawdą, wręcz przeciwnie )<br />
<br />
-poczucie stałego zmęczenia<br />
<br />
-myśli samobójcze]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 15:14:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10058-okaleczanie-sie-stany-lekowe-deresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>agresja po alkoholu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10055-agresja-po-alkoholu/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie.<br />
Przyznam szczerze, że pierwszy raz postanowiłam wejść na jakiekolwiek forum internetowe, żeby się doradzić. Do tej pory starałam się ze wszystkimi jakimiś problemami sama radzić, bądź czasami w gronie bliskich mi osób, ale ta sprawa nie daje mi spokoju, a tym bardziej nie chce rozmawiać o tym z nikim z mojego otoczenia bo już i tak do tej pory najadłam się wstydu.<br />
Mam 24 lata i jak każda młoda osoba lubię czasem pójść na jakąś imprezę bądź spotkać sie w domu ze znajomymi. Do tej pory wszystko było w porządku nawet jak więcej się napiłam to zawsze miałam fajny humor. Ale od jakiegoś niecałego roku alkohol działa na mnie tak, że powoduje u mnie agresje i to z błahych powodów. Do tej pory obrywało się (oczywiście nie fizycznie) mojemu chłopakowi, ale ostatnio nawet jego bratu- następnego dnia myślałam, że spale ze wstydu. <br />
Wcześniej tłumaczyłam sobie to stresem w pracy i w życiu rodzinnym. Ale przecież, każdy człowiek ma w życiu jakieś problemy, a nie zachowuje się tak jak ja...! <br />
Myślałam nad alkoholizmem i pijaństwem, to pierwsze odpada bo ja nie mam potrzeby picia. Niby pijak jak już zacznie to nie potrafi przestać pić, aż nie wpadnie pod stół. To co ja mam??<br />
Zawsze wychodziłam z założenia, że jak ktoś nie potrafi pić to niech nie pije. I nadal tak uważam, nawet teraz po sobie. <br />
Ale może wiecie czym może być spowodowana ta agresja?? Czy musze się z tym skierować do psychologa??]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 13:44:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10055-agresja-po-alkoholu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co mam zrobić ?!</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10033-co-mam-zrobic/</link>
		<description><![CDATA[Hey ! Nie mam pewności że ktoś to przeczyta ale jeżeli tak to chciałabym wam zdradzić kilka moich najgłębiej skrywanych lęków i tajemnic. Piszę to ponieważ od ostatniego czasu znów miewam myśli samobójcze, powróciła depresja oraz stany lękowe i mówiąc szczerze to chyba zwariowałam. Mieszkam w domu wielorodzinnym wraz z rodzicami, dziadkami, ciotką i pradziadkiem + piesek C ; . Niestety mój dziadek jest alkoholikiem. Mam pokój z moją babcią a więc jestem w pokoju za każdym razem kiedy on przeszukuje babci rzeczy w poszukiwaniu pieniędzy. Nie pierwszy raz okradał równie mnie. I gdy byłam mała to jak dziadek mnie widział od razu się uspokajał lecz teraz jest nawet zdolny by uderzyć. Ostatnio wziął tasak z kuchni i ( na szczęście ) walił po ścianach krzycząc że nas wszystkich pozabija. Gdy patrzę na te dziury to od razu przypomina mi się ten wieczór. Kilka dni temu odkręcił wszystkie kurki z gazem bo chciał nasz wszystkich pozabijać. Nie raz babcia wzywała policję ale o dziwo zawsze im uciekał z jedną nogą ... ( w wypadku stracił prawą nogę i ma teraz protezę ). W szkole wszyscy obgadują mnie za plecami a osoby które mnie wcale nie znają mówią o mnie takie rzeczy których ja sama nie wiedziałam. Czasem słyszę za moimi plecami jak ktoś krzyczy " zabić emo ! " . Wiele razy przezywali mnie od tłustych świń, że jestem brzydka ... i mówiąc szczerze może i mają rację ale nie muszą mi tego mówić. Niektóre takie słowa nadal tkwią jak drzazga w oku. Rani mnie każde wspomnienie o takim słowie. Przestałam przez to wszystko wierzyć w Boga. Dla mnie coś takiego nie istnieje a to co jest napisane w biblii to bujdy na resorach ( jakbym kogoś uraziła to bardzo przepraszam ) Zaczęłam panicznie bać się ciemności ... nie wiem dlaczego ... wieczorem jestem tak sparaliżowana że nie mogę się ruszać. Jestem strasznie zamknięta w sobie . Boję się ludzi, rozmowy z nimi i najchętniej to bym nigdzie nie wychodziła z pokoju. Gdy przychodzę ze szkoły do domu to najczęściej zamykam się w łazience i gadam sama do siebie . Wolę rozmawiać sama ze sobą i wyobrażać sobie odpowiedzi niż usłyszeć je od prawdziwych ludzi. Przez cały czas wyobrażam sobie coś. Jestem szurnięta i powinni mnie pewnie zapiąć w kaftan bezpieczeństwa i zamknąć w pokoju bez klamek. Jeżeli przeczytałeś/aś to to bardzo ci dziękuję że poświęciłam te kilka minut na przeczytanie moich wypocin C ; .]]></description>
		<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 00:29:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10033-co-mam-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pytanie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10009-pytanie/</link>
		<description><![CDATA[Mam myśli samobójcze od jakiegoś czasu, spowodowane trudną, złożoną sytuacją życiową, z którą nie umiem już sobie poradzić oraz z emocjami, których się boję i nie potrafię zdefiniować  <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/unsure.gif' class='bbc_emoticon' alt=':niepewność:' />  Jeśli udam się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej to czy dostanę bezpłatną pomoc gdy nie mam ważnego ubezpieczenia?]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Feb 2012 10:42:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10009-pytanie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Gdy nie mamy sił ...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/10000-gdy-nie-mamy-sil/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Chciałem się Was serdecznie zapytać o coś co mnie męczy ...<br />
Co zrobić gdy jest się za słabym bu opuścić ten świat z własnych rąk ? ...]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Feb 2012 00:56:13 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/10000-gdy-nie-mamy-sil/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dziennik Nerwicy Natręctw :)</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9986-dziennik-nerwicy-natrectw/</link>
		<description><![CDATA[Hm... Złapał mnie tak dobry nastrój, że wpadłem na świetny pomysł.<br />
<br />
Bardzo lubię publikować swoje wypociny i myślę, że to może pomóc w wyjściu z nerwicy nie tylko mi, ale także innym osobom, które zmagają się z podobnym problemem. Postanowiłem założyć dziennik "walki" z tym świństwem.<br />
<br />
Będę tu opisywał wszystko odnośnie przekonań, poglądów i stanów jakie mnie dopadają, aby wyciągać jakieś wnioski, zaczerpywać waszych opinii, rad i historii, wspólnie się nimi dzielić i OBSERWOWAĆ PROGRES!<br />
<br />
Ale, zanim... tak na dobry humor (kawałek, który zawsze mnie mega pozytywnie nastraja!):<br />
<object width="425" height="355"><param name="movie" value="http://youtube.com/v/XLgYAHHkPFs"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><embed src="http://youtube.com/v/XLgYAHHkPFs" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"></embed></object><br />
<br />
<br />
Od razu mówię, że cała historia wejścia w tą pętlę strachu aż po dzień dzisiejszy będzie długa, więc ....a zresztą<br />
<br />
<br />
Od dawien dawna prowadziłem wesołe, beztroskie życie. Nie przejmowałem się niczym. Zawszę byłem nadwyraz otwarty, kontaktowy i bezpośredni. Żyłem chwilą, żyłem imprezami. Robiłem w życiu to co mi sprawiało przyjemność, czyli sport, imprezy, interakcje z kobietami itp, itd. Uznaliśmy z przyjaciółmi, że chcielibyśmy spróbować w życiu czegoś nowego, czegoś ponad szablon.<br />
<br />
Padło na grzyby halucynogenne (nie jest to może bezpośrednia przyczyna moich problemów, ale swój wpływ napewno ma, ale zaraz do tego dojdę). Generalnie cała ta grzybowa "podróż" trwała 5-6 godzin. Wiadomo, że środki psychoaktywne bardzo pogłębiają stan w jakim się znajdujemy, czyli jak pijemy wódkę, dla smutku to jeszcze bardziej się rozczulamy i jesteśmy zirytowani, jak natomiast pijemy dla towarzystwa na imprezie, to doskonale się bawimy i alkohol podtrzymuje w nas ten stan. Wszystko zależy od nastawienia. Tak samo jest z marichuaną, grzybami i wszystkimi rzeczami, które naruszają w jakiś sposób nasze postrzeganie <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Moich dwóch przyjaciół było nastawionych na bardzo pozytywne przeżycia. Ja na początku też. Zachwycaliśmy się tymi wszystkimi tworami naszego umysłu i było to nietuzinkowe przeżycie...do czasu. Złapałem tzw. "bad tripa", czyli przerażającą sytuację, która dotyczy urojeń i lęków w danym stanie, poczucia wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Mi akurat się wydawało (na takim "haju" nie ma się poczucia czasu), że spędze w tej podróży już wieczność i nigdy nie wrócę do normalności. Było to na tyle traumatyczne przeżycie, że ciągle się o to bałem i za wszelką cenę chciałem powrócić do normalności starając się kontrolować, co oczywiście przynosiło odwrotny skutek.<br />
<br />
Minęło kilka miesięcy. Jak już wspomniałem, lubię pisać więc opisywałem coś w rodzaju pamiętnika (swój miniony rok). Była 3 w nocy, więc niewątpliwie mój organizm był wyczerpany. Obraz z monitora zaczął mi się rozpływać/rozmazywać. Dodatkowo poczułem takie dziwne uczucie "odrealnienia", jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Ludzie z założenia boją się tego, czego nie znają więc sami wiecie jak mogło to mnie przerazić. Wyłączyłem natychmiastowo komputer kładąc się do łóżka i tłumacząc sobie, że to tylko zmęczenie i jutro będzie dobrze!...i od tego się zaczął cały mechanizm nerwicy:<br />
<br />
a co jednak jak to jakiś nieodwracalny proces?<br />
co jak mi tak zostanie?<br />
co jak zeświruje?<br />
co z moimi planami, ukochanymi ludźmi kiedy zamkną mnie w jakimś psychiatryku?<br />
<br />
(oczywiście bez ujmy dla osób leczących się w szpitalach psychiatrycznych, ale opisuję swoje faktyczne obawy i to jak je odbierałem, ponieważ temat zaburzeń/chorób psychicznych był mi zawsze tematem tabu).<br />
<br />
Machina ruszyła, zacząłem samoistnie się nakręcać.<br />
<br />
Myślałem, że to chwilowe i, że to minie lecz co kilka dni miałem takie noce oparte zupełnie na tych samych obawach (choroba psychiczna, odrzucenie społeczne) tylko, że zakamuflowane pod innymi myślami i przypuszczeniami.<br />
<br />
Nagle zaczęły mi się przypominać wszystkie negatywne rzeczy, które usłyszałem/przeczytałem wcześniej o grzybach: że mogą spowodować schizofrenię, że nieodwracalnie ryją psychikę, otwierają jakieś tam receptory itp itd.<br />
<br />
Doszedłem do wniosku, że przeniosło się to już na tło obsesyjne, gdyż wszędzie szukałem jakiś zmian w osobowości; kontrolowałem to jak mówię, jak rozumiem, skupiałem się bardziej na sposobie odbierania drugiej osoby niż to o czym on mówi, co chcąc niechcąc samoistnie napędza pogłebianie się naszego problemu (gdyż sami go tworzymy).<br />
<br />
<br />
W końcu nastąpił przełom, doszedłem do wniosku, że sam sobie z tym nie poradzę, albo po prostu będzie mi o wiele ciężej.<br />
Opowiedziałem o swoim problemie rodzicom i udałem się z nim do psychiatry. Padł wyrok. Dowiedziałem się, że mam nerwicę natręctw na punkcie myślowym.<br />
<br />
<br />
Zacząłem sam grzebać w internecie o nerwicy, co dla ludzi o dużej przyswajalności nie jest dobrym rozwiązaniem. Wiadomo, że nasz umysł w takiej chorobie jest wstanie wsiąknąć wszystko, uciec się do każdej drogi, byle tylko sobie pomóc.<br />
<br />
<br />
Mimo iż przeczytałem 10 argumentów pozytywnych na ten temat i zacząłem się już fajnie nastrajać, to gdzieś przeczytałem o czymś negatywnym na temat tej choroby (że jest nieuleczalna, prowadzi do depresji itp itd) i już nie pamiętałem o tych dziesięciu plusach.<br />
<br />
<br />
Atakowało mnie to i tak okresowo (raz na parę dni). Psychiatra dał mi jakieś leki i zalecił psychoterapię. Tydzień czasu nie miałem żadnych objawów. Pomyślałem, że były to chwilowe 'rozkminy' i wszystko powróciło do normy, aż do momentu pójścia do kościoła...<br />
<br />
<br />
W kościele, w trakcie kazania i rozmowy o objawieniu się Boga dla Chrystusa stwierdziłem, że istnieją tylko dwie drogi interpretacji świata. Naukowa (psychologia) i Religijna (w moim przypadku chrześcijanizm). Nie wyobrażacie sobie do jakiego stanu mnie to doprowadziło. Całą mszę się trzęsłem myśląc na tym, że albo Mojżesz był chory psychicznie, albo faktycznie Bóg jesti religia ma sens, a ja od niej stronię (nie chodzę do spowiedzi, z zasadami moralnymi też różnie). Wprowadziłem się znów w wiry lękowe. Jako iż psychiatra mnie uspokoił, że nie jest to schizofrenia bo jestem świadomy swojej choroby, a dotknięci schizofrenią nie zdają sobie sprawy, że są chorzy - lęki na tym podłożu jakby odpuściły. Wkręciły się natomiast religijne. Zdałem sobie sprawę, że to jak żyjemy zależy od tego w co wierzymy. Rozmyślałem nad możliwościami wszelkiego opętania itp itd. Pomyślałem, że mogę się zwrócić do Boga o pomoc, ale muszę być czysty, czyli się wyspowiadać. Z kolei spowiedź bez założenia świadomej poprawy jest bez sensu (tak, chodzi mi o seks), więc miałem mnóstwo myśli, czy faktycznie uciec do tej religii, zostawić dotychczasowe życie, które kocham. Zaraz kolejna przerażająca myśl o tym że zostanę księdzem (boje się tej wizji, bo wiem jakie smutne i specyficzne życie mają) - według mnie. Po obejrzeniu filmu Constantine wpadłem chyba już na dno wiru. Generalnie chyba nie mam co opisywać myśli lękowych, bo nie mają one ani swojego sensu, ani odbicia w rzeczywistości, więc nie będę już się wgłębiał w to jakie mi tam myśli przychodziły do głowy (głównie egzystencjalne, że nauka nie wyjaśnia spraw, które wyjaśnia religia, więc jest piekło i niebo, boję się piekła, ale nie chce też życ ''grzecznie'' na ziemi).<br />
<br />
<br />
Te rzeczy pokazują tak na prawdę jakie "pranie mózgu" robi nam religia. Chora religia, zdrowa jest jak najbardziej w porządku. Ale w tej materii się nie będę produkował, za to zostawię wam wspaniały wywiad z dr. Molendą:<br />
<br />
<a href='http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/strach-przed-bogiem' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/strach-przed-bogiem</a><br />
<br />
Zakładając, że Bóg istnieje...stworzył nas dlatego, że nas kocha. Ludzie z natury są grzeszni i tego się nie zmieni. Dlatego moją główną maksymą jest miłość. Z założenia staram się kochać wszystkich ludzi i nie robić im krzywdy. Wiem, że nie ma co się bać Boga, bo jest dobry i chcę dobrze dla nas. Dlatego należy kochać siebie i innych i wszystko <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Jeżeli chodzi o seks, nie wiem co ma złego w sobie oprócz religijnych urojeń. Dla mnie jest najwyższą formą przekazu miłości, dawania sobie rozkoszy. Dlaczego mam ten instynkt na siłę w sobie tłumić? To nienormalne. Nie wiem, czym kieruje się kościół zakazując go, ale nawet nie chce się w to wgłębiać, bo nauczyłem się że wgłębianie się jest jedną z rzeczy najgorszych. W każdy temat. Wszystko trzeba mieć wypośrodkowane, a życie przyjmować prosto <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
<br />
Aktualnie jestem w momencie, w którym lęki religijne nie nękają mnie AŻ tak, a za to wróciły lęki na podłożu choroby psychicznej.<br />
Zauważyłem, że wszystko szło w gorszą stronę, co samoistnie napędzało system "o kurna, faktycznie jest coraz gorzej, niedługo już będę niezdrowy na umyśle''. Noce były tragiczne, na każdą rzecz na którą spojrzałem, analizowałem czy widzę ją dobrze, czy mi nie faluje, czy nie mam zwidów itp itd. Zresztą, sami wiecie o co chodzi...Non stop kontrola nad tym, czy aby wszystko jest okej. Od zawsze mam coś ze wzrokiem, w sensie że jestem krótkowidzem plus astygmatyzm. Ostatnio zauważyłem, że patrząc się na jednolitą ścianę widzę różne pasma (jasne i ciemne) i takie jakby kosmyki opadające na drodze widzenia, a czasami także robaczki. Na poziomie świadomym, wiem że jest to albo jakaś wada wzroku, na którą wcześniej nie zwracałem uwagi/rozwinęła się nienadwno. Albo po prostu skupiając się na tym czy wszystko jest okej, zauważam jakieś szkopuły, na które nikt bez nerwicy nie zwraca uwagi. Mimo wszystko, sami wiecie jak to działa na człowieka, i jakie to wszystko realne w napadzie lęku. Wszystko się ze sobą łączy i daje wyrok - nieodwracalna choroba psychiczna.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tyle jeżeli chodzi o moje objawy, teraz postaram się wypisać wnioski, rady i sposoby walki z tym gównem. Jestem akurat w dobrym nastroju więc patrzę na to wszystko z dystansem <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Wnioski:<br />
- "Bezsensowne rozmyślanie polega na "męczeniu" tematu, doszukiwaniu się ukrytej prawdy, której po prostu nie ma. "Zdrowe myślenie" polega na skupieniu się na najbardziej oczywistych, najprostszych rzeczach. Pierwsza, "intuicyjna", na ogół bardzo prosta myśl jest najlepsza, jej zignorowanie kończy się najczęściej wpadnięciem w bezsensowne rozmyślanie."<br />
- Bardzo pomaga wsparcie od osób do których mamy zaufanie, ze względu na pokrewieństwo, czas przyjaźni, czy też kompetencje lekarskie, dlatego:<br />
a) Fajne było uświadomienie mnie przez ojca, że wszystko to rzeczywistość, nie ma żadnych innych wymiarów itp. Jest tylko tu i teraz, rachunki, praca itp itd. A ludzie, którzy uporczywie czytają o ufo i w nie wierzą, twierdzą, że zostali przez nie porwani lub z nimi rozmawiali, lecz to wszystko dzieje się w tych ludzi głowach, a nie w rzeczywistości - dało mi to potężną kotwicę na to, że wszystko jest kwestią naszego programowania i sami programujemy sobie strach i się w niego wgłębiamy - baa, łatwo powiedzieć!<br />
<img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/cool.gif' class='bbc_emoticon' alt='B)' /> Zdecydowałem się na psychoterapię (Gestalt), z której też wywnioskowałem międzyinnymi to, że nerwica to jest swoisty sposób organizmu na wydalenie emocji i po prostu mój organizm odreagowywuje w ten sposób. Za dużo we mnie zebrało się stresu (jestem maturzystą, ale mam to niby w dupie przynajmniej na poziomie świadomym), plus te grzyby, co skumulowało to i owo. Dowiedziałem się, że to moje życie i ja władam tym wszystkim. Gdy nie chcę lęku, to go po prostu wywalam, ale zanim to wszystko...to najważniejsza jest AKCEPTACJA. (aaa to tylko lęk, widocznie organizm musi tak zareagować, niech się troche poprzewija tych myśli, nie będę w nie wnikał)<br />
-Ważne jest pozytywne myślenie, co jest opisane na świetnym blogu "Historia pewnej nerwicy" i to jak zapoczątkować pętle myślenia pozytywnego, zamiast negatywnego<br />
- Zdanie sobie sprawy, że to TYLKO nerwica, to jest do przejścia i doskonale sobie z tym poradzicie!<br />
- Dodatkowo zauważyłem, że przy spaleniu papierosów wpadam w wielki wir lęków. Może to jest spowodowane tym, że nie paliłem nigdy, a po prostu gdzies wewnętrznie mam wyrzuty sumienia (po co to zaczynam) albo to jest reakcja obronna organizmu na palenie, albo po prostu mi nie słuzą - staram się nie palić<br />
- Zauważyłem też, że gdy uprawiałem zawodowo różnego rodzaju sport - nigdy nie miałem żadnych problemów z psychiką, natomiast lenie się w domu już od dobrych kilku miesięcy - może po prostu emocje nie mają ''tego ujścia'' w formie potu, więc powoli wracam do tego sportu<br />
- Myślę, że dużą rolę odgrywa tu zima (bo mimo pozytywnego humoru, wychodzisz na zewnątrz i mówisz "o k****, jak zimno", co automatycznie obniża twój stan) - czekamy na wiosnę!<br />
- WIELKĄ rolę odgrywa zaprogramowany we mnie perfekcjonizm. Z jednej strony to paradoks, bo większość rzeczy robię na odwal, lecz jeżeli chodzi o jakieś myślenie to chcę być idealny...(w życiu religijnym, odnośnie swojej ścieżki życiowej itp.) i przywiązuję wielką uwagę co do wyboru życiowej drogi...! - przecież wiadomo, że perfekcjonizm nie istnieje!<br />
<br />
<br />
Pamiętajmy, bądźmy silni, a napewno damy sobie z tym radę, iż nie ma rzeczy nie do zrobienia..!<br />
życie jest piękne!<br />
<br />
Nie myśl - żyj.<br />
walecznyy.<br /><br />Dodatkowo,<br />
<br />
Jeżeli chodzi o środki farmakologiczne to piłem Dziurawca, ale się skończył i jakos nie po drodze mi do apteki, a jeżeli chodzi o<br />
tabletki, to psychiatra mi jakieś wypisała, ale nie jestem przekonany do ''psychotropów'' i byłem nastawiony na to, że poradzę sobie z tym sam, ale teraz to już sam nie wiem.<br />
<br />
Wiem, że zapisałem się na wizytę do homeopaty. Podobno wiele ludzi ''nerwowych'' wyleczył. Warto próbować wszystkiego...<br />
<br />
<br />
Jeden wniosek, który dzisiaj wyciągnałem i uważam za świetny:<br />
<br />
Przeramowanie lęku, uczucia strachu na coś pozytywnego. Ja np. pomyślałem sobie, że z drugiej strony fajna jest ta nerwica, bo pozwala mi dogłębnie zajrzeć i poznać siebie, pozwala mi odkryć swoje słabości i nakazuje mi walke z nią. Takie bezstresowe życie byłoby nudne, a tak przynajmniej wiem, że muszę walczyć i wiem że to będzie długa ale i ciekawa walka...no i wiem, że ją wygram!]]></description>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 17:03:15 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9986-dziennik-nerwicy-natrectw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>wyzwiska</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9966-wyzwiska/</link>
		<description><![CDATA[Przyjaciele jak i znajomi..czasami w domu również, wyzywają mnie brzydko począwszy od psycholi zakończywszy na su...<br />
Nie wiem co robić, obrażają mnie wtedy gdy płaczę, gdy coś źle zrobię, czy powiem coś nie tak.<br />
nie chcę już nic robić, nic dotykać bo jak cokolwiek zrobię źle, to zaczyna się gadanka.]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 21:02:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9966-wyzwiska/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak się nie dać?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9964-jak-sie-nie-dac/</link>
		<description><![CDATA[Witam! Zastanawiałam się w ogóle w jakim dziale napisać o sobie, bo do wszystkiego pasuje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Tak naprawdę nie wiedziałam po co tu w ogóle weszłam, może dla tego że szukam pomocy, zrumienia, chciała bym nawiązać kontakt z takimi osobami co mają podobne problemy jak ja. Zawsze myślałam że to tylko ja jestem jakaś nie tego, ale teraz wiem że tak nie jest. Może na początek opowiem swoją historię... Pochodzę z rodziny, w której głównym centrum był mój ojciec. Jest on alkoholikiem. Od małego byłam "wykorzystywana psychicznie" tzn. metody wychowawcze mojego ojca polegały na rozkazywaniu, jeśli się czegoś nie zrobiło to wiadomo w pi... Zazwyczaj bałam się go wiec wszystko grzecznie robiłam, chociaż wtedy już jak byłam mała to bardzo mi się to nie podobało. A teraz jestem na to bardzo uczulona, jeśli ktoś mi coś rozkaże wybucham. Mimo to jest egoistyczny, nigdy na nas nie patrzył (na swoje dzieci). Moja mama też zazwyczaj skupiała się na tym by zapewnić nam "byt", materialne środki, jedzenie itp. Nie to że by nas zaniedbywała, ale po prostu była tak zajęta małżeństwem, pracą, awanturami, że po prostu inne sprawy nie miały znaczenia. Nie to że miała nas gdzieś ale  sama była zagubiona i nie umiała sobie radzić. Dla tego u mnie w domu nie było jakichś zwierzeń, wytłumaczeń jak jest w życiu, wsparcia itp.  Zazwyczaj rozmawiano raczej krzyczano  na nas tylko w tedy kiedy  coś przeskrobaliśmy. Mama wolała żyć z naszym ojcem, aby dzieci miały ojca. Czasem wolała bym go po prostu nie mieć.  Lecz moje problemy psychiczne zaczynały się w podstawówce, miałam dużo rówieśników ale zawsze się dziwnie czułam między nimi. Zrobiło się jeszcze gorzej gdy poszłam do gimnazjum, nie zwierzałam się nikomu. Zawsze było dla mnie banalne to,  że ktoś mówi co tam u niego, co robił. Ja miałam to gdzieś i wszyscy mieli gdzieś moje wyznania. Zawsze miałam wrażanie że nikogo to nie obchodzi.  Do tej pory tak mam, mimo że teraz mam osoby,  którym ufam i wiem że mogę się im się wygadać ale czasami i tak mam te wrażenie.  Zawszę czułam się obco, odrębnie, nie lubiana, miałam swój świat. Tylko że kolegowałam się z wieloma osobami ale wiedziałam że po prostu są fałszywi, mimo to i tak się z nimi kolegowałam żeby nie być całkiem samotna. Właśnie wtedy poznałam hip hop. On mi naprawdę pomagało, to był mój eden, znajdowałam  tam podpowiedzi do mojego życia.  Dawał mi energię i napędzał mnie.  Większość czasu gimnazjum nie pamiętam byłam trochę cicha. Zaczęłam pić alkohol, palić papierosy nawet próbowałam marihuany.  Wtedy zaczęłam się buntować i rozrabiać. Nastały czasy technikum wtedy zaczęłam imprezować mieć wszystko gdzieś, strasznie się zmieniłam.  Było mi wszystko jedno, miałam piwo, znajomych, nie przejmowałam się tym co jest w domu. Ale mimo to w środku miałam pustki, bez sens i braki. Dalej czułam się samotna chociaż teraz miałam wkou siebie naprawdę dużo znajomych. Znalazłam nawet przyjaciół, chłopaków. Lecz nie dawało mi to satysfakcji, zazwyczaj udawałam że jest dobrze. Zresztą byłam bardzo nie ufna dla ludzi, nie chciałam żeby ktoś nawet wiedział o moich problemach. To utrudniało mi nieco kontakty z ludźmi.  Miasto w którym mieszkam jest małe i czuje się tutaj jak w klatce w więzieniu, dusze się tutaj. Więc  zaczęłam się interesować  książkami i filmami o narkotykach wciągnęło mnie to. Zawsze gdy je czytałam, miałam wrażenie że czytam o sobie.  Dla tego ciągle się boję że skończę jako ćpun.  Przejdźmy do najważniejszego co w moim życiu było. Poznałam chłopaka, nie chciałam z nim być na początku ale też nie chciałam być wiecznie samotna. Bo moje poprzednie związki były porażkami.  Tak jakoś wyszło że jednak się bardzo w nim zakochałam. Spędzaliśmy ze sobą każde chwile, mieliśmy wspólnych znajomych, to były najpiękniejsze chwile w moim życiu.  Lecz on w pewnym monecie zostawił mnie. Bez wyjaśnień, bez niczego odszedł… Wtedy kompletnie się załamałam, nie umiałam sobie uzmysłowić tego jak ktoś mógł mnie tak potraktować , po tym co dla niego robiłam i po mimo to co było między nami. Trwało to ok roku miałam cały czas depresje. Ratunku szukałam w alkoholu. Zaczęłam brać narkotyki, amfetaminę.  Po za tym wtedy już prawie codziennie paliłam marihuanę , żeby zagłuszyć w sobie ten ból. Nadużywałam też leków. Zaczęłam chodzić  wszędzie, gdziekolwiek po dyskotekach poznawałam ludzi spędzałam z nimi całe dnie, uciekałam ze szkoły. Z nauką to ledwo dawałam sobie radę. Zresztą prawie ciągle byłam na haju albo po piwie czy na kacu. Już od dawna myślałam o samobójstwie. Ale wtedy wybuchło wszystko we mnie. Pragnęłam śmierci, nie tylko z tego powodu że ktoś mnie zostawił. Po prostu że jestem na tym świecie, strasznie znienawidziłam ludzi. Więc wzięłam garść tabletek…. Lecz spanikowałam bo ciągle się bałam co będzie potem ? jak umrę? Zwymiotowałam od razu wszystkie tabletki, a resztę co zostały szybko spuściłam w kiblu. Spałam chyba przez tydzień. Dla mamy wmówiłam że jestem chora.  Przeżyłam to.. potem próbowałam jeszcze raz ale  w inny sposób mało mnie samochód nie potrąciła ale też stchórzyłam i uciekłam…  od tamtej pory byłam jak żywy trup. Tamten facet się do mnie odezwał wybaczyłam mu. Teraz mi pomaga we wszystkim miną już rok jak z nim jestem. Dużo daje mi ten związek. Uspokoiłam się już nie ćpam, nie piję. Ze wszystkimi znajomymi już prawie nie rozmawiam, chce ciągle być samotna.  Wszystko mi obojętne, nie mam celu w życiu, nie widzę sensu, ciągle myślę o śmierci. Jeszcze niedawno panicznie szukałam pomocy u wszystkich nawet nie znajomych, zwierzałam się wszystkim.. teraz nie chce od nikogo bo wiem że nikt mi nie umie pomóc... Kiedyś strasznie lubiłam marzyć teraz już nawet to mnie nie cieszy, mój hip hop którego tak kochałam zaniedbałam. Ciągle myślę że skończy się to wszystko jak wyjadę do mojego upragnionego miasta ale to wszystko po maturze. A matura już niedługo tylko nie wiem czy do niej wytrwam, czy dam rade się uczyć bo często nie mam na nic siły.  W końcu tyle w niej zaniedbałam.  Nigdy nie byłam u psychologa czy psychiatry.  Nigdy nie myślałam że naprawdę mam tak wielki problem dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Właśnie jestem w trakcie czekania na wizytę u psychiatry… zobaczymy jaką "chorobę" u mnie stwierdzi…. Teraz moja sytuacja rodzinna się całkiem zmieniła po wielo letnich odwiedzinach policji i groźbach sądowniczych mój ojciec się zmienił a mama zaczęła normalnie żyć, pomoc znalazła w AA. Ja mam czasem wrażenie że mam rozdwojenie jaźni czasem jestem taka osoba jaka byłam kiedyś a czasem jaka jestem teraz. Nie mogę określić swojej stałej osobowości. Poza tym mam ciągłe zmiany nastroju. Ciągle próbuję zrozumieć siebie... Nauczyć się jednak żyć i być szczęśliwym, jest to trudne po takich przejściach..]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 20:29:41 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9964-jak-sie-nie-dac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zagubiona</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9961-zagubiona/</link>
		<description><![CDATA[cześć Wam, <br />
zalogowalam sie na tym forum bo szukam pomocy, bratniej duszy, czy po prostu rozmowy i zrozumienia...postaram sie Wam opowiedzieć moja historię, ta historię która mnie boli i nie pozwala normalnie żyć. <br />
<br />
Miesiac po komunii okradziono moje i rodzicow mieszkanie, 2 tygodnie później napadli mnie i moja mamę, było to straszne przeżycie...przez dwa miesiace nie wychodziłam z domu. mama zabrała mnie do psychologa, i gdy wreszcie zaczęło być lepiej miałam 12 lat...i wtedy zgwalcil mnie mój przyjaciel, osoba której ufalam, dlugo znałam.był chyba 7 lat starszy...w szkole zawsze miałam problemy, nie tyle z nauka co z otoczeniem. Bylam wiecznie uległa i gnebiona, nie radziłam sobie z tym. gdy miałam 13lat zauważyłam że bol psychiczny można zdominować fizycznym. zaczelam sie okaleczac. nie było to nic bardzo mocnego, ale jednak było. od dawien dawna nie dogadywalam sie z ojcem, zawsze po imprezach mnie bił i wyzywał...w sumie nawet nie musiało być alkoholu by z błachostki zrobić mega awanturę...]]></description>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 19:25:27 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9961-zagubiona/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nie rozumiem...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9937-nie-rozumiem/</link>
		<description>dlaczego Ja użeram się ze wszystkim, jestem sama jak palec, mam kłopoty które mnie powoli niszczą, tracę wszystko i pomimo tego wszystkiego NIGDY nie planowałam samobójstwa.....jak tak można..ja walczę już 6 lat i wiem że nie wygram - przegrałam i nie wiem co dalej ale ani przez chwilę nie pomyslałam o tym jak inni. WIEM ŻE NIE JEST ZE MNĄ DOBRZE ALE Z TYYM ŻYJĘ I Bóg nigdy nie obiecywał że będzie łatwo! Poza tym wyznaczyłam sobie malutki cel że jesli ja z tego wyjdę, jesli zdarzy się cud to za jakiś czas wejdę na forum i pomogę Komuś kto będzie w takiej sytuacji jak ja..czy rozmowa, czy finansowa czy jakakolwiek pomoc..bo w moim otoczeniu ludzie kompletnie tego słowa nie znają niestety;( ale wiem ŻE DOPÓKI WALCZYMY JESTEŚMY ZWYCIĘZCAMI !!!!</description>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 15:06:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9937-nie-rozumiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>nerwica</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9875-nerwica/</link>
		<description><![CDATA[Witam.Mam 28 lat.Zawsze byłam osoba rozesmiana i cieszaca sie zyciem.Od paru lat wszystko sie zmienilo.Pierwszy atak nerwicy mialam gdy wracalam z wakacji,zdretwialo mi cale cialo i nie moglam wydobyc z siebie słowa:(myslalam wtedy ze umre.I to ciagneło sie za mna chyba z rok,mialam ciagle leki dretwienia rak,samochodem nie moglam przejechac paru metrow bo zaczynała sie panika i dusznosci.Nie bylam u lekarza,brałam jakies leki ziolowe i sama z tego wyszlam.Mialam spokoj pare lat,az do teraz <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Okolo miesiaca znowu zaczelo mi sie cos dziac <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> tylko teraz jest gorzej.Mam wrazenie ze cos mi siedzi w gardle i mam spuchniety jezyk,dretwieje mi szczeka i rece,czasami z trudem wydobywam z siebie słowa,mam zawroty glowy i suchosc w ustach,szum w uszach....i to czuje przez caly dzien.Poszlam do lekarza rodzinnego to mi przepisal jakies lekarstwa ziolowe i oxazepam.Boje sie brac psychotropy bo nie chce sie uzaleznic ale po tych ziolowych to mi nic nie przechodzi a po tych mocniejszych czuje ulge.Ostatmio mialam duzo stresow i wydaje mi sie ze to przez to moj nawrot choroby:( Nie spalam w nocy tylko sie zamartwialam. Nie wiem co mam robic,boje sie wychodzic z domu bo mam wrazenie ze padne gdzies na chodniku i nie wstane.Pomocy]]></description>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 11:30:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9875-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>jak żyć dalej...jak wierzyć</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9871-jak-zyc-dalejjak-wierzyc/</link>
		<description>jestem jeszcze młoda..wiem o tym...leczę się od kilku lat ale tak jak teraz nie było nigdy, mam problemy z którymi sobie nie radzę kompletnie i strasznie ich się boje, rodzina się odwróciła i przyjaciele całkowicie..Boże jak chciałabym cofnąć czas chociaż do roku temu oddałabym wszystko. strasznie tęsknie i chciałabym zmienić to jak jest ale nie daje rady nie mam pomocy od nikogo kompletnie...boję się bo wem że zaczynam głupio myśleć i nie wiem jak żyć dalej gdzie szukać pomocy.....wszyscy mówią że ludize mają gorsze problemy ale nikt nie wie jak się czuję i jak wszystko cholernie boli</description>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 07:36:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9871-jak-zyc-dalejjak-wierzyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>скачать опера мини телефона бесплатно</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9864-%d1%81%d0%ba%d0%b0%d1%87%d0%b0%d1%82%d1%8c-%d0%be%d0%bf%d0%b5%d1%80%d0%b0-%d0%bc%d0%b8%d0%bd%d0%b8-%d1%82%d0%b5%d0%bb%d0%b5%d1%84%d0%be%d0%bd%d0%b0-%d0%b1%d0%b5%d1%81%d0%bf%d0%bb%d0%b0%d1%82%d0%bd%d0%be/</link>
		<description><![CDATA[программа опера the fastest browser скачать opery  <br />
<a href='http://mbuilln.hostingsociety.com/opera-mini-4-1-download.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>opera mini 4 1 download</a>   <br />
skachat besplatno opera<br />
настройка оперы мини<br />
browsers<br />
fastest mobile browser<br />
мод<br />
 <br />
<a href='http://qlbzppx.hostingsociety.com/opera-mini-6233.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>opera mini 6233</a>]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 16:18:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9864-%d1%81%d0%ba%d0%b0%d1%87%d0%b0%d1%82%d1%8c-%d0%be%d0%bf%d0%b5%d1%80%d0%b0-%d0%bc%d0%b8%d0%bd%d0%b8-%d1%82%d0%b5%d0%bb%d0%b5%d1%84%d0%be%d0%bd%d0%b0-%d0%b1%d0%b5%d1%81%d0%bf%d0%bb%d0%b0%d1%82%d0%bd%d0%be/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>juz nie chce psychortopy...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9862-juz-nie-chce-psychortopy/</link>
		<description><![CDATA[Co to ma byc wogule;/Wczorajszego z przelozeia na dzien dzisiejszy dnia spotkalam sie z kolezanka w celu spozycia znacznej ilosci wyborow alkoholowych.Jak to sie moglo stac?!... Wypilysmy 0,5 l wodki firmy krupnik,ktora wspozylysmy wspolnie z dziesiecioma tabletkami thiocodinu.I nic!!!! Myslalysmy ze wyluzujemy poniewaz reszta naszej klasy bawila sie wspaniale na balu maturalnym.Chcialysmy sie lepiej bawic od nich.Ale nie moglysmy!!!!!Zadnych fajnych faz,a jedynie bol przejedzenia i oburzenia,ktory opisalysmy wspulnie w zeszycie.Zacytujemy:<br />
<br />
"Co sie dzieje?Cos z nami nie tak??wlada nami nadludzka sila,ktora nie pozwala nam sie najebac i popasc w bloga niepamiec.Swiat sie z nami okrutnie obchodzi. Kuwa nic nas nie moze wziasc. to musi plynac z glebi serca. Kuwa nic nas nie wezmie no jestesmy niewiadomo jakie i musimy cierpiec za ten swiat. Naszym wymarzonym stanem jest zataczanie sie wsrod uliczek naszego miasta. co by zrobil cpun jagby nie mogl sie nacpac ? Umarl by ! A my nie mozemy nawet umrzec, za takie mieszanie. Oni wypili Jacka Danielsa i sa naebani. nie wypili Scoot'a Ridleya. to to samo. Czy nadal tak bedzie? Ile trzeba wziasc ile trzeba wypic ??Oburzenie nasze siega zenitu. Czego to wlasnie spotyka nas. Matka spi obok i nie moze nas op**rdolic za niestosowne zachowanie bo jestesmy za bardzo stosowne. Nic nie opisal. Nie opisala bo nie podziela naszego bólu ( chodz o kloezanke do ktorej napisalysmy i ktora byla na ballluu T_T). nie wie co jest nie tak nie moze sie naebac. Ktos otwiera drzwi, ktos naebany. Ktos moze zmienic swoj stan gdy tego chce. My mimo wszystke staran  wielkich dawek nie mozemy osiagnac tego stanu. bo jestesmy 44. Swiat nie ma sesnu tak jak nie ma sensu brak papaieru w kiblu... a nawet to pamietamy !!!! Lzy wzbieraja sie w naszych oczach co to kuwa ma byc!! Wlacz muzyke moze poczujemy psychodele, jak nie to bedzie beznadziejnie. Zapisz to ale przynajmniej chce mi sie spac.<br />
Dlaczego reklamy ?? Dlaczego angileskie rekalmy?? (przykre wspomnienia z angielskiego, nauczyciel puszczal na psy w reklamach samochodow angielskich) Zaraz jakies psy bedoa panie Wojtku M.( nie podam nazwiska ze wzgledow prywatnych) Jak zyc Panie premierze ( haslo ktore czesto brzmialo w ciagu naszego spotkania bo ... Jak zyc panie premieze ??) No i sa psy I KNOW IT!!<br />
Kuwa sploncie. Wzielysmy tri, wypilysmy 0,5 l i nadal mozemy myslec. Jak bym to powiedziala psychiatrze to by nawet sie ona z nas smiala. <br />
Bieganie wokolo bloku boso, w spodenkach i bluzce na ramianczka bylo fajne, ale to nie to samo. Nic... Stol z powylamywanymi nogami, Lubomirski ktory odchodzi w stone zachodu, Kluszyn 1610, Kircholm 1605... Kuwa. Gotye co sie tak patrzysz !!! ( lecial teledysk Gotye) Pownie sie nacpales !!"<br />
<br />
Tu zaczelysmy planowac co zapiszemy:<br />
" Hej mam problem z kol. wypilysmy 0,5 wzielysmy 10 tabsow tri i nic. co mamy zrobic ?? jestesmy zdesperowane, myslialysmy ze w ten wieczor sie najebie*y. Jest tylko troche inaczej. czasami mocna glowa to przeklenstwo. Leo WHY ?? Panie premirze jak zyc ?? Zcyciowa porazka Juz nic sie nie stanie... kolejna T_T Omg nawet zygac nam sie nie chce. Krzysiu jak zyc ?? Racjonalne zywienie, 5 posilkow dziennie??"<br />
"Znow zgona nie mozemy zaliczyc. Nastepna sobota u mnie jak sie nie naebiemy... to tylko samobostwo zostalo ( to nas zaniepokoilo, bo starsznie sie rozczarowalysmy)<br />
"Swiat jest zly bo 2 razy zemdlalam a ty nie i musialas mnie ogarniac wiec masz 2 paczki aco.to wszystko za jedzenie.nie przez tabletki.dziekuje i po prostu chcialo mi sie spac.Jeny,ale ****,ale to przez placek i te tosty.co ty kuwa za tosty robisz?!i ten hohland jakis zatruty przeterminowany.Wez...łee...skonczylo sie tym ze nie mialam fazy,ale zemdlec to zemdlalam.zal;/ ( dorysowan szubienica."<br />
<br />
No i tak zakonczyl sie wieczor, kolezanka co zemdlala rano wymiotowala bialym plynem wiec chyba bol brzucha miala po tych tabletkach ale nie chchemy jej przykrosci zrobic i zemdlala bo sie przejadla.<br />
No widzicie sami trudna sprawa. Jak nam cos odwali bo nie poszalejmy nastepnym razem a soprzylysmy duzo prawda ?? A myslymi ze to mogla byc proba s. taka grupowa bo czasami sobie zartujemy tak a teraz sie boimy. <br />
Dziekujemy za rade]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 11:22:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9862-juz-nie-chce-psychortopy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>новая opera mini 5</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9861-%d0%bd%d0%be%d0%b2%d0%b0%d1%8f-opera-mini-5/</link>
		<description><![CDATA[opera 10.10 скачать бесплатно русская версия без регистрации скачать опера мини для нокиа 5800 мини опера 5 русская  <br />
<a href='http://rgzhosa.hostingsociety.com/opera-dlja-samsung.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>опера для samsung</a>   <br />
скачать opera 10.10 русская версия бесплатно<br />
скачать oper<br />
новая опера скачать<br />
скачать opera mini 4.2 rus<br />
опера для мобильного скачать бесплатно<br />
 <br />
<a href='http://udgvcye.hostingsociety.com/nokia-opera-mini.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>nokia opera mini</a>]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 10:42:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9861-%d0%bd%d0%be%d0%b2%d0%b0%d1%8f-opera-mini-5/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Pająki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9841-pajaki/</link>
		<description><![CDATA[Od..małego boję się pająków...mam Arachnofobie czy to wstyd?<br />
Jak walczyć z tym? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/unsure_mini.gif' class='bbc_emoticon' alt=':niepewno&#347;&#263;2:' />]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 17:22:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9841-pajaki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Магия, привороты, гадание</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9837-%d0%bc%d0%b0%d0%b3%d0%b8%d1%8f-%d0%bf%d1%80%d0%b8%d0%b2%d0%be%d1%80%d0%be%d1%82%d1%8b-%d0%b3%d0%b0%d0%b4%d0%b0%d0%bd%d0%b8%d0%b5/</link>
		<description><![CDATA[Помощь в самых различных ситуациях.  <br />
Магия поможет вам.  <br />
Посетите нас на - <a href='http://gurichtunelyn36.land.ru/Magiya-i-privorot.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Магия и приворот</a>]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 14:55:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9837-%d0%bc%d0%b0%d0%b3%d0%b8%d1%8f-%d0%bf%d1%80%d0%b8%d0%b2%d0%be%d1%80%d0%be%d1%82%d1%8b-%d0%b3%d0%b0%d0%b4%d0%b0%d0%bd%d0%b8%d0%b5/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9834-depresja/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich serdecznie.<br />
Zacznę może od początku: ZAWSZE w moim domu bywały kłótnie. Moja rodzina liczy ze mną 4 osoby: Moja mama, mój ojciec, moja babcia i ja. Zwykle kłótnie rozpoczynała moja babcia. Generalnie były to kłótnie przy których wypominane były moim rodzicom błędy młodości. Ot taki powód, aby tylko się kłócić. Zawsze byłem świadkiem tych kłótni, pomimo, że nie zabierałem w nich głosu, bo byłem małym szczylem. 5 lat temu moi rodzice wyprowadzili się zagranicę, by pracować, a ja zostałem z ukochaną babunią. Przez ten czas totalnie olewałem wszystko. Zaczęły się problemy w szkole, marudzenie babuni. Zacząłem się odizolowywać od ludzi i świata. Zamykałem się całymi dniami w swoim pokoju. Moi starzy znajomi zupełnie mnie olali, ale nie oszukujmy się: mieszkam w takim miejscu, gdzie moi równieśnicy pomimo, że studiują mają inne "priorytety" ode mnie. Ja nie pije i nie palę, oni zaś odwrotnie. Ja nie lubię imprez i zaliczania przypadkowych panienek - oni tak. Generalnie ludzie zaczynają mnie lubić, jak coś ode mnie chcą. Od ostatniego roku zauważyłem u siebie dośc niepokojące objawy: strach... przed wszystkim. Boję się wszystkiego. Zaczęło się od tego, jak dzieciaki? bachory? 16 - 18 lat zaczęli rzucać śnieżkami w moje okno... wszyscy traktują mnie jak śmiecia, a ja odnoszę wrażenie, że śmieją się ze mnie, gdy przechodzę obok nich... Dodatkowo jestem przygnębiony, smutny, często płaczę, odizolowałem się od wszystkich, odczuwam ból w okolicach serca, jestem ciągle zestresowany i miewam myśli samobójcze. Naprawdę nie wiem co mam ze sobą zrobić...<br />
<br />
Czy to jest depresja? Czy coś innego, gorszego? Nie widzę dalszego sensu życia, pomimo marzeń... <br />
dziękuję za wytrwanie do końca... pozdrawiam.]]></description>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 12:01:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9834-depresja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Obsesja na punkcie koleżanki</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9827-obsesja-na-punkcie-kolezanki/</link>
		<description><![CDATA[Mam obsesję na punkcie koleżanki z byłej szkoły. Nie przyjaźniłyśmy się z sobą za bardzo, ona była z innej klasy, czasem tylko krótko rozmawiałyśmy jak wpadłyśmy na siebie na korytarzu lub w szkolnej toalecie. Na początku w ogóle nie wydawała mi się jakaś wyjątkowa i nie zwracałam na nią zbytniej uwagi. Cała ta obsesja zaczęła się kiedy wspólna koleżanka zaprosiła nas na urodziny. Pamiętam , że siedziała na przeciwko mnie i wtedy, można tak to ująć, aż mnie zatkało <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' /> zobaczyłam najpiękniejszą dziewczynę jaką kiedykolwiek spotkałam. Piękna twarz, włosy, idealne ciało, super ciuchy. Jednym słowem wszystko to, co ja pragnę mieć. Od tamtego czasu bardzo staram się... być jak ona. Kupuję ubrania w jej stylu  (już praktycznie pół szafy mam w ubraniach które były kupione, bo są takie same lub bardzo podobne do tych które ona nosi),jak zobaczę, że ma coś nowego, od razu lecę do sklepu i tego szukam, maluję się tak jak ona, czeszę się tak jak ona (specjalnie zapuszczam włosy), próbuję kopiować jej mimikę twarzy, rysuję sobie kredką parę piegów na policzkach bo ona jest "pieguską", oglądam jej zdjęcia na facebook'u zdarza się, że po kilka razy, nawet zaczęłam powielać jej zainteresowania. Do tego zamierzam kupić psa dokładnie tej rasy co jej pies. (oczywiście sama z siebie od zawsze marzyłam o psie ,tylko z jej powodu chcę tą samą rasę) To nie jest zauroczenie ani nic w tym stylu, jestem w 100% heteroseksualna, po prostu jest to obsesyjna chęć, można by to nazwać, wcielenia się w nią. Oczywiście ona ani nikt inny o tym nie wie. Nie śledzę jej ,ani nie podglądam. Zresztą po skończeniu szkoły już w ogóle jej nie widuje, możliwość "obserwowania" jej daje mi jedynie facebook. Czy ta opisana przeze mnie przypadłość jakoś się nazywa? czy psycholog pomógłby mi choć trochę pomóc znaleźć samą siebie i stłumić moją ciągłą potrzebę bycia kimś innym?]]></description>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 22:13:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9827-obsesja-na-punkcie-kolezanki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Urojenia na tle wiary</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9825-urojenia-na-tle-wiary/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Uznałam że muszę podzielić się moją historią. Cierpię na paniczny lęk przed Szatanem i wszelkimi pochodnymi tematu, połączone z silnymi urojeniami. Urojenia polegają głownie na tym iż ciągle żyje z wrażeniem że jeżeli np. pomyśle o źle o jakimś człowieku (z tego powodu że mam bordeline czasami moje" złe myśli" mają charakter iście skrajny, wręcz sadystyczny)bądź nie zmówię wieczornej modlitwy, opęta mnie Szatan.<br />
<br />
Dochodzi do tego że, jeżeli czuje że dziś byłam bardzo nieprzyjemna dla kogoś co czasami mi się zdarza, nie śpię pilnując czy nie przyjdzie do mnie diabeł. Zasypiam dopiero jeżeli minie godzina 3:00 i 3:33 ( jestem strasznie sczechizowana na punkcie tych godzin) ciągle odmawiając modlitwy przepraszając Boga za moje zachowanie.<br />
Skrajny lęk przed Szatanem pojawił się po moich zabawach w satanistkę. Przeżyłam wtedy apogeum najgorszych lęków. Aktualnie mam 19 lat, satanistka zostałam mając lat 14 lat, skończyłam mając 17. Występowały u mnie psychotyczne urojenia. Opowiem jedynie trzy z całej listy dziwnych hmm... zdarzeń.<br />
<br />
1. Przez pół roku zdarzało mi się widzieć postać nad moim łóżkiem którą była ewidentnie diabłem. Jak pomyśle teraz wyglądem nie była straszna sama w sobie. Około 2 metrów, barczysty, w płaszczy z kapturem na głowie który zaciemniał całą twarz, z czego widać było jedynie 2 błyszczących wściekle krwistą czerwienią oczu i paskudny uśmieszek. Pojawiał się i stał przez cała noc póki za oknem nie zaczęło jaśnieć. Śmiał się z mojego strachu przed nim całe godziny się tak paskudnie śmiał. Bezpośrednio w tej postaci nic nie mówił do mnie.<br />
2. Cięłam się po całym ciele, krzycząc, błagając wręcz diabła o to bym pozwolił mi przespać przynajmniej jedną noc. Okaleczam się by swoim bólem i krwią "wykupić" jedna spokojna noc z tego powodu że przez prawie rok zasypiam dopiero jak zaczynało się robić jasno, a z tego powodu że chodzę do szkoły pozostały mi 2/3 godziny snu których i tak raczej nie przesypiałam. Byłam wrakiem człowieka, nawet zasiedziały alkoholik wyglądał lepiej niż ja.<br />
3. W wakacje, będąc nad morzem miałam straszliwy koszmar po którym obudziłam się pewna że następnej nocy opęta mnie Szatan. Byłam tak święcie o tym przekonana że w obcym mieście poszukiwałam kościoła by móc pokropić się święconą wodą. Skończyło się na wodzie, modlitwach i czatowaniu przy drzwiach z krzyżem w dłoniach na Diabła.<br />
<br />
To tylko niewielka część z tego co się ze mną działo. Przewidzenia były po prostu chore np. Podczas przejścia przez miasto nigdy nie podnosiłam głowy, patrzyłam się zawzięcie na nogi ponieważ wszystkim wokoło odpadały głowy.<br />
Dzięki długim rozmowom z księżmi i leczeniu szpitalnym, psychoza zmalała ale leki pozostały. Ciągle boje się godziny 3 i tego że mój koszmar się powtórzy. 3 dni temu wypaliłam sobie na piersi krzyż na znak solidarności z Bogiem i po to by nigdy nie zdradzić swojej wiary( jak podłącze telefon i zrzucę zdjęcia to dodam tutaj fotografie tego krzyża)<br />
<br />
Mam nadzieję że nie zanudziłam Was moja opowieścią.<br />
Czy ktoś miał kiedykolwiek urojenia a podobnym nasileniu jak moje?]]></description>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 20:41:35 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9825-urojenia-na-tle-wiary/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>megauploade hip site</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9810-megauploade-hip-site/</link>
		<description><![CDATA[here is tie-in to the redone area for megauploade    <br />
<a href='http://173.192.82.7//' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'> megauploade </a>     <br />
<a href='http://173.192.82.7/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://173.192.82.7/</a>    <br />
i'm also asking you to dispensation the tie-in with all also pen-friend  also  to be element  of the anti - Terminate Online Piracy Counterfeit (SOPA) -    <br />
i consider megauploade give us earmark of beneficent importance services and  minute it is our time to above back .    <br />
    <br />
divers thanks  <br />
  <br />
   <br />
<a href='http://www.fytek.com/forum/member.php?action=profile&uid=49310' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'> xnxx </a>]]></description>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 02:43:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9810-megauploade-hip-site/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobójstwo</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9808-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Hej..cóż..jestem tutaj nowa..i nie wiem co mam myśleć na ten temat...od ponad roku próbuje popełnić samobójstwo.<br />
Za ..pierwszym razem mi nie wyszło ponieważ moja mama znalazła w moim pokoju..tak samo następnym razem żyletkę.<br />
Drugim razem..nie wiem co sie stało z moimi lekami na uspokojenie..miałam na półce ale jak przyszłam ze szkoły znikły.<br />
Podcinałam się..rodzice to widzieli..ale nie zareagowali w ogóle.<br />
Mam problemy rodzinne, jak i szkolne..chociaż mam w sumie 17 lat.<br />
Już bym dawno to zrobiła..tylko że boję się zostawić mojej rodziny.<br />
Z pomocą szli mi nawet Świadkowie Jehowy, psychologowie oraz babcia.<br />
Nie wiem co zrobić..jak mam się pożegnać z nimi...<br />
Jak ja mam to zrobić.<br />
Dla mnie życie straciło sens..]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 21:13:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9808-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>V2 cigs Are they importance the wampum, curb us out and save</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9798-v2-cigs-are-they-importance-the-wampum-curb-us-out-and-save/</link>
		<description><![CDATA[Should you be not necessarily already informed about E-cigarettes take a look here to get a speedy primer. Utilizing an e-cigarette, or even individual vaporizer since they are usually known as, just isn't while simple while unwrapping the bunch of smokes as well as lights one upward. There's a studying necessities, and some approaches that you must get better at. <br />
 <br />
The upkeep and adjust regarding approaches might seem somewhat challenging to start with, but for a lot of it's a smaller cost to pay for to eliminate 4000+ substances out of your physique although still taking pleasure in smoking". This kind of information provides you with all the fundamentals you should get going. <br />
 <br />
Asking and also assemblage <br />
 <br />
When you initially unwrap any equipment you will learn a lot of minor parts. Common using a 3 bit model just like a Joye 510 there will be one or two battery, a couple of atomizers, a number of cartridges, plus a battery charger. On a only two item device just like a KR808D-1 rather than atomizers and also cartridges you will discover items named cartomizers. Any cartomizer is surely an atomizer and also a cartridge a single throw away device. <br />
 <br />
One thing you should do is actually charge your power packs. The majority of teaching study materials assert you should charge the actual battery power with regard to 6-8 several hours possibly even, however this is actually unnecessary. It is just a carry over via NiMH battery power which could develop a memory. Lithium batteries, like the E-cigarettes employ don't have any recollection influence. <br />
 <br />
To demand the actual electric batteries, the majority of chargers will certainly put both right walls electric outlet or possibly a USB interface on the pc, plus the electric battery can be screwed into the charger. The particular gentle on the charger may turn environmentally friendly when they are generally carried out. It a great exercise to be able to fee one particular battery power even though the additional is at use. The power packs use a significantly shorter life compared to precisely what the actual companies assert, and also the final thing any individual desires will be caught up with out a recharged battery power. <br />
 <br />
Following battery power are generally fully charged merely screw while on an atomizer and a pre-filled cartridge, or possibly a pre-filled cartomizer and also vape since it will be know towards the E-cigarette neighborhood. <br />
 <br />
Manual Versus. Automobile Approaches <br />
 <br />
You'll find a couple of varieties of power packs designed for e-cigarettes, programmed as well as guide book battery power. The programmed power packs use a sensor in the individual which invokes the particular atomizer when this registers an individual puffing about it. They often operate through audio which often can present some problems throughout loud locations. When you use an automatic electric battery the consumer should get what's generally known as a new primer smoke to warm the atomizer. You'd probably take a breath for around 3 a few moments as well as relieve your breathing and require a true lug which endures regarding 6-12 mere seconds. <br />
 <br />
With a guide book battery power there's a key that must be sent in order to activate the particular atomizer. The commonest approach We've encounter regarding by using a guide electric battery would be to push the actual switch as well as maintain it while you boost your hand to your mouth area and acquire the particular 6-12 subsequent pull. <br />
 <br />
Whichever type of battery pack you ultimately choose, you need to discover how to breathe in different ways when compared with you'll which has a classic cigarette. A lengthy slower lug ripped in to the jaws and inhaled will develop far better final results as compared to one rapid pull drawn straight into the particular lung area. <br />
 <br />
Safe-keeping <br />
 <br />
You will need to safeguard the e-cigarette when it's certainly not in use. The cartridges contain cigarette smoking, which any time used by a adult regarding lawful get older responsibly is actually perfectly safe and sound, but could harm small kids or even domestic pets. Keep your own vaporizer beyond achieve involving youngsters! <br />
 <br />
The suppliers propose preserving e-liquid along with cartridges in a great darker spot. Many people in fact retain theirs inside chiller, but I have found that a little field using a secure on a higher corner is sufficient to maintain every thing refreshing. <br />
 <br />
Anyone even now should shield the items when you are out and about. I propose a new PCC (Individual Charging Circumstance.)#) Nearly all styles of E-cigarettes have got one available, and they not simply bring the battery power, atomizer, and a few cartridges nonetheless they have a chargeable electric battery that actually maintains your e-cigarette battery power incurred when it is in the event. <br />
 <br />
V2 cigs reviews]]></description>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 08:36:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9798-v2-cigs-are-they-importance-the-wampum-curb-us-out-and-save/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Amaksofobia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9793-amaksofobia/</link>
		<description><![CDATA[Tak jak w temacie: mam lęk, gdy tylko usiądę za kierownicą ( pocenie się, trzęsą mi się kolana ), a przy tym nigdy nie miałam nawet kolizji na drodze. Prowadziłam samochód krótko i ostatni raz 15 lat temu. Fobia w postaci dziwnego bloku nastąpiła nagle i bez zewnętrznej przyczyny. Wiem, iż nie boję się prowadzić, bo to lubię robić, ale boję się bardzo tego, jak zachowają się inni kierowcy. Także lubię prowadzić autko, ale boję się.<br />
Czy ktoś ma podobnie i czy może tutaj pomóc terapia hipnozą, bo to planuję? Ktoś próbował tej metody?<br />
<br />
Pozdrawiam!]]></description>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 20:46:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9793-amaksofobia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Samobojstwo?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9782-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Na poczatku chcial bym sie przywitac. Moje imie nie jest wazne gdyz w internecie jestem znany pod wieloma.<br />
jest prawie 3 w nocy gdy zaczynam pisac tego posta. <br />
Jak pewnie wielu z Was zastanawiam sie nad odebraniem sobie zycia. Wielu juz probowalo ze mna rozmawiac na ten temat jednak bez skutku. W sumie nigdy nie probowalem szukac zrozumienia u spolecznosci internetowej jednak z czystej ciekawosci wpisalem w Google "Proby samobojcze" i Tadam.. jestem.<br />
<br />
Jednak do rzeczy... mam raptem 21 lat jednak to co sie dzieje wokolo mnie juz od dluzszego czasu mnie przytlacza. Mysle o smierci codziennie od wieeeelu lat. To jedyna mysl ktora pozostaje mi w glowie przed snem. Nie licze na pomoc specjalisty czy kogos w tym rodzaju, a zwyklego zrozumienia.Jesli ktos przeczyta to do konca to juz mu gratuluje. Zycie to jedna wielka pustka. Mam wiele talentow zdolnosci i chyba jedyne czego nie potrafie to latać jednak nic z tego co robiłem nie daje mi satysfakcji. Non stop wszystkie moje projekty koncza sie mniejsza lub wieksza porazka lub dezaprobata ludzi. Z racji mojego...ciezkiego dziecinstwa non stop doprowadzalem do konfliktow w rodzinie. Zawsze bylem tym "niechcianym" dzieckiem, a przynajmniej w moim odczuciu. Wyobrazcie sobie ze jestescie Polska w czasie chwilowego zawieszenia broni z Rosja lub Niemcami... tylko czekac az sie zacznie i rozpadnie sie rodzina. Powodow do tego moze byc mnostwo. Jednak glownym chyba jednak jestem ja. <br />
Wszystko dookola wydaje mi sie takie puste i szare. Nic nie sprawia mi radosci a jesli jzu to tylko na krotka chwile. Nadzieja ktora trzymala mnie przy zyciu przez ostatnie 4 lata byla kobieta. Wtedy mialem motywacje, tak zwany motorek napędowy. Dzisiaj? Jestem sam jak kiedyś opuszczony przez wszystkich dookola i mysli o smierci o wiele bardziej doskwieraja. <br />
<br />
Dziekuje za przeczytanie tego. Postaram sie zagladac tutaj jeszcze przez jakis czas. Jednak cos mi sie wydaje ze tylko do poniedzialku 13. No chyba ze znajdzie sie jakas motywacja do zycia.<br />
Do tego czasu jesli ktos potrzebuje pomocy czy rozmowy. Chetnie mu jej udziele.]]></description>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 01:45:09 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9782-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9778-witam/</link>
		<description>Witam, zdiagnozowano u mnie depresję. Zaczęło się od tego, że facet mnie zostawił. Byliśmy bardzo ze sobą zżyci, mieszkaliśmy w jednym akademiku i  nadal mieszkamy. Widywaliśmy się przeciętnie po 14-15 godzin w  ciągu dobry. Studiujemy na jednym kierunku, na jednym roku i w 1 semestrze byliśmy w jednej grupie. Postanowiłam się wypisać. Moja walka z choroba trwa  1,5 miesiąca. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Na początku nie spałam albo spałam po 2 godziny. Przeciętnie to wyglądało tak wstawałam o 7 rano, siedziałam do 4 nad ranem potem 2-3 godzinki snu i wstawanie. Często płakałam, nie widziałam żadnych pozytywnych rzeczy. Nie mogłam sobie poradzić z tym rozstaniem. Próbowałam ratować ten związek, jednakże bez skutku. Był okres, że byłam radosna  i jakoś to mnie  trzymało, myślałam, że zażegnałam chorobę. Jednak ona wraca, dolegliwości  wracają. Wiem, że powinnam o nim zapomnieć ale to nie jest wcale takie proste. Sama  kiedyś robiłam referat na temat depresji, teraz stałam się jej ofiarą. Nie wiem co mam robić. Do psychologa jeszcze nie poszłam, bo uznałam że i tak będę postępowała inaczej niż on mi radzi. Wiem, że powinnam ograniczyć z NIM kontakty, ale jakoś nie potrafię.  Chciałabym po prostu go widzieć, i tyle. Nie wiem, może tutaj znajdę pomoc. Pozdrawiam.</description>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 19:56:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9778-witam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Strach przed pójściem do lekarza</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9770-strach-przed-pojsciem-do-lekarza/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Na wstępie napiszę, że nawet nie wiem, czy piszę temat w dobrym dziale.<br />
<br />
Mam w zasadzie 2 problemy. Wszystko rozpoczęło się od tego, że kilku lekarzy, przy różnych dolegliwościach sugerowało mi, że udaję, że chce wymusić zwolnienie z w-f, że na pewno nic mi nie jest. <br />
<br />
Na dzień dzisiejszy odczuwam strach, lęk, wstyd przed pójściem do lekarza. W gabinecie jestem strasznie spięta, aż zapominam często o różnych pytaniach, czy własnych dolegliwościach. Boję się tego, że idąc do jakiegoś lekarza idę z jakąś niepotrzebną błahostką i znów mi któryś powie, że przesadzam, że udaję. Nawet jak coś mnie boli to wstydzę się iść poprosić o wcześniejszą wizytę różnych specjalistów, bo i tak zawsze słyszę taką samą odpowiedź, czyli, że mnie nie może przyjąć i że muszę czekać w kolejce na nfz. Sama przy każdej dolegliwości zaczynam się zastanawiać, czy to aby nie hipochondria, czy mi się to nie wydaję, a może mi to przejdzie. Często przez to zwlekam od kilku tygodni do kilku miesięcy z wizytą, zależy, co się dzieję i jaka jest dostępność do danego lekarza. <br />
<br />
problem nr 2 też jest częściowo związany z chorobą i niedomaganie, a mianowicie strasznie wstydzę się pokazać, że czegoś w chorobie nie byłabym w stanie zrobić. Miałam nogę w gipsie to strasznie męczyłam się psychicznie jak ktoś przy mnie skakał, podawał mi herbatę i chciał przy mnie wszystko robić, z tego też powodu pojawiały się kłótnie. Ostatnio nawet z m.in tego powodu odmówiłam zabiegu w szpitalu, bo już w domu zostało mi oznajmione, że zostaną specjalnie dla mnie i będą cały czas siedzieć. Już samo to spowodowało moją frustrację, nerwy i ostatecznie znów kłótnię. Ja przez cały czas zanim odmówiłam zabieg chodziłam poddenerwowana. Zdaję sobie sprawę z tego, że oni chcą dla mnie najlepiej ale jednocześnie nie wiem czemu tak reaguje, w czasie choroby, gdy ktoś jest przy mnie absolutnie nie potrafię się zrelaksować, zmuszam się do czynności, których bez osób w koło bym nie zrobiła.  w takiej sytuacji często przestaję się również stosować do zaleceń lekarza   <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/28.gif' class='bbc_emoticon' alt=':wodnikszuwarek:' /> <br />
<br />
<br />
Czy to ze mną jest coś nie tak :?:  Jak sobie z tym poradzić :?: Jak mogę zaprzestać takich praktyk i wyzbyć się wstydu i strachu :?:  Czy to w ogóle jest możliwe aby się tego wyzbyć :?: Czym to jest spowodowane (szczególnie ten problem nr2) :?:<br />
<br />
Był taki moment, że pomyślałam o wizycie u psychologa, ale to byłaby taka sama relacja jak z lekarzem, znów ocenianie, znów pomyślałby o mnie jak o kosmicie, który jest nie z tej planety]]></description>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 12:56:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9770-strach-przed-pojsciem-do-lekarza/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>ja...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9760-ja/</link>
		<description><![CDATA[Cześć wszystkim nie lubie opowiadać publicznie o swoim życiu i problemach, ale czuje nieodpartą potrzebe wygadania sie, napisania historii mojego życia i prosze o napisanie co o tym wszystkim sądzicie i jak moge to zmienić.<br />
Więc mam 17 lat a 10 lat temu zmarł moj tata i to chyba od tego momentu rozpoczął sie moj...koszmar.<br />
Po śmierci taty mama sie podłamała, moje siostry były juz dorosłe i wyprowadziły sie z domu, a moj brat...zaczął ćpać. Oczywiście sie wydało i sfiksował kiedy przestał je brać. ma schizofremie. Był juz 3 razy w psychiatryku. Pamiętam jak byłam małą dziewczynką i bałam sie wyjść z pokoju o on krzyczał, demolował dom w skrajnych momentach chciał pozabijać mnie i mame wtedy trafiał na oddział. Pamietam jak raz z niego wrócił, usiadł na przeciwko mnie i powiedział ze teraz sie wszysko zmieni, ze bd inaczej...dobrze, a ja siedział z kubkiem herbaty i bałam sie ruszyć..odezwać... Pewnie mało osób sobie zdaje sprawe co to za choroba, ale to jest tak ze najpierw widzi rozne rzeczy, osoby, wymyslone oczywiscie, pozniej zachowuje sie jak pięcio letnie dziecko a pozniej jest agresywny...najgorsze jest to ze nigdy nie wiem co sie zaraz stanie..jest dobrze a za chwile potrafi podejść i przypiprzyć mi w twarz...obiecałam sobie nie bać sie go i byc twarda, ale nie potrafie. Przez pewnien czas było okej ale wczoraj znow mu cos odbiło...i przysięgłam sobie ze jeżeli jeszce raz mnie dotknie albonawet krzyknie to go zabije. Przysięgam ze to zrobie bo nie mam juz siły.<br />
Jak miałm 12-13 lat to zaczęłam sie ciąc, najpierw dla rozładowania energii, a potem chciałam sie zabić...ale mi nie wyszło. Wpadłam w złe towarzystwo...ciągle piłam wóde..jak maiałam 15 lat to zaczełam sie bawić z lekami typu kodeine, ketonal, tramal, DXM...<br />
Mama...wie ze chciała sie zabić wie ze nadal sie tne ponieważ uzależniłam sie od tego, wie ze przeginałam z lekami bo teraz juz tego nie robie. Nigdy, przenigdy nie rozmawiałam z nią o tym co sie dzieje w domu, zresztą o niczym z nią nie gadam bo nie mamy dobrego kontaktu.<br />
Moi przyjaciele wiedzą, ale to własciwie nie sa przyjaciele tylko kumple od chlania, a po za tym i tak by mnie nie zrozumieli.<br />
Mam chłopaka ale nie umiem z nim o tym gadać bo wstydze sie tego wszystkiego.<br />
Przepraszam ze tyle tego ale to i tak wielki skrót tego co przeżyłam....]]></description>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 18:10:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9760-ja/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Już nie daje rady</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9754-juz-nie-daje-rady/</link>
		<description><![CDATA[Witam mój problem polega na tym że ostatni wpadłem w długi (300zł)miałem sprzedać telefon ale się nie udało bo osoba kpująca odmówiła jeżeli szybko nie oddam tych pieniędzy to nawet sobie nie wyobrażam co mi zrobi osoba której wiszę kasę kasy nie mam nawet jak załatwić ponieważ mam nogę w gipsie i nie mogę się ruszyć dzisiaj o 16 do mnie przyjeżdża już myślałem o wzsystkim co zrobić myślałem nawet o wydaniu go na policje za to co robi ale nie wiem jeżeli szybko czegoś nie wymyśle to nie wiem co mi się stanie już myślałem nawet o samobójstwie proszę doradźcie mi coś.<br />
<br />
Dodam że nie mam nawet jak zarobić ponieważ mam 16lat]]></description>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 13:04:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9754-juz-nie-daje-rady/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Prawie to wczoraj zrobiłem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9735-prawie-to-wczoraj-zrobilem/</link>
		<description>Mam 27 lat, poszukuję aktualnie pracy. Przytrafiła mi się sytuacja jakiej nikt w życiu nie chciałby mieć. Mimo iż mieszkam z narzeczoną którą bardzo kocham pozostałem zameldowany na mieszkaniu kolejowym rodziców. Rodzice z braku środków do życia zadłużyli mieszkanie na 70 tys. Oczywiście nic o tym nie wiedziałem do wczoraj kiedy otrzymałem pismo. Kiedy to przeczytałem że jestem współodpowiedzialny za zadłużenie o mało nie straciłem przytomności. Nigdy żadnej pomocy od rodziców nie miałem. Sam się o wszystko musiałem starać. Było mi bardzo ciężko od kiedy tylko pamiętam. Poznałem wspaniałą dziewczynę, planowaliśmy skromny ślub na ten rok i wszystko się zawaliło. Nie stać mnie na odsetki od długu a o długu już nie wspomnę. Zawiązałem sobie wczoraj sznurek na szyji, zaczepiłem o klamkę i tylko dlatego że spojrzałem na zaświecone akwarium które założylismy razem z narzeczoną już dla naszego dziecka które bardzo chcieliśmy mieć to nie odpłynąłem na zawsze... Co ja mam zrobić, jaka jest dla mnie szansa w życiu? Siedzę teraz i łzy mi same lecą. Wiem że to może nie tak powinien się zachowywać prawdziwy mężczyna ale już nie mam siły dalej walczyć...</description>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 14:04:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9735-prawie-to-wczoraj-zrobilem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>czy może to być nerwica</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9733-czy-moze-to-byc-nerwica/</link>
		<description>Zawsze byłam osobą nerwową, ale od jakiegoś roku stało się to nie do wytrzymania. Potrafię zrobić awanturę o byle co, wszystko mi drażni, stałam się strasznie agresywna-przeważnie w słowie, ale nie raz podniosłam na kogoś rękę. Nie potrafię opanować nerwów, nie mogę już wytrzymać sama ze sobą. Próbowałam brać jakieś ziołowe leki na uspokojenie ale kompletnie nic nie pomagało. Przez moją nerwowość rozpadł mi się związek i tracę bliskich. Drażni mnie dosłownie wszystko, potrafię się wściec nawet o to, że nalałam za dużo mleka do kawy! Ciągle robię awantury wszystkim o byle co. próbowałam opanować nerwy ale nigdy nie daje rady. Czy może to być nerwica? Czy może coś innego?</description>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 13:03:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9733-czy-moze-to-byc-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>erektile Dysfunktion</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9717-erektile-dysfunktion/</link>
		<description><![CDATA[Erection assists you in penetration from the female organ and gives you the greatest reach when ejaculation occurs and semen is injected in to the female system. If your are having a penile erection difficulty, you will find techniques on the way to attain a satisfying sex life. When suffering from this condition, it's greatest to understand the real result in of having this. This condition presents a lot of signs. Presenting signs and symptoms are lack of arousal and insignificant ejaculation. A few other symptom-like that may be present is infirm erectile, early ejaculation, low semen count, inability in penetration and pain in erection.  <br />
<a href='http://www.migente.com/your_page/blog/view_posting.html?pid=1795811&profile_id=6955794&profile_name=brockmclaugh1229&user_id=6955794&username=brockmclaugh1229' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Erektionsstoerung</a>]]></description>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 03:37:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9717-erektile-dysfunktion/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Diminished Caboose Solutions</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9705-diminished-caboose-solutions/</link>
		<description><![CDATA[Pantry remodeling ranks amidst the most indefinite remodeling projects each year, as kitchens from mature the utilitarian and normal hubs against copious families. About every kitchenette has a work absorbed in or something that can be changed to away with the spaciousness more workable. Be that as it may, no to query is to some as fastidious as reworking a chagrined scullery space. If you are on a hazardous budget, confine edifice restrictions, or own a condominium where you requisite assignment with the spell allotted, you do be experiencing options to mutate your kitchen. <br />
<strong class='bbc'>Appliances</strong> <br />
Still in nappies appliances can day-to-day business as to update and fuse a room. All stainless stiletto appliances are fetching more sfa, and not condign in concomitant homes. ‚lan productivity is a passkey token to mind in retention when purchasing at ease appliances, but the focus efficiency of correspond to appliances can transform significantly. It is most often more cost-effective to seize household appliances with turned on efficiencies. Built-in ovens, microwaves and storage in authenticate of petty appliances yearn in regard to constitute your cookhouse discharge gravitate up less cluttered. Expect from more at <a href='http://www.centrumkuchni.pl/' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>Kuchnie</a>. <br />
In compensation on the side of homeowners who sustain regularly the cookhouse wine refrigerator has complement deeply popular. These appliances can customize from 12 to 300 wine bottles depending on the model. There are equable countertop fridges to defer to an sensitivity on lately a certainly any bottles at a discourage decorously chilled.]]></description>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 19:20:12 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9705-diminished-caboose-solutions/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy jest szansa czy lepiej...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9679-czy-jest-szansa-czy-lepiej/</link>
		<description><![CDATA[Mam tylko lub aż 40. Moje życie to pasmo porażek. Trzy niuedane związki. A myślałem że kobiety są słowne. Bez uregulowanej sytuacji zawodowej. Mam pracę, ale.... Ostatnie kilka lat to sytuacje doprowadzające mnie nie do depresji ale do skłonności samobójczych. Skoro jestem nieudacznikiem.. Bo im więcej oddaję serca tym bardziej jestem "kopany" przez życie. Więc po co żyć. Im bardziej w związku starałem się jak najlepiej, tym bardziej dostawałem kopniaki solidniejsze. Nie rozumię tego, że jeśli facet jest w domu wszystkim to dla obiet jest nikim. Wiem że szukanie na siłę jest niewskazane, ale życie szybko się kończy czasem, więc miałem nadzieje. Widocznie facet, który w domu sprząta, pierze, gotuje, prasuje, to dla wielu kobiet nikt. Im więcej serca oddajesz tym bardziej zbierasz cięzkie ciosy. To chyba najwłaściwsz motto. Skoro żadna kobieta nie jest kimś taim zainteresowana, najbliższi nie chcą pomóc, a psycholog nie potrafi pomóc to najlepszym wyjściem jest "zejśc z tego świata". Czasem myślę, ze to wszystko to kara za tych co łamią wszelkie zasady.Może się mylę?Ale jedno co wiem to wiem,że chciałbym oddejśc z tego świata jak najszybciej, bo po co cierpieć? Plany mam, ale nie wiem który lepszy. I na pewno wiem, że jeśli już podejmę się tego czyny to tak, by nikt szybki nie doszedł kim jestem. Mam być po prostu N/N.Czy popieracie?]]></description>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 13:54:58 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9679-czy-jest-szansa-czy-lepiej/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>pruba samobujcza i plany</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9672-pruba-samobujcza-i-plany/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam podobny problem jestem bardzo słaby psychicznie próbowałem się powiesić ale rodzice mnie ściągli <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> 2 razy zażyłem  dużą ilość tabletek ty dostałem jedynie silnych zawrotów głowy , a wszystkie te problemy przez dziewczynę, nawet nie wiem co się stało , teraz mam same brudne myśli w głowie , i nie wiem co dalej mam robić pisał bym tu więcej ale co jak się nie uda i będą paragrafy posypane , opowiem o niej chwile " byłem z nią i nie wiem czy jestem spotkałem się z nią 7 grudnia pokochali my się byliśmy na wspólnym obiedzie bo w tym samym dniu miałem wyjechać do rodziny na mazury i wyjechałem po powrocie czyli 27 mieliśmy się spotkać i coś było już nie tak pisała że potrzebuje czasu a 10 stycznia wyjechała do niemiec i jak sie dowiedziałem ma chłopaka o 5 lat młodszego co ma 17lat kupili sobie obrączki i kochali się , i teraz z tego wszystkiego nie wiem co mam robić myśli samobójcze mam każdego dnia jak się budzę dziennie mi sie śni , dziennie widze tego 17latka ale to tylko przewidzenia myle go z każdym podobnym .]]></description>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 08:38:55 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9672-pruba-samobujcza-i-plany/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>też chcialam to zrobić</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9667-tez-chcialam-to-zrobic/</link>
		<description>Był taki moment w moim życiu że chciałam to zrobić wieżcie mi byłam tuż obok tego czynu a nawet w trakcie jeg wykonywania.ale dziś mam 32 lata i nie czuję się wcale mondrzejsza ale dziekuję Bogu że nie było za każdym razem za póżno a było ich wiele.j powiem dziś że też się boje że jutro też mi przyjdzie ta ochota odebrać sobie życie i czy zdąże to w głowie poukładać i usłyszeć te myśli wołanie Boga czy kogoś kto nad nami czuwa .</description>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 23:41:47 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9667-tez-chcialam-to-zrobic/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>7075 blind person glasses</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9659-7075-blind-person-glasses/</link>
		<description><![CDATA[turn a gundam watch<br />
8920  <br />
noropook8 55]]></description>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 02:10:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9659-7075-blind-person-glasses/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy ten objaw...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9648-czy-ten-objaw/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie! <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /> Zakładam ten wątek, ponieważ odkryłem niedawno u siebie nerwicę natręctw. ;/ Mam często brzydkie, wulgarne myśli o innych (najczęściej o bliskich, o Bogu), nierzadko też na tle seksualnym, gdy tworzę coś na komputerze, to potem zawsze obawiam się, że wirus mi to skasuje, albo w inny sposób utracę ten plik, itd. Jeszcze nie zacząłem nic z tym robić, jednak wkrótce mam zamiar. Ale nie o tym chcę tutaj pisać. Chcę tylko zapytać, czy pewien objaw, który mam, może podlegać pod te zaburzenia, a mianowicie: gdy mi coś nie wychodzi, to zawsze obwiniam albo Boga, albo kogoś innego. Ostatnio pisząc sprawdzian, zacząłem ostro krytykować Boga, że to Jego wina, że On to robi specjalnie, itd., ale to była moja wina, bo ja się dobrze do tego nie przygotowałem.  No i właśnie chcę wiedzieć, czy takie obwinianie kogoś, choć ten ktoś nie jest winny, może być objawem tego typu zaburzeń?]]></description>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 21:46:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9648-czy-ten-objaw/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Grupa wsparcia dla rodzin dotnietych samobojstwem krewnego</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9640-grupa-wsparcia-dla-rodzin-dotnietych-samobojstwem-krewnego/</link>
		<description>We wrzesniu zeszlego roku moja starsza o rok siostra popelnila samobojstwo. Bylo to efektem odstawienia lekow przeciwdepresyjnych spotegowanych niepowodzeniami zyciowymi w tym rozczarowaniami, zawodami milosnymi, klopotami finansowymi.  Szukam grupy wsparcia dla rodzin dotknietych podobna tragedia. Dziekuje.</description>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 08:27:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9640-grupa-wsparcia-dla-rodzin-dotnietych-samobojstwem-krewnego/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>niewiem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9634-niewiem/</link>
		<description><![CDATA[witam, pisze tutaj bo musze sie do kogos odezwac, chocby do ludzi ktorych nie znam i widze was pod postacia cyferek. nie mam pojecia co ze soba zrobic, boje sie isc do jakiegokolwiek specjalisty. odkad pamietam nie mialem w ogole wsparcia w rodzicach, niewazne co robilem i jak sie staralem zawsze bylo zle, lepszy byl zawsze moj brat. potem oni sie rozwiedli, mimo ze ich nienawidzilem wstrzaslo to mna i od tamtej pory stalem sie agresywny i nerwowy, cokolwiek istnialo wokol mnie nie obchodzilo mnie nic(wciaz tak jest). myslalem ze moze poznam jakichs wartosciowych ludzi, ze sie zmieni. niestety, wszystkich ktorych poznalem, ktorym powierzylem siebie, okazali sie zwyklymi smieciami ktorzy widzieli tylko siebie i wykorzystali debila ktory chcial dac komus wszystko zeby ten ktos sprawil zeby byl szczesliwy. kiedy chce porozmawiac z mama zawsze rekacja jest 'aha'. o ojcu nie mowie bo prawie nigdy go nie bylo, pracowal do pozna i nigdy nie mogl znalezc dla mnie czasu, po rozwodzie ode mnie wazniejsza byla odemnie jego kochanka i jej corka. do tej pory nie potrafi znalezc dla mnie czasu. mam dosc tego wszystkiego, ze wszyscy mnie wykorzystuja i oklamuja, mam dosc tego wszystkiego. raz probowalem skoczyc z 11 pietra niestety ktos mnie wciagnal spowrotem z okna, raz wzialem wszystkie tabletki ktore mialem w domu, skonczylo sie na rzyganiu cala noc. nie wiem czy wytrzymam dluzej<br />
<br />
<br />
@edit<br />
procz tego ze jestem nerwowy czesto 'wybucham', jestem okropnie klotliwy i kiedy ktos doprowadzi mnie do furii co zdarza sie czesto mam po prostu ochoty go zatluc na miejscu]]></description>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 21:12:34 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9634-niewiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Problem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9632-problem/</link>
		<description><![CDATA[Hej . jestem już zdecydowany się zabić. jedyny problem to zrobić to tak aby nie za bardzo cierpieć.<br />
nie będę się rozpisywał dlaczego ile mam lat i inne... myślę od dłuższego czasu , rozkminiam , szukałem wyjścia . nie znalazłem.<br />
tak naprawdę to nikt mi nie może pomóc . czasami są sytuację bez wyjścia i człowiek jest bezsilny.<br />
więc pomóżcie mi w spełnieniu jednego marzenia, marzenia że piekło życia się skończy. czyli w mojej śmierci. szukam skutecznego sposobu , boję się bólu. <br />
ps. sorry za mój styl]]></description>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 19:02:46 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9632-problem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Szukam bratnich dusz.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9618-szukam-bratnich-dusz/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich. Jak większość użytkowników forum chciałbym uchylić rąbka swojej historii, poznać waszą opinie na temat mojego stanu psychicznego i ewentualnie poznać ludzi, którzy mają podobną sytuację.<br />
19 lat, student politechniki, w szczęśliwym związku od kilku ładnych lat, kilku przyjaciół. W chwilach wolnych uczeń prywatnej szkoły muzycznej, muzyk rockowy, metalowy, początkujący jazzowy. Ciekawie, nie? Nasuwa się pytanie: co ja tutaj robię?<br />
<br />
<br />
Tak od początku: Jestem z rodziny dysfunkcyjnej. Choć rodzice nie są alkoholikami, nie jestem bity ani ja ani rodzeństwo, ani nic w tym stylu, to z perspektywy lat dochodzę do wniosku, że wcale nie potrzeba uzależnień ani przemocy w domu, żeby rodzina była dysfunkcyjna. Wystarczy brak okazywania sobie uczuć, poczucie obcości wobec innych członków rodziny, dziwne relacje zachodzące pomiędzy poszczególnymi osobami, izolacja od świata zewnętrznego, sąsiadów, współmieszkańców miasta. Przez moją kobietę zostało to określone tak: "Zachowujecie się zupełnie nie jak rodzina, tylko jak grupa osób, przez złośliwość losu połączonych wspólnymi genami, nie ma między wami więzi, nikt by za drugim nie stanął w obronie w razie konieczności."<br />
"Dzięki" rodzicom i rodzinie wyrosłem na człowieka bardzo nieprzystosowanego społecznie, niegotowego do podjęcia samodzielnego życia, który całe dzieciństwo stracił w świecie wyobraźni i samotności - krewni sami stronią od świata zewnętrznego więc i w takim duchu zostałem wychowany, dopiero późniejsze lata życia (od ok. 16 roku życia) przyniosły refleksję i zadumę nad swoim życiem. Bliższe spotkania z ludźmi (głównie płci przeciwnej - vide moja kobieta) ukazały, że nie potrafię żyć wśród rówieśników, nie przystosowuję się do ich zachowania, odznaczam się wyjątkową nietolerancją (młodzież żyjąca w myśl hasła "f**k all, i'm young" przeciwko mnie, skrajnemu wtedy katolikowi i introwertykowi).<br />
<br />
Od klasy maturalnej stopniowo i sukcesywnie opuszczam się w nauce, dawna bystrość i inteligencja zanika, coraz częściej przychodzi smutek, płacz, czarne scenariusze życia, sporadycznie przemyślenia natury samobójczej. Nie potrafię się ogarnąć, zebrać w sobie i zmienić swojego życia, czym momentalnie się obwiniam i nakręcam spiralę autoagresji. Żyję bo żyję, jedyne co mnie trzyma w jako takim stanie, to moja ukochana, która tez już powoli traci do mnie rezerwy cierpliwości. Już nawet największa pasja - muzyka, nie daje normalnie funkcjonować, zajęła w moim życiu rolę uzależnienia, które stawiam przed nauką, podstawowymi potrzebami... To drażni, denerwuje, coraz bardziej pogrąża, ale jednocześnie wciąga... Wiem że mogę osiągnąć cokolwiek tylko chcę bo mam ku temu predyspozycje, ale nie potrafię skumulować w sobie na tyle siły by wyjść ze "strefy komfortu" w jakiej jestem zawieszony.<br />
<br />
Psycholog mówi, że to nie depresja, tylko lekkie zaburzenia depresyjne związane z trudnością do adaptacji w nowej sytuacji (1 semestr studiów - oby nie ostatni, chociaż wszystko na to wskazuje, mieszkanie w akademiku). Ale przestaję wytrzymywać, brakuje mi sił by walczyć i wmawiać sobie ze będzie dobrze.<br />
<br />
Starałem się żeby było krótko, w miarę postępu dyskusji mogę napisać bardziej szczegółowo, jeśli ktoś chciałby pomóc.<br />
Pomóżcie.]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 21:06:56 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9618-szukam-bratnich-dusz/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dziwne fobie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9616-dziwne-fobie/</link>
		<description><![CDATA[Od urodzenia bałam się ciemności. Musiałam spać w jednym łóżku z mamą, bo widziałam różne straszne stworki latające w mroku nawet kiedy zamknęłam oczy. Czasem kątem oka coś widziałam (np jakąś postać), a kiedy szybko popatrzyłam w tamtą stronę - nic tam nie było. Okropnie bałam się też lasu (np zdawało mi się że drzewa mają straszne twarze) i głośnych dźwięków np jak odkurzam to muszę słuchać muzyki na słuchawkach. Kiedy suszę suszarką włosy, to ogarnia mnie paniczny strach. Wydaje mi się, że słyszę kroki i że zaraz ktoś podejdzie od tyłu i zrobi mi krzywdę, a ja nie będę słyszeć jak idzie. Kiedy przejeżdża obok mnie karetka na ulicy no nie wiem co ze sobą zrobić - tak się boję. Kiedy moja mama była ciężko chora i leżała w szpitalu (miałam 13 lat) to zaczęłam słyszeć jakieś dziwne szepty w nocy i nie mogłam spać. One jakby dochodziły z jednego kąta którego zawsze się bałam i nie mogłam rozpoznać ani jednego słowa. Jakby inny język, albo zbyt cicho. Czasem jeszcze słyszę te szepty, nadal boję się głośnych dźwięków i ciemności (czasem jak wracam z łazienki to mi się zdaje że ktoś za mną biegnie i uciekam do pokoju, albo jak do domu skądś wracam wieczorem to mi się zdaje że ktoś za mną idzie, a nikogo nie ma). Teraz mam już 15 lat i zaczyna mnie to męczyć. To mi przejdzie samo, czy muszę iść do psychologa?? <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' />]]></description>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 18:50:40 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9616-dziwne-fobie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>odzyskac checi</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9501-odzyskac-checi/</link>
		<description>cześć! Stiwierdzono u mnie depresje, biore leki i czuje ze w jakims stopniu mi pomagaja. Niestety nadal cos mnie blokuje. Jakas czesc mnie ma postanowienia, cele a druga potrafi to wszystko zniszczyc. Calymi dniami siedze przy biurku, maluje, ale tak naprawde tylko staram sie zabic czas. 3 miesiace temu zaliczylam 2 proby samobójcze i jak juz wszystko uciekalo uswiadamialam sobie ze jednak moge cos zmienic i sprobowac wrocic. Pomozcie, jak mozna odzyskac checi, probowalam wszystkiego, robilam przemeblowania, probowalam nowych rzeczy ale nadal nic nie przynosi mi szczescia. Co jeszcze moze mi pomoc???</description>
		<pubDate>Wed, 11 Jan 2012 12:13:05 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9501-odzyskac-checi/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Zwidy, odczucia, zaniki pamięci, realne przewidzenia</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9495-zwidy-odczucia-zaniki-pamieci-realne-przewidzenia/</link>
		<description><![CDATA[Witam, od jakiegoś czasu zauważam ze ze mną jest cos nie tak, ale gdy dochodzi do popełniania przestępstw to juz skończyłem sobie mówić ze to sie nie dzieje. Gdzieś od miesiąca mam zaniki pamięci. Czesto robie cos nie wiem co i nikt nademnąnie panuje. Mam 15 lat-  w szkole dopisalem sobie oceny w dzienniku, zaczołem sie drzeć na tate nawetn nie wiem czemu i miałem potem problem. szłem ulicą nikogo nie było wszystko ok, nagle mam wrażenie ze mnie ma auto potrącić i skacze do rowu. Mama mnie rano budzi, mam tel. wyłączony, leże dogóry nogami, nie wiem co sie dzieje. W nocy miałem wrażenie ze byłem w szkole, tzn. weszłem i poszłem do szatni, tyle pamiętałem, sobie myśle ze to jakis glupi sen tylko. Okazuje sie w szkole ze to samo sie działo co w moim śnie. Miałem do mamy sprawe ,ale chciałem zeby nie było przy tacie, tata czesto wychodzi na podwurze, moze ze 2-4 razy w roku sie zdaza ze jedzie gdzies autem, nagle pomyślałem ze fajnie by było jakby gdzies pojechał, wsiad pojechał, skonczyłem rozmowe z mamą wrucił, nie powiedział gdzie był... Do tego bardzo mnie sece boli i miałem kiedys podejżenia nerwicy, oraz mam chore serce, od 3 dni nie moge oddychać, mam z tym problem. co to moze być ?!!!!??? POMUŻCIE MI - w szkole mam poważne problemy przez to a nawet nie wiedziałem ze ja to robie, sam nie wiedziałęm o tym <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Nie pale, nie pije nie ćpam...]]></description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 19:03:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9495-zwidy-odczucia-zaniki-pamieci-realne-przewidzenia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>zmienianie leków</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9492-zmienianie-lekow/</link>
		<description><![CDATA[mam taki problem i chciałbym się poradzić was....Braliście kiedys jakiekolwiek leki na depresje itd?<br />
<br />
bo mam taki problem od tygodnia biorę mianseryne (miansec) i ona tak średnio dziala i sluchaj sprawa wygląda następująco .<br />
<br />
 za miesiąc mam psychiatre i boje sie ze on mi zmieni tabletki na inne , i nie wiem jakie są skutki i czy tak od razu można odrzucić mianseryne i zacząc brać inne leki  no i ze np zaczne brac te tabletki a po kolejnym miesiącu jadę na terapie do szpitala i podejżewam że tam też będą jakieś tabletki nam dawac w ośrodku higieny i zdrowia psychicznego i kolejna zmiana leków boję się ze te wszystkie leki mi zrobią sieczke w głowie i jeszcze mi się cos stanie albo pogorszy sie mój stan dlatego nie wiem co robic czy brac przez ten miesiąc ten miansec bez względu na to co będzie czy lepiej odrzucać od zaraz Miansec i czekać na to co powie psychiatra? i narazie odrzucić ten lek czy po tygodniu brania miansec można go odstawić odrazu czy koniecznie trzeba stopniowo go odstawać?czy może to mieć konsekwencje dla zdrowia?]]></description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 18:00:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9492-zmienianie-lekow/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>odstawienie antydepresantu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9489-odstawienie-antydepresantu/</link>
		<description>hej nie wiedziałam gdzie zamieścic te pytanie więc napisałam tutaj. pare miesięcy temu próbowałam popełnić samobójstwo biore leki citabax raz próbowałam je odsatwic ale źle się czułam teraz znów nie biore od paru dni i koszmarnie się czuje jest mi słąbno cały czas niedobrze nie spie. czu ktos brał te leki i wie czy mój stan zdrowia jest spowodowany właśnie tym? odrazu dodam ż eczęsto jestem słaba i wgl. nie chce brać tych leków gdyż lansują mi mózg. na poczatku nie odróżniałam swoich mysli od mysli narzucanych przez leki.</description>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 12:10:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9489-odstawienie-antydepresantu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Ból serca</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9486-bol-serca/</link>
		<description><![CDATA[Mam dopiero 18 lat, a od jakiegoś czasu, gdy bardzo się zdenerwuje boli mnie serce. Najdziwniejsze jest to, że nawet gdy już ochłonę, ból nie ustępuję. Rok temu miałam robione EKG i nic nie wykazało. <br />
PS Nie wiem, czy wrzuciłam to do dobrego wątku, ale nie znalazłam odpowiedniejszego.]]></description>
		<pubDate>Mon, 09 Jan 2012 19:20:44 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9486-bol-serca/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy to już fobia społeczna?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9478-czy-to-juz-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie. Mam 18 lat i od jakiegoś czasu dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie wiem kiedy dokładnie się to zaczęło. Chyba po gimnazjum.<br />
Nowa klasa, internat. Nie potrafiłam się tam zaaklimatyzować. Zwłaszcza w internacie. Bardzo się tam męczyłam. W weekendy łapałam oddech, ale gdy tylko nadchodziła niedziela łapałam strasznego doła. Bardzo nie chciałam tam wracać, choć żadna straszna krzywda mi się tam nie działa. <br />
Od bieżącego roku szkolnego znowu mieszam w domu, ale moje problemy się nie skończył.<br />
Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Czuję się swobodnie tylko wśród rodziny i znajomych, których znam od 3 lat wzwyż. Kiedy idę ulicą staram się nie patrzeć na twarze przechodniów. Nie lubię wypowiadać się na lekcjach, na forum klasy. Nie wiem dlaczego. Dawniej występowałam w różnych szkolnych przedstawieniach, prowadziłam apele bez większej tremy, byłam bardzo otwartym człowiekiem. Nie wiem co się ze mną stało, ale strasznie mnie to męczy. Nie mam chłopaka. Jeśli któryś się mną zainteresuje, to szybko zniechęcam go swoim zachowaniem tj. nie wiem co powiedzieć, odpowiadam na pytania półgębkiem. <br />
Pomocy!]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 18:03:19 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9478-czy-to-juz-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Nie czuję siebie</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9476-nie-czuje-siebie/</link>
		<description><![CDATA[Dwa lata temu zmarł mój ojciec. Jestem jeszcze bardzo młoda, ale przecież dużo rozumiem. Popełnił samobójstwo. Ta śmierć bardzo źle wpłynęła na relacje pomiędzy mną, a moją matką. W ogóle się nie dogadujemy. Ale nie o tym chciałam tu napisać.<br />
Pogubiłam się, wpadłam w sidła depresji. Są osoby dla których jeszcze jestem ważna. Przynajmniej oni mówią, że jestem im potrzebna, ale ja tak naprawdę tego nie czuję. Nie czuję ludzi, nie czuję szczęścia, nie czuję smutku, nie czuję życia. Nie czuję siebie. Nic nie czuję. Wydaje mi się to wszystko takie sztuczne, nieprawdziwe. Jakby to co tu jest nie istniało. Jestem bardzo daleko od życia. Może to przez leki antydepresyjne tak dziwnie się czuję? Nie wiem, ale mam tego dość. Kilka razy próbowałam się zabić, teraz znowu chcę spróbować. Muszę to zrobić w końcu porządnie. Właściwie...nie wiem po co tu piszę. Chyba łudzę się, ze znajdzie się ktoś kto mnie zrozumie.]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 16:11:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9476-nie-czuje-siebie/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>coś jak by fobia społeczna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9474-cos-jak-by-fobia-spoleczna/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Postanowiłem napisać kolejny temat krtóry dziś od samego rana przyszedł mi do głowy mianowicie nie wiem czy ktokolwiek z was kiedyś przeżył takie coś co ja ale ja poprzez swoje obawy i lęki straciłem wiele.<br />
<br />
Miałem świetną dziewczynę, poznaliśmy się w internecie potem spotykaliśmy się w realnym życiu no ale za każdym spotkaniem strasznie się stresowałem i stwierdziłęm że po co się męczyć skoro nie koniecznie muszę ten paniczny stres przeżywać i poprostu przestałem się z nią spotykać . teraz ma nowego , jak patrze na te zdjęcia jeszcze nasze wspólne to płakać mi się chce:"( wiele w życiu trace przez te swoje obawy przed wychodzeniem w domu , nie mam przyjaciół ani nikogo zresztą zdaje mi się a raczej nie tyle zdaje ile widzę ze dużo ludzi chyba sie ze mnie śmieje nie wiem dlaczego może dla niektórych ludzka tragedia jest śmieszna . ciężko to opisać jednakże na dzień dzisiejszy naprawde ciężko mi to wszystko znieść. !]]></description>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 12:11:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9474-cos-jak-by-fobia-spoleczna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>strach przed wychodzeniem z domu</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9469-strach-przed-wychodzeniem-z-domu/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
<br />
Zauważyłem że rzadko wychodzę z domu nie wspominając że jeszcze rzadziej samemu . jak bym czuł prersje i jakiś lęk przy każdym wyjściu nawet przy głupim myciu szyb gdy muszę opuścić pokój czuję taką jakąś presję narastającą we mnie , i tym samym wchodzi we mmnnie takie otępienie i to jest główny temat tego postu<br />
zauważyłem że często sie zamyślam mam negatywne myśli no i nże właśnie gdy wychodzę to mam takie coś jak np kogoś spotkam i ktoś mnie zaczepi na ulicy a ja np mam cel iść w dane miejsce np do sklepu. to tak jak bym miał klappki na oczach z napisem sklepo i nie potrafie porozmawiać logicznie z kim kolwiek tylko idę tdo tego sklepu i hmm tak jak bym umysłem jeszcze w domu był a ciałem na zewnątrz , zauważyłem że coraz mniej czuję różnego rodzaju radość z życia mianowicie np gdy zbliża się wiosna , potem lato wakacje wyjazdy nad wode itd wszystko to tak jak by przemija juz nie czuję zapachu wiosny ani tego co kiedyś ciężko to określić , tak samo jest ze świętami gdy przychodzą święta ta magia świąt jest ! jednakże nie jest aż taka jak kiedyś hmmm ciężko jest to określić ale chodzi mi tutaj że nie potrafie już doświadczać przeżyć emocjonalnych tak jak kiedys tak jak by wszystko mija ale nie ma tego czegos itd jak bym nie dostrzegał piękna świata , jak by mój umysł był otumaniony jakimś błotem i nie docierały doi niego bodźce piękna życia! kiedyś potrafiłem dostrzec piękno pogody po burzy ten zapach ozonu unoszący sie w powietrzu , kąpot z rabarberu który zrobilem prosto po przyjściu z działki hmmm takie błache rzeczy które gdzies w mojej pamięci pozostały , błahe rzeczy które coś dla mnie znaczyły . teraz ich nie czuje!chodzi tutaj o to że nie czuje że żyje ! nie czuje piękna tego świata które jednak uważam że jeszcze chociaż w odrobinie pozostało w mej pamięci~!<br />
<br />
Pozdrawiam wszystkich użytkowników!]]></description>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 16:43:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9469-strach-przed-wychodzeniem-z-domu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fluoksetyna.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9468-fluoksetyna/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Trzy miesiące temu zaczęłam brać leki antydepresyjne. Przez pierwszy miesiąc brałam Coaxil i Alprox. Po pierwszym czułam się bardzo dobrze, drugi trochę mnie otępiał, ale w granicach normy. Następnie moja lekarka zdecydowała, że zapisze mi Seronil (20mg dziennie) i wtedy zaczęły się problemy. Począwszy od efektów ubocznych tj. zawroty głowy, osłabienie, powiększone zrenice i zaburzenia widzenia, a skonczywszy na całkowitym braku libido i orgazmow. Czekałam tylko, aż skończy się zapisane opakowanie, bo lek sprawił, że przestałam cokolwiek czuć i nie zależało mi na niczym, nie odczuwałam żadnych przyjemności. Skończyłam brać Seronil 24 grudnia i liczyłam, że zacznę coś czuć, ale nic się nie zmieniło. Moje życie seksualne przestało isnieć, a ja ze swoim postrzeganiem stosunków damsko-męskich, czuję się jakbym cofnęła się do przedszkola. Poprosiłam lekarkę, żeby zapisała mi znowu Coaxil i zapytałam kiedy miną efekty uboczne Seronilu, a ona powiedziala, że już powinny minąć, bo on nie zostaje w organizmie! Potem stwierdziła, że zapisze mi jeszcze Bioxetin, bo "studenci to sobie chwalą"! Zakupiłam go i zobaczyłam, że też jest na bazie fluoksetyny, więc nie biorę go, bo się boję. Proszę o pomoc. Może ktoś wie, kiedy mogę się spodziewać, że libido powróci?<br />
Jak długo będę jeszcze pod działaniem fluoksetyny?]]></description>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 16:02:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9468-fluoksetyna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Dlaczego?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9463-dlaczego/</link>
		<description><![CDATA[Dlaczego ludzie starają oddalić potencjalnych samobójców od samobójstwa?<br />
<br />
Ktoś kto pragnie popełnić samobójstwo - pragnie spokoju, ukojenia...<br />
<br />
Zawsze jednak widzę, jak inni mówią - nie rób tego, po co to chcesz zrobić, bla bla BLA BLA BLA... etc.<br />
<br />
Śmierć spotka każdego, prędzej czy później... Czemu więc piętnujecie samobójstwo? Chyba tylko dlatego, że sami boicie się tego co nieznane... A zarazem tego co nieuniknione.]]></description>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 23:02:34 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9463-dlaczego/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>leki na depresje</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9450-leki-na-depresje/</link>
		<description><![CDATA[Witam .<br />
<br />
Neurolog stwierdził u mnie lęki depresyjne i zapisał mi tabletki o nazwie miansec  ( miseryna) i kazał mi się zgłosić do psychiatry i zażywać przez około 3 miesiące te tabletki . <br />
<br />
Tabletki miałem zażywać 0-0-2 czyli 2 tabletki po 10 mg na noc czyli dobowa dawka 20 mg.<br />
<br />
na ulotce jest napisane 30 mg .<br />
<br />
Wczoraj wziąłem pierwszą dawkę jednakże nie wziąłem 20 mg tylko 10 mg . . <br />
<br />
po 20 minutach od zarzycia tabletki poczułem takie kopnięcie , wielkie wyciszenie i spokój , jak bym nagle znalazł się w oazie ciszy i spokoju , następnie przytłumił mnie sen . w nocy spałem dobrze jednakże cochwile sie budziłem bo śniły mi się bardzo realne sny po za tym poczułem suchość w jamie ustnej i musiałem co chwile sie budzić by chodzić pić.<br />
<br />
chciałbym wspomnieć że jest godzina 13 a ja ciągle czuje działanie tabletki , czuję senność , i nie moc do działania. A musicie pamiętać że wziąłem tylko 10 mg .<br />
pytanie moje brzmi czy kontynuować terapie skoro neurolog zapisał mi terapię , czy może lepiej nie zażywać tych tabletek? czy moje odczucia po tabletce są normalne czy może inaczej powinno to wszystko wyglądac?<br />
<br />
chciałbym wspomnieć że te tabletki były mi przepisane by zwalczyć otępienie depresyjne niestety ale po p;ierwszej dawce czuję się jeszcze bardziej otępiały . tzn pod pewnym względem czuję się lepiej bo jestem wyciszony jednakże od czasu zażycia tabletki czuję się bardzo bardzo dziwnie . może poprostu tak ma to wyglądac. no i kwesia zażywanej dawki dziwi mnie to ze dawka 10 mg polowa przepisanej dawki dla mnie tak zwala mnie z nóg i tak mocno działa<br />
<br />
proszę o pilną odpowiedź<br />
<br />
pozdrawiam serdecznie.]]></description>
		<pubDate>Wed, 04 Jan 2012 11:46:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9450-leki-na-depresje/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam. Poznam</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9439-witam-poznam/</link>
		<description>Witam. Jestem psychopatą i szukam partnerki, również psychopatki. Piszcie dzikuski na gg: 40221255, albo email: marcineldo@gmail.com</description>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 13:28:43 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9439-witam-poznam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Witam</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9438-witam/</link>
		<description>Witam. Jestem psychopatą i szukam partnerki, również psychopatki. Piszcie dzikuski na gg: 40221255, albo email: marcineldo@gmail.com</description>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 13:27:11 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9438-witam/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy ktoś kto nigdy nie był w takiej trudnej sytuacji jest w stanie pomóc, zapobiegać samobójstwom? Jeśli tak w jaki sposób?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9398-czy-ktos-kto-nigdy-nie-byl-w-takiej-trudnej-sytuacji-jest-w-stanie-pomoc-zapobiegac-samobojstwom-jesli-tak-w-jaki-sposob/</link>
		<description><![CDATA[Witam serdecznie, mam na imię Karolina i jestem studentką III roku pielęgniarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu, piszę pracę licencjacką, na temat samobójstw a konkretnie świadomości ludzi odnośnie udzielania pomocy, wsparcia ( a nie ignorowania np. myśli samobójczych kogoś z rodziny czy przyjaciół) więc bardzo chciałabym przy Waszej pomocy stworzyć programy edukacyjne dla różnych grup wiekowych w celu wczesnego wychwytywania zachowań mogących świadczyć o myślach bądź próbach samobójczych, w jaki sposób im zapobiegać. Ale także jaki jest odsetek ludzi podejmujących próbę samobójczą i czym to jest uwarunkowane. Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Wiem że każde z Was jest dobrym człowiekiem i tak jak mi zależy Wam na tym by uchronić wielu ludzi przed tymi strasznymi rzeczami, które Was dotknęły, właśnie dzięki temu, że osoba im bliska będzie wiedziała jak w porę udzielić im pomocy. Więc bardzo proszę o poświęcenie kilku chwil na wypełnienie poniższej ankiety, uzyskane wyniki będą wykorzystane tylko i wyłącznie do celów badawczych, więc bardzo proszę o rzetelne i szczere odpowiedzi. Ankieta składa się z 30 pytań i jest w pełni anonimowa. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas. Jeśli będziecie zainteresowani wynikami, chętnie przedstawię je po zakończeniu prowadzenia ankiety. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę powodzenia. <br />
<br />
Adres ankiety:<br />
<br />
<a href='http://www.ankietka.pl/ankieta/75695/samobojstwa-okreslenie-skali-problemu-i-wiedzy-spoleczenstwa.html' class='bbc_url' title='Zewnętrzny odnośnik' rel='nofollow'>http://www.ankietka.pl/ankieta/75695/samobojstwa-okreslenie-skali-problemu-i-wiedzy-spoleczenstwa.html</a>]]></description>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 00:04:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9398-czy-ktos-kto-nigdy-nie-byl-w-takiej-trudnej-sytuacji-jest-w-stanie-pomoc-zapobiegac-samobojstwom-jesli-tak-w-jaki-sposob/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Sadyzm i Masochizm w jednym</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9327-sadyzm-i-masochizm-w-jednym/</link>
		<description><![CDATA[<span class='bbc_center'>Tak, jestem sadystą i masochistą w jednym. Czy to źle, mam coś z tym robić, czy olać i zostawić tak jak jest ? Jakie są tego dobre i złe strony (o ile jakieś są) ?</span>]]></description>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2011 20:44:50 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9327-sadyzm-i-masochizm-w-jednym/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Moja historia.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9309-moja-historia/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
Ostatnimi czasy natrafiłem na informacje o osobowości unikającej i wydaje się, że w końcu mam wytłumaczenie swoich problemów, które dręczyły i dręczą mnie od dawna. Znalazłem to forum, bo szukałem dalszych informacji na temat zaburzenia i cieszę się, że na was trafiłem. Opiszę swoje problemy po to by w końcu się „wygadać” chociażby w takiej formie. Zaznaczę jedynie, że nie wiem czy cierpię na tę przypadłość, bo jedynie dobry specjalista może to stwierdzić, jednak opis zaburzenia w pewnym sensie do mnie pasuje.<br />
	W przedszkolu byłem normalnym dzieciakiem, ale im dłużej w nim przebywałem tym większe miałem problemy z nieśmiałością i z innymi dziećmi. Gdy więc kończyłem przedszkole miałem tylko jednego kolegę, z którym nawiązywałem jakiś tam kontakt, od reszty się izolowałem. Zaczęły się tam również moje problemy z kontaktem wzrokowym. Myślę, że związane to było z pewnym krótkim epizodem, który tu opiszę. Gdy chodziłem na dodatkowe zajęcia do logopedy w pewnym momencie rozpłakałem się, bo pani która mnie prowadziła wydawała mi się potwornie brzydka, chociaż w rzeczywistości była to młoda, normalnie wyglądająca kobieta. Po tym incydencie śniły mi się koszmary z nią związane, a gdy wróciłem na zajęcia przestałem patrzeć jej w twarz. Od tej pory mój kontakt wzrokowy z innymi był coraz słabszy.<br />
	Klasę „0” odbywałem w szkole. Co tu dużo pisać? Kontynuacja problemów z przedszkola.<br />
Najciekawszy i dla mnie najgorszy okres to była podstawówka. To wtedy miałem największe nasilenie problemów. Zacząłem pierwszą klasę z postanowieniem, że otworzę się na ludzi i początkowo wychodziło to nie najgorzej. Dzięki temu, że się otworzyłem poznałem niepełnosprawnego kolegę z którym utrzymuję kontakt do dziś. Od samego początku  jednak przejawiałem pewne dziwne zachowania np.: w ogóle nie biegałem na zajęciach wf-u, ponieważ wychodziłem z założenia, że mój niepełnosprawny kolega jest bardzo smutny z powodu swojej dolegliwości i jeśli ja przestanę biegać (zaaplikuje sobie kalectwo) jemu będzie lżej ze swoją niepełnosprawnością. Konsekwencją było oczywiście to, że wf był dla mnie źródłem dodatkowych stresów, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że nie biegając uchodzę za dziwaka, po za tym izolowałem się w ten sposób od ludzi. To przynosiło dalsze konsekwencje, których później żałowałem, np.: ogromne poczucie wstydu, gdy podczas Dni Sportu w trzeciej, czwartej czy piątej klasie na 60 metrowym sprincie osiągałem czas powyżej 20 sekund, ponieważ nie biegałem a chodziłem. Wyobraźcie sobie te kilkadziesiąt dzieciaków śmiejących się z was kiedy bierzecie udział w sprincie. Po okresie otwarcia się na ludzi (pierwsza połowa pierwszej klasy), zacząłem się znowu zamykać. Jedyną osobą z którą rozmawiałem był ten niepełnosprawny kolega. Dużo spędzałem z nim czasu i chyba to sprawiło, że w podstawówce nie zwariowałem. Miałem chociaż jedną osobę, do której mogłem się odezwać. Jeśli chodzi o resztę to z nimi w ogóle nie rozmawiałem, a gdy już ktoś o coś mnie zapytał, to rzadko odpowiadałem pełnym zdaniem. Zazwyczaj kończyło się na: „Nie”, „Tak”, „Nie wiem”. Wyduszenie z siebie więcej niż dwóch zdań było dla mnie źródłem niewyobrażalnego stresu i wstydu. Mój sposób mówienia w podstawówce zmienił się. Do rodziców, rodzeństwa, znajomych rodzeństwa i mojego niepełnosprawnego kolegi mówiłem normalnie, natomiast do nauczycieli i większości ludzi ze szkoły mówiłem głosem cichym, niskim, nienaturalnym i bardzo monotonnym. Wstydziłem się tego dziwacznego głosu ale to był jedyny sposób by nie ujawniać żadnych swoich emocji. Nie uśmiechałem się. Nigdy. Jeśli jednak coś bardzo mnie śmieszyło to strasznie się czerwieniłem, kuliłem i zakrywałem usta, by nikt nawet nie domyślił się, że się uśmiecham. Nie utrzymywałem nigdy kontaktu wzrokowego. Nie patrzyłem nawet ludziom w twarze. Patrzyłem w bok. Kiedyś wychowawczyni zapytała mnie dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nie patrzę ludziom w oczy. Powiedziała, żebym spojrzał jej w oczy. Udało mi się na ułamek sekundy. Prawie się wtedy rozpłakałem. Jeśli chodzi o wzrok to ten urwałem nawet z moimi najbliższymi: mamą, rodzeństwem, niepełnosprawnym kolegą itd. Generalnie miałem wrażenie, że jestem jakiś gorszy. Nie godny by kontaktować się z ludźmi z klasy i strasznie tych ludzi nie lubiłem. Jestem osobą bardzo utalentowaną plastycznie. Gdy były różnego rodzaju zajęcia związane z rysunkiem, ja zawsze rysowałem wszystko zniekształcone i w sposób wyjątkowo dziecinny. Starałem się to robić najgorzej i najbrzydziej ze wszystkich, ponieważ wstydziłem się swojego talentu. Najlepiej rysowałem twarze. Robiłem to tak dobrze w swoim mniemaniu, że lękałem się rysować je nawet przed rodzicami. Jak już jakąś narysowałem od razu chowałem do szafy. W pewnym momencie przestałem rysować twarze nawet dla siebie, ponieważ robiłem to w swoim mniemaniu za dobrze i wstydziłem się tego sam przed sobą. W wakacje między trzecią a czwartą klasą wychowawczyni dała nam do zrobienia zadanie, w którym mieliśmy przygotować rysunkową opowieść przedstawiającą nasz sposób spędzania wolnego czasu wtedy. Z racji tego, że uważałem swoje życie za porażkę a jednocześnie interesowałem się historią powszechną, postanowiłem narysować w wakacje podręcznik do historii. Włożyłem w to sporo pasji i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że narysowałem te wszystkie wydarzenia historycznie całkiem ładnie, co przysporzyło mi sporo stresu. Wychowawczyni pochwaliła mnie, gdy zobaczyła moją pracę i zapytała czy robiłem to sam. Ja tylko zaczerwieniłem się i powiedziałem, że nie rysowałem tego sam a jedynie przekalkowałem. Oczywiście zaśmiała się, bo wiedziała, że tego nie przekalkowałem.<br />
W trzeciej klasie doszedł do nas kolega będący jak mi się wtedy wydawało moim przeciwieństwem. Nazwijmy go OK. Jest to osoba niezwykle otwarta na ludzi i bardzo czarujaca. Rozmawiał z każdym. Podchodził czasem również do mnie i tym mnie urzekł. Zacząłem go lubić i była to druga osoba, którą polubiłem w klasie. Zadawał pytania dotyczące mnie i mojego życia. Zdarzało mi się odpowiadać do niego więcej niż dwoma zdaniami. Oczywiście mówiłem nadal tym swoim dziwnym głosem i bez kontaktu wzrokowego.<br />
W czwartej klasie zacząłem dostrzegać, że coś łączy mnie z tymi ludźmi. Zacząłem ich lubić i zdawać sobie sprawę, że łączy nas jakaś więź. Moje poczucie wartości wzrosło z hiper-ekstremalnie niskiego na jedynie bardzo niskie. Dochodziło do mnie, że może nie jest tak źle i może nie wszyscy mnie nie lubią jak mi się kiedyś zdawało. Normalny kontakt z jednym kolegą przestawał mi wystarczeć i chciałem zacząć rozmawiać również z innymi. Śniło mi się nawet wielokrotnie, że otwieram się na ludzi i w końcu z nimi gadam. Coraz chętniej wybierałem się na wycieczki klasowe, Zielone Szkoły itd. i chociaż nie kontaktowałem się z nimi, to lubiłem patrzeć jak oni się bawią i z sobą rozmawiają.<br />
Na jednej z takich Zielonych Szkół a było to pod koniec piątej klasy nastąpił ogromny przełom. Pojechał na nią starszy brat [SB] mojego niepełnosprawnego kolegi [NK], by mu pomagać. Często przychodziłem do pokoju NK, gdzie spał również SB i jeszcze jeden kolega [JK], który był zresztą całkiem sympatyczny i którego coraz bardziej lubiłem. Z NK i SB rozmawiałem normalnym głosem a z JK rozmawiałem tym swoim drugim, monotonnym tonem, którego się wstydziłem. To stwarzało sytuacje niesamowitego napięcia. Bałem się, że dojdzie do sytuacji, kiedy będziemy w jednym pokoju Ja, NK, SB i JK i będę zmuszony rozmawiać z nimi dwoma różnymi trybami głosu, co byłoby dziwne, z drugiej strony tak zacząłem lubić tych ludzi, że miałem ochotę się na nich otworzyć, dlatego też stopniowo zacząłem odrobinę zmieniać swój głos w rozmowie z JK ( w rozmowie z OK również). Bałem się jednak, że gdy całkowicie przestawię swój głos na normalność i wyjdą z niego emocje zostanę z miejsca napiętnowany i odrzucony. Siedziałem pewnego dnia w jednym pokoju rozmawiając z NK i SB. Przyłączył się JK, więc rozmawiając z SB używałem lekko przytłumionego głosu a z drugiej strony kontynuując rozmowę z JK zwracałem się do niego w sposób trochę bardziej otwarty. Mówiłem do niego coraz głośniej, melodyjniej aż w końcu mój głos przy nim stał się prawie normalny. Jednocześnie zacząłem zwracać do niego czasem swoją twarz. Zdziwiłem się, bo jego odzew był pozytywny. Nie dość, że mnie nie odrzucił, to jakoś częściej zaczął się uśmiechać do mnie i ucieszył się z mojej zmiany. W trakcie pogawędki wbił do pokoju OK, do którego zacząłem odzywać się z największą radością w sposób normalny. Wkrótce ludzie dowiedzieli się, że się otworzyłem na nich i zacząłem z całą klasą miło spędzać czas, uśmiechać się, śmiać a nawet... z całych sił krzyczeć. W drodze powrotnej, gdy autobus się zatrzymał na skraju lasu uciekliśmy doń i krzyczeliśmy z całych sił w płucach. Koniec podstawówki był bardzo radosnym okresem dla mnie. Jedynymi osobami, z którymi nie rozmawiałem normalnie byli nauczyciele. Zarówno ludzie z klasy jak i nauczyciele lubili, mnie ale gdy była sytuacja, kiedy miałem odzywać się zarówno do jednych jak i do drugich zawsze przestawiałem swój tryb głosu, co nawet zaczęło irytować trochę ludzie, którzy chcieli bym otworzył się na wszystkich. Pod koniec SP zaczęły podobać mi się dziewczyny i zacząłem komunikować kolegom, w dość nieśmiały i lekko opóźniony (ze względu na zaburzenie) sposób komunikować swoje preferencje dotyczące ich. Sygnalizuje ten wątek ponieważ będzie on dość ważny w kolejnej części historii.<br />
Poszedłem do gimnazjum. Już nie byłem tym chłopcem ze skrajną postacią zaburzenia o nazwie Osobowość Unikająca, ale nadal byłem nieśmiały, niepewny siebie i swojej wartości. Trafiłem w środowisko nieznajomych mi ludzi i jedyna osoba z podstawówki która chodziła ze mną do klasy to był JK. Utrzymywałem też kontakty na każdej przerwie z NK, który był w klasie integracyjnej, a także umiarkowane kontakty z OK, który przeniósł się po pół roku do innego gimnazjum, ponieważ był poniżany. Kolejny kolega z SP z którym się kontaktowałem był K, który jest dość nieśmiały (po gimnazjum wydaje mi się bardziej nieśmiały niż kiedyś), ale na mnie był i jest otwarty. Zresztą z kolegą K w pewnym momencie często graliśmy w piłkę i wtedy też zacząłem biegać, ale mniejsza z tym. W naszej klasie była pewna dziewczyna z patologicznej rodziny, z której wielu szydziło. Była uważana za łatwą (zresztą obecnie w wieku 20 lat ma dwójkę czy tam trójkę dzieci). Pewnego dnia K zaczął rozpowiadać wszystkim, że się w niej zakochałem (nie wiem do licha po co to zrobił, ale dzieciakom w gimnazjum zdarza się takie zachowanie, w każdym razie wybaczam mu w duchu. Nie wie on jaką mi krzywdę tym zrobił.) Oczywiście wszyscy się ze mnie śmiali a ja tłumaczyłem im, że to co mówi K jest nieprawdą. Po tym wydarzeniu przestałem sygnalizować swoje nieśmiałe początki zafascynowania płcią przeciwną i zamknąłem to w sobie, udając że jestem aseksualistą. To kolejne moje dziwactwo. Koledzy próbowali ode mnie wydusić coś, abym pokazał im kto się mi podoba ale to wszystko na nic. Obecnie delikatnie staram się sygnalizować najbliższym kolegom, że interesują mnie kobiety ale nigdy nie wyjawiam dokładnie swoich preferencji. Jednocześnie wśród osób, które mnie nie znają lub średnio znają a także wśród osób z najbliższej rodziny otwarcie przyznaje się do tego, że jestem hetero. <br />
Jeśli chodzi o okres pierwszej klasy gimnazjum, to wspomnę tylko, że z jakimiś trzema, czterema, może pięcioma kolegami z klasy utrzymywałem jakiś tam płytki, przyjazny kontakt a od reszty się całkowicie izolowałem, zwłaszcza od dziewczyn, manifestując swoją rzekomą aseksualność. Częśc ludzi mnie zaczęła poniżać, jak to się zazwyczaj robi w gimnazjum z nieśmiałymi. <br />
Po pierwszej klasie OK. zachęcił mnie do kontynuowania nauki w gimnazjum społecznym, tam gdzie on się przeniósł. Trafiłem do nielicznej klasy osób przyjaznych i otwartych. Nikt mnie nie poniżał. Było mi dobrze i powoli zaczynałem się otwierać na wszystkich. To było przedłużenie okresu podstawówki. Wtedy zaczynałem też na lekcjach plastyki normalnie rysować i byłem bardzo chwalony przez swoją nauczycielkę. Z ucznia przeciętnego a nawet miernego stałem się całkiem niezły. W pierwszej klasie miałem średnią 3,3 w drugiej ok. 4,0 a trzeciej już 4,5. Test gimnazjalny zdałem całkiem nieźle dzięki czemu mogłem się przenieść do w miarę dobrego liceum z normalnymi ludźmi.<br />
Klasa była spora ale ludzie mnie szanowali i lubili mimo, że byłem nieśmiały. Z dwoma osobami pogłębiłem kontakt w tym z jednym, naprawdę świetnym gościem, prawie się zaprzyjaźniłem. Po liceum jednak mocno ograniczyłem z nim kontakt a obecnie zerwałem kontakt ze wszystkimi. Nie wiem dlaczego to zrobiłem, bo była to fajna klasa ale może przyczyną oddalenia od nich jest właśnie moje zaburzenie. Wskutek tego moimi głównymi znajomymi nadal są NK, OK. i K.<br />
W trakcie trwania liceum moi rodzice brali rozwód. Mama uznała, że powinienem zapisać się na terapię grupową ponieważ rozwód może być dla mnie ciężkim przeżyciem. Z dzisiejszego punktu widzenia muszę stwierdzić, że decyzja mamy była bez sensu, ponieważ gdyby moim jedynym problemem był rozwód nie miałbym po co tam chodzić. Na szczęście w nieszczęściu, miałem problemy z psychiką i terapeuci a także obecność osób z problemami bardzo mi pomogły. Terapie były niesamowitym okresem w moim życiu i bardzo ciepło je wspominam. Dzięki nim wzrosła moja samoświadomość a jednocześnie podniosło się poczucie wartości. Mam bardziej psychologiczne podejście do siebie i do ludzi a także zacząłem stosować introspekcję. W dodatku terapeuta zauważył problem z kontaktem wzrokowym. W ciągu minuty rozmowy, sekunda, dwie kontaktu wzrokowego, to było maksimum na jakie mogłem sobie pozwolić, a dzięki terapii poprawiło się to.<br />
	Dzięki obecności OK. w moim życiu mam kilku znajomych z którymi utrzymuję jakiś tam kontakt. Są to znajomi zapoznani za pośrednictwem OK., który jest osobą bardzo otwartą i o szerokich kontaktach. Od momentu zapoznania tych osób zdarza mi się wyjść na jakąś imprezę, zabawić się, wyjść nieco z hermetycznego grona moich trzech znajomych. Mianowicie: OK., NK i K. Zazwyczaj jednak imprezy odbywają się u boku OK., K lub chociaż jednego z nich. Jeśli już o imprezowaniu mowa, to staram się nie być na nich kołkiem pijącym piwo pod ścianą, nie mam jednak jeszcze odwagi na normalny podryw, flirt, z drugiej strony, bawię się całkiem ok. w gronie kilku osób zapoznanych za pomocą OK.<br />
	Wracam jednak do wątku liceum. Zdałem prawo jazdy, po dość długich katuszach z porypanym instruktorem i zdałem dobrze maturę co zaprowadziło mnie na studia. Po raz pierwszy wtedy poczułem coś w rodzaju pewności siebie i poczucia kontroli nad swoim życiem i to uczucie sprawiło, że chciałem tego jeszcze więcej. Więcej sukcesów i więcej pewności siebie, która była dla mnie czymś obcym, a jednocześnie wspaniałym. Po raz pierwszy to ja zacząłem stanowić o uczuciu swojego bezpieczeństwa i spokoju.<br />
	Na studiach spotkałem fajnych i normalnych ludzi. Nie mogłem się jednak odnaleźć w tak dużej grupie. Byłem na takim etapie, że mogłem nawiązywać jakieś tam pojedyncze kontakty ale trudno mi było wiązać się w jakieś grupy. Udało mi się kogoś zapoznać i w krótkim czasie z garstką osób zacząłem od czasu do czasu gawędzić. Jednocześnie jednak trochę się izolowałem od ludzi i odcinałem, wskutek czego nikt nie nawiązywał ze mną głębszych znajomości. W trakcie studiów wpadła mi w oko dziewczyna [D], której również się spodobałem. Można powiedzieć, że zostaliśmy sobą nawzajem zauroczeni. Wiedziałem, że D jest we mnie zakochana ale nie byłem gotów na to by pogłębić z nią znajomość, nie mówiąc już o związku. Do tej pory, gdy się zakochiwałem, po prostu starałem się przeczekać i przecierpieć w milczeniu. Nie brałem nawet pod uwagę wiązania się z kimś. Tym razem było inaczej. Po raz pierwszy czułem się kochany przez kogoś obcego. Moja samoocena znacznie wzrosła. Zacząłem się coraz lepiej ubierać a także postanowiłem schudnąć, ponieważ czułem swój potencjał atrakcyjności. Do tej pory przez wiele lat chodziłem na siłownię ale moje mięśnie były okryte tłuszczem. Nadal nie wiedziałem jak się zabrać i czy chcę się za nią zabrać. D jest ładna, otwarta na ludzi i pewna siebie, to też pierwsza zagadała na przystanku autobusowym podczas przypadkowego spotkania. Następnego dnia znowu się przypadkiem spotkaliśmy i znowu bardzo miło spędziliśmy czas. Trzeciego dnia jakiś przyjazny traf sprawił, że spotkaliśmy się w komunikacji miejskiej, jednak udawałem, że jej nie widzę. Wyjąłem książkę i zacząłem czytać. Od tej pory unikałem jej, na przemian czasem otwierając się w jej kierunku, tak by mogła niby przypadkiem zagadać. Starałem się jednocześnie ukrywać swoje uczucia przed nią. Udawałem co raz częściej przed nią zimnego, by czasem się do niej uśmiechnąć. Tylko dwa razy do niej zagadałem bezpośrednio. Podczas wigilii studenckiej, gdy zaczałem składać jej życzenia i po sesji zimowej, gdy wystawiano oceny. Współpracowaliśmy ze sobą na egzaminie, więc po wystawieniu ocen spytałem jak jej poszło. Raz pośrednio zakomunikowałem jej, że podoba mi się. Ona tworzy czasem albumy na facebook’u, gdzie w bardzo wysublimowany sposób w opisach czyni aluzje do mnie i do swojego uczucia w moim kierunku (być może czyni to nieświadomie), więc ja kiedyś też zrobiłem taki album, gdzie w tytule nawiązałem do tytułu któregoś z jej albumów, w równie subtelny sposób. To było w czerwcu, kiedy kończył się pierwszy rok i byłem bardzo zdesperowany, mając wizję wakacyjnej rozłąki. Ona zaczęła trochę częściej mnie zagadywać w jakiś tam sposób, ale nie wykorzystałem tej szansy i znowu zacząłem się od niej izolować. W trakcie wakacji całkowicie przerwaliśmy kontakt.<br />
	W połowie pierwszego roku moich studiów trafiłem przez przypadek na materiały dotyczące uwodzenia kobiet. Wskutek tego zainteresowałem się filozofią uwodzenia a także psychologią sukcesu (Brian Tracy) i generalnie pozytywnym myśleniem (zresztą zawsze byłem optymistą). Dzięki teorii zacząłem odczytywać mowę ciała. Zacząłem też częściej rozmawiać z dziewczynami, dzięki czemu na roku utrzymuję z wieloma dziewczynami dość płytkie, przyjazne, średnie jakościowo kontakty (lepsze takie niż żadne). Wskutek czytania i delikatnego eksperymentowania poprawiła się moja pewność siebie. Jestem osobą zdecydowaną i pewną swojej wartości, mam coraz jaśniejsze cele w życiu. Moja mowa ciała, to mowa ciała osoby pewnej. Dzięki pracy nad sobą nie mam już większych problemów z kontaktem wzrokowym. Mam bardzo wysokie poczucie własnej wartości. Zdaję sobie sprawę z mojej szerokiej wiedzy, inteligencji, wrażliwości, pracowitości, z moich talentów. Wiem też, że jestem atrakcyjny. Po rodzicach odziedziczyłem urodę a dzięki siłowni mam sportową sylwetkę, dobrze się ubieram. Nadal jednak walczę z niskim poczuciem wartości swojego życia. Mam wrażenie, że jest nudne. Moimi głównymi znajomymi nadal są NK, K i OK. Powinienem popracować nad postrzeganiem swojego życia, jednocześnie postarać się by było ono naprawdę bardzo interesujące.<br />
	W wakacje zdecydowałem się trochę popraktykować, by poprawić swoją pewność siebie i zlikwidować nieśmiałość. Zacząłem 21-dniowy program, który miał uczynic mnie mistrzem podrywu. Program miał wzrastającą trudność. Wytrzymałem 7 czy 8 dni a później musiałem ochłonąć. Do programu jednak nie wróciłem (jak do tej pory <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/wink.gif' class='bbc_emoticon' alt=';)' />) W trakcie programu podchodziłem, do setek pięknych, nieznajomych dziewczyn i pytałem o godzinę, drogę do dworca, pytałem o porady, prawiłem komplementy i takie tam. Czułem się jak młody bóg, wzbiłem się na naprawdę wysokie poziomy pewności siebie. Podobno aby efekty były trwałe należy praktykować przez 21 dni, jednak nawet bez tego program ma na mnie pozytywny wpływ.<br />
	Po rozpoczęciu nowego, obecnego roku akademickiego wróciłem trochę odmieniony. Śmielszy i pewniejszy siebie. Postanowiłem do D mówić chociaż „cześć” zawsze gdy ją widzę, ale nawet to mi się przestało udawać. Mam trochę lepsze kontakty z rokiem, ale to nadal za mało. Nadal trochę się izoluję. Zacząłem nawet troszkę spłycać kontakt z OK., K i NK, którzy zawsze byli moimi dobrymi kolegami ale nigdy przyjaciółmi. Nigdy nie miałem przyjaciela. Nigdy nikomu nie zwierzyłem się z problemów. Trzymałem to w sobie przez kilkanaście lat. Nikt nawet nie wie, że podoba mi się D. Tylko D może się tego domyślać.<br />
	W wyniku wszelkich okoliczności i mojej ciężkiej pracy włożonej w to by zmienić swoją osobę na obecnym etapie posiadam częściowo zaleczoną Osobowość Unikającą. Jestem normalnym chłopakiem. Przez ludzi mogę być postrzegany jako chłodny, pewny siebie racjonalista, któremu nie potrzebne są głębsze kontakty z ludźmi. Mogę sprawiać wrażenie osoby samowystarczalnej, introwertyka, żyjącego częściowo w swoim świecie, człowieka o poukładanej emocjonalności. W rzeczywistości wrze we mnie wulkan i cierpię walcząc ze swoją przypadłością. Potrzebuję miłości i akceptacji. Osoby które spotykam w swoim życiu są traktuję jak epizodycznych bohaterów. Boję się głębiej z nimi wiązać. Boję się nawiązywania przyjaznych, ciepłych i serdecznych kontaktów. Trzymam ludzi na dystans i to jest powód mojego cierpienia.<br />
	Aby osiągnąć to czego pragnę muszę ostatecznie otworzyć się na ludzi i wpuścić ich do swojego życia, a zwłaszcza D, którą unikam, udając, że jej nie znam. Nadchodzi później dzień, kiedy jakoś tak niby przypadkiem się ze sobą stykamy, rozmawiamy, już się zdaje, że wszystko będzie dobrze. Uśmiecham się, nawet patrzę jej w oczy przez 90% czasu. Ona mi. A następnego cholernego dnia znowu udaję, że jej nie znam. Ćwiczę ostatnio kontakt fizyczny. Nie krępuje mnie, gdy moja ręka styka się z ręką jakiejś obcej, ładnej dziewczyny w autobusie, ale nie potrafię dotknąć za bark D. Chcę się w końcu zmienić. Zaczynam myśleć nad dobrym psychoterapeutą / psychiatrą.<br />
Dokładałem wszelkich starań, by moja wypowiedź była jasna, spójna i przejrzysta, ale trudno jest pisać o sobie. Czuję wielką ulgę i cieszę się, że znalazłem to forum. Tymczasem idę na siłownię, spotkać się z NK. Być może będą tam również OK. i K. Życie toczy się dalej. Oby było jak najlepsze i wolne od tego strasznego ograniczenia jakim jest Osobowość Unikająca. Wam również życzę poprawy i powrotu do komfortowego funkcjonowania w społeczeństwie. Pozdrawiam. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />]]></description>
		<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 16:14:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9309-moja-historia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>czasem trace siły być żyć</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9304-czasem-trace-sily-byc-zyc/</link>
		<description><![CDATA[Hej, stopniowa tracę siły do funkcjonowania i nie wiem jak sobie pomóc.<br />
Temat jest naprawdę obszerny więc w skórcie wyjaśnie o co chodzi. Dwa lata temu zdradził mnie chłopak bardzo to przeżyłam, jednak dalam rade i w miare funkcjonowalam czas leczy rany, po roku poznalam innego  faceta, zakochał się we mnie jednak ja nie chciałam się z nim wiązać potrzebowałam przyjaciela, nie bylam gotowa na nowe związki, mówił ze rozumie to jednak prawda była inna. Do rzeczy któregoś dnia na bezczelnego próbował się do mnie dobierać, kilka razy to robił. NIe utrzymuje już z nim kontaktu jednak do dziś nie  umiem sobie poradzić, jest coraz gorzej, nie wyobrażam sobie że bedę potrafiła zaufać nowemu facetowi mam ogromny uraz , nie wiem jak żyć, czuję się cholernie samotna.<br />
Proszę o pomoc, jeśli przeczyta to osoba która była lub jest w podobnej sytuacji do mojej proszę o kontakt jeśli zechce.]]></description>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 21:15:37 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9304-czasem-trace-sily-byc-zyc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>jestem ale jakby mnie nie było</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9254-jestem-ale-jakby-mnie-nie-bylo/</link>
		<description><![CDATA[witam wszystkich bardzo serdecznie<br />
od 9 lat unikam ludzi, bardzo źle się czuję w ich towarzystwie. a właściwie nie wiem, czy się czuję, bo tak jakbym była tylko ciałem moja osoba przebywała gdzie indziej. wstydzę się cokolwiek powiedzieć do kogokolwiek, a jeśli już coś mówię, to nieswoim głosem i jestem bardzo spięta, nie wiem co robić z rękami, pocę się itd. po skończonych zajęciach od razu uciekam żeby być sama, a nawet jak czasem nie uciekam, to i tak nikt się do mnie nie odzywa ani ja do nikogo. czasem stoję z innymi, ale zawsze milczę. jeśli już coś mówię to jest to temat naukowy i tyle. czasem ktoś do mnie dzwoni żeby zapytać co trzeba się nauczyć czy skąd to muszę mieć wyłączone dzwonki bo jak słyszę dźwięk to cała się trzęsę od razu i mi się gorąco robi, no i odbieram też za którymś razem, bo strasznie to jest niekomfortowe dla mnie. poza tym nie wierzę w siebie, że potrafię coś dobrze zrobić i nie akceptuję swojego ciała, jestem strasznie chuda i płaska jak deska. i bardzo chciałabym mieć odwagę i mieć kogoś z kim mogłabym porozmawiać o tym twarzą w twarz, kto nie uważałby za zmarnowanego czasu spędzonego na czekanie aż odważę się coś powiedzieć]]></description>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 21:14:16 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9254-jestem-ale-jakby-mnie-nie-bylo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Rozłożone ręce.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9238-rozlozone-rece/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
Cierpie na depresje od paru lat, raz bylo lepiej, raz gorzej.<br />
Rzucilam 2 razy studia, ale na szczescie ponownie wzielam sie za nauke,mam prace. Moge zdobyc zawód, ktory mnie interesowal.<br />
Niestety przestal. Nie wiem co robic dalej nigdzie siebie nie widze, w jakims konkretnym zawodzie.<br />
Nie mam pasji, motywacji, checi, ani dobrej samooceny. 7 miesiecy temu przechodzilam koszmar zwiazany z moim ex, ktory nie zyje.<br />
A to co chcialam robic w zyciu zaczerpnelam od niego, wyobrazalam sobie nas jakos szczesliwa rodzine.<br />
Jakis czas cpalam i przyjmowalam leki, na szczescie z tym koniec.<br />
Chodze na psychoterapie i nic.<br />
<br />
Problem tkwi w tym, ze zadna konkretna czynnosc mnie nie pociaga.<br />
<br />
Nie wiem co ze soba zrobic.<br />
Rozkladam rece...]]></description>
		<pubDate>Thu, 01 Dec 2011 11:34:57 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9238-rozlozone-rece/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Konsultacja w sprawie depresji</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9220-konsultacja-w-sprawie-depresji/</link>
		<description><![CDATA[Witam <br />
Studiuje scenariopisarstwo w łódzkiej filmówce i w potrzebuje pewnej konsultacji z dziedziny szeroko pojętej psychologii celem uwiarygodnienia swojego scenariusza.<br />
Scenariusz opowiada losy pewnego mężczyzna około 40 lat ustabilizowana  pozycja – wysokie stanowisko w banku, lubiany towarzysko, żonaty – można powiedzieć człowiek skazany na sukces, jednak w jego życiu pojawia się „drzazga”<br />
Mężczyzna popada w depresje, przestaje dawać sobie radę, staje się osowiały itd.. jego pogłębiające się osłabienie psychiczne ,  nie jest związana z żadną  konkretna sytuacją w jego życiu . To wpływa diametralnie na jego zycie: odsunięty od ważnych decyzji w końcu zwolniony, traci zonę, przyjaciół itd.<br />
Czy znane są jakieś  choroby psychiczne które mogą bez żadnej  przyczyny objawić się w życiu człowieka które rujnują jego psychice, czy są schorzenia które mogą ujawnić się po latach gdy na przykład w dzieciństwie przeżyło się  (później zapomnianą) jakiegoś rodzaju traumę<br />
Gdybyście mogli to podajcie mi jakieś przykłady , medyczne nazwy ewentualnie adresy gdzie można o czymś takim przeczytać<br />
Z góry dzięki za odpowiedź<br />
Pozdrawiam<br />
Marek]]></description>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2011 09:57:01 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9220-konsultacja-w-sprawie-depresji/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Przestaję to kontrolować.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9204-przestaje-to-kontrolowac/</link>
		<description><![CDATA[To już rok, a dokładnie minął w październiku. Przez ten rok zdążyłam zniszczyć swoje kontakty ze wszystkimi, którzy byli mi bliscy, pozbawić się połowy włosów, ''pokaleczyć uda'' i nadgarstek... I w ostateczności wylądować na oddziale zamkniętym. Niby wszystko wróciło do normalności, jednak znowu się to zaczęło. Do tego doszły skłonności depresyjne, jak to określiła pani doktor. + Wahania nastroju, bezpodstawna agresja. Wróciły wymioty, wróciła nienawiść do samej siebie. Wszystko zaczyna się od nowa. Odechciewa mi się żyć. Ja już niczego nie rozumiem.]]></description>
		<pubDate>Sat, 26 Nov 2011 22:42:04 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9204-przestaje-to-kontrolowac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Kolejna próba ?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9189-kolejna-proba/</link>
		<description><![CDATA[<span class='bbc_center'>Mam za sobą dwie próby samobójcze, mam zamiar podjąć się kolejnej ;(  Czy według was ma to sens ?  Jeśli spróbuję to jak to zrobić żeby się udało ? ;(</span>]]></description>
		<pubDate>Thu, 24 Nov 2011 18:48:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9189-kolejna-proba/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Czy to nerwica?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9093-czy-to-nerwica/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie<br />
<br />
Od dłuższego już czasu czytam Wasze forum, najczęściej wtedy gdy jest mi źle. Dzisiaj postanowiłam się zarejestrować i napisać coś o sobie.<br />
Mam 38 lat, wspaniałą rodzinę, a jednak od długiego już czasu coś ze mną jest nie tak. Wychowywałam się jako jedynaczka w rodzinie gdzie ojciec był alkoholikiem, matka stale znerwicowana też często sięgała po alkohol, a ja byłam zawsze sama. Na porządku dziennym były awantury, totalna demolka w domu, okropna bieda i brak pieniędzy,nie miałam koleżanek,ponieważ wszyscy wiedzieli co dzieje się u mnie w domu i nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Najgorsze były święta kiedy rodzice pili, a ja sama siedziałam w oknie i zazdrościłam innym ludziom wspaniałych, rodzinnych świąt. Jednym słowem dzieciństwo miałam totalnie zrypane co siedzi we mnie do dziś i często śni mi się po nocach ( najczęściej kłótnie z pijanymi rodzicami). Gdy miałam 20 lat zmarła moja matka ( zapiła się na amen), rok później ojciec. Wstyd mi o tym pisać ale po ich śmierci odczułam pewną ulgę, że wreszcie będzie spokój i będę mogła żyć normalnie. Miałam spokój tylko miesiąc, a później się zaczęło. Okropne lęki, które pojawiały się nagle bez żadnej przyczyny, uczucie bezwładu całego ciała, nogi jak z waty, takie dziwne wewnętrzne drżenia i uczucie jak bym zaraz miała zemdleć. Najgorszy był ten przerażający lęk, że coś mi się stanie. Bywały dni, że bałam się sama wyjść z domu. Nie poszłam do lekarza, postanowiłam walczyć z tym sama. Miałam przecież dzieci i męża, miałam dla kogo żyć. Po paru latach uporałam się z lękami i już prawie zapomniałam oniepokojących objawach, ale wszystko wróciło 4,5 roku temu. Byłam wtedy w ciąży z bliźniętami, tak bardzo się cieszyłam, nie mogłam się doczekać kiedy je zobaczę i wezmę w ramiona. Ciąża przebiegała wspaniale, czułam się bardzo dobrze, a maluszki pięknie rosły, byłam chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Szczęście skończyło się miesiąc przed porodem, kiedy to okazało się, że jeden maluszek nie żyje. To co przeżyłam to był koszmar, po prostu nie da się tego opisać, nie potrafiłam się nawet cieszyć synkiem który przeżył. Momentalnie powróciły te dziwne objawy i to ze zdwojoną siłą, które trwają do dziś. Nie mogę sobie ze sobą poradzić, ciągle jakieś dolegliwości ( bóle głowy, pleców, wzdęcia, zaparcia), okropne lęki, problemy ze spaniem ( budzę się praktycznie co godzinę, wstaję i jem), nie mogę się na niczym skupić, podjęcie jakiejkolwiek decyzji też jest dla mnie wielkim problemem, unikam ludzi, nie spotykam się nawet z koleżankami, wszystko mnie drażni, łatwo się denerwuję, a nastrój potrafi zmienić mi się cztery razy dziennie. Chciała bym być żyć normalnie, przecież mam dla kogo ale nie wiem czy to jest jeszcze możliwe]]></description>
		<pubDate>Mon, 14 Nov 2011 09:21:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9093-czy-to-nerwica/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Co mam ze sobą zrobić, jest źle...</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9046-co-mam-ze-soba-zrobic-jest-zle/</link>
		<description><![CDATA[<span style='font-family: Arial Black'><span style='font-size: 21px;'><span style='font-size: 26px;'><span style='font-size: 17px;'>Nie wiem co robić <br />
<br />
Witam.Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę tak. W wieku 19 lat wyprowadziłam się, właściwie uciekłam z domu. Nie wytrzymywałam psychicznie z matką i bratem, który b. mocno jest pod jej wpływem.Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, byłam idiotką. Przyjaciół żadnych, bo wg mamy żaden z nich nie zasługuje na miano przyjaciół("jeden śmierdzi", "a ta za długo u Ciebie siedziała i po co??"). W nawiasie uwagi dotyczące moich znajomych. Skończyło się na tym, że nie mam kontaktu, bo sama zerwałam na własne życzenie. Wylądowałam w agencji towarzyskiej jako prostytutka, bo naprawdę nie wiedziałam co robię, byłam zdesperowana, a dziś mając 22 lata mam zszargane nerwy, wykszt. średnie, bo z tego wszystkiego nie byłam w stanie ukończyć kierunku. I właściwie żadnego doświadczenia w innej pracy. Chcę być normalnym człowiekiem, chcę z tym zerwać, ale pytanie me brzmi, czy uda się? Czy ja mogę być normalnie żyjącym człowiekiem? Bo czuję, że na to nie zasługuję. moja psychika wysiada czasem, mam myśli samobójcze. Chcę normalnie pracować, nawet za te 900 miesięcznie, tylko czuję się nikim. I nie wiem, czy jest sens dalej ciągnąć coś takiego, jak życie. Zaciągnęłam "pożyczkę" u złych ludzi na życie. Dzięki prostytucji spłaciłam ją, inaczej nie mogłam. Co robić?</span></span></span></span>]]></description>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 14:17:30 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9046-co-mam-ze-soba-zrobic-jest-zle/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>3h</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/9001-3h/</link>
		<description><![CDATA[Dziś w nocy chce odebrać sobie życie.<br />
Nie napisze jak to zrobie, ponieważ nie chce opisów ile to trwa .....itd.<br />
Od 15 lat o tym myśle. Raz prawie się udało, jakieś 12 lat temu.<br />
Tylko wtedy tego nie planowałem, zrobiłem to spontanicznie.<br />
Teraz od tygodnia się przygotowywałem.<br />
Najgorzej było pojechać do dzieci i powiedzieć im że już więcej mnie nie zobaczą................................ .<br />
Pozdrawiam wszystkich czytających.]]></description>
		<pubDate>Thu, 27 Oct 2011 19:17:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/9001-3h/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Problem z matka prosze o pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8994-problem-z-matka-prosze-o-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Witam<br />
Mam na imie Monika i mam 19 lat. Ucze sie w 3 klasie technikum ekonomicznego. Moj problem polega na relacjach z matka. Moi rodzice sa po slubie 24 lata, tata od samego poczatku byl w delegacji wiec widzieli sie tylko w weekendy. tata zdradzal mame. Nigdy sie nie dogadywali cale weekendy klotnie byly i sa. Mieszkalam 16 lat w wojewodztwie kujawsko pomorskim od 3 lat mieszkam w 3 miescie. matka dlugo nie pracowala i siedziala w domu. po jakims czasie zrobila studia i pracowala rowniez w delegacji. wychowywalam sie sama ze starszym bratem. Wpadlam w zle towarzystko byl alkohol i narkotyki, zawalilam jeden rok w szkole. Po jakims czasie zrozumialam ze to blad i juz wiecej tych uzywek nie tykam. z matka nigdy porozmawiac nie bylo mozna.jak sie jej zwierzylam z problemu to w klotni wygadala wszystko. Nie potrafi normalnie rozmawiac, wyzywa od najgorszych.( dziwek, puszczalskich,suk, dno itd.. ) odkad zrobila studia to palma odbila jej do glowy. uwaza sie za ideal i tylko ona sie liczy. moj problem polega na tym ze ja juz psychicznie z nia wytrzymac nie moge. Codziennie sa awantury, dzien w dzien slysze swoje bledy jakie popelnilam od najmlodszych lat i ze w smietniku bede mieszkac. Spac nie moge, jesc mi sie tez nie chce. Ona niszczy mnie i ja juz nie daje sobie rady. Wiele razy jej ja mowilam i brat zeby poszla do lekarza ale jak to slyszy to mowi ze mamy wypier.. z domu bo to my jestesmy nie normalni i z niej chorej nie bedziemy robic. Ciezko jest nie majac w nikim wsparcia. Zamiast mnie jakos pchac do przodu ona mnie demotywuje i odechciewa mi sie wszystkiego. Ojciec ma wylane na wszystko. dzwoni kilka razy dziennie do matki a do nas sie nie odzywa. w weekend kilka zdan zamienimy i koniec naszego kontaktu. Tu w 3 miescie warunkow tez nie mam, mieszkam z matka i bratem w malym mieszkaniu, jestem w pokoju z bratem + kuchnia razem.. nie mam jak sie uczyc. na szczescie mam wspanialego chlopaka, niestety mieszka ode mnie 260 km w miescie rodzinnym. On chce zebym sie przeprowadzila do niego i tam skonczyla szkole. Coraz bardziej o tym mysle. Czytalam o alimentach od rodzicow. orientuje sie ktos na czym to dokladnie polega? Doradzcie mi co ja mam robic? Naprawde bardzo bym chciala sie uwolnic od tego i spokojnie szkole skonczyc.]]></description>
		<pubDate>Thu, 27 Oct 2011 10:59:31 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8994-problem-z-matka-prosze-o-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>ja nie wiem</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8987-ja-nie-wiem/</link>
		<description>Witam...nie wiem jak to jest i chciałabym  nie wiedzieć tak naprawdę, tylko nie potrafię sobie poradzić ze wszystkim...całe życie problemy na początku myślałam że to normalne ale teraz zazdroszczę każdej osobie bo wiem że to nie normalne. to nie jest tak że chce uciec że się poddaje robiłam wszystko szukałam tysiąc wyjść prosiłam o pomoc znajomych...i nic ! to są ludzie którym ja pomogłam tysiąc razy bo wiedziałam że tez mam jak mam i rozumiałam każdego a teraz każdy  się odwraca każdy..a to boli bardzo. widocznie nie jestem dobrym człowiekiem nie zasługuje na nic.przepraszam ze tak się rozpisałam ale może tutaj ktoś ze mną porozmawia tak normalnie po ludzku i w jakis sposób mi pomoze.najgorsze jest to ze nie mogę spać jeść myśleć normalnie nie umiem zyc</description>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 06:16:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8987-ja-nie-wiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>za ciasno we własnej skórze.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8959-za-ciasno-we-wlasnej-skorze/</link>
		<description><![CDATA[Cześć. Nie bardzo wiem co się dzieje, a że mam zdiagnozowaną nerwicę to stwierdziłem, że w tym cafe napiszę. Może to jeden z objawów a może dzieje się ze mną coś znacznie gorszego? Sam już nie wiem. Siedzę teraz w domu i nie bardzo wiem co mam ze sobą zrobić, czuję się jakby moja skóra była dla mnie po prostu za ciasna. Jakby coś siedziało we mnie w środku i usiłowało wydostać się na zewnątrz. Nie wiem jak to określić, nie chodzi mi tu o objawy fizyczne, nic nie przebija mi się przez skórę, nie krzyczy że chce wyjść, po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Od kilku dni mam wrażenie, że wszyscy czegoś ode mnie chcą, że każdy ma do mnie o coś jakieś pretensje czy zastrzeżenia z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie tak musi być, że popadam w jakąś histerię. <br />
Natychmiastowo potrzebuje kogoś kto po prostu byłby przy mnie teraz, ale nikogo takiego nie widzę na horyzoncie. Mam naprawdę wielu znajomych, ale oni wszyscy mają swoje sprawy i wszyscy są przy mnie tylko wtedy kiedy tego potrzebują. Czuję, ze nie ma przy mnie nikogo, kiedy ja tak naprawdę już sobie nie radzę. Kiedy leżę z twarzą w poduszce i myślę, że wszystko jest bez sensu. Nie mam siły żeby wstać z łózka a mimo to wstaję, nie mam siły żeby pisać a mimo to piszę, nie mam siły ani ochoty żeby z kimkolwiek rozmawiać a jednak rozmawiam. Zmuszam się do wszystkiego a wszystko mnie dobija. To jest jakaś paranoja nie widzę najmniejszego sensu w czymkolwiek! <br />
Kiedy ktoś mnie o coś poprosi robię to ale robię to bo mnie poprosił a nie dlatego że uważam, że tak trzeba. Na przykład postanowiliśmy z kumplem nagrać film amatorski. Jakiś krótki kilkunastominutowy. Ja miałem napisać do niego scenariusz więc napisałem jeden, drugi, niedługo biorę się za trzeci, niby wszystko jest dobrze, ale nadal nie umiem ując tego co kumpel miał w zamiarze, czuję się jak idiota który nie umie pojąć co się do niego mówi. Idąc dalej muszę napisać ramowy plan licencjatu, niby mam temat który kręcił mnie od dawna ale w tej chwili nawet nie mogę się do tego przekonać bo wydaje mi się totalnie idiotyczne zresztą jak cały mój kierunek w tej chwili. Mam zespół w którym śpiewam ale ostatnio znajomy zachęcał mnie żebym podszkolił się w śpiewaniu bo jego zdaniem mam talent. Tak mnie zachęcał, że mnie zniechęcił bo nigdy nie chciałem na poważnie zajmować się śpiewaniem i robiłem to dla frajdy a ucząc się i wypruwając sobie flaki na nauce tracę gdzieś tę frajdę. W ogóle wszystko już chyba tracę, przede wsyztskim kontrolę. Nie piłem przez prawie dwa miesiące bo sobie obiecałem abstynencję i oczywiście któregoś dnia wypiłem łyk piwa a potem poleciało z górki. Jestem po prostu strzępem człowieka, nie to zebym był kiedykolwiek w pełni człowiekiem, ale teraz czuję się znacznie bardziej wystrzępiony niż wcześniej. Taki rozbrojony nie jestem nikomu do niczego przydatny, a paradoksalnie im mniej jestem przydatny tym niżej się oceniam. Czuję że do niczego się już nie nadaję, zrezygnowałem nawet z dziewczyny na której mi bardzo zależało, ale nie widzę po prostu sensu kiedy ktoś mnie totalnie olewa. Zresztą o czym miałaby niby rozmawiać  z wariatem? Z wariatami się nie dyskutuje wariatom podaje się leki i kładzie w cieniu żeby sobie spokojnie poleżeli. <br />
Nie mam najmniejszej ochoty na cokolwiek. Nie chce mi się jeść, nie chce mi się pic, nie chce mi się spać, nie chce mi się nic! Nawet krzyczeć mi się już nie chce, bo i po co? I tak nikt mnie nie słucha wszyscy tylko kiwają głowami na zasadzie "spoko, będzie dobrze" a niemalże słyszę w myślach jak mówią "oho, znowu wpadł w jakąś paranoję. Trzeba przeczekać i kiwać głową, to będzie najlepsze". To wszystko co tu napisałem jest tak chaotyczne, że nawet nie wiem czy warto wam to wysyłać. Ale przynajmniej się wygadałem, chociaż i tak nie do końca. Zrobicie z tym co uważacie za słuszne. Mnie w sumie i tak jest wszystko jedno.]]></description>
		<pubDate>Sun, 23 Oct 2011 00:20:15 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8959-za-ciasno-we-wlasnej-skorze/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>poradzctwo i pomoc</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8946-poradzctwo-i-pomoc/</link>
		<description><![CDATA[Nie moge zrozumiec ludzi tj znajomych i przyjacioł,czy tylko ja mam tak czy inni tez?Ze napotkam sie z kims przez przypadek lub przez portal nk i jak napotkam i umówie sie z kims to pozniej kazdego irytuje jest zmeczony,po pracy zapracowany.Nie moze znaleśc czas na rodzine na zdrowie liczy sie kasa po pracy i nietylko.Z jednej strony fajnie bylo z drugiej strony zle ale nie zaluje .<br />
<br />
Trudna sprawa,nie wiem jak sobie poradzic sobie w dzisiejszym swiecie,każdy zapracowany,każdy chce zahapac kase liczy sie sam ze soba.Jak prubuje sie ustawic kim kolwiek to odwoluja albo ustawiaja sie i przekladaja albo mówia ze innym razem ciezko sie zkims ustawic.Z podstawowki to calkiem nie mam kontaktu z liceum jedynie mam z 3 ma kolegami i dwoma<br />
Co zrobic by nie stracic znajomosci i przyjaciol a jeszce zyskac nowych przyjaciol.?Nie wiem mam taki charakter ,ze boje sie poznawac ludzi i by byli moi znajomymi.]]></description>
		<pubDate>Thu, 20 Oct 2011 16:22:23 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8946-poradzctwo-i-pomoc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>MARCIN OHL - ZAKAZ WYKONYWANIA ZAWODU!</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8938-marcin-ohl-zakaz-wykonywania-zawodu/</link>
		<description>Zdecydowanie odradzam wizytę u Marcina Ohla! Ten człowiek absolutnie nie powinien być psychologiem, ponieważ potrafi bardziej zaszkodzić niż pomóc. Miałam z nim do czynienia w lipcu tego roku. Przyszłam z dość nietypowym problemem dotyczącym zaburzeń oddychania, poza tym miałam niezwykle intensywne ataki paniki, bałam się wyjść z domu, to był koszmar. Do pana Ohla przyszłam po pomoc, a dostałam kopa w…  Dwie pierwsze wizyty było w porządku, bardzo dużo opowiedziałam o sobie, o tak naprawdę bardzo intymnych rzeczach. On stwierdził, że nie bardzo wie jak mi pomóc, ale poprosił o spisanie swoich myśli i rozwiązanie długiego testu osobowości, którego wyniki miał mi przedstawić na następnym spotkaniu. Jednak na tym spotkaniu (trzecim z kolei) usłyszałam, że Ohl wcale nie podliczył wyników testu, bo jak powiedział: „już wcześniej postanowił sobie, że nie chce mieć ze mną nic do czynienia, ponieważ jestem pacjentką INZPIRO (Instytut Zdrowia Psychicznego i Rozwoju Osobowości na Siennej). Ponieważ jedna panienka, co się tam leczyła złożyła kiedyś na niego skargę, to on nie ma zamiaru ze mną współpracować! Powiedziałam, że tak nie wolno traktować ludzi i, że ja przecież nie mam z tą skargą nic wspólnego, na co on, że: nie ma żadnych wyrzutów sumienia w stosunku do mojej osoby i, że jeśli chcę to też mogę sobie na niego złożyć skargę!” Dodam, że od samego początku wiedział, gdzie się leczę, sam się ze mną umówił na kilka kolejnych spotkań! I co, kiedy opowiedziałam mu intymne szczegóły ze swojego życia, stwierdził, że nie chce, żebym była jego pacjentką? Że mu nie odpowiadam? Wiecie jak się czułam?! Nie dość, że i tak ledwo dawałam sobie radę ze swoimi lękami, to jeszcze coś takiego! Jakbym dostała w mordę! Najgorsze jest to, że ten kretyn zaszkodził mi bardziej niż myślałam… Minęły już 3 miesiące a ja od tamtego czasu nie byłam u psychologa (choć psychoterapia w moim przypadku, zdaniem psychiatry, jest niezbędna) i nie pójdę, bo boję się, że znowu trafię na kogoś takiego! Powstrzymam się od wymieniania epitetów i napiszę po prostu, że takiemu człowiekowi powinno się dać zakaz wykonywania zawodu!!!</description>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 14:50:26 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8938-marcin-ohl-zakaz-wykonywania-zawodu/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>gwałt gdzie szukać pomocy i prawdy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8900-gwalt-gdzie-szukac-pomocy-i-prawdy/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich. :piękność: <br />
proszę o pomoc,ja sama zagubiona jestem w tym wszystkim nie wiem od czego zacząć.<br />
Moja przyjaciółka kiedyś w wieku 15lat została zgwałcona,obecnie ma 23lata,jej rodzina &lt;alkocholicy&gt; bardzo dobrze się uczy razem studiujemy,jest naprawdę śliczną dziewczyną nie pali ,nie maluje się jest atrakcyjna każdy facet ogląda się za nią..Ja jestem jedyna przyjaciółka nie ma koleżanek tylko samych kolegów każdego kokietuje,nie dawno mi powiedziała że znów ją zgwałciło 3 facetów że była u ginekologa po tabletki itd.. wypytałam wszystko do jakiego gin poszła &lt;byłam tam pytałam ostatnia wizyta była 5 miesięcy temu,pytałam jakie to były tabletki niby poronne powiedziała że nie wie,nie pamięta nazwy,i każdemu facetowi z płaczem zaczeła opowiadać jak to było itd.nie wieże jej bo niby w tym momencie co niby ją zgwałcili była u swojej siostry na urodzinach chrześnicy.Jej siostra powiedziała że była u niej 3 dni i świetnie się bawili.Poznałam jej siostrę jest wspaniała a Monika mi strasznie na nią nadawała i że boi się tam jeździć bo jej szwagier ja obmacuje i nie wie co ma robić że boi się tam spać itd.okazało się ze to też ie prawda&gt; Jestem zła na nią wszystkim glupoty rozgaduje,sama kokietuje facetów na uczelni,i nie tylko ...nie dawno zostawiła swojego chłopaka jest moim znajomym i nawet mi powiedział że ONA MU GADAŁA ŻE JA PRACOWAŁAM W AGENCJI TOWARZYSKIEJ ŻE SIĘ SZLAJAŁAM Z KAŻDYM FACETEM SZŁAM DO ŁÓŻKA ITD. :przykrość: CO NIE JEST PRAWDĄ I TO BARDZO MNIE ZABOLAŁO..PROSZĘ POMÓŻCIE  MI CO ROBIĆ CZY ONA TAK TYLKO GRA CZY MA JAKIEŚ OMAMY I WKRĘCA SOBIE FILMY,JAK MAM Z NIĄ O TYM WSZYSTKIM POROZMAWIAĆ ,ŻE JUŻ WIEM NA 100% ŻE TEN GWAŁT SOBIE WYMYŚLIŁA I WIELE INNYCH RZECZY? :przykrość:<div id='attach_wrap' class='rounded clearfix'>
	<h4></h4>
	<ul>
		
			<li class=''>
				<a class='resized_img' rel='lightbox[39397]' id='ipb-attach-url-1443-0-01798100 1337288582' href="http://www.psychocafe.pl/index.php?app=core&module=attach&section=attach&attach_rel_module=post&attach_id=1443&s=1776416de57073b25a9bfbe4ff96c38f" title="Gdyby%20wszystko.jpg -  4,75 KB,  0"><img src="http://www.psychocafe.pl/uploads/monthly_10_2011/post-2909-006934600 1318599730_thumb.jpg" id='ipb-attach-img-1443-0-01798100 1337288582' style='width:128;height:96' class='attach' width="128" height="96" alt=": Gdyby%20wszystko.jpg" /></a>
			</li>
		
	</ul>
</div>]]></description>
		<pubDate>Fri, 14 Oct 2011 13:42:14 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8900-gwalt-gdzie-szukac-pomocy-i-prawdy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>koncze ze soba nie mam juz sil</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8881-koncze-ze-soba-nie-mam-juz-sil/</link>
		<description><![CDATA[Witajcie bylem z moja ukochana 11 lat w to byl czas kiedy bylem najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie mialem przy sobie kobiete ktora kochalem z calego serca ktora obdazala mnie bardzo wielkim uczuciem mialem w niej partnerke jak i przyjaciela.<br />
Wspierala mnie we wszystkim czego bym sie nie podjal ja robilem to samo mielismy jak wszyscy swoje dobre dni jak i te gorszeale zawsze bilo od niej cieplo i milosc.<br />
Byly rozmowy i plany o wspolnym mieszkaniu jak i o dziecku. Pracuje za granica wiec zawsze byla tesknota piekne smsy od niej jak za mna teskni nasze rozmowy, powrot do domu radosc nas obojga ze w koncu sie widzimy.<br />
W koncu gdy bylem w Holandii dostalem wiadomosc ze jedzie do mnie do pracy boze jaki ja bylem wtedy szczesliwy w koncu mam przy sobie ukochana nie bylo juz tej rozpaczy bo mialem ja przy sobie.<br />
Wszystko bylo dobrze az nagle musialem zjechac na wczesniejszy urlop bo nie bylo pracy ona ja miala wiec zostala i przyjechala po krotkim czasie do mnie juz wtedy wydawalo mi sie ze cos jest nie tak ale zapewnienia z jej strony uspokoily mnie.<br />
Wyjechala znowu i po krotkim czasie dostalem od niej wiadomosc ze ona tak nie moze tego ciagnac i jest zdecydowana to skonczyc nie dala nam nawet szansy naprawienia tego co bylo miedzy nami i tego co moglo byc.<br />
Wszystko to o czym mnie przez tyle lat zapewniala nagle gdzies zginelo i nie docieraly do niej zadne argumenty i prosby o szanse aby to naprawic.<br />
Dzis dowiedzialem sie jeszcze od jej kuzynki i matki naszego chrzesniaka ze zwierzyla sie jej ze o maly wlos nie wyladowala z facetem w luzku.<br />
Boze z facetem to jest najgorszy zul ktory swiata nie widzi poza alkoholem nie wiem jak mogla to zrobic po tym co nas laczylo.<br />
Ja zostalem w polsce z rozdartym sercem i bez jakich kolwiek perspektyw na przyszlosc.<br />
Wszystko stracilo dla mnie sens wszystko o co walczylem w zyciu do czego dazylem bylo z mysla o nas te rozmowy o rodzinie dziecku nagle ich nie ma moje zycie w bardzo krotkim czasie stracilo sens i nie widze nic innego jak zakonczyc ta egzystencje nazywana zyciem.<br />
Zbyt mocno ja kocham i nie moge zniesc bolu ze po tym wszystkim o czym mnie zapewniala nagle takie cos.<br />
To wszystko co mi mowila musialo byc klamstwem nie bylo przyjazni zwiazku i milosci zostalem wykozystany przez osobe ktora bez granicznie kocham i dla ktorej poswiecilem swoje cale zycie nie moge tego zniesc i dla tego postanowilem skonczyc ze soba raz na zawsze jestem zbyt slaby aby zniesc ta mysl ze nie ma jej ze mna ze nie moge jej przytulic pocalowac nie poczuje zapachu jej wlosow ciala jej dotyku przez to wszystko jestem wrakiem czlowieka ktory nie potrafi tak zyc]]></description>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 15:25:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8881-koncze-ze-soba-nie-mam-juz-sil/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja czy melancholia?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8877-depresja-czy-melancholia/</link>
		<description><![CDATA[Witam wszytskich!<br />
Mam 19 lat, w tym roku ukończyłam liceum i zaczełam studia.<br />
Studia zaczełam w prywatnej szkole ponieważ wyniki z matury pozwoliły mi tylko na taką, choć plany miałam inne marzyłam o Uniwersytecie Jagiellońskim. Nigdy nie uczyłam się dobrze gdy miałam ok 14-15 lat weszłam w okres buntu i kompletnie zawaliłam szkołę, wtedy moimi "priorytetami" było wyjść, upić się, zrobić rodzicom na złość- w ogóle jak teraz o tym myślę, o moim zachowaniu w stosunku do rodziny i innych ludzi nawet do samej siebie wydaje mi się jak bym była wtedy innym człowiekiem, gdybym mogła spotkać samą siebie dała bym sobie w twarz. Te czasy dawno mineły, kontakt z ludźmi z którymi tak "szalałam" urwał się na zawsze, z mojej inicjatywy, tego nie żałuję ponieważ oni się nie zmienili. Jednak problem w tym, że nigdy nie udało mi się stanąć zpowrotem na nogi jeśli chodzi o naukę, przez jakis czas probowałam, ale jeśli czegoś nie rozumiałam dawałam sobie spokój, liceum przejechałam na dwójach i poprawkach, języki obce które kiedyś mnie fascynowały zanikają już powoli w mojej głowie, jak bym cofała się w rozwoju. To niejest tak, że mi nie zależało na edukacji, marzyłam o tym aby znać perfekt angielski poźniej wziąć się za niemiecki, mieć dobre oceny, uchodzić za osobę inteligętną, i trafić w miejsce gdzie poznam wartościowych ludźi, o podobnych zainteresowaniach.<br />
Skończyo sie na tym, że całe dnie, tygodnie, miesiace po szkole leżałam i marzyłam, o tym aby się pozbierać do  kupy, i uczyć.<br />
Odwlekałam wszytsko.<br />
Ogólnie moje podejście wygląda tak: <span class='bbc_underline'>po co mam coś robić jak i tak mi się nie uda?</span><br />
Uważałam, że sukces - mnie nie dotyczy, bo jestem beznadziejna, nic mi się nie udaje, po co wogole próbować?<br />
Lepiej przykryć się koldrą i stworzyć swiat idealny tylko w swojej głowie.<br />
Tak więc kiedy odbierałam wyniki z matury, a wiedziałam już dawno, że nie zdałam matematyki, ułozyłam sobie taki plan: zdam poprawkę, nie pojdę w tym roku na studia, tylko będę uczyć się cały rok aby poprawić wszystkie przedmioty, i dostać się na UJ.<br />
Poprawkę owszem zdałam, ale mojego planu nie wcieliłam w zycie, ponieważ rodzice uznali, że nie będą mnie utrzymywac, jeśli nie idę na studia "bo jeśli nie w tym roku to już nigdy nie pójdę".<br />
Coś przejrzałam, poczytałam w internecie, znalałam szkołę zapisałam się- to wszytsko w jeden dzień.<br />
Jak zwykle totalnie nic nie przemyślalam, a dodam, że są to studia 5letnie.<br />
Teraz jestem załamana, dopiero 1 tydzien minął ale wiem, że nie odnajdę się tam, wśród wypacykowanych dziewczyn, i jeszcze lepiej zrobinych chłopców, w dodatku niejestem pewna czy ten kierunek ktory wybrałam faktycznie mnie interesuje...<br />
Jeszcze bardziej nie mam do nieczego siły, jedynie do chorobliwej zazdrości o znajomą której teraz spełniają się moje marzenia...<br />
Czy jest jakis sposób aby przełamac się w sobie i podjąć jakieś konkretne działania?<br />
Proszę o pomoc...]]></description>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 12:57:29 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8877-depresja-czy-melancholia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>prawie gotowy</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8839-prawie-gotowy/</link>
		<description><![CDATA[Zaplanowane na kolejny tydzień. <br />
Niestety nie każdy problem da się rozwiązać. Chyba że samobójstwo uznamy za pewne rozwiązanie. <br />
Zmagam się z czymś już prawie trzy lata. No i brakuje sił. Decyzję podjąłem, ponieważ życie nie daje mi wystarczającej satysfakcji - więcej cierpienia niż zadowolenia, więc myślę że tutaj klasyczny przypadek będzie. <br />
Jeśli mogę o coś prosić to jakieś porady jak się z tym oswoić. Jako formę zdecydowałem się na cięcie żył.]]></description>
		<pubDate>Fri, 07 Oct 2011 06:54:43 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8839-prawie-gotowy/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Moje problemy - czy jest źle?</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8788-moje-problemy-czy-jest-zle/</link>
		<description><![CDATA[Na początku dodam tylko, że nie wiedziałem do jakiego działu to wpisać. <br />
<br />
Witam, mam 17 (w grudniu 18) lat i chciałem wam przedstawić moje problemy. Może mi pomożecie, ale jeśli nie, to się nie obrażę. Wypisze to w punktach, bo opisując wszystko to najprawdopodobniej książka by wyszła. Więc zaczynam:<br />
Boje się dosłownie i w przenośni ludzi. Gdy mijam kogoś na ulicy staram się robić coś by nie spojrzeć na tego kogoś,<br />
Boję się ludzi na imprezach masowych, dlatego odcinam się od takich rzeczy jak festyny, dyskoteki itp.<br />
Boje się płci przeciwnej (dziewczyn). Nigdy nie miałem dziewczyny i nawet mimo chęci nie mogę „zagadać” do dziewczyny która mi się podoba <br />
Nie umiem nawiązywać nowych kontaktów, obojętnie z jaką płcią<br />
Przez dojazdy do technikum odcinałem się od kolegów i koleżanek z Gimnazjum, czego obecnie żałuję <br />
Boję się co sobie o mnie, o moim zachowaniu pomyślą inni<br />
Wydaje mi się że jestem a-społeczny, co rozumiem jako odcięcie się od świata zewnętrznego<br />
<br />
Ojciec twierdzi że boję się ludzi i świata. Sądzi też że moja decyzja podjęta trzy lata o „pozostaniu abstynentem” do końca swoich dni nie jest najlepsza i ograniczy mnie w stosunkach międzyludzkich. <br />
<br />
W grupie znajomych, kolegów z obecnej klasy jestem normalny, lecz jeśli zostanie nas np. trzech i podbiją do nas chłopaki mi nie znani a im tak, to za Chiny nie mogę się odnaleźć w sytuacji. <br />
Często nie mam się komu wygadać, a jeśli już to zrobię, np. koledze z klasy to zaczynam żałować że aż tyle mu powiedziałem.<br />
<br />
Często się czuje jak bym grał główną rolę w Truman Show]]></description>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 19:53:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8788-moje-problemy-czy-jest-zle/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>gej a samobojstwo</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8786-gej-a-samobojstwo/</link>
		<description><![CDATA[Witam jestem na 90% gejem. Dowiedziałem się o tym prawie rok temu lub po prostu jestem psycholem który sobie to wkręca sam już nie wiem czy to  ostatnie akty zaprzeczenie czy prawda której nie potrafię sobie uzmysłowić zresztą zawsze coś było ze mną nie w porządku wiecznie zamyślony wszystko miałem gdzieś zresztą bylem nie śmiały do dziewczyn w wieku 15 lat mialem pierwsza dziewczyne wydawalo mi sie ze ja kocham może kochalem jak pislaem wyżej nie wiem na 100% czy jestem gejem czyli jedno wyklucza drugie nie skończyłem żadnej budy z nikim nie gadam tak na serio nie mam prawdziwego przyjeciela/przyjaciolki raczej wysztkich traktuje tak samo są wyjątki mój kumpel ale jemu tez bym tego nie powiedział ze chyba jestem gejem przez parę lat marzyłem o dziewczynie nie zauwarzylem nic specialnego w moim zachowaniu ze nie podniecają mnie nie chcialem miec w tedy dziewczyny mowilem ze to jeszcze nie czas a jak juz chcialem miec jakas to zauwarzylem ze chyba jestem gejem  itp po prostu żyłem jak żywy trup z marzeniami nic nie robilem w sumie teraz to ciężko mi jest nawet jechać na miasto mieszkam na wsi odrazu wkrecam sobie jakies krzywe historie ze jakieś laski zaczynają do mnie krzyczeć pedał mam ochote sie zabic   chociaż nie widzę już w niczym sensu nie uprawaielm jeszcze seksu z dziewczynami ani chłopakami wiec dlatego na 100% nie jestem pewien mam 2 proby samobojcze za soba podczas masturbacji zazwyczaj marze o męskim penisie chociaż później mam do sibeie obrzyd  masturbuje się praktycznie codziennie nawet parę razy .Juz pewnie dawno bym sie zabil jak bym wiedział na 100% czy jestem gejem czy nie ale czasami tez podniecja mnie kobiety wogule podobaja mi sie ale nie podniecaja tak bardzo jak penis dokladniej nienawidze jak jakis kumpel blisko mnie siedzi myślę wtedy ze moze mnie podniecić czy coś zawsze się staram czegoś takiego unikać wkoriwa mnie to szczerze mówiąc może jestem z byt mało męski itp odkladam teraz pieniadze na jakis dobry motor to byla dawniej moja pasja chociaz od roku już nie widzę nawet w tym sensu ale teraz postanowilem sobie takowy kupic aby tylko doczekac do wiosny i rozpoczecia sezonu chociaż nie wiem czy dam rade każda sekunda to ogromny ból z którym sobie już powoli nie radze. Nie miałem  ojca oraz miałem tzw zaborcza matkę .Pamietam ze od zawsze mialem problemy typu zamykac wszystkie okna i sprawdzać je po kilkadziesiąt razy <br />
dobierac wszystko kolorami oraz inne rzeczy zwianzane z jakaś choroba psychiczna ogólnie wiele ludzi twierdzi ze jestem psycholem.<br />
<br />
Nie wiem juz sam czy poprostu sie oszukuje takiemi sposobami ze nie jestem gejem czy tez nie jetsem i poprostu sobie to wmawiam.]]></description>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 16:25:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8786-gej-a-samobojstwo/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Depresja a kontakt z ludźmi</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8767-depresja-a-kontakt-z-ludzmi/</link>
		<description>Mam takie pytanie, czy kontakt ludźmi jest właściwy przy tej dolegliwości. Mi np lekarz powiedział aby spotykał sie z ludźmi. Ja na to odpowiadam jak ma mi to pomóc jeśli większość ludzie nie rozumie człowieka i zarzuca wiele wad i słabości. Dla mnie to nie ma sensu. Ktoś się dziwie, że ludzie szukaja samotności, bo jak można żyć z ludźmi jeśli on nie pomagają tylko szkodzą, nie rozumiejąc sytuacji. Chyba ci psychologowie też za bardzo nie rozumieją pacjenta</description>
		<pubDate>Thu, 29 Sep 2011 13:52:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8767-depresja-a-kontakt-z-ludzmi/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Brak sensu życia, brak celu życia.</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8718-brak-sensu-zycia-brak-celu-zycia/</link>
		<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
znów tu wracam, znów z tym samym, brakuje mi sensu życia, jakiegokolwiek celu. <br />
Mam 31 lat, ukończyłem 3 kierunki techniczne. Zawsze miałem jakiś cel w życiu moje hobby było moją pasją i pracą. W tym kierunku się kształciłem i wszyscy zawsze mi mówili ze jestem dobry w tym co robię. Wcześniej miałem mniejsze i większe załamki, ale zawsze jakoś z nich wychodziłem. Jednak teraz to już zaczyna trwać dwa lata. Dwa lata temu z powodu znudzenia, wypalenia się, rzuciłem pracę na wysokim stanowisku w średniej firmie. Miałem dość patrzenia na sztuczność i zakłamanie. W sumie i tak od jakiegoś czasu nic tam nie robiłem, a ja tak nie potrafiłem siedzieć i nić nie robić i jeszcze dostawać za to większe pieniądze niż inni którzy zapier..... na produkcji za 1000zł. Od tamtego czasu żyłem za oszczędności, od czasu do czasu zrobiłem jakieś zlecenie itp. Wszyscy mi mówią dlaczego nie rozkręcę własnej formy, nie zacznę zarabiać dużych pieniędzy? A ja na to po co, a po co mam żyć w tym zakłamanym, obłudnym świecie, ja naprawdę nie mam celu życia, codziennie budzę się z złością ze znów się obudziłem. Jestem gejem, też tego nie wybierałem i entuzjastycznie nie przyjąłem do wiadomości. Przez co tez nie widzę sensu dalej żyć, bo co ja po sobie mogę zostawić, nie mam dzieci i nie będę ich mieć, wiec nie mam nawet dla kogo się starać. Pieniądze zarabiam tylko tyle ile jest mi potrzebne aby zapłacić rachunki i coś do jedzenia. Nie wieże w boga i życie poza grobowe. Chce na poważnie skończyć te bezcelowe życie. Nienawidzę sam siebie tego kim jestem i jaki pojebany jestem, często robię sam coś przeciwko sobie, aby jeszcze bardziej się nienawidzić, aby w końcu przelać szale i skończyć z sobą. Zazdroszczę ludziom ze czasem mają się o wiele wiele gorzej ode mnie, ale widzą sens życia, mają dla kogo żyć.]]></description>
		<pubDate>Fri, 23 Sep 2011 10:59:03 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8718-brak-sensu-zycia-brak-celu-zycia/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Fobia szkolna</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8713-fobia-szkolna/</link>
		<description><![CDATA[Witam od 2-3 lat nie pamiętam dokładnie jestem leczony psychiatrycznie ponieważ miałem zaburzenia lękowe oraz 2 razy psychozę.Gimnazjum udało mi się jakoś zdać na lekach psychotropowych,które ograniczają moje zdolności (wolniej myślę ,długo się zastanawiam itp.) z dobrymi ocenami.Problemy zaczęły się jednak gdy zacząłem chodzić do technikum teraz mam obawy przed tym,że zaraz nauczyciel mnie zapyta czy weźmie do tablicy a ja kompletnie nauczyciela nie rozumiem co tłumaczy chociaż staram się słuchać uważnie. Przeważnie z lekcji nic nie zapamiętuję.Zacząłem unikać szkoły przez uciekanie z niej bo mam obawę przed tym,że dostanę 1 albo po prostu zostanę zapytany ustnie lub wezmą mnie do tablicy.Te 7-8 godzin w szkole to dla mnie istna męczarnia i same lęki czy obawy.Czuję się często jakbym miał zaraz wybuchnąć przechodzą mnie takie "fale gorąca" w środku co kilkanaście sekund powtarza się to nawet gdy nie jestem w szkole sama myśl o tym że jutro idę do szkoły wywołuje u mnie takie emocje czy jak to tam nazwać.. <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /><br />
Nie wiem czy ten problem potraktować poważnie czy też z przymrużeniem oka bo ewidentnie widać po mnie że ten problem jest.U lekarza psychiatry byłem wczoraj bo czułem się często ospały,ciągle zmęczony przepisał mniejszą dawkę leku Ryspolit i za miesiąc <br />
mam się u niego zgłosić zastanawiał się również nad nauczaniem indywidualnym co mi się bardzo podoba ponieważ nauczyciel nauczył by mnie lepiej i nie miał bym kłopotów w szkole,dostawałbym lepsze stopnie.Gdy czegoś nie rozumiem na lekcji boję się powiedzieć że czegoś nie umiem i milczę.W szkole prawie do nikogo się nie odzywam bo nie mam z nikim rozmawiać i ogólnie nie wiem nawet o czym.Jak ktoś mnie o coś zapyta to odpowiadam ale gdy sam mam podjeść to mi się to nie udaje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/sad.gif' class='bbc_emoticon' alt=':(' /> Proszę o poradę co dalej robić z tym problemem chciałbym jakoś namówić rodziców na indywidualne nauczanie ponieważ ja z lekcji w szkole nic nie wynoszę bo nie rozumiem nauczycieli wiem,że są minusy z takiego nauczania że nie spotykam się z kolegami ale wolę lepiej się czegoś nauczyć niż potem mieć zaległości w nauce.Jeszcze raz proszę o poradę co mam dalej robić dziękuje <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />
<br />
nie wiem czy to dobry dział proszę o moderatora o ewentualne przeniesienie do odpowiedniego działu <img src='http://www.psychocafe.pl/public/style_emoticons/default/smile.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />.]]></description>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 13:34:31 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8713-fobia-szkolna/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Mam dość</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8698-mam-dosc/</link>
		<description><![CDATA[Nie wiem co robię na tym forum i czy kogokolwiek będzie obchodziła moja historia i to co napiszę.<br />
<br />
Chcę się zabić z powodu który może się wam wydać błahy, rzuciła mnie dziewczyna 3 miesiące temu po 3 latach bycia razem.<br />
Poznaliśmy się dziwnym zbiegiem okoliczności, mieszkałem za granicą od 2004, w lipcu 2008 byłem akurat przez 2 tygodnie w Polsce w Krakowie.<br />
I ona też tam była, na wakacjach właśnie w Krakowie, kolega mnie wyciągał na piwo, nie chciałem iść ale ok, poszedłem.<br />
Dosiedliśmy się do stolika obok nich i coś zaiskrzyło między nami, to był ostatni dzień jej wakacji, następnego dnia wracała do siebie, ja wylatywałem 2 dni później, krótko mówiąc obustronna miłość od pierwszego wejrzenia.<br />
Potem listy, maile, smsy ... poleciałem ją odwiedzić miesiąc później, potem ona mnie i tak co miesiąc lataliśmy do siebie na zmianę. <br />
Po dwóch latach stwierdziliśmy że tak na odległość nie ma sensu, rzuciłem prace, zamknąłem konto w baku zostawiłem za sobą wszystko i przeprowadziłem się do niej, z Irlandii do Francji.<br />
Po 9 miesiącach cudownego życia powiedziała mi że już mnie nie kocha i nie chce tego dalej ciągnąć, powiedziała że mam się wyprowadzić ...<br />
Prosiłem, błagałem żeby to przemyślała ale nic nie dało<br />
Wróciłem do Polski, bez pracy, pieniędzy, niczego, nawet za bardzo mieszkać nie mam gdzie<br />
Wiem że to moja wina, że to ja zawaliłem i nigdy sobie tego nie wybaczę<br />
<br />
Mam już dość, minęły 3 miesiące i z każdym dniem coraz gorzej, schudłem 10 kilo pale po 40 papierosów dziennie nie mogę jeść, jestem wrakiem.<br />
Straciłem wszelką motywacje do życia, nie mam po co żyć.<br />
Stałem kilka razy na parapecie za oknem, podejrzewam że jakbym miał dostęp do broni palnej to już bym tego postu nie pisał. <br />
<br />
Chodzę do psychologa ale nic mi to nie daję<br />
<br />
Całe moje życie to pasmo porażek począwszy od młodych lat, w szkole w pracy w życiu osobistym, zawsze się coś pier*****o<br />
Myślałem naiwnie że w końcu coś się zmieniło, i wyszło tak jak zawsze.<br />
Straciłem wiarę we wszystko w co wierzyłem<br />
<br />
Wiem że to najgłupsza rzecz jaką można zrobić, powiesić się z miłości ale to chyba jedyne sensowne wyjście, <br />
jedyna rzecz która zgasi ból<br />
<br />
W listopadzie skończę 30 lat, ale wątpię żebym dożył<br />
<br />
Nie mam już siły walczyć, mam dość]]></description>
		<pubDate>Tue, 20 Sep 2011 12:44:28 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8698-mam-dosc/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Zakochany samotnik</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8695-zakochany-samotnik/</link>
		<description><![CDATA[Mam dosc duży problem. <strong class='bbc'>Zakochałem się</strong> w osobie, która odwzajemnia moje uczucia. Jest to osoba znacznie dojrzalsza i bardziej ułożona ode mnie. Chodzi o to, że mam ze sobą <strong class='bbc'>problemy natury schizoidalnej</strong>. Chcę byc w związku, ale boję się uzależnienia od drugiej osoby. Poza tym to mój pierwszy związek.<br />
Moje pytanie brzmi: <strong class='bbc'>czy pomimo moich problemów, powinienem zamieszkac z tą osobą, która nalega?</strong> Mówi, że razem przezwyciężymy moje problemy. Zastanawiam się czy już z tą osobą zamieszkac czy dac sobie czas i pójsc do psychologa po pomoc. Problem jest też taki, że dzieli nas <strong class='bbc'>odległosc 2000km</strong>.<br />
Jest też taka opcja, że przez najbliższych 9 miesięcy będziemy osobno. Oczywiście będą odwiedziny w międzyczasie, tylko nie chcę, aby przez to ucierpiała nasza relacja. Albo zostaję te kilka miesięcy w kraju i porządkuję się wewnętrznie, albo lecę do ukochanej osoby z moimi lękami i tam próbuję dojsc do ładu ze sobą...<br />
<br />
<br />
<span class='bbc_underline'><strong class='bbc'>Z góry dziękuję Wam za każdą radę i opinię.</strong></span>]]></description>
		<pubDate>Mon, 19 Sep 2011 18:42:38 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8695-zakochany-samotnik/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Jak to pokonać</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8610-jak-to-pokonac/</link>
		<description><![CDATA[Witam mam 17 lat i mam bardzo poważny problem.Polega on na tym ze gdy mam wyjść z domu dostaje nagle bólów brzucha i biegunki łapie mnie ogromny stres którego nie umiem pokonać.Jest tak źle ze od początku roku zerwałem wszystkie kontakty z znajomymi a w lutym miałem nieudaną probe samobójcza,która skończyła się wizytą na oddziale psyhiatri gdzie lekarz stwierdził po pól godziny rozmowy ze moje problemy maja podłoże gastrologiczne i skierował mnie na gastrologie gdzie spędziłem tydzień i stwierdzono ze mam uczulenie na laktozę i dali mi dietę. Oczywiście stosowałem ja ale problem Bulów brzucha i biegunki ciągle powraca gdy mam wyjść z domu, oblałem nawet technikum bo w ogóle nie umiałem wyjść z domu. <br />
Przez całe wakacje wyszyłem może kilka razy.Problem ten dokucza mi przy każdym kroku np jak idę do sklepu, szkoły,itp.Teraz jestem w zawodówce i problem wydaje się tylko narastać wczoraj byłem u lekarza rodzonego który kazał mi iść do psychiatry i powiedział ze to jak mię potraktowali w lutym jest paranoją. Proszę pomóżcie mi bo naprawdę siedząc w domu nie mam zbytnio oparcia w rodzicach którzy mnie nie rozumieją a kolegów już dawno straciłem i nie chciałbym zawalić szkoły.Niestety ale ostatnio bardzo dużo myślę by skoczyć z sobą i swoim nieudanym życiem.]]></description>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 07:10:13 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8610-jak-to-pokonac/</guid>
	</item>
	<item>
		<title><![CDATA['Obrazy w mojej głowie, nigdy o nich Ci nie powiem']]></title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8607-obrazy-w-mojej-glowie-nigdy-o-nich-ci-nie-powiem/</link>
		<description><![CDATA[Hej.<br />
Nie wiem czy piszę w dobrym dziale, jeśli nie, przenieście proszę post.<br />
Chcę Was zapytać czy moja "przypadłość" jest normalna, czy powinnam się o siebie martwić. Od dawna, wymyślam sobie tak jakby drugie życie, najczęściej w nocy, przed zaśnięciem, ale przez kilka ostatnich dni praktycznie cały czas tylko myślałam.. Fantazjuję, że jestem w ogóle kimś innym, lepszym, szczęśliwym człowiekiem. Mam pracę, mieszkanie, rodzinę, wszystko mi się udaje. Gorzej, jak muszę wrócić do rzeczywistości, spojrzeć w lustro. Chwilami boję się, że mówię na głos coś, o czym akurat myślę, tzn.mówię to, co wypowiadam do wyimaginowanego dziecka czy męża. Nie wiem jak z mówieniem przez sen, ale może się zdarza, bo to co sobie wymyślę, zaczyna mi się już śnić, przez co czasami śpię po kilkanaście godzin, byle tylko pobyć dłużej w tym "lepszym życiu". <br />
Wiem, że wiele osób marzy o przyszłości, planuje ją, planuje kolejne dni, podejmuje decyzje. Ale moje plany i decyzje są zupełnie irracjonalne, to nie są nawet marzenia, bo po prostu nie mogą się spełnić. Nigdy nie będę mieć takiego życia, jakie sobie ułożyłam w myślach i zaczyna mnie to już przerastać. Nie chcę się  budzić, nie chcę żyć w rzeczywistym świecie. <br />
Macie też tak czasami? Da się pozbyć tych myśli? Jakoś skutecznie "uśmiercić" swoją lepszą, nierealną wersję?]]></description>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2011 19:48:22 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8607-obrazy-w-mojej-glowie-nigdy-o-nich-ci-nie-powiem/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Osobowość unikająca</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8604-osobowosc-unikajaca/</link>
		<description><![CDATA[Nie wiem czy ten wątek był poruszany. Jak pokonać osobowość unikającą? Tylko poprzez leczenie u specjalisty? Czy można sobie poradzić samemu?<br />
Ciągle mam wrażenie, że przed czymś uciekam i sama nie wiem przed czym...<br />
<br />
Zastanawiam się czy, trudności z podjęciem decyzji, utrata zainteresowań, również mogą być związane z tym typem osobowości.]]></description>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2011 17:07:33 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8604-osobowosc-unikajaca/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>Chciałam się wygadać</title>
		<link>http://www.psychocafe.pl/topic/8594-chcialam-sie-wygadac/</link>
		<description><![CDATA[Witam.<br />
W koncu się przelamalam, zeby zalozyc tu konto i poszukac pomocy. Choc nie wiem czy jest to mozliwe, chcialam poprostu sie wygadac. Bardzo mi to pomoga, moze znajde kogos kto mnie zrozumie, kto ma podobny problem, z kim bede mogla porozmawiac i jakos wzajemnie sobie pomozy.<br />
Sama nie wiedzialam w ktorym dziale to napisac, ale depresja jest chyba glowna przyczyna, wiec mysle ze tutaj bedzie najlepiej.<br />
Ciezko bedzie to opisac bo na moja depresja skladaja sie problemy z calego zycia, poczatki byly jak mialam okolo 10-12 lat, powazna depresja zaczela sie w wieku 14-15lat, w wieku 15 lat liczne podcinanie, lykanie tabletek, proby samobojcze codziennie, momenty ktore wygladaly na schizofrenie, rozdwojenia jazni, w trakcie checi popelnienia samobojstwa. Od tego czasu do dzis ciagle mnie to meczy, do tego doszla nerwica z biegiem lat i okropna bezsennosc od pol roku, lęki, strach przed wszystkim, przed zyciem, fobie i manie. Na codzien ciagle dzieje sie masa rzeczy, ktora ciagle poglebia moj stan. Jedna z przyczyn byl brak dogadania z rodzicami, w domu czulam sie zle, zero prywatnosci. Jak poszlam na studia (rok temu), nagle odzylam, tylko ta mysl trzymala mnie przy zyciu wczesniej. Jednak wszystko zaczynalo wracac po kilku miesiacach, znowu bylo tak samo zle, myslalam ze gorzej byc nie moze, az nagle zmarl moj ojciec w lutym. Od tego momentu wszystko sie posypalo. Totalnie sie poddalam i nie mam juz sily walczyc. Zaczelam chodzic do psychologa i psychiatry, bralam rozne leki, ktore nigdy nic nie pomagaly, ciagle klotnie z mama, ktora nie rozumie mojego problemu. Dla niej licza sie tylko studia, a obecnie mam zalatwiony urlop zdrowotny od psychiatry, bo nie bylam wstanie sie uczyc. Mama naciska na egzaminy i nie rozumie, ze ja i tak mam zwolnienie i ich nie zdam, ciagla presja, ciagly strach, z dnia na dzien coraz gorzej reaguje na smierc ojca. Zaden lekarz nie pomaga, a ja z dnia na dzien sie boje, ze moje zycie legnie w gruzach i ze poddam sie do reszty. Juz zastanawiam sie nad pojsciem do zamknietego szpitala.. ale sama nie wiem. zaproponowal mi to lekarz jak miesiac temu wyladowlam w szpitalu po probie samobojczej. poprostu boje sie wszystkiego i nikt z mojego otoczenia mnie nie rozumie, a przede wszystkim mama, ktora tylko mi zostala. nawet lekarz mi powiedzial, zeby dac spokoj z uswiadamianiem mamy i probowac unikac klotni z nia bo to nie ma sensu. ostatnio zmienilam leki i czuje sie po nich tragicznie, czeste wymioty, migrena, boje sie wychodzic  z domu.. i co tu zrobic?]]></description>
		<pubDate>Mon, 05 Sep 2011 19:25:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.psychocafe.pl/topic/8594-chcialam-sie-wygadac/</guid>
	</item>
</channel>
</rss>
